To ja już sam zacznę płakać cz. 18

Cz. 18
               Rok Później…


Marzena
Mam już czterdzieści pięć lat i zero perspektyw na jakiekolwiek dziedzictwo. Tak bardzo chciałam pomóc Adamowi, że całkiem zapomniałam już o swoim życiu, które raczej, nie stało w miejscu. Całkiem legły moje marzenia o potomstwie, gdy wyniszczona zachowaniami Adama, gnałam mu na pomoc, podczas, gdy mój zegar biologiczny nie stał w miejscu.
Zgubiłam okres. Od pół roku już nie miesiączkuję i sama mam ochotę odebrać sobie życie, gdy pomyślę, że przez głupiego Adama nigdy już nie będę mogła mieć dzieci.
A jak on mi się odwdzięczył?
Od trzech miesięcy prowadza się z jakąś lalunią dużo od niego młodszą. To nie tak, że nie cieszę się z tego, bo w końcu nie muszę się martwić chwilą, że znów targnie się na swoje życie, ale… Sądziłam, że jeszcze kiedyś my będziemy razem. Złudne to było, wiem, ale nic nie potrafię poradzić na fakt, że ja go wciąż kocham.
Przez tyle lat.
Odkąd go poznałam zakochałam się bez opamiętania. Często go odwiedzałam, choć sama przeżywałam katorgi z dzieciństwa. Skrywałam je gdzieś daleko, głęboko we mnie, aby nigdy nie wyszły na porządek dzienny. Poznając Adama sądziłam, że świat zmienił się na lepsze. Dopiero, gdy dowiedziałam się, że ma dziewczynę, a potem żonę, duchy przeszłości powróciły.
Znów miałam być sama.







Adam
Gdyby mi ktoś powiedział, że znów się zakocham, nigdy bym w to nie uwierzył. A gdyby mi ktoś powiedział, że tą wybranką będzie Alicja, ta sama, która poszukiwała zielonego samochodu i ta sama, która wyjechała do Włoch w poszukiwaniu zapomnienia i ta sama, wracając wyrwała mnie z letargu, nigdy bym w to nie uwierzył.
A jednak. Chodzimy ze sobą już od trzech miesięcy i planujemy ślub. Nie kościelny, ale cywilny, lecz to wciąż będzie ślub. Chcę, aby Ala została moja żoną, bo to ona przelała moje złe dni na te, które sprawiają, że zacząłem żyć od nowa i te, co nastaną, których już nie mogę się doczekać.
Kocham ją całym sercem. Uzgodniliśmy, że żadne z nas nie będzie wracało do przeszłości. Ona zapomni o swoim dawnym życiu z Antonym, a ja o życiu z zabójczynią. I gdy tylko na to przystaliśmy, znów mogliśmy marzyć i cieszyć się z naszego szczęścia. Nawet nie sądziłem ile zabawy i radości może dać nam zwykły seks. Co prawda jestem od niej piętnaście lat starszy, ale jakoś nam to nie przeszkadza. Zresztą, jak na czterdziestotrzylatka jestem w dobrej formie.
Dzisiaj Ala ma już oficjalnie się do mnie wprowadzić. Zaproponowałem jej przeprowadzkę do mojego starego domu, w którym wciąż jestem, bo jakoś nie potrafię się z nim rozstać. Czasami, gdy jej nie ma, wspominam Kubusia i obiecuję mu, że nigdy nie pokocham nikogo bardziej od niego. W snach uśmiecha się do mnie, ale nic nie mówi. Patrzy tylko i coś myśli, ale ja nie potrafię odgadnąć, co. Chcę do niego podejść i go uściskać, ale zawsze, kiedy to robię, on odpływa na ciemnej chmurce, wciąż na mnie tylko patrząc. Żałuję, że nie mogę z nim być, ale obiecuję mu, że kiedyś do niego dołączę. Wtedy się do mnie uśmiecha, a ja przesypiam spokojnie całą noc.






Odkąd tata z nami nie mieszka, mama zaczęła przyprowadzać do siebie do domu innych panów. Sytuacje powtarzają się każdego dnia. Wybija godzina osiemnasta, mama wystrojona w najlepsze swoje ubrania, czeka na gościa, który zjawia się punktualnie.
Na stole jest przygotowana kolacja. Świece, dobre wino i dobre jedzenie mama zamawia przez telefon, a ktoś to potem dostarcza tuż przed szóstą wieczorem. Zapachy rozchodzą się po całej kuchni i pokoju, gdzie mnie nie wolno przebywać. Muszę się chować w pokoju na górze i siedzieć cichutko na łóżku, aby nikt, kto jest na dole, nie zauważył mojej obecności.  
Gdy ten ktoś już przychodzi, najpierw całuje mamę w rękę, a potem siadają do stołu. Czasami widzę, co nieco przez drzwi, które nie zawsze domykam. Potem jedzą kolację wciąż się śmiejąc i żartując. Mama jest zupełnie inna, niż jaką ja ją znam. Uwodzi faceta masując go po nogach pod stołem swoimi nogami, a potem idą do pokoju, z którego dochodzą mnie dziwne, czasami dzikie dźwięki. Za każdym razem jęk mamy jest taki sam, jakby śpiewała jedną i tą samą piosenkę, ale oni o tym nie wiedzą. Dla tych odwiedzających mamę, ona jest niezwykła i wyjątkowa.
Gdy zegar wybija dwudziestą, mama żegna się z przybyłym gościem, który wręcza jej kopertę, w której są pieniądze. Mama dziękuje mu uroczyście, po czym wypuszcza gościa, szybko zamykając za sobą drzwi. Wtedy już nie jest uśmiechnięta, tylko ma tą, co zawsze, ponurą minę.
- Złaź już na dół i posprzątaj po sobie- mówi, choć ja niczego nie nabałaganiłem. Wiem, że mam posprzątać ze stołu, bo oto jej chodzi, ale ona woli mówić, iż to ja sprawiam jej kłopoty. Wtedy jest milsza i nie bije mnie tak często.
Lubię po nich sprzątać, bo wtedy smakołyki lądują w moim żołądku. Zlizuję wszystko, co jest na talerzach, bo teraz wiem, że nie jestem chory, tylko zagłodzony. Lecz przy mamie niczego nie mówię. Niech sobie wciąż myśli, że nie wiem, o co chodzi. Póki będę udawał, że wciąż jestem na jej zachcianki, będę bezpieczny.
Wtedy nie domyśli się, że planuję ucieczkę.


1 182 czyt.
100%31
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1007 słów i 5406 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 23 lut 2019

    Zaskakujesz tym ostatnim fragmentem tej części.  Pozdrawiam