Siedmioramienna gwiazda cz 4

Kilka godzin wcześniej.


Złotowłosa leżała nago na białym prześcieradle. Na dywanie poniewierały się ich ubrania. Karo opierała głowę na jego torsie, a on bawił się jej włosami.
— Dobrze ci było? — zapytała cicho.
— Jesteś niezła w te klocki.  
— Świntuch, kocham cię. Dlatego się staram. Tak rzadko mi mówisz, że mnie kochasz.
Dziewczyna wsparła się na rękach.
— Powiedz, że mnie kochasz.
— Wiesz, że tak.
— Ale nie możesz powiedzieć?
— Przed chwila potwierdziłem, o co ci chodzi?
— No tak, niby tak — szepnęła.
Patrzyła na sufit.
— Ożenisz się ze mną?
— Co cię dzisiaj napadło?
— Bo mogę być w ciąży.
— Pieprzysz!
— Naprawdę. Zawsze zakładałeś.
— Bo mi mówiłaś, głupia.
— Wcale mnie nie szanujesz. Kupujesz mi prezenty, ale nigdy kwiatka mi nie dałeś.  
— Wiesz co, chyba masz dzisiaj zły dzień.  
— Idę.  
Wstała i zaczęła szukać swoich majtek na dywanie.
— Wracaj tu — powiedział wesoło.
— Idę sobie, bo jesteś nie miły.
— Wracaj, powiedziałem.
Odwróciła się do niego. Patrzył na jej idealne ciało.  
— Jak powiesz, ze mnie kochasz.
— Kocham cię diable, wracaj.  
Karo się roześmiała i wskoczyła na łóżko siadając na jego biodrach. Patrzyła na niego z góry.
— Aż taka jestem zła?
Elvis przymrużył swoje śliczne błękity i szepnął.
— Mam coś, chcesz?
— Ostatnio wymiotowałam. Kiedy rodzice wracają?
— Dopiero w poniedziałek wieczorem.  
— Tak, ale ja muszę być w domu przed dziesiątą.
— Możesz im powiedzieć, że masz spanie u koleżanki.
— Majki?
— Nie, bo jeszcze zadzwonią. Która jest najporządniejsza.
Karo wydęła swoje pulchne usta w grymasie, jakby zobaczyła rozdeptaną żabę.
— Gienia. Poważnie ci mówię, jakbym miała takie wypryski zamiast cycków to bym się zbiła własną pięścią.
— Ale ona ma zgrabne nogi i biodra. Poza tym to niezła suczka.
Zobaczył pioruny w oczach kochanki.
— Powiedz, że żartujesz!
— Jest w porządku, ale ty jesteś ładniejsza.
— W porządku! Co to ma znaczyć, Elvis!
— Mówię ci, że masz zły dzień. Weźmiesz trochę pudru do nosa i zaraz będziesz się lepiej czuła.
Ale Karo nie rezygnowała.
— Jak może ci się podobać taka płaska deska!
Elwis wstał i poszedł nago do biurka. Po chwili wrócił z proszkiem. Rozsypał na szklanej szybce i żyletka ułożył dwie linnie. Przygotowaną rurką wciągnął do nosa.  
— Kur... jakie mocne. Ach! Dawaj Karo!
Karo wciągnęła druga linijkę. Poczuła wirowanie przed oczyma. Kolory zaczęły się zlewać, zmieniać. Poczuła się wolna. Chłopak wstał i włączył jakąś ostra muzykę. Po chwili zaczęli wyginać ciała w szalonym tańcu w jakiś sposób znaleźli się na łózko. Dzika żadza opanowała jej ciało. Wbijała paznokcie w jego tors i barki.Czuła, że wpada w jamę kolorowych, postrzępionych kół. Wiedziała ostatnią częścią świadomości, że Elvis robi z nią coś innego niż zwykle, ale nie reaguje... Zapadała się głębiej i głębiej.

Obudziła się na dywanie. Całe ciało ją bolało. Z trudnością wstała i poszła do łazienki. Załatwiła potrzebę i weszła pod prysznic.  
— Co on mi zrobił? Czuje się jakby przejechał po mnie czołg — szepnęła do siebie.  
Jakaś cząstka jej świadomości spierała się z resztą. Czy tego naprawdę chce? Woda lała się na jej ciało.  
Dwa lata temu poznała go i zakochała się w jego cudnych błękitach, otulonych wachlarzem czarnych rzęs. Był jej pierwszym. Troche bolała, ale tylko pierwszym razem. Już jako piętnastolatka wygladała dorośle. Może od tego czasu tylko jej piersi trochę urosły, co dawało jej poczucie pewności, że jest niezwykle atrakcyjna. Elvis był wówczas inny. Chodzili do parku, zabierała ją do wesołego miasteczka, kiedy przyjeżdżało. Zaczęli pić. najpierw piwo, potem doszły mocniejsze drinki. Ale pili tylko okazjonalnie. Oboje nie palili papierosów. Zmieniło się rok temy. Zaczął słuchać mocnej muzyki. Teksty były złe. Dużo przekleństw i wysławianie diabła. Trochę ją to raziło, ale wszystko przesłaniały te oczy. Chłopak miał ładne ciało, zarysowane mięśnie i czarne włosy na klatce piersiowej i na dobrze widocznych mięśniach brzucha. Pół roku temu zacząli brać proszek. Elvis miał jakiegoś znajomego co dostarczał mu towar. To nie był zwykły narkotyk, czy dopalacz. Ponoć miał same pozytywy. Nie powodował przegrzania ciała, krwawienia z nosa, ani zaczerwienienia oczu. Jedynym środkiem ubocznym były wymioty, chociaż Elvis ich nie miał. Jego rodzice wyjeżdżali często do Niemiec. Mieli dużo pieniedzy. Z tego co zrozumiała miedzy wierszami, nigdy nie mieli dla niego czasu. Jak był mały, zajmowały się nim nianie.  
Czego nie wiedziała złotowłosa, to tego, że nie była jego pierwszą. Pierwsza była Maja. I to dobre półroku przed nią. Najpierw byli razem znajomymi, w krótce przyjaciółmi. Spędzali razem czas. Oczywiście Karo sądziła, że to ona jest jego dziwczyną. Kiedyś przypadkowo nakryła ich jak całowali się w kuchni. Była zła na Majkę przez dwa tygodnie, ale w końcu się pogodziły...

Dziewczyna poprawila swoje czekoladowe fale. Stała przed lustrem i patrzyła w swoje odbicie.  
— Coś mi się zdaje, że mój Romeo będzie się pieprzyć z tą złotowłosą cizią. Taka z niej koleżanka jak z koziej dupy trąba.
Wzięła komórkę i już miała zadzwonić, żeby wyczuć blusa, ale w ostatniej chwili zrezygnowała.  
— Myślisz sobie, że będziesz mnie wodził za nos, błękitnooki przystojniaczku.
Popatrzyła jeszcze raz w swoje odbicie, poprawiła piersi i obcjągnęła bluzkę. Odkręciła się i obejrzała z zadowoleniem kształtne pośladki.
— W końcu to ty Karo jesteś blondynką, a nie ja.
Wzięła komórke i przesunęła po imieniu: Sławek. Po chwili usłyszała znajomy głos.
— Hej.
— Cześć. Pamiętasz jak rozmawialismy dwa tygodnie temu. Wspomniałeś coś o kawie.
Nastapiła cisza.  
— Jesteś tam, Sławek?
— Tak, tak. Trochę mnie zaszokowałaś. Chciałem się z tobą wówczas spotkać, bo mieliśmy robić ten projekt, ale powiedziałaś, że jesteś zajęta. A potem nie miałem okazji zapytać. Jesteś ciągle z Karo, albo Elvisem.
Po ułamku chwili przypomniała sobie. Tak, był okres, że chciała być z Karo, nawet bez Elvisa. Jakiś czas temu. Coś zaraz potem jak się pokłóciła z czarnowłosym, a Karo była wówczas słodka jak miód. Były raz bardzo blisko, bo razem przymierzały u niej bluzki. Co musiała przyznać złotowłosej piękności, że całowała się cudnie. I w jednej sekundzie zmienia pierwotny zamiar planowanej randki ze Sławkiem. Pomyślał, że jest prawie pewna, że Elvis i Karo są teraz razem i czuła co robią.
— Słuchaj, to moja koleżanka. Ona jest dziewczyną Elvisa, a ja jestem piąty kołem u wozu. Rozumiesz co mam na myśli? Masz czas się spotkać?
— Jutro nie — odpalił błyskawicznie.
— Nie mówię o jutrze, teraz.
Sławek trzymał słuchawke przy uchu i musiał podjąć błyskawiczną decyzję. Podobała mu się Eugenia, ale w Majce było coś zadziornego co łaskotało jego dół pleców. Jakaś część w nim protestowała, ale zdołał tylko sklecić marną odpowiedź.  
— Tak chętnie, możemy się spotkać na kawie, jeśli chcesz. Tylko wiesz, że mam marne, stare renault, a ty pewnie przyzwyczaiłaś się do sześciocylidrowego turbo.
Majka czasmi była grzeczna dziewczynką, a momentami nie mogła opanować swojego temperamentu.  
— Nie chrzań smutków, Sławciu. Chcę się spotkać z tobą i guzik mnie obchodzi czym podrzucisz moją zgrabną dupkę na kawę.  
Sławek głośno przełknął ślinę.
— Prześlij mi adres. Za godzinę będzie dobrze?  
— Pół, byłoby lepiej. Dobra, masz adres i wpadnij po mnie. Fajna pogoda, szkoda dnia.  
Odłaczyła się. Wysłała adres i znowu popatrzyła w lutro. Ciekawe jak niebieskooki zareaguje, że jego rezerwowa dziewczyna ma chłopaka. Mam nadzieję, że Sławek umie operować rękami i troszkę poprawi buzię mojego byłego księcia, pomyślała.  
Majka poszła do swojej sypialni. Otworzyła szafę i zaczęła wyrzucać bluzki i spódnice. W końcu dobrała odpowiednie zestawienie i pochowała resztę z powrotem. Wróciła do kuchni, wrzucia dwa kawałki pizzy do opiekacza i nastawiła na 8 minut. Wyjęła napój z pomarańczy i nalała do szklanki. Usiadła przy stole i uderzała rytmicznie idealnie wypolerowanymi paznokciami o kolorze ciemnego fioletu w blat.  
Robię to z zemsty, mam dość być trzecią czy też Sławek mi się podoba, pomyślała. Po chwili znała odpowiedź. Była obok Eugenni drugą dziewczyną w klasie rozumiejącą matematykę. Pomyślała, że pierwsze dwie opcję razem są równe trzeciej. Nie spodziewała sie, że rozmyślanie zajmie jej osiem minut.  
timer wyrwał ją z przemyśleń. Położyła dwa kawałki na talerz i zaczęła jeść. Jednak po zjedzeni, poczuła tylko większy głód.
— Wątpię czy mnie zaprosi na obiad. Romeo ma forsę, ale woli ją wydawać na biały proszek. A temu pewnie starczy na kawę.  
Wyjęła surówkę z marchewki i burakaków z jabłkiem. Jadła i patrzyła na cyfry wskazujace czas.  
— Kurcze, nie zdarzę się wykapąć.  
Pobiegła do łazienki. Zrzuciła wszystko w kilka sekund i wskoczyła do wanny. Po chwili myła skórę miękką gąbką, a jej gładkie ciało pokrywała piana o zapachu cytrusowych owoców. Dawno się tak nie spieszyła. Wytarła ciało, sztyft pod pachy, perfumy. Pobiegła nago do sypialni i w pospiechu założyła ubranie. Nie chciała zakładać szpilek, bo nie psowały do jej spódnicy. Założyła lekkie korki na średnim obcasie. Wróciła do łazienki i szybko umalowała usta ciemnowiśniową pomadką. Posmarowała odrobiną kremu buzię i była już gotowa. Usyszała komórkę.
— Punktualny, cholera. Dokładnie godzina.
Odebrała. Po dwóch minutach wyszła. Tak, to nie był szał salonów, ale postanowiła nie robić uwag. Czuła, że to nieco słaby punkt jej nowego chłopaka. Maja nie bardzo wiedziała co to za samochód, wiec zapytała miło.
— Nie jest taki zły. Ja nawet nie mam takiego. Co to za cacko?
— Ech, jakie tam cacko. Ma prawie15 lat. To renaut Laguna.
— Fajny, naprawdę. To gdzie mnie zabierzesz?  
— Masz ochotę coś zjeść?
Majka popatrzyła na szatyna z delikatnym uśmiechem.
— Prawdę mówiąc, myślałam że mnie zaprosisz tylko na kawę i coś już zjadłam.  
— Wiesz, byłem trochę zaskoczony.
Zielonooka popatrzyła dłużej na chłopaka i przekręciła delikatnie głowę.
— Ale cieszysz się, że zadzwoniłam?
— Jasne!
Majka wyczuła coś, ale nie chciała drążyć tematu.
— To jedźmy, szkoda dnia.  
Po chwili jechali do centrum.  
— Tu zaraz jest taka fjna kawiarnia, byłam tu często z... — za wczasu ugryzła się w język.
Ale Sławek nie był aż tak głupi i się domyślił. Zatrzymał samochód, zapłacił parking i wysiedli. Po chwili siedzieli już w kafejce. Zamówił latte, ona cappuccino i wzięli dwa ciastka tortowe.  
Chłopak nie byl zbyt rozmowny, odpowiadał na pytania. Wyraźnie coś go gryzło. Majka też to wyczuła. Nie chciała mu wyjawiać na pierwszym spotkaniu, jaki miała motyw, że do niego zadzwoniła. Nie miała również żadnego planu, sądziła że wszystko samo pójdzie gładko. W końcu to nie było jakieś zauroczenie tylko czysta gra hormonów.
— Mówiłeś, że myślałeś że pójdziemy coś zjeść. Ja jadłam, a ty pewnie nie. Co myślisz, żebyśmy poszli do mnie? Mam więcej niż trzy czwarte pizzy, dobrą surówkę i zamrożoną zupę.
Chłopak byl lekko zaszokowany jej propozycją.  
— To bardzo miłe z twojej strony, ale co rodzice powiedzą jak mnie zobaczą?
Dziewczyna pokazała idealne uzębienie.  
— A co mają powiedzieć. Nie będziemy pić alkoholu ani palić papierosów tylko jeść. Boisz się?
— Coś ty? Czego?  
— Mnie.
Popatrzyła na niego tak, że faktycznie poczuł się dziwnie. Wyczuł bowiem podtekst. Opanował to dziwne uczucie i powiedzia.
— Jestem silniejszy i umiem się bić, więc taka kruszynka jak ty mi nie straszna.  
Majka nie była wysoka. Miała 155 cm wzrostu. Wszystko na miejscu i w odpowiednich wymiarach.  
Przez chwię stanął mu przed oczami obraz Eugenni. Wiedział, że Majka za nią nie przepada. I wiedział dlaczego. Eugenia była całkiem inna. Skromna, spokojna i wyrażała się ładnie. Majka natomiast potrafiła posłać wiązankę. W ciągu jednej chwili Sławek pomyślał, czy nie jest to wpływ Karo i Elvisa.  
— Skoro zapraszasz?
Zobaczył coś w jej zielonych oczach i wyczuł. Miał chwilkę, żeby podjąć decyzję. Poczuł działanie hormonów. Zapłacił za wszystko i wyszli.  
— Cieżko prowadzić? Mama ma samochód, ale pracuje daleko, więc nie mam kiedy się nauczyć.
— A Elvis nigdy ci nie dał poprowadzić?
Pomyślał, że może nie powinien pytać, ale było już za późno.
— Elvis traktuje swoją beemkę lepiej niż Karo.
Sławek miał postawić następne pytanie odnośnie czarnowłosego, ale w tym momencie poczuł jej dłoń na udzie.  
— Fajny jesteś, nie wiedziałam. Byłam głupia, trzeba mi było spotkać cię już dwa tygodnie wcześniej, albo i jeszcze wcześniej.
Sławek czuł gorąco w ciele do tego stopnia, ze z trudnością skupiała się na drodze. Na szczęście dojeżdżali. Zabrała dłoń i otworzyła drzwi. Po chwili weszli do domku.
— Zaraz będzie jedzonko dla ciebie.
Otworzyła zamrażalnik i wyjęła zupę w plastikowym pudełku. Nalała gorącej wody do zlewu i wstawiła pojemnik. Włożyła trzy kawałki pizzy do opiekacza. Sławek ją obserwował. Szło jej wszystko bardzo sprawnie.
— Lubisz się zajmować domem?
— Tak. Mama późno wraca.  
— A tata?
Nastapiła chwila milczenia.
— Rozwiedli się, ten co mieszka z nami to mój ojczym. Stara się, ale ja go nie zaakceptowałam. To była mamy wina, ze małżeństwo się rozwaliło. Ojciec jest w Anglii i widuję go dwa razy w roku. Brakuje mi go.
Sławek widział jej plecy. Czuł, że jest jej bardzo przykro, a może nawet płacze. Pomyślał, że już się znają z widzenia dwa lata, a miał o niej nieco inne zdanie. Podszedł i chcił podejść blisko. Ona się odwrócia. Miała załzawioną twarz. Przygarnął ją do siebie. Położyła głowę na jego torsie. Stali tak chwilę. Oderwała głowę i szybko go pocałowała w usta.
— Zjedz, najpierw.
Sławek czuł, że traci czucie w kolanach. To, , najpierw" coś wyraźnie sygnalizowało. Jedna jego część w środku bardzo tego chciała, a druga próbowała tłumaczyć. Jeszcze nigdy nie znalazł się w takiej trudnej sytuacji. Wrócił do stołu. Patrzył jak się porusza przy kuchni. Dopiero teraz dotarło do niego, że jest zgrabną i bardzo ładną dziewczyną. Przez kilka chwil powrócił obraz Eugeni. Wczoraj czuł się dobrze, ale to było raczej uczuciowe, dzisiaj w prost przeciwnie. Krew szalała w jego żyłach. Z trudnością walczył z objawami podniecenia. Ona podała obiad. Zupę w porcelanowym talerzu, i pizzę na podobnym, tylko bardziej płaskim. Patrzyła na jego twarz. Jadł i starał się robić to spokojne. Zadzwoniła jej komórka. Spojrzała na ekran i wstała. Podeszła do okna.
— Cześć mama.
— A czemu?
— Rozumiem, zostawię ci jedzenie w lodówce.
— Ty też.
Popatrzyła na Sławka.
— Przyjedzie dopiero po dziesiątej.
— A ojczym?
— Wraca w poniedziałek. Często wyjeżdża, zbyt często.
— Co masz na myśli?
— Chyba kogoś ma. Ostatnio się kłócą. Wcześniej kłóciła się z tatą. Ja tego nie cierpię. Nie cierpię!
Sławek chciał coś powiedzieć, ale mu nie dała. Zaczęła go całować łapczywie i drapieżnie...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i szkolne, użył 2826 słów i 15797 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Duygu

    Achch, no łapka musiała tu wylądować!  :yahoo: Alex, świetna robota. Masz swój, dobry styl pisania. Moim zdaniem jak na razie to najlepsza część, ale jeszcze nie raz zaskoczysz  ;) Hmm, dziwne, że lubię Karo i Elvisa?  :rotfl: Ale lubię też naszą "płaską deskę", dziwna jestem...  :woot:  :lol2: Ją zabiję tego Sławka!!! A już miałam wspomnieć o tym, że go lubię!  :pissed: Majka, ahhh ty tępa, głupia babo!  :nerw: Czy możesz dać chłopu spokój?! On kocha INNĄ dziewczynę! Ja ci go zaraz pocałuje, zobaczysz!!!  :bitka: Oby na całowaniu się skończyło... Bardzo emocjonalna część. Gratuluję  :bravo:

  • AlexAthame

    @Duygu No niestety.wszystko się zmienia jak pogoda :rotfl:

  • agnes1709

    Można wiedzieć, co za cudeńko zarzucili, bo głupoty piszesz. Żaden narkotyk zażyty donosowo nie działa od razu, żaden! No i po żadnym też nie następuje krwawienie z nosa, chyba, że zmieszają z nim jakiś syf (zazwyczaj preferowane jest szkło). No i te objawy, dość oryginalne i jakby... niespotykane?:lol2: Nie gniewaj się, ale musiałam o tym wspomnieć. JA rozumiem, że to opowiadanie, fikcja, aczkolwiek troche realizmu mały, nie pisz o czymś, o czym nie masz bladego pojęcia. Na pocieszenie zostawiam łapkę (a to fiku miku między laskami mógłbys trochę rozwinąć, ja na pewno nie omieszkam):P