Pamięć cz 2

Dusza milczała. I Harley sobie coś uświadomił.
— Możesz stać się kobietą? Proszę.  
— Dobrze. Kiedy?
— Mówiłaś, że musimy się przenieść. Możemy gdzie ty chcesz czy tam gdzie ja chcę?
— Tam gdzie ty. Mogę spełniać twoje prośby. Wszystkie, które nie są sprzeczne z prawami.
— Masz prawa?
— Tak. Więcej niż myślisz.  
— Rozumiem.
— Nie rozumiesz.
— Tak się mówi.
— Harley. Wiem, że nie doceniasz ani nie rozumiesz wyjątkowej sytyacji w jakiej jesteś. Będę z tobą. Będę cię bronić. Będę cię uczyć. A ty staraj się wyzbywać fałszywych nawyków.  
Chłopak się zastanowił po raz drugi.
— Co będzie z twoim ciałem? Będzie śmiertelne?
— Oczywiście.  
— W takim razie co będzie z tobą kiedy umrze to ciało? Gdzie pójdziesz?
— To zależy od wielu rzeczy. Głównie ode mnie i trochę od ciebie.
— Nie rozumiem.
— Wiem. Zrozumiesz jak zechcesz.  
— A co z twoją identyfikacją?
— Zajmę się tym.
— Aha. Znowu nie rozumiem.
— Tym razem nie wierzysz, prawda?
— No, bo to będzie trudne. Nie możesz być kimś kto żył. Więc jak to zrobisz? Tu jest taka biurokracja. Wszyscy muszą mieć dokumenty i być gdzieś zarejestrowani.
Dusza się roześmiała.
— To chyba zrozumiesz. Wiesz pewnie, że nie będę kłamać. Zarejestruję się wszędzie. A raczej oni mnie zarejestrują.  
— Możemy pojechać do Portland? Tam wypożyczyłem helikoptr.  
— Dobrze, ale trudniej ci będzie mnie znaleźć.
— Nie rozumiem? Znikniesz?
— To prostę. Żebym nie musiała kłamać, oni będą musieli mi dać dokumenty. Pojedziemy tam, a ja tam zbuduję dla siebie ciało. Zgodnie z twoim pragnieniem. Ale ty będziesz mnie musiał znaleźć.   A co ważniejsze, wszystko mi przypomnieć.
— Będę musiał cię znaleźć? A później przypomnieć wszystko? Przecież powiedziałaś, że wiesz prawie wszystko. Jak będę zatem mógł przypomnieć ci wszystko, skoro sam mało co wiem?
Dusza znowu się roześmiała.
— Harley, mój drogi. A co wiesz?
— Że jestem Harley. Jestem mężczyzną. Mam dwadzieścia trzy lata. Straciłem żone i córkę...
Zaczął płakać.
Dusza dała mu czas. Kiedy się uspokoił, odezwała się.
— Wszystko co wymieniłeś to tytułu i pamięć wydarzeń. To co wiesz, to uczucia. Ale nie umiesz ich zawsze prosto oddzielać od innych mniej ważnych informacji. Pomyśl nad jednym pytaniem, które cię nurtuje. Nie bój się.
Harley wiedział, że to prawda.  
— Dlaczego nie mogła to być dusza Niny?
— To mogła być tylko czysta dusza. Dziecko jest czyste. Potem wchodzi w życie i już nie jest czyste, rozumiesz?
— A gdyby było same?  
— Nikt nie jest sam. Nigdy. Ciało z natury jest narażone na wpływ Złego. Co wiesz o aniołach?
— Mało. Mają moc. Większość jest posłuszna Bogu.  
— Tak. Powtarzasz coś o czym nie wiesz. Ale masz rację. Zastanów się czemu ci zadałam to pytanie?
— Skąd mogę wiedzieć?
— Zastanów się.
— One coś robią, czego samotne dziecko by nie robiło?
— Tak. Tego nie będziesz wiedział tak szybko. Może na końcu. Zostańmy przy tym, że to mogła być tylko dusza, która miała zamieszkać w nowo narodzonym dziecku. Miałam do wyboru to co każda i to co wybrałam.
Harley poczuł, że to ważne i był pewien, że wie.
— Chcesz powiedzieć, że nowo narodzone dziecko idzie do Boga? A to gdzie ty pójdziesz będzie zależało od ciała, w którym będziesz. Czyli nie jest takie pewne gdzie skończy się twoja droga?
— Prawie dobrze. Nowo narodzone dziecko, kiedy tam pójdzie, śpi, a kiedy się obudzi, idzie do Boga.
Harley poczuł wzruszenie.
— I zrobiłaś to dla mnie? Dlaczego? Czym sobie zasłużyłem?
— Już ci mówiłam. Byłeś smutny. Ale jeszcze z jednego powodu, a to mieści się w odpowiedziach, których nie mogę udzielić, ponieważ ich nie zrozumiesz. Może będziesz wiedział sam. Ale trochę to zajmie czasu.
— Ale jak cię odnajdę w takim wielkim mieście?
— Pomyśl. Kiedy chcesz jechać?
Nie wiem. Jutro?
— Twoja decyzja.  
— Ale ty bedziesz wiedziała cały czas gdzie ja będę?
— Harley. Musisz mnie traktować poważnie. Gdybyśmy byli na bezludnej wyspie mogłabym być z tobą już teraz.  
— To pojadę na jakąś..
— Wybrałeś Portland.
— Myślałem...
— To już się stało. Myśl na drugi raz, zanim coś pomyślisz. Myśl przeważnie z sobą coś niesie. Czasem słowo, czasem czyn. Czasem odczucie. Odczucie jest jeszcze bardziej mocne niż czyn. Więc się zastanów następnym razem, zanim coś pomyślisz.  
— Tylko jak cię znajdę. Jak?  
— To akurat wiesz. To czekam. Muszę już iść i coś przygotować. Znajdź mnie. Jestem tu dla ciebie i coś dla ciebie zrobiłam. Mam nadzieję, że wiesz, że rozum ci się nie przyda. Do zobaczenia.
— Poczekaj duszo. Pamiętaj jedno. Jesteś moją Dalią.
Ale dusza nic nie odpowiedziała. Harley nie mógł mieć pewności, że go w ogóle usłyszała.  
    Zrozumiał jedno. To co zrobiła dusza, znaczyło tylko jedno. Ona go kochała. Nikt przy zdrowych zmysłach nie stawiałby pewnego miejsca w raju dla czegoś innego. Chłopak nigdy nie myślał w poważny sposób o Bogu, a nawet po śmierci Niny i Sary był nawet na niego zły. Ale w tym momencie się zastanowił, że to nie było tak. Nie mógł być zły na kogoś, kogo nie znał. Pierwszy raz w życiu odczuł, że do teraz nic nie rozumiał. I przez całe dwadzieścia trzy lata, żył w iluzji.
— Odnajdę cię Dalio. Jestem ci to winny.  
    Pomyślał jeszcze coś, ale to było tak delikatne, że nie śmiał nawet tego wyrazić. Czy może istnięć taka myśl? Taka czysta i dobra, że nie chce się jej nawet dotknąć? Jakby była największą swiętością. Właśnie coś takiego pomyślał Harley. I pierwszy raz od śmierci żony i córki na jego twarzy pojawił się uśmiech.  
— Rozumiem dlaczego tak, Dalio. Dziękuję.  

Bezzwłocznie zaczął się pakować. Co potrzebował? Kilka kompletów ubrań, nic więcej. Nie chciał uciekać, wobec tego musiał załatwić kilka spraw. Otworzył notes i znalazł numer do biura w budynku, w którym mieszkał. Wystukał numer na swojej komórce.
— Tak, słucham. Syndy Knox, Piękna panorama.  
— Dzień dobry. Tu Harley Hendrix apartament 237, budynek B. Chciałbym złożyć wymówienie mieszkania.
— Och to pan, panie Harley. Nie miałam okazji złożyć wyrazów współczucia. Kiedy chce pan się wyprowadzić?
— Dzisiaj.
Nastąpiła chwila przerwy.
— Zgodnie z przepisami umowe o wynajem można rozwiązać po miesięcznym zawiadomieniu.
— Chcę się wyprowadzić dzisiaj. Zapłacę miesiąc z góry. Depozyt za pół miesiąca z pewnością starczy na wywiezienie moich mebli. Zawiadomię rodziców, zabiorą co trzeba. Reszte proszę dać biednym, a co zostanie na śmietnik.
— Proszę chwilke zaczekać. Policzę.  
Trwało to chwilkę.
— Płacił pan na czas. Ktoś dzwonił do nas i pytał o miejsce. Tydzień wystarczy na zabranie rzeczy przez pana rodziców?  
— Powinno.
— Panie Harley. Straci pan tylko pół rentu, co się równa 520 $. Musimy mieć pusty lokal, żeby odmalować. Są jakieś uszkodzenia?
— Nie, dbaliśmy o mieszkanie — głos mu się nieco załamał.
— Dobrze, proszę zostawić klucze rodzicom. Jeżeli pan może, proszę przyjść i podpisać papiery. Było nam miło, że mieszkał panu nas.
— Nie chce nic podpisywać. Za pół godziny wyjeżdzam. Moi rodzice oddadzą klucze.
— Sama nie wiem, powinien pan podpisać...
— Wrzucę czek do skrzynki.
— Nic nie jest pan winien, jak powiedziałam zatrzymamy tylko depozyt.
— To lepiej, dziękuję.  
Harley wziął głebszy oddech. Zadzwonił do rodziców.
— To ja — powiedział gdy usłyszał głos ojca.
— Jak się masz synu. Wybacz, że tak wyszło ostatnio. Mamy swoje zasady i wierzenia.
Ale chłopak nie chciał o tym rozmawiać.
— Wyjeżdzam dzisiaj do Portland.
— Do Portland? Dlaczego?
— Coś się wydarzyło. Nie mogę powiedzieć ze wzgledu na wasze poglądy i wierzenia. Podrzucę klucze. Zabierzcie co chcecie z mieszkania. A, to dla was ważne. W mniejszej urnie są prochy małej Sary. Możecie je pochować, możecie zatrzymać.
Harley wyczuł ojca.
— Ależ synu! Nie masz żadnego szacunku?
Nie chciał dyskusji, a tym bardziej nie zamierzał im niczego tłumaczyć.
— To prochy ciała mojej córeczki. Ciało bez duszy nie ma żadnej wartości. Oczywiście, że mam szacunek. Dlatego powiedziałem, ze możecie zrobić pogrzeb lub trzymać urnę w miejscu, które wybierzecie.  
— Ale...
— Ojcz — Harley przerwał, by nie dać się wciągnąć w rozmowę niezręczną dla obu stron — będę za godzinę.
rozłączył komórkę.
    Po pół godzinie siedział w swoim camry z jedną walizką. Zabrał tylko dodatkowo pustą urnę z wygrawerowanym napisem. ,,Moja umiłowana żona. Matka i przyjaciółka. Nina Hendrix- Altergate".
Po czterdziestu minutach zatrzymał się przed garażem rodziców. Zamierzał przed wyjazdem uściskać tylko matkę Niny, panią Lindę Aletergate. Nie wiedział czy zdoła, ponieważ wdowa obarczyła go winną za śmierć córki i wnuczki. Harley nie mógł pojąć jak można być tak niesprawiedliwym, ale nie miał wówczas sił by się tłumaczyć z tego, czego nie był winny.  
Harley siedział jeszcze chwilę w samochodzie, kiedy zobaczył, że ojciec otworzył frontowe drzwi.  
Chłopak wyszedł  z samochodu, podszedł do ojca. Patrzyli sobie w oczy. John otworzył ramiona.  
Harley z radością przytulił ojca.
— Jesteśmy chrześcijanami, musimy wybaczać.
Chłopak nie chciał się czepiać. Czy trzeba być chrześcijaninem, żeby wybaczyć?
— Chodźmy do środka, matka zrobiła obiad.
Harley odczuł, że nie może im tego odmówić. Kiedy się zobczą? Kto to mógł wiedzieć? Pewnie dusza by wiedziała. I wówczas odczuł jak będzie mu trudno ją znaleźć. Nie zdawał sobie sprawy, że jego wyobraźnia nie obejmowała faktu, że zamierzał zmierzyć się z niemożliwym.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 1697 słów i 9993 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto