Odium // Nathaniel 2012

- Dlaczego nic nie mówisz? – zapytał terapeuta, który siedział naprzeciwko mnie. Był dosyć młody i szczerze współczułem mu, że jednym z jego zapewne pierwszych pacjentów musiałem być ja.  
- Milczenie weszło mi w nawyk – odpowiedziałem, nawet na niego nie spoglądając. Jedyną pozytywną rzeczą tej terapii był bardzo wygodny, błękitny fotel, na którym siedziałem.  
- Kiedy to się wydarzało? – kolejne pytanie, na które zareagowałem parsknięciem.  
- Przecież dobrze pan wie co się stało i kiedy, proszę nie robić ze mnie idioty – odparłem zmęczony tymi wszystkimi pytaniami, na które miałem odpowiadać po to, aby poznał on moje spojrzenie na tę sytuację.  
   ,,Moja siostra umarła.
Naprawdę? Jak się z tym czujesz? Kiedy to było? Możesz opowiedzieć mi o tym coś więcej? O czym wtedy myślałeś?”  
   To terapia, czy przesłuchanie? Jestem o coś oskarżony? A może myślicie, że jestem dzieckiem, który nie wie, co to śmierć? Będziecie mi za moment wmawiać, że Nikolcia jest u aniołków? Świetnie, mam nadzieję, że dobrze się jej tam żyje.
   Kurwa nie.
- Nie miałem takiego zamiaru, chciałbym ci tylko coś uświadomić – powiedział i mogłem wyczytać z jego oczu, że również jest mną zmęczony. Prawda jest taka, że oboje byliśmy tam za karę.
- Uuuu, psychologiczne zagranie? Dwudziestego trzeciego marca, dwa lata temu – odpowiedziałem -  ale Nathan to było dawno nie sądzisz? – mówiłem, parodiując głos terapeuty. – Och, no racja, minęło już tyle lat, pora przestać się tym przejmować, no jest Pan po prostu niesamowitym specjalistą, zadbam, aby przyznali Panu nobla – na koniec spiorunowałem go wzrokiem.
- Nie do końca o to mi chodziło – westchnął. – Niepotrzebnie jesteś do tego tak źle nastawiony. Rozumiem, że…
- Nie – przerwałem mu.
- Tak, tak. Nie przeżyłem tego, co ty, więc cię nie rozumiem. To chciałeś powiedzieć, prawda? I masz rację, staram Ci się po prostu pomóc.
- Nie może mi pan pomóc. Tu nie chodzi o mnie, o moje nastawienie, nie wskrzesi pan Nikoli, więc nie jest pan w stanie mi pomóc – wzdycham. – Wie pan… jest mi po prostu niesamowicie przykro, że nie zdążyłem jej przeprosić – nie wiem, co takiego stało się, że nagle zacząłem się otwierać.
- Za co przeprosić?
   Wzruszyłem ramionami, wiem, że to okropny zwyczaj, ale niektórych rzeczy po prostu nie jestem w stanie wyrazić słowami.
- To dlatego tak często przepraszasz ,,na zapas”? Wciąż boisz się, że… – zrobił znak cudzysłowu rękoma.  
- Tak, chyba tak – mruknąłem cicho pod nosem.
- Wiesz, że powody, za które przepraszasz są często zupełnie niezależne od ciebie.
- Taaaa
- A jednak…
- A jednak przepraszam, tak, wiem, sorry. Nie, nie mam pojęcia dlaczego to robię, po prostu mam taką potrzebę, okay? To silniejsze ode mnie, możemy odejść od tego tematu?
- Od każdego poruszanego tematu prędzej czy później chcesz odejść. Ucieczka to nie jest rozwiązanie.
- A może i jest, jeśli wyłącznie uciekający ma problem, jeśli nie dotyczy on nikogo innego i nikomu nie robi krzywdy swoim odejściem.
- Myślisz, że nikomu nie zrobiłbyś krzywdy swoim odejściem?
- Tak, tak myślę.  
- Rodzice? Twój przyjaciel.. Grześ o ile pamiętam. Myślisz, że nie byłoby im przykro?
- Grześ obiecał mi, że będzie się cieszył, jeśli już spełnię swoje marzenie. Kazałem mu z tej okazji sprzedać wszystkie moje rzeczy i z tych pieniędzy zrobić najlepszą imprezę na świecie – spojrzał na mnie lekko zaskoczony.
- A rodzice? Stracili już jedno dziecko.
- Nie powinien mi pan tak mówić, jest pan psychologiem. Uważam, że jest to sprzeczne ze… w zasadzie ze wszystkim, nawet nie wiem jak to skomentować.  
   Zresztą ta rozmowa od początku wydawała się bardziej przegadywaniem, niż terapią, pomyślałem.
- Chciałem tylko, abyś zrozumiał to, że się o ciebie martwią.
- Poradzą sobie.  
- Tak myślisz?  
- Tak. Tak właśnie myślę – odparłem zdecydowanie. – Tata jest silny, a mama nawet nie zwróci uwagi.
- Myślę, że mocno demonizujesz swoją mamę.
- Skończmy…  
- Ten temat? – tym razem to on mi przerwał.
- Nie, naszą wątpliwą współpracę.  
Wstałem i wyszedłem.

Dodaj komentarz