Odium // Grześ

Głośne pukanie do drzwi powoduje, że odwracam głowę w ich kierunku, po chwili nie czekając na reakcję gospodarza, do środka wchodzi Kuba z białym winem w ręce.
– Grześ, nie myślałeś, żeby po prostu z nimi zamieszkać? Zawsze kiedy tu przychodzę, napotykam również ciebie – mówi bez zbędnego przywitania.
- Może już to zrobiłem, a ty o tym nie wiesz – śmieję się.
- W takim razie ja też nic o tym nie wiem – wtrąca się Kajetan zza moich pleców.  Patrzę na niego prowokacyjnym wzrokiem, na co ten wywraca oczami. - Zasnął – dodaje, trzymając na swoich kolanach nogi Nathana.
   Mimo tej informacji nie ściszamy głosów. Nathana nie sposób jest obudzić. Krzyczenie prosto do ucha, polewanie zimną wodą, zabieranie kołdry – żadna z tych czynności nie działa. Nathan budzi się dopiero w momencie, gdy jego organizm tak zdecyduje, to znaczy jeśli dostanie ataku paniki, bądź kiedy przyśnią mu się koszmary, innej opcji nie ma.
   Kuba przynosi z kuchni trzy kieliszki, rozlewa do nich przyniesione przez siebie wino – jest to jedyny rodzaj alkoholu, który Kajetan toleruje – i przynosi je na stolik kawowy, przy którym siedzimy.
- Szczerze nie wiedziałem, że cię zastanę. Myślałem, że jesteś w pracy – mówi, przeczesując swoje czarne włosy i zdejmując skórzaną kurtkę.
   Zostaje w samym podkoszulku, dzięki czemu tatuaż na jego lewym ramieniu jest całkowicie odsłonięty. Przedstawia on pięciolinię z paroma nutami.
   ,,Fragment We Will Rock You. Bardzo krótki fragment” śmiał się, gdy pokazał go nam zaraz po jego zrobieniu, a Dagmara zapytała, czy są to jedynie przypadkowe nuty.
- Byłem w nocy – odpowiada Kajetan, na co Kuba kiwa głową.
   Od pewnego czasu sprawia wrażenie zamyślonego. Tak, tak, oczywiście poznałem go, gdy byliśmy jeszcze nastolatkami, nie mieliśmy pracy, ani tych wszystkich mitycznych problemów, o których mówią dorośli.  
   ,,Kiedy będziesz w moim wieku, to zobaczysz, czym są prawdziwe problemy.”  
   Co jest równie krzywdzące, co sytuacja, kiedy dziecko czuje, że świat wali mu się na głowę, a rodzice nieustannie przekonują go, że będzie tylko gorzej, że dorosłość jest złym okresem i niesie za sobą mnóstwo, coraz to większych kłopotów? To dziecko nie będzie chciało dorastać. A wydaje mi się, że tylko jedna rzecz jest gorsza od faktu, że dziecko nie chce dorastać - to, że nie ma na to żadnego wpływu i będzie coraz starsze, nawet wbrew własnej woli.
- Co u ciebie? Wszystko w porządku? – pytam. – Ostatnio wydajesz się jakiś nieswój – uzasadniam swoje wątpliwości.
   Kuba początkowo jedynie unosi brew, ale w końcu wyrzuca z siebie:
- Mój ojciec niedawno wyszedł z więzienia. Mam nadzieję, że nie będzie niepokoić mnie ani mamy, ale mimo wszystko trochę mnie to stresuje.
   Kuba należy do ludzi nielubiących mówić o swoich problemach, sprawia mu to niemałą trudność i nie czuje ulgi, gdy się wygada. Jest dobrym słuchaczem, ale zdecydowanie nie mówcą. Nigdy jednak nic przed nami nie ukrywa, stara się tylko brzmieć jakby to, o czym mówi było mało istotne. Gdy ktoś próbuje go pocieszyć, obraca całą sytuację w żart.
   ,,Nie chcę, żebyście patrzyli na mnie przez pryzmat jakiś moich problemów, to strasznie męczące”, mówi.
   Nikt nie wie – oprócz Kuby i jego rodziców – za co jego ojciec trafił za kratki, ale nie dopytujemy. Wiemy tylko, że jest tam już od bardzo dawna. Kajetan, Darek i Natalia poznali go jeszcze w gimnazjum i już wtedy ojciec był nieobecny w jego życiu. Poza tym znamy się od wielu lat i nikt z nas, nigdy nie widział, żeby Kuba uronił choćby głupią łezkę.
- Wyprowadziłeś się od tego czasu, więc nie wie, gdzie mieszkasz – odzywa się Kajetan.
- Ale mama mieszka w naszym rodzinnym domu, a to pewnie pierwsze miejsce, gdzie pójdzie. Bo niby gdzie? – pyta retorycznie. - Będzie bez kasy, pracy ani niczego innego.
- Dawno wyszedł?
- Wczoraj – patrzę na niego pytającym wzrokiem. – Miałem to zapisane w kalendarzu odkąd dostał wyrok – gdy to mówi, sprawia wrażenie zawstydzonego.
- Kontaktowaliście się od tego czasu? No wiesz… trochę się mogło pozmieniać. Może przedłużyli mu wyrok albo wypuścili dawno i już sobie jakoś ułożył życie z daleka od was.
- Nie, nie kontaktowaliśmy się i mam szczerą nadzieję, że już nie będziemy musieli tego robić. Ale nie rozmawiajmy już o tym.
   Oczywiście, nie rozmawiajmy za dużo o jego problemach.
   Zerkam kontrolnie na Nathana.
- Czasami się tak zastanawiam – zaczyna Kuba, najpewniej chcąc zmienić temat. – Po co tłumaczyć Nathanowi, że jego ciągłe przepraszanie jest niepotrzebne? Nie lepiej po prostu przyjąć te przeprosiny i mieć spokój? W sensie, nie zrozumcie mnie źle, ale tłumaczymy mu to od dobrych paru lat i jak dotąd nic to nie daje – cały czas to robi.
- Nathan się obwinia – mówię jakby było to najbardziej niezwykłe odkrycie. - Dla mnie nie jest to nic nowego, dla ciebie nie jest to nic nowego, bo my tylko słuchamy wciąż jak powtarza jedno i to samo, czasem nas to irytuje, kiedy wciąż musimy mu tłumaczyć ,,że nie ma za co” ale on nie robi tego na złość nam, ani sobie, on naprawdę czuje, że zrobił coś złego. Dlatego tu nie chodzi o nas a o niego. Jasne, że moglibyśmy przestać mu to wybijać z głowy i przyjąć taki stan rzeczy, ale wydaje mi się, że brak wyraźnego sprzeciwu z naszej strony w jego oczach wyglądałby jako potwierdzenie, że powinien to robić.
- Okay, rozumiem.
- Zmieniają mu leki, miejmy nadzieję, że będzie się po nich czuł lepiej – informuje Kajetan.
- Będzie musiał iść do szpitala? – dopytuje Kuba.
- Nie, na szczęście lekarz poszedł mu na rękę. Zresztą sam uważa, że pobyt w szpitalu mógłby źle wpływać na wyniki i nie wiedzielibyśmy czy leki faktycznie działają czy nie – tłumaczy Kajetan, a Kuba patrzy na śpiącego Nathana i kiwa głową.
   Faktycznie, aby dostrzec poprawę w zachowaniu, czy myśleniu należałoby w pierwszej kolejności pozbyć się ze swojego życia toksycznych ludzi i nie przebywać w miejscach, z którymi wiążą się wyłącznie złe wspomnienia – na to leki nie pomogą. Podawanie mu ich w miejscu, w którym czuje się znacznie gorzej niż zwykle, nie miałoby najmniejszego sensu. Zastanawiam się jednak, czy nie byłoby lepiej gdyby był pod stałą obserwacją lekarzy.
   Kiedy Kajetan wychodzi do łazienki, Kuba pyta niepewnie:
- Mógłbym mieć do ciebie prośbę? – widzę jaki wysiłek wkłada w to pytanie. Zachęcam go ruchem głowy do mówienia dalej. – Mam w sklepie coraz większy ruch, a ja ostatnio… och, chciałem tylko zapytać… mówiłeś, że nie masz aktualnie za bardzo zleceń…
- Chcesz zapytać, czy nie pomógłbym ci w sklepie – podpowiadam mu z małym uśmiechem. – Jasne, że pomogę, nie ma żadnego problemu.
- Dzięki, zapłacę ci oczywiście – nie ma sensu się sprzeczać, nie przyjąłby pomocy bezinteresownie, a mi przyda się trochę gotówki.
   Kajetan wraca, siada przy nas i kontynuujemy rozmowę na wszystkie błahe i poważniejsze tematy popijając wino. Staram się nie przesadzać, wracam do domu samochodem.
   Skoro Kuba nie spodziewał się zastać Kajetana to oznacza, że przyszedł do jego chłopaka. Nie zdziwiłbym się, gdyby Nathan był dla niego wyjątkiem, człowiekiem, przed którym potrafi się uzewnętrznić. Byłoby to dla niego prostsze o tyle, że to właśnie Nathan płakałby za niego, nie pocieszałby go, bo nie potrafi tego robić. Jest też dobry w dochowywaniu tajemnic, o większości powierzonych mu sekretów zwyczajnie zapomina.
   Nie mam zamiaru pytać przyjaciela o to, czy Kuba mówi mu więcej niż nam, ani czy wie coś na temat jego ojca. Wiem, że spanikowałby. Nathaniel nie potrafi znajdować rozwiązań swoich problemów, więc czyiś tym bardziej. Byłoby to wygodne dla Kuby, który nie chce słuchać rad, potrzebuje się wygadać i tyle.  
   Jak teraz o tym myślę, utwierdzam się w przekonaniu, że właśnie po to przyszedł.
   Pewnie nie zdaje sobie sprawy, że stawia Nathana przed okropnym dylematem. Jestem pewien, że ten czuje się zagubiony, że z jednej strony chce prosić kogoś o podpowiedź, jak może pomóc Kubie, bo nie chce patrzeć jak cierpi, z drugiej zaś nie chce wyjawić tajemnicy, która nie należy do niego. Zastanawiam się, czy mogę być o to zły na Kubę.  
   Przyniósł wino, bo pewnie prościej jest mu mówić o tym wszystkim po alkoholu. Pytanie tylko, czemu nie wziął czegoś mocniejszego.
   Nathan ma na sobie zdecydowanie zbyt dużą bluzę – jak zwykle - jednak kątem oka zauważam jak na jego rękach pojawia się złota poświata. W pierwszej chwili ignoruję to i odwracam wzrok, dopiero po paru sekundach uświadamiam sobie, co zobaczyłem przed momentem. W moim umyśle – jak na zawołanie – zaczynają dominować strach i chaos, staram się jednak opanować.  
   Szukam szybkiego wyjścia z sytuacji. Czegokolwiek. Obudzić Nathana? Zaśmiałem się w myślach, to byłby najbardziej pracochłonny pomysł ze wszystkich, na jakie mógłbym tylko wpaść. Wziąć go stąd? Nie, to byłoby dziwne. Gdzie miałbym go wziąć? I w jaki sposób miałbym to zrobić? Jak miałbym to wyjaśnić i co zrobiłbym potem?
   Przyjaciel niejednokrotnie powtarza mi, że jestem racjonalny i potrafię na chłodno reagować – co uznaję za zaletę - ale w tym konkretnym momencie do głowy nie przychodzi mi żadne rozwiązanie.  
   Zaczynam zadawać sobie lawinę pytań. Udaje mi się wyodrębnić jedno z nich - kiedy ostatnim razem się to pojawiło? Próbuję sobie przypomnieć, jednak im intensywniej o tym myślę, tym odpowiedź wydaje się bardziej poza moim zasięgiem.
   Oceniam sytuację, patrząc na chłopaków. Wydaje mi się, że niczego nie zauważyli, nie zwracają uwagi, bo przez myśl nie przeszłoby im, żeby spodziewać się czegoś takiego. Poza tym nie jest to aż tak widoczne, siedzą pod innym kątem, nie widząc dobrze jego przedramion spod rękawów.
- Grześ, wszystko w porządku? – słyszę pytanie z ust Kajetana. – Wyglądasz trochę jak Nathan, gdy zaczyna mu się atak paniki – dotyka mojego czoła i dopiero teraz czuję pot, który się na nim zgromadził.
   Patrzę jeszcze raz w stronę Nathana i nie widzę już złotej poświaty.  
- Jest okay – wypuszczam ustami dużą ilość powietrza, uświadamiając sobie, jak pojemne są moje płuca i kieruję się do łazienki. – Wydawało ci się – szepczę do swojego odbicia w lustrze, a zaraz potem przypominam sobie, że to samo powtarzali nam po incydencie na pogrzebie mojej mamy. – Nie, nie jesteś paranoikiem, jesteś racjonalny, więc wcale ci się nie wydawało – zapewniam człowieka po drugiej stronie lustra, patrzącego na mnie swoimi powiększonymi źrenicami.

1 komentarz

 
  • Emilcia

    Super piszesz