Materiał edytowany, oczekuje na potwierdzenie.

Odium // Grześ

Przecieram oczy i z rozczarowaniem diagnozuję u siebie ból głowy. Automatycznie sięgam po leki i chociaż lekarz zalecił inaczej - od razu biorę dwie pastylki. Nie czekam, aż ból będzie na tyle duży, aby sięgnąć po drugą. Z trudem podnoszę się z pozycji leżącej, kiedy to robię kręci mi się w głowie, a przed moimi oczami pojawiają się mroczki. Czekam chwilę siedząc na skraju łóżka, a gdy owa chwila mija, wstaję na równe nogi i kiedy mam pewność, że nie zakręci mi się w głowie kieruję się do kuchni, gdzie zastaję Maćka. Robi sobie śniadanie, a jego białe włosy opadają mu na oczy. Przez dłuższą chwilę stoję opierając się na poręczy przy schodach i patrzę jak mój brat ostrożnie porusza się po sporej kuchni.  
- Szok, że było coś w tej lodówce – śmieje się Maciek, odwracając do mnie. Jego głos jest bardzo niski i głęboki, zastanawiam się, dlaczego geny nie wsparły pierworodnego i będąc osiem lat straszy od brata muszę mieć tak mało męski w porównaniu do niego.  
- Kupię coś jak będę wracał – obiecuję, mając nadzieję, że szef wesprze mnie małą zaliczką. Nie zarabiam źle, ale po śmierci taty wciąż dochodzę do jakiejkolwiek stabilności finansowej, próbując dobrze zarządzać domowym budżetem, czego nigdy wcześniej się nie nauczyłem.
   Praca, którą mam trafiła mi się zupełnie przez przypadek i cieszę się, że chodzą one po ludziach. Ktoś kiedyś mnie zauważył i dał wizytówkę mówiąc, żebym się dobrze zastanowił, że powinienem skorzystać. Zastanowiłem się naprawdę dobrze – sztuczne komplementy, wywoływanie efektu płatka śniegu i obietnice gruszek na wierzbie nie mogą mnie ciągnąć za twarz, kiedy ciąży na mnie obowiązek utrzymywania domu.
   Zastanowiłem się naprawdę dobrze, ale to co ostatecznie zadecydowało to namowy przyjaciół. Zwłaszcza Kuba powtarzał, żebym na to poszedł.
   Nigdy nie miałem aspiracji do bycia modelem, ale agencja stwierdzała, że weźmie mnie pod swoje skrzydła, a ja na to przystałem.
   ,,Masz ciało do tego, jasne, ale masz też w sobie niesamowitą charyzmę i myślę, że dlatego cię wzięli” mówił Nathan, a z jego ust każdy komplement odbierałem mocniej niż z pozostałych.
   Maciek wiąże na głowie czarną bandankę i pakuje przygotowane kanapki do plecaka.
- Nie czujesz się dobrze? – pyta.
- Aż tak to widać? - odpowiadam pytaniem na pytanie, choć wiem, że według Nathana tylko winni tak robią i w tym momencie zdradzam, że naprawdę źle się czuję.  
   Po chwili uświadamiam sobie, że mrużę oczy i wiem już, dlaczego Maciek zadał to pytanie.  
- Jesteś bardzo blady - mówi. - Idziesz do pracy?  
- Raczej muszę - śmieję się.
- Nie możesz załatwić sobie zwolnienia właśnie na takie dni? - pyta, wyraźnie przejęty. - Przecież możesz zemdleć, uderzyć się w głowę, zacząć krwawić, doznać wstrząśnienia mózgu albo jakiegoś innego urazu - mówi zaaferowany. Mam dziwne wrażenie, że spędzał z Nathanem zbyt dużo czasu kiedy był mniejszy. Tak, zdecydowanie nauczył się wymyślać najgorsze scenariusze zdarzeń właśnie od niego.
- Mogę też po prostu iść, zrobić parę zdjęć, wrócić do domu i wtedy odpocząć - przerywam mu.
   Po chwili wpatrywania się we mnie w końcu wzdycha.
- Niech ci będzie, ale uważaj na siebie - mówi, zakładając plecak, na oba ramiona, co nie wygląda dobrze w tym wieku – jak mówi – więc długo musiałem go do tego przekonywać, ale przynajmniej jego kręgosłup nie będzie się przemęczał bardziej, niż to konieczne. - Proszę – dodaje.
- Spokojnie, będę uważał. Jak zwykle - odpieram i podchodzę do blatu, aby również coś zjeść. W końcu branie tabletek na pusty żołądek nie jest zbyt dobrym pomysłem. - Ty też na siebie uważaj! - krzyczę, widząc, że wychodzi z domu.
   Wiem, że mój brat nie przepada za szkołą, dobrze się uczy, chciałby w przyszłości wykładać literaturę polską na uniwersytecie – ja w jego wieku nie wiedziałem nawet, że istnieje taka opcja – ale Maciek nie dlatego nie lubi szkoły. Uważam, że jest dość dobrze wychowany, nie wdaje się w kłótnie, bójki i nie popisuje się swoją wiedzą, a jednak z jakiegoś powodu nie potrafi odnaleźć się wśród rówieśników. Gdy próbuję z nim o tym rozmawiać odpowiada tylko, że to jego wybór i, że tak woli. Nie przymuszam go więc.
- Jasne - uśmiecha się i zamyka za sobą drzwi.  

   Po raz kolejny próbujemy zrobić to samo zdjęcie, ale ja – jak zwykle gdy atakuje mnie migrena - ciągle mrużę oczy od softbox’ów i lampy aparatu strzelającej mi w twarz. Fotograf po paru próbach odkłada zrezygnowany jego narzędzie pracy i zarządza przerwę.
   Siadam na krześle daleko od oświetlenia i zasłaniam oczy dłońmi, czekając, aż znikną mi sprzed nich białe plamki, dające efekt ekranu starego telewizora nieumiejącego złapać zasięgu z przytwierdzonej do niego anteny.
- Grzesiek, jak się czujesz? - słyszę i podnoszę głowę. Widząc swojego szefa natychmiast przecieram oczy i staram się ich nie mrużyć.
- Nie najgorzej - mówię, siląc się na uśmiech, który nie będzie grymasem bólu.  
- A ja myślę, że niestety coś ci jest. Jesteś strasznie blady – argumentuje swoje podejrzenia.
- Za dużo pudru, z tym to już pan musi iść do wizażystek – śmieję się. – Dam radę – zapewniam po chwili.
   Mężczyzna lustruje mnie wzrokiem, po czym kiwa ostrożnie głową i mówi, że mam pół godziny na ogarnięcie się, a w tym czasie zajmą się innymi zleceniami. Nie brzmi groźnie, gdy dodaje, że mam szczęście, że dwie dziewczyny do innej sesji organizowanej przez niego, przyszły nieco szybciej, ale widzę po mimice jego twarzy, że jest zły.  
   Chcę zaoponować, powiedzieć, że jestem gotowy, ale ten szybko powstrzymuje mnie ruchem ręki. W głębi duszy jednak przyznaję mu rację – przyda mi się jeszcze trochę czasu.
   Idę do małego pomieszczenia, gdzie mieści się sofa, stolik i dwa krzesła. Na szczęście nikogo tam nie zastaję, więc kładę się na sofie i próbuję się zrelaksować.  
   Nagle słyszę dzwonek mojego telefonu. To tyle jeśli chodzi o spędzenie czasu wśród błogiej ciszy, myślę. Mimo to nie przyszłoby mi nawet do głowy, aby nie odebrać telefonu od przyjaciela.
- Co się dzieje? – nie po raz pierwszy uświadamiam sobie, że faktycznie moim pierwszym pytaniem zawsze po odebraniu telefonu od Nathana jest ,,co się dzieje?”. Nigdy nie zaczynałem rozmowy z nim od standardowego powitania, zawsze najpierw wolałem zapytać, co się dzieje. Zrobiło mi się głupio, ale mimo to, gdy Nathan nie odpowiada, znów zadaję to samo pytanie. – Nathan, jesteś? Co się dzieje?  
- Nic – mówi cicho. – Przepraszam.  Ja tylko… Jak się czujesz? – pyta.  
- W porządku – mówię nieszczerze, ale wiem, że gdybym tylko zająknął się na temat migreny, dołożyłbym przyjacielowi zmartwień, a sądząc po tonie jego głosu, wiem, że ma już jakieś na głowie.
- Och…
- Nathan, o co chodzi? – nalegam. – Coś się stało? Coś jak skończyliśmy rozmawiać? Coś z Kajetanem? – za dużo pytań. Wiem, że Nathan nie lubi gdy zadaje mu się tak dużo pytań, ponieważ taka ich ilość zamiast pomóc mu odpowiedzieć, sprawia, że bardziej się gubi, ale nie mam zbyt wiele czasu, naprawdę potrzebuję chwili ciszy.
- Ja… Ja chyba czuję się dobrze. W sensie, Kajetan zabrał mnie wczoraj do parku i ja.. trochę spanikowałem i ja go za to przeprosiłem, a on powiedział, że nic się nie stało i, że mnie kocha i… - jąka się.
   ,,Wiem, że to takie błahe i nic nieznaczące sprawy, a ja się nimi przejmuję, jakby świat miał się skończyć, przepraszam. Wiem, że moja panika jest zupełnie nieadekwatna do sytuacji. Grześ, po prostu powiedz mi, że któryś głos w mojej głowie ma rację i temu uwierzę, bo ty go poprzesz.”
- Czyli wszystko w porządku – śmieję się cicho. – Skoro powiedział, że nic się nie stało i dodał, że cię kocha to raczej nie masz się czym martwić – zapewniam. Tak jak niegdyś mnie poprosił. Było to tak dawno temu, a mi wciąż pozostało tylko to - próby przekonywania go, że naprawdę nic się nie dzieje, że któryś z jego głosów jednak ma rację i tego powinien właśnie posłuchać. Nic się zmienia. Nic nie idzie do przodu i nic się nie cofa.
- Tak myślisz? – pyta niepewnie.
- Tak, tak właśnie myślę. Nic się nie dzieje, możesz być szczęśliwy.
   To takie komiczne z zewnątrz, a tak tragiczne w środku, kiedy ktoś bliski potrzebuje zgody na wszystko. Możesz być szczęśliwy, Nathan. Jasne, możesz iść skorzystać z toalety. Wiesz, że możesz się napić? Nie musisz czekać, aż ktoś ci pozwoli.
   Nathan kiedyś określił to złym zakodowaniem. Wrócił z terapii i powiedział: ,,ja jestem po prostu źle zakodowany”. No więc przyjąłem tę metaforę. Nathan jest zakodowany na przepraszanie i na to, że nie ma prawa korzystać z czegokolwiek i robić czegokolwiek bez zgody kogoś innego.
   Ale wpisanie innego kodu do maszyny jest prostsze. Nathana nie da się zresetować i wbić mu klawiaturze, że jest dorosły i ma prawo czuć wszystkie emocje, nie przejmując się, że mógłby zostać przez to ukarany.
- Grześ, a szczęścia można się bać? – pyta.
- Dlaczego pytasz? Czujesz taki strach?
- Sam nie wiem. Tak szczerze to trochę boję się, że przyzwyczaję się do tego, no wiesz, a potem… - waha się.
- Nie możesz, przepraszam, nie powinieneś z góry nastawiać się na to, że szczęście i tak minie. W sensie, rozumiesz, są gorsze i lepsze chwile, ale życie właśnie na tym polega - na różnorodności, a…
- Tak, rozumiem – przerywa mi smutno.
   Zerkam na zegarek i informuję Nathana, że muszę kończyć, bo szef dał mi tylko trzydzieści minut na odpoczynek.  
- Co będziesz dzisiaj robić? – po chwili, gdy nie odpowiada dodaję: - Wiesz, że nie widzę jak wzruszasz ramionami? – w końcu poddaję się i wzdycham. – Przyjadę do ciebie po pracy – czekam chwilę, ale chyba nie miał zamiaru mi odpowiadać.
   Rozłączam się.
   Wchodzę do studia, kiedy akurat mieli zacząć mnie szukać. Staję w wyznaczonym miejscu i pozuję do zdjęcia. Cieszę się w duchu, ponieważ plamki sprzed oczu zniknęły podczas rozmowy z przyjacielem i w końcu nie mrużę oczu.
- Stop! – słyszę krzyk szefa i uświadamiam sobie, że moja radość była najwidoczniej nieuzasadniona i jednak nie poszło mi tak dobrze, jak myślałem. – Grzesiek, podejdź – wywołuje mnie. – Wracaj do domu, nie wiem, herbaty się napij,  jutro masz być w pełni sił jasne?  
- Jasne – biorę swoje rzeczy i wychodzę, zapominając o zaliczce.

Dodaj komentarz