Miłość jest ślepa cz 11

- A częściowo? Miałbym tego namiastkę, i mogłabym wyczuć, czy lubię.
- Dobrze. Ale najpierw spełnię twoją pierwszą prośbę.
- Sądziłam, że mnie odrzucisz i wrócę smutna. Co sprawiło, że będzie miło?
- Już jest, a dopiero się pocałowałyśmy.
- Tak. Było uroczo. To najlepsze słowo.
- Co sprawiło? Twoje nastawienie. Zrozumiałaś, że nie potrafisz mnie zdobyć i się poddałaś. Chcesz żebym była nago?
- Tak, bardzo.
- Zrobisz coś dla mnie, prawie nigdy o to nie proszę.
- Zrobię.
- Jeszcze nie wiesz o co poproszę i się zgadzasz?
- Ufam ci.  
- To dobrze. Zrób to przede mną. Nie tak jak robisz czasem sama. Zrób to dla mnie.
- Skąd wiesz, że to robię?
- A nie jest tak?
- Jest. Zrobię to...
Zaczęła podobnie jak kiedy robiła to czasem sama, ale już po chwili czuła, że jest inaczej. To, że robiła to przed Kaylą, wprost ją rozgrzewało to temperatury, w której wofram paruje.  

Rozumiały się bez słów. Po pięciu godzinach zmagań, Kayla miała dość. Renata nie. Wobec zaistniałej sytuacj robiła to znowu sama, a brunetka tylko patrzyła.
  Kayla była dokładna nie tylko w segregowaniu płyt kompaktowych. Renata była jej 467 kochnką. Ostatnią. Tak postanowiła, wówczas kiedy powiedziała, że już zdecydowała. Musiała przyznać, że ostatnie dwie, były najbardziej gorące. Renata nieznacznie przewyższała Różę. Od śmierci Mai wydoroślała i po pewnym czasie odkryła, że ma dar. Nigdy się nie myliła co do ludzi. Od razu wiedziała co wybierze brunetka, a co blondynka. Odnośnie życia. Jednak jak sama przyznała, nie była Bogiem, więc jednak istniała mała szansa, że może stać się inaczej.
  W życiu najważniejsza jest miłość, a w miłości sex jest drugorzędny. Tak naprawdę nie ma nic wspólnego z miłością. Dla niej, Maja plasowałaby się w drugiej dziesiątce gorących kochanek. Ale ponieważ ją kochała, suma wszystkich orgazmów jakie miała ze wszystkimi kobietami, nie mogła się równać zwykłemu pocałunkowi Mai. W prawdziwej miłości wszystko ma jednakowe znaczenie. W związku, w którym jej nie ma, wszystko jest iluzją. Zamkiem z piasku czy chmurą, którą łatwo rozwieje wiatr.  
Kiedy w końcu skończyły, przyszedł jej do głowy pomysł. I wydał się całkiem dobry. Zastanawiała się czy tak się stanie. No cóż, byłaby zdziwiona, gdyby się pomyliła. Ale...
  
Czwartek miała wolny i odczuła, że ma ochotę kogoś zobaczyć, ale wiedział, że jeszcze za wcześnie. Dobry myśliwy ma dużą cierpliwość. Tu w zasadzie nie chodziło o polowanie. Wiedziała, że w tym się nie myli. Musiała czekać. Większość lunchów spędzała z Romanem. Unikała restauracji, w której pracowała Róża.  
Rozmawiali z Romanem o wszystkim, tylko nie o sobie. Tak było dobrze.

  Dawno nie była tak wymęczona. Poniedziałki, środy i piątki należały do Renaty. Wtorki, czwartki i soboty, do Różyczki. W niedzielę grała na fortepianie.
  Renata robiła wrażenie niewyczerpanej. Róża? Jako doświadczona kochanka obudziła w młodszej brunetce, źródło energi. Z jakiegoś powodu Różyczka tylko  ciuteczkę ustępowała Renacie. Spotykała się już z nimi trzy tygodnie. Postanowiła to zrobić. Istaniało ryzyko, ale minimalne. Zarówno z blondynką jak i Różą miała relację wyjatkowo intymną i tylko taką. Oczywiście, że je lubiła. Obie inaczej. I czuła, że one mniej więcej czują to samo do niej.  
Wysłała sms-a do Róży.  
- Masz czas w czwartek o siódmej wieczorem?
  Szybko otrzymała pozytywną wiadomość.
Po chwili wysłała podobne pytanie do Renaty i również otrzymała tę samą odpowiedź. Obie miały duplikaty kluczy i znały alarm Nokturn akceptowal i blondynkę i młodszą brunetką. Ponieważ wiedziała, że obecnie zarówno Renatka jak Różyczka czerpały tylko samą przyjemność z seksu, miała pewność, że jej plan się powiedzie. Nie robiła tego tylko dla zabawy. Musiała to zrobić, żeby żadna z jej kochanek nie poczuła się przez nią odrzucona. Napisła kartkę i zostawiła na stole w salonie. O siódmej weszła do hotelowego pokoju w centrum Warszawy.

Renata przyjechała pierwsza. Zadzwoniła do drzwi. Kiedy nikt nie otworzył drzwi, wystukała alarm i użyła kluczy i dopiero weszła. Po chwili przeczytała kartkę.
- Co takiego! Och! Dobrze, niech będzie.  
  Pięć minut później drzwi się otworzyły i weszła Róża.
- Och, przepraszam. Jestem umówiona z Kaylą.
- Wiem. Ty jesteś Róża.
- A ty Renata, prawda?
- Tak. Zostawiła dla nas kartkę. Przeczytaj.
  Róża podeszła i wzięła krótki list z rąk blondynki.
- Cholera!
- Zaszokowana?
- Trochę. Jeszcze trzy tygodnie wcześniej bym wyleciała z płaczem.
- A teraz zostaniesz, prawda?
- Tak. W sumie coś nas łaczy - powiedziała Róża.
- Tak, łączy nas Kayla. Wygląda na to, że chce nas razem zapoznać i to bliżej.
- Niespodzianka. Ale miła. W końcu ma rację. Tobie też mówiła, że podjęła decyzję?
- Tak, ale coś mi się zdaję, że nie chodziło jej o to.  
- Chcesz coś zjeść albo się czegoś napić?  
- Wody - rzekła Róża.
- Dam ci soku z moreli.
- Dobrze, niech będzie.
  Po chwili siedziały obok siebie na kanapie.
- I co myślisz? - zapytała Renata.
- A ty?  
- Widzę, że nie masz nic przeciw, ale jak się to ma stać, wolałabym byś tego chciała.
- Nie powiedziłam, że nie chcę.
- Nie powiedziałaś, że chcesz.
- Wiesz co, Renatko. Może to przedyskutujemy w czasie tańca. Masz ochotę na wolny kawałek?
- Tak. Znajdź coś.
  Po małej chwili tańczyły.
- Jesteś bardzo ładna - powiedziała Róża.
- Ty też.  
- Kurcze, ale sprawa - uśmiechnęła się Róża.
- A jak przyjdzie?
- Nic nie wspominała o trójkąciku. O ile ją znam, jest dosyć precyzyjna.
- Nie sądzisz, że obie zachowujemy się jak spragnione tylko rozkoszy? Ja robiłem to z Kaylą, tylko z tego powodu - rzekła Renata.
- Ona to we mnie obudziła, polubiłam to z nią. Nie chodziło o uczucie, tylko o rozkosz. Dlatego nie mam żadnych obiekcji kochać się z Tobą. - szepnela, wcale nie zawstydzona swoimi słowami, Rożyczka.
   Delikatnie wsunęła Renacie dłoń za tyłu głowy, a ich usta połączył gorący pocałunek...

- Jesteś jak wulkan - szepnęła Renata.
- A ty nie? Może za bardzo ją męczyłyśmy.
- Nie sądzę. Chciała nas połaczyć. Z kartki wynika, że nadal będziemy się widywać.
- Nie lepiej we trójkę?
- Zapytamy. Nie bardzo wiem do końca o co jej chodzi.  
  Po chwili dwa wulkany zaczłęy wyrzucać od nową lawę.  
  
W pierwszym tygodniu grudnia Marek miał ponowny wyjazd na cztery dni, tym razem do Amsterdamu. Roman nie omieszkał powiedzieć o tym Kayli.
- To możemy się spotkać. Pójdziemy gdzieś razem?
- Dobrze. Gdzie byś chciała?
- Ty jesteś facetem.
- Wiesz, to jest inaczej. Dobrze, może do klubu. Trzeba się odchamić.
- Może lepiej do kina.
- Dlaczego?
- Nie przepadam za tłumem. Poza tym muzyka tam jest taka głośna, że można ogłuchnąć.
- Dobrze, to w piątek po pracy.  
- Jest tylko jedna sprawa. Mój dom jest zajęty.
- O! Możemy się zatrzymać u mnie. Jestem pewny, że Marek nie miałby nic przeciw.
- Skoro mówisz...
  
Ta rozmowa odbyła się w czwartek w czasie lunchu. ( To było tydzień po tamtym czwartku, od tego czasu, Kayla spała w hotelu)

Następnego ranka Roman pożegnał Marka i pojechał do pracy. Marek miał lot o dziesiątej rano.  

Praca się dłużyła w końcy jak zwykle Wacław i Roman wyszli znowu ostatni.
- Miłego weekendu, Romek.
- Dla pana również. I dla żony.
  Wacław zrobił minę.
- Zostałem sam.
- O! Co się stało?
- Rozstaliśmy się. Dobre to, że nie zabrała pieniędzy. Widocznie nie byłem dla niej zbyt dobry.
- Takie życie.
- Przyjąłem to łatwo. Być może nie kochałem jej, tak jak sądziłem.
- Ja myślę, że albo się kocha albo nie. Czasem żyjemy w iluzji.
- Szczerość za szczerość, to jak jest u ciebie, Roman.
- Jestem blisko z Markiem, ale ani on mnie, ani ja jego.
- Rozumiem. Nie każdego to spotyka.
- To dobrze i źle. Czasem miłość doprowadza do śmierci - posmutniał.
- Wiem co masz na myśli, Roman. Znikaj. Do poniedziałku.
   Za pół godziny spotkał się z Kaylą. Poszli do kina. Film był z seri Marvel. Po filmie Roman zapytał.
- Dlaczego nie możemy jechać do ciebie. To zabrzmiało trochę dziwnie.
- Teraz jest tam Róża i Renata.
- Twoje kochanki?
- Od jakiegos czasu są ze sobą.
- Ale przecież nadal się z nimi spotykasz...
- Jeżeli tak to nazywasz. Kiedyś ci wytumaczę, ale jeszcze nie dzisiaj.
- Rozumiem.
  Zobaczyli ich. Byli tak zajęci rozmową, że teraz było za późno, aby zmienić drogę lub wiać. Na złość nie dostrzegli nikogo innego w pobliżu.
- Cholera - powiedziała Kayla - zapomniałam wziąść pistoletu, a coś mi mówiło, że będę go potrzebować.
  Roman dostrzegł, że wyjęła małe pudełeczko wyglądające jak komórka.  
Powodem ich zdenerwowania był trójka ogolonuch na łyso młodych facetów. Albo młodzi faszyści albo skinheadzi. Pewnie to drugie. Wyjęli kije do baseballa, schowane pod kurtki.
- Umiesz się bić? - zapytała cicho.
- Nie tak bardzo żeby pokonać te kije. Nigdy się nie biłem, tak w prawdzie...  
Tymczasem tamci podeszli całkiem blisko.
- No, wyskakiwać z forsy. A jak będziecie się źle zachowywać, to połamiemy gnaty.
- Nie mamy pieniedzy - rzekła Kayla.
- Całkiem ładna parka. On to ma gębę pedała. Ale co taka niezła dziwka by z nim robiła? No dawaj to! - jeden z kolesi wyrwał jej torebkę.
- Zegarek i portfel - ponaglił drugi, Romana.  
  Nagle zobaczyli czerwone i niebieskie światła dwóch radiowozów.
- Policja, na ziemię! - usłyszeli strzał i wszyscy znaleźli się w świetle policyjnych reflektorów.
- Przejebane - zaklął jeden z agresorów.
  Drugi, uderzył Romana w brzuch, poczym chciał uderzyć Kylę, ale Roman ją zasłonił, przez to dostał w twarz, na szczęście ręką. Ale na tym się skończyło. Trzech policjantów rozprawiło się szybko z bandytami. Kiedy już leżeli, Kayla przykopała końcem buta w krocze gościa, który uderzył Romana.
- Co pani robi - krzyknął jeden z policjantów i chciał ją również zakuć...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 1946 słów i 10185 znaków, zaktualizował 29 paź 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto