Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew cz. 4.

– Badany okaz będzie skażony.
– Tato. Przecież pracujesz dla ludzkości. Preparat w środku organizmu jest atakowany przez system odpornościowy zwierzęcia. Czyli już nie ma idealnych warunków. Powiedziałam, atakuje, ale jest to dokładnie coś odwrotnego. O ile zrozumiałam, bo zapoznałam się z twoimi pracami, nadal nie wiemy, co powoduje, że każdy organizm zaczyna się starzeć. Zmiana warunków, dieta czy czystość powietrza ma marginesowe znaczenie. Prawdopodobnie każdy ma zapisane w genach jak długo ma żyć.  
– Znalezienie odpowiedzi co powoduje starzenie, jest kluczowe. Nie wiemy na razie wiele.
– Może tak Stwórca zadecydował. Wcześniej ludzie żyli do tysiąca lat. – Beatrice nie chciała dyskutować ostaniej odpowiedzi ojca, sama czuła, że ,,nie wiemy na razie wiele” znaczy raczej, że ,,nie wiemy nic”.
Nie żyła długo na świecie, ale zdąrzyła już zauważyć, że naukowcy wyolbrzymiali swoje odkrycia. Najlepszym tego przykładem było powiedzenie, że ludzie zdobyli kosmos, gdzie tymczasem odlecieli tylko kilkaset kilometów od Ziemi.
– Nie ma na to dowodów. Nauka nie może brać pod uwagę Boga, bo Bóg jest nienaukowy. Nie ma żadnych dowodów na jego istnienie.
Nie chciała o tym dyskutować, więc postanowiła póść na kompromis, by zakończyć tego rodzaju debatę słowną.
– Dobrze, nauka nie wie, co powoduje starzenie, ty jednak znalazłeś formułę, która może rzucić światło na tę sferę mroku.
– Moja formuła nie działała do momentu, aż ty nie wprowadziłaś zmian. Ja bym nigdy na to nie wpadł. Przesz osiemnaście lat, w zasadzie od czasu twoich urodzin, pracowałem nad tym, co powoduje starzenie i jak temu zapobiec. Stwierdziłem, że są pewne zmiany we krwi w miarę upływu czasu życia i właśnie w tym kierunku prowadziłem badania. Jednak zmiany w budowie cząstek krwi są skutkiem czegoś, a nie powodem. Pomyślałem, że w przypadku Kevina, być może krew wpłynęła na coś w jego wnętrzu i dlatego nastąpiła jakaś zmiana. Jaka, przekonamy się wkrótce.
– Ważne, że działa, tato – zakończyła rozmowę.
I tak zostało. Beatrice, która nie miała nigdy ani psa, ani kota, ani nawet złotych rybek, zaopiekowała się białym szczurem. Przez kilka dni miał klatkę, a potem mógł poruszać się swobodnie po jej pokoju. W końcu zaczął do niej przychodzić. Jadł jej z ręki, lubił wchodzić jej po ramieniu i siadać na barku w okolicy szyi. Ustaliła z tatą, że będzie mogła go mieć do końca. On zgodził się z myślą, że potrwa to najdłużej dwa i pół roku. Kiedy po tygodniu pobrał i zbadał mu krew, wpadł do pokoju córki bez pukania. Beatrice właśnie szykował się do wzięcia prysznica i zastał ją w bieliźnie. Odwrócił szybko oczy, a ona założyła leżący obok szlafrok.
– Lepiej jeżeli masz solidny powód, że wszedłeś bez pukania. Pół minuty potem miałam być naga.
– Wybacz kochanie. Mieliśmy pobrać mu krew jutro, zgodnie z umową, ale nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem to dzisiaj.
– To nie jest w porządku, tato. Mieliśmy umowę – odrzekła bez gniewu – sądząc po twoim zachowaniu, masz dobrą wiadomość.
– On się nie starzeje. Nie tylko, że odmłodniał, to zatrzymał się w procesie starzenia. Muszę zbadać jego ciało.
– Wykluczone, Obiecałeś!
– Masz rację. Jest twój. Dlaczego wybrałaś go, nie wiem. Sądzisz, że mogę spróbować z innymi osobnikami?
– Nie mogę ingerować w twoje badania, ale Kevin jest mój. Dziękuję, że dotrzymujesz umowy.
– Oczywiście, że tak zrobię.
Wyszedł nie za bardzo zadowolony. Sądził, że Beatrice zmieni zdanie dla dobra nauki.
Nick miał dużo pracy następnego dnia. Zaaplikował zmieniony przez córkę preparat dwudziestu samcom i dwudziestu samicą. Dziewczyna nie chciał więcej już odwiedzać laboratorium. Przestała się interesować tym, co robił jej tata, za to sporo czasu poświęcała swojemu małemu przyjacielowi. Skończyły się wakacje i zaczęła swoją prywatną szkołę w LA.
Na początku października Nickolas odwiedził ją w weekend, w jej apartamencie.
– Mam informacje odnośnie badań. Potrzebuje twojej opinii.
– Nie jestem zainteresowana. – odrzekła z uśmiechem.
W swoim domu miała swojego małego przyjaciela.
– Połowa samców i szesnaście samic nie wykazało zmian. U reszty proces starzenia znacznie się wydłużył. Problem jest, że nie rozumiem dlaczego. Co decyduje o sukcesie, a co go determinuje? Osobniki zaczęły się starzeć, chociaż pięć razy wolniej niż inne, którym niczego nie podano.
– Czy któryś z twoich szczurów zmarł?
– Żaden. Z osobników z sukcesem jak i z drugiej grupy. Analiza komputerowa wykazała pięciokrotne zwolnienie procesu starzenia, jednak jest za wcześnie by stwierdzić czy osobniki będą dłużej żyły. Największą zagadka jest Kevin.
Beatrice wyczuła, do czego zmierza ojciec.
– Nie ma mowy. Jest mój. Oczywiście jak długo będzie długo żył, będziemy mogli wiedzieć i bez badań. Chyba, że nas przeżyje. – uśmiechnęła się miło. – Jak ma się sprawa z testowaniem ludzi?
– To bardzo skomplikowany proces. Muszę być pewny, że nie wyrządzę im szkody.
– Spodziewasz się podobnych wyników?
– Masz na myśli, że niektórzy odmłodnieją, a na innych to nie podziała?
– Sądzę, że nikt z ludzi nie odmłodnieje. Spodziewam się tylko zatrzymania procesu starzenia na kilka lat. Może dziesięć.
– Gdybym nie był świadkiem twojej intuicji, nie wziąłbym tego co mówisz pod uwagę. Dzięki tobie badania poszły do przodu, więc nie mogę autorytatywnie stwierdzić, ze nie masz racji. Oczywiście nie wiem, dlaczego tak twierdzisz. Wiele ludzi by dało wiele, żeby pożyć, chociaż dzień więcej. Dziesięć lat? Z drugiej strony nadal będę prowadził badania. Pomożesz mi?
– Wybacz, ale nie. Uznałam, że to był błąd. Bawienie się w Boga nikomu na dobre nie wychodzi.  
– Robie to od dwudziestu lat i dzięki temu masz dobre życie. Nie sądziłem, że jesteś wierząca.
– Może nie tak jak powinnam. Co do twojego preparatu odczuwam, że proces starzenia jest konsekwencją tak zwanego grzechu w Edenie. Brzmi to bardzo nienaukowo, ale jeżeli ty lub ktokolwiek znajdzie powód starzenia, inny niż moja teoria, to się poddam, jakkolwiek nie będę brała udziału w dalszych badaniach, co za tym idzie, nie będę ci pomagała. Nie jestem pewna czy żałuję, że ci pomogłam. Wiem, że nie mogę ci już dłużej pomagać. Wybacz. Co do naszego statusu finansowego. O ile wiem, twoje pieniądze pochodzą raczej z dochodów płaconych przez rząd, za pewne preparaty dla armii.
– To prawda. Mam nadzieje, że więcej nie wiesz, bo to byłoby dla ciebie niebezpieczne.
– Nie obawiaj się. Wiem, bo kiedyś rozmawiałeś o tym z Nadią i usłyszałam Z tego co mówisz, ona pewnie też dużo nie wie, bo to naraziłoby ją na niebezpieczeństwo. Wówczas jeszcze jej nie znałam. To dobra osoba i nasze, to jest moje i brata, początkowe nastawienie do niej, było niewłaściwe. Wracając, do ciebie tato, czy to, co robisz dla wojska, w jakiś sposób może być dla ciebie niebezpieczne?
– Jestem chroniony. Ludzie mi za coś płacą. Wszystko, co łączy się z dużymi pieniędzmi, niesie ze sobą ryzyko. Dobre jest to, że nie tylko że chronią nas ludzie, ale armia ma nas na uwadze. Jestem dla nich drogi. Z tych samych powodów wy jesteście chronieni, by nikt nie zrobił wam krzywdy, aby mnie zmusić do ujawnienia tajemniczych informacji. Głównie są to pewne związki chemiczne, z których tworzę preparaty. Niczego nie ma ze sobą, wszystko znajduje się pod kuratelą armii i CIA.
– CIA?
– Tak. Dlatego mam pewność, że nikt mi nie wykradnie pomysłu. Ale pytałaś o testy na ludziach. Mam dwudziestu kandydatów. Każdy otrzyma dwadzieścia tysięcy dolarów za udział. Zgodnie z testami nad setką cząstek krwi, nikt nie powinien ucierpieć. Kandydat może zyskać dziesięć lat życia bez starzenia. Kandydaci muszą mieć minimum czterdzieści lat.
– Super. Powodzenia tatusiu.
– Czyli definitywnie nie chcesz brać udziału w dalszych pracach?
– Nie. Wybacz. Nie jestem zachwycona, że pracujesz dla wojska, bo to zawsze nie służy niczemu dobremu, ale to, co robisz z długowiecznością, jeszcze mniej mi się podoba. To moja wina, bo w sumie ci pomogłam popchnąć to dalej.
– Nie rozumiem, dlaczego już nie chcesz. Czyli jednak żałujesz. Zycie w długiej młodości jest marzeniem wszystkich ludzi. Nie stworzę zmienionych genetycznie ludzi czy chimer, a tylko spróbuje spowodować, że dłużej zachowają młodość
– To prawda, ale powiem ci, dlaczego tak myślę. To nie przyniesie niczego dobrego. Jeżeli ci się uda, kto to otrzyma? Biedak? Nie, prawdopodobnie bardzo bogaci ludzie, a oni raczej nigdy niczego nie robią dobrego dla świata, tylko dla siebie. Długie i aktywne życie dla dobrej osoby ma same pozytywy, ale jeżeli taki dar otrzyma ktoś zły, egoistyczny lub w końcu psychopata, co wtedy?
– Przesadzasz kochanie. Wszystkie dobre wynalazki najpierw są dla wybranych, a potem stają się powszechne.
– Mylisz się, przynajmniej z tym tak nie będzie, jeżeli wypali. Czy bogaci dzielą się swoim bogactwem? Nie. Identycznie stanie się z preparatem zapewniającym młodość, bo być może w końcu uda ci się to stworzyć.
– Tak, zrobię wszystko by to zrobić. Uważam, że powinnaś mi pomóc, ale skoro nie chcesz mi pomóc, to nie mogę na to nic zrobić.
– Mark też może wpadnie na jakiś dobry pomysł – przytuliła się do niego.
Spojrzała mu w oczy i zmieniła wyraz twarzy z poważnego, na pełnego troski.
– To nie tak, że nie chcę ci pomóc. Po prostu czuję, że to doprowadzi do czegoś złego.
– Mylisz się skarbie. – delikatnie wyzwolił się z jej ramion.
– Chciałabym niemieć racji. Tylko pamiętaj, że Kevin jest mój i nigdy już nie zrobisz z nim żadnego doświadczenia ani badania.
Jego brwi zbiegły się i twarz przyjęła wyraz zdziwienia i zażenowania.
– Sądziłem, że chodzi ci tylko o jego życie. Nie pozwolisz mi go nawet zbadać?
– Nie. Chyba wyraziłam się jasno.
– Rozumiem – odrzekł niezadowolony. – masz moje słowo.
Powiedział tak, ale co innego pomyślał. Nie zamierzał zaprzepaszczać takiej szansy z powodu widzimisię młodej osoby, nawet jeżeli była to jego córka. Miał na względzie dobro nauki i całej ludzkości. W odróżnieniu od Beatrice nie uważał, że to coś złego, prowadzić takie badania i chociaż częściowo się z nią zgadzał, widział w tym co robi same pozytywy. Oczywiście zdawał sobie sprawę, ze jeżeli osiągnie pełny sukces, preparat będzie najpierw dla bogatych. Bardzo bogatych, ale potem z pewnością dostaną go wszyscy. Dziesięć dodatkowych lat? Może dwadzieścia, a może więcej. Nadal marzył o stworzeniu preparatu dzięki, któremu ludzi staną się nieśmiertelni. Miał otwartą głowę, ale w tym miejscu nie dostrzegł niebezpieczeństwa. Nie pomyślał, że ludzie rodzą się, bo umierają. Jeżeli osiągnęliby nieśmiertelność, przestaliby się rodzić. Drugą sprawą, o której jego córka wspomniała, był fakt, że otwierała się przerażająca wizja nieśmiertelnego potwora. Tacy ludzie jak Hitler, Stalin czy Mao zrobili wiele zła podczas swojego krótkiego życia. Gdyby żyli bardzo długo i otoczyliby się podobnymi potworami, wówczas życie na Ziemi stałoby się naprawdę piekłem. Zamiast pomyśleć o tym, Nichols zaczął myśleć, że nieśmiertelność to tylko opcja, bo zawsze może być wypadek, lub ktoś może przerwać takie życie. Chodziło o coś bardziej doskonałego. Nieśmiertelność, której nie można przerwać. Znowu nie pomyślał, że tym razem naprawdę chciał stać się Bogiem.
A Bóg o ile istniał, nie zesłał pioruna, by unicestwić ten plan w zarodku. O ile Beatrice miała pewność, że Stwórca istnienie, genialny naukowiec wcale nie był tego taki pewny.
Niestety nie upłynęło nawet dwie godziny od rozmowy z córką kiedy zadzwonił jego telefon.  
– Hej Nick. Jak ma się sprawa z naszym zapotrzebowaniem? Obiecałeś, że będzie gotowe dwa tygodnie temu.
– Pracowałem nad czymś lepszym...
– Nie interesuje mnie, nad czym pracowałeś. Dla mnie to czysty interes. Moi pracodawcy oczekują na środek leczący natychmiast rany i ten, który przywraca witalność i zdolność bojową. Tego oczekuję, a ty obiecałeś.
– Jestem bliski sukcesu...
– Daję ci jeszcze tydzień.
Zanim Nick zdołał coś powiedzieć, zobaczył, że rozmówca, czyli Jonathan Kimbley przerwał połączenie.
– Cholera – zaklął cicho.
Co mogą zrobić jeżeli nie wywiąże się z umowy? Nie cofną mu wszystkich kredytów? Znajdą się inni chętni na jego wynalazki. Jeżeli nie z jego ojczyzny to z innej. Nickolas nie był łasy na pieniądze, ale zdawał sobie sprawę, że nic na tym świecie nie jest za darmo. Zajął się ponownie projektem. Blisko siódmej Nadia przygotowała kolacje dla wszystkich.  
Zwykle kiedy byli gdziekolwiek, w zależności od okoliczności i miejsca, miał ochronę składającą się z kilku ludzi. W miejscach, gdzie się zatrzymywali tymczasowo, jego ludzie stali przy drzwiach i na dole, jeżeli zatrzymywali się w hotelu. W jego rezydencjach, a miał ich cztery, zajmował piętro, a ochrona dół. Mieli zawsze dwie kobiety, których zadaniem było pilnowanie Beatrice i Nadii. Zwykle obie kobiety umiały gotować. Nickolas nie za bardzo chciał stwarzać dla swoich ludzi rodzinnej atmosfery. Płacił im dobrze i traktował z szacunkiem, to wszystko.
Teraz przebywali w jego domu w San Diego. Tu cały teren miał strzeżony. Oczywiście zaprzyjaźnieni ludzie z kręgów wojskowych obserwowali szersze obszary w okolicy rezydencji. Mieli całkowity wzgląd na to czy ktoś mu nie zagraża, czy nie. Zastanawiał się, czy nie powiadomić kogo trzeba w związku z telefonem. Problem polegał na tym, że Jonathan Kimbley właśnie pochodził z tych kręgów. Do tej pory ich współpraca przebiegała bardzo dobrze. Kimbley miał swoich szefów i Nickolas zamierzał porozmawiać z jednym z nich za tydzień w LA, bo miał pewność, że jeżeli nie zdarzy się cud, to nie będzie miał nic za siedem dni.  
– Stwarzasz prawdziwe pyszności, kochanie – rzekł do żony kiedy skończyli pyszną kolację.
– To prawda, mama świetnie gotuje – powiedział Mark.
Nadia posłała mu miłe spojrzenie, bo słowa syna spłynęło na jej serce jak ciepła kołderka.
– Dziękuję, synu. – zrekompensowała się tym samym.
– Tobie też smakuje, kochanie. – zapytała córkę.
– Tak, bardzo. Musisz mnie poduczyć. Spędzamy razem więcej czasu niż na początku, ale zaczynam czuć niedosyt. – brunetka uśmiechnęła się miło do swojej macochy.
– Też bym chciała. – odrzekła młoda kobieta, szczęśliwa, że w końcu nie jej dzieci pokochały ją jak matkę. 
– Jedziemy za tydzień do Los Angeles, mam tam ważną rozmowę. – odezwał się Nick.
Córka posłała mu pytające spojrzenie. Zwykle kiedy wypadały takie sprawy, leciał sam.
– Wiem, co ci chodzi po główce. Ostatnio dużo pracuję i wciąż was opuszczam, czas to zmienić.
– Super. – ucieszyła się córka.
– Nie będę mogła się wykazać tak jak dzisiaj – rzekła Nadia.
– Za każdym razem to robisz, ale chyba nikt z was – spojrzał na dzieci – nie żałuje, że mniej chodzimy po restauracjach. Będziemy tam trzy dni, więc, zamiast robić wam prezenty, sami wybierzecie drobiazgi, a o solidniejszych pogadamy, bo w końcu nie wszystko można znaleźć w sklepach, nawet na Beverly Hill.
Ta rozmowa obywała się w piątek. Dzieci uczyły się w Los Angeles i zawsze weekendy spędzali razem. Ponieważ do SanDiego nie było daleko, jechały samochodami razem z ochroną.
Nickolas nie poddał się łatwo. Wiedział, że nie da rady wykreować tego, co obiecał, ale przynajmniej nie spasował. Próbował. Równolegle pracował nad tym co go bardziej absorbowało. Miał już przygotowaną listę czterdziestu wolontariuszy, by zacząć testy. Zmienił nieco sekwencje białek i przygotował formułę bardziej pasującą do ludzkiego genomu. Sprawdzenie reakcji różnych grup krwi dało pozytywne wyniki. Nie znalazł żadnych skrzepów czy niepożądanych reakcji. Najlepiej reagowała grupa A, a najgorzej zero, ale wyniki różniły się tylko o dwa procent. Oczywiście trudno było określić, jak preparat zadziała. Spośród testowanych szczurów kilka miało pozytywne odczyty jednak żaden jak Kevin. Nickolas wyselekcjonował grupę, gdzie zastopował progres starzenia na poziomie dziewięćdziesięciu pięciu procent, druga grupa osiągnęła pięćdziesiąt, a trzecia dała wynik zerowy, czyli preparat nie spowodował niczego. Dokonał wielu obliczeń. W dobie szybkich komputerów to było możliwe. Dzięki temu otrzymał najbardziej oczekiwany wynik. Teraz pozostawało tylko rozpocząć testy. Dobre by to, że preparat nie szkodził. Oczywiście pozytywne wyniki z samą krwią nie gwarantowały sukcesu, mogły się zdarzyć problemy. Zwykle reakcje są natychmiastowe, bardzo szybkie, wolne i dekadowe. Nickolas zrobił co powinien, zebrał próbki krwi od wolontariuszy i sprawdził reakcję preparatu z ich krwią, poza ustrojem. Dla preparatu dał nazwę Beani M life, oczywiście od początkowych liter imienia córki i swojego. M dodał, żeby synowi nie było przykro. Prawdę mówiąc, po decydującej rozmowie z Beatrice odczuł, że właśnie Mark lepiej rozumie jego intencje, jednak nie wyjawił mu stanowiska siostry.
Jego prace nad preparatem dla wojska nieco się posunęły, ale jego przyjaciel, który mu dal propozycje nie do odrzucenia był zainteresowany rezultatem końcowym, a nie ostatnią fazą badań. Zresztą Nickolas nie miał najmniejszego pojęcia czy jest na dobrej drodze, czy milion mil od niej. Zastanawiał się tylko, co się stanie. Przecież go nie zabiją, to wyglądało na niedorzeczność! Nie porwą mu żony lub córki, bo i po co? Tak, naprawdę zastanawiała się, jaki będzie ich kolejny ruch. Wiedział, że nawet gdyby chciał oskarżyć rozmówce o szantaż, to nic z tego by nie wyszło. Takim sprawom ukręca się łeb w ciemności. Niektóre sprawy nigdy nie mogły wyjść na światło dzienne. Po tych wszystkich przemyśleniach naukowiec uznał, że słowa ,,dam ci jeszcze tydzień", niczego nie zmienią. Po prostu usłyszy za tydzień dłuższe narzekania i odczuje większe niezadowolenie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 3183 słów i 18683 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Niezły przypadek z Kevina. Przeczuwam pogorszenie relacji, bo naukowiec będzie musiał szczególnie zbadać ten przypadek, nawet kosztem swojej córki.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 To dobrze przeczuwasz, ale Nickolas jest bardzo inteligentny i nie zrobi tego ot tak.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Teraz żeś mnie zaciekawił, że nie zrobi tego ot tak :yahoo:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 To chyba dobrze, że Cię zaciekawiłem...

  • dreamer1897

    @AlexAthame Raczej dobrze, ale jak przegniesz...

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Postaram się nie przegiąć  :D