Deszcz cz 19

— Niezłe korki panują rano.

— Mieszkamy w dużym mieście, tato — powiedziała tylko.

Pożegnali się szybko. Remi mnie przytulił, Chloe pocałowała w policzek. Wsunęła mi karteczkę do dłoni. Dostrzegłem, że zwraca uwagę czy brat nie zobaczył. Kiedy odprowadziłem ich wzrokiem do drzwi szkoły, zerknąłem, co mi napisała.

,, Jesteś najlepszym ojcem na świecie. Nie dlatego, że wtedy. Dlatego, że teraz".

Zrozumiałem. Moja decyzja stanowiła dla niej bardzo ważną sprawę. Intuicyjnie czułem, że Remi nie jest zbyt mocno zachwycony moją decyzją. Dlatego nie chciałem nawet pytać, czy się cieszy, bo wiedziałem, że nie. Cóż, nie mogłem mu zabronić, że chciał zostać kimś takim jak ja. Mogłem tylko właściwą postawą przekonać go, do zmiany decyzji. Ruszyłem w kierunku pracy.

Jak co dnia, na twarzy naszej sekretarki nie dostrzegłem uśmiechu. Na szczęście nie widziałem jej również nigdy totalnie smutnej. Z jakichś nieznanych mi powodów, nie uzewnętrzniała uczuć.

— Dzień dobry Betty. Około południa jadę po brata na lotnisko. Gdyby zdarzyły się nadzwyczajnie ważne rozmowy, proszę połączyć je na moją komórkę. W innych wypadkach niech rozmówca zostawi wiadomość lub ja do niego później oddzwonię. Jestem zainteresowany wiadomością od porucznika Morrisona i gdyby zadzwonił, proszę powiedzieć, żeby połączył się ze mną na moją komórkę, chociaż on i tak zwykle dzwoni właśnie w ten sposób.

— Dobrze, proszę pana.

— Betty, czy wszystko dobrze? — spróbowałem raz jeszcze.

— Nigdy nie jest zupełnie dobrze — odrzekła.

Poczułem nadzieję.

— W takim razie może mógłbym pomóc?

— Nie sądzę, panie Parker.

W tym momencie przypomniałem sobie, że tytułowała mojego brata po imieniu, a mnie po nazwisku i per pan. Pomyślałem szybko, że być może, w tej chwili, jest doskonała okazja, żeby zapytać o powód, dlaczego tak jest.

— Betty, mam małe pytanie. Dlaczego tytułujesz mnie przez pan lub po nazwisku, natomiast mojego brata po imieniu?

Kobieta zmieniła się nieco na twarzy, ale tylko na małą chwilkę. Już po jej minię wiedziałem, że nie dowiem się wiele.

— Robię to z pewnego powodu, ale dokładniej wyjawić nie mogę.

— Dobrze, Betty. Chciałbym tylko wiedzieć, czy nie jestem godny, by mnie tytułować po imieniu?

Znowu krótki grymas przebiegł po jej twarzy.

— Ależ nie, Panie Parker, jest pan jak najbardziej godny, ale jeżeli mogę, pozostanę przy takim tytułowaniu. Głównie chodzi mi o respekt, proszę wybaczyć.

Spasowałem.

— Dobrze, Betty. Niech tak będzie. Szanuję twój wybór.

Ponieważ po wyrazie jej twarzy poznałem, że z jej strony rozmowa jest skończona, poszedłem do mojego pokoju.

Usiadłem za biurkiem. Pomyślałem o tym, co mi powiedział Chińczyk. Czyżby Hajze zajmował się jednak handlem dziećmi i ludźmi? Osobiście tego nie robił, co do tego miałem pewność, jednak mógł koordynować. A co gorsza nadzorować. Najwięcej na świecie zaginięć dzieci notowano w Ameryce, ale na jednego mieszkańca, właśnie Anglia dzierżyła prym w tym bardzo złym procederze. Nie chciałem zaglądać do jego sejfu, zresztą nie mogłem, o ile zmienił kod dostępu. Hajze twierdził, że wszystkie dokumenty odnoszące się do naszych gangsterskich przedsięwziąć, wkłada we wspólnym sejfie, ale przecież miał swój własny, a ja nie znałem cyfrowego hasła do jego tajemnic.

Rzuciłem okiem na miecz, kopia wyglądała niemal identycznie jak oryginał. Jakkolwiek po otwarciu szklanej skrzynki, znawca nie miałby trudu odgadnąć, że jest to tania podróbka. Pomyślałem, że skoro zarząd Syndykatu nie ma nic przeciwko mojemu odejściu, to wkrótce będę mógł przynieść mój miecz, z powrotem i oczywiście poprosić Georga o powrót. Jeszcze nie otrzymałem od niego żadnej zaszyfrowanej wiadomości, ale spodziewałem się otrzymać ją wkrótce.

Posprawdzałem ważniejsze informacje. Wszystko szło normalnym torem. Dziwne, prawda? Do tej pory traktowałem to jak normalny interes. Moja świadomość pozostawała ślepa i głucha, na fakt, że za tym procederem stały czyjeś łzy, cierpienie i smutek. Bo w końcu czym jest kryminalność jak nie gwałtem na kogoś wolności, własności czy uczuciu?

Patrzyłem na to wszystko jakby nowymi oczami. W każdej upływającej chwili utwierdzałem sie w przekonaniu, że odejście z pracy dla Syndykatu pozostawało jedynie słuszną i sprawiedliwą decyzją. Zadzwoniłem do szkoły i powiadomiłem dyrekcje i nauczyciela o tym, że zabieram syna. Nie robiono mi żadnych trudności i nie zadawano pytań. Szkoła miała bardzo renomę i zabieranie dzieci podczas godzin szkolnych nie zdarzało się często, a skoro, to musiał istnieć ku temu solidny powód.

Zbliżał się czas przylotu mojego brata. Postanowiłem zjeść coś, zanim pojadę do szkoły, żeby odebrać syna. Dopiero potem, razem z nim, miałem pojechać na lotnisko. Widziałem teraz, czego wcześniej nie dostrzegałem, że Remi lepiej się rozumiał z Hajze niż ze mną. Prawdopodobnie niepotrzebnie i zbyt mocno zareagowałem podczas rozmowy z bratem, ponieważ to jego obwiniałem za wpływ na mojego syna, a w prawdzie powinienem siebie. Tak sądziłem w tej chwili. Poskładałem wszystko, schowałem do sejfu i rzuciłem ostatni raz okiem na mój gabinet.

— Betty, jadę po Hajze. Prawdopodobnie już dzisiaj nie wrócę. Wiesz wszystko, co i jak zawsze.

— Tak, panie Euri. — dostrzegałem uśmiech na jej lekko zmęczonej twarzy.

Coś skrywała i to bardzo długo, co do tego nie miałem najmniejszych wątpliwości, ale powodu jej trosk nie mogłem w żaden sposób się domyślić.

Wyszedłem z biura i skierowałem się w kierunku windy, a po dwóch minutach już jechałem Rolls Roycem.

Niewielu wie, że nazwa tego samochodu pochodzi od nazwisk dwóch ludzi, którzy wspólnie rozpoczęli budowę tych samochodów. Charlesa Stewarta Rollsa, który obok mechaniki pasjonował się aerodynamiką i niestety zginął w wypadku lotniczym w wieku lat niespełna trzydziestu trzech i mechanika Henrego Royce. Ciekawą rzeczą w tym samochodzie jest emblemat, zwany Duchem Ekstazy. Nie jest to jak większość sądzi anioł tylko kobieta z rozwianymi na wietrze częściami garderoby. Oryginalnie, wykonano rzeźbę kobiety. Artysta nazywał sie Charles Robinson Sykes, a modelką została jego późniejsza kochanka, Eleonora Velasco Thornton. Ich romans utrzymywano w tajemnicy, ponieważ kobieta była zamężna. Sam emblemat w wozie kosztuje w zależności od materiału od dwóch do dwustu tysięcy dolarów. Ducha Ekstazy bardzo trudno ukraść, ponieważ przy dotknięciu automatycznie się chowa, a w zasadzie, jest wysunięty tylko w czasie kiedy silnik jest w ruchu. Pierwszy RR miał nazwę Srebrny duch i ta nazwa używana jest do dzisiaj. Rolls Royce jest bardzo dobrym samochodem i w zasadzie się nie psuje.

Po kilkunastu minutach jazdy zatłoczonymi ulicami Londynu podjechałem pod szkołę. Wysłałem SMS—a do córki. Zawiadomiłem ją, że przyjechałem po jej brata i życzę jej miłego dnia. Po chwili otrzymałem krótką notatkę, że mnie kocha. Wiadomość udekorowała słoneczkiem i serduszkiem. Przez sekundę się wzruszyłem. Co dziwne nigdy wcześniej nie wysyłałem do niej wiadomości, bardzo rzadko rozmawiałem z żoną przez telefon podczas godzin pracy i w ogóle musiałem chyba być zimnym skurwielem, skoro tego nie robiłem. Oczywiście to, że wysłałem teraz wiadomość do córki nie łączyło się w żaden sposób z tą sprawą, którą mieliśmy razem.

Wyszedłem z wozu i udałem się do budynku. Zgodnie z umową Remi miał czekać na mnie w sekretariacie. I kiedy wszedłem tam, siedział już na krześle.

— Witaj synu, to jedziemy.

Wstał bez słowa i ruszył do drzwi wyjściowych. Nigdy nie okazywał zbyt wielu uczuć, ale ostatnio zachowywał sie jeszcze zimniej i obojętnie. W pierwszej chwili chciałem zapytać dlaczego tak postępuje, ale zaniechałem. W końcu to ja do tego doprowadziłem, przynajmniej tak odczuwałem. Z powodu braku relacji ze mną, prawdopodobnie traktował mnie jak obcego człowieka. Przełknąłem tę gorzką pigułkę i postanowiłem wszystko naprawić, chociaż wiedziałem, że zajmie to sporo czasu.

— Wszystko dobrze w szkole? — zagadnąłem jednak.

— Tak, wszystko dobrze — odrzekł sucho.

— To dobrze. Teraz kiedy zostawiłem ten interes, będę miał więcej czasu dla ciebie, mamy i siostry.

— To, że zostawiasz ten interes, nie jest dobrym posunięciem.

Trochę mnie zmroził swoimi słowami. Mówił jak dojrzały człowiek. Dobre posunięcie? Raczej nie usłyszał tych słów od Hajze. Dlaczego właśnie takich słów użył?

Nie chciałem o tym rozmawiać, przynajmniej nie teraz, kiedy jechałem po brata. Zabrałem Remiego właśnie, by mu sprawić przyjemność. A nie zauważyłem nawet najmniejszego odruchu podzięki z jego strony. Jednak i tym razem nie powiedziałem nic. Skoro to ja zawaliłem w relacjach rodzinnych, postanowiłem cierpieć w milczeniu. Dziwne pozostawało to, że ani żona, ani tym bardziej córka nie robiły wrażenia, że za cokolwiek powinienem ponosić winę. Jednakoż każdy jest inny. Być może dla nich nie popełniłem niczego złego, a dla niego tak.

Nie chciałem, aby panowało milczenie i postanowiłem zagajać rozmowę.

— Przy umiarkowanym ruchu powinniśmy dojechać na lotnisko za czterdzieści pięć minut. Prowadzę lepiej niż mama? — zapytałem.

— Dużo lepiej.

Czułem, że rozmowa się nie będzie kleić. Jednak kontynuowałem.

— Podobały ci się prezenty z Singapuru, bo nie mówiłeś?

— Tak. Dron jest dosyć fajny.

— A czapka?

— W porządku.

— To dobrze. Cieszę się.

Zerknąłem na niego. Patrzył w okno. Spasowałem, skoro nie chce rozmawiać, to trudno, pomyślałem. Kiedy sądziłem, że do samego lotniska już nic nie powie, odezwał się w końcu. I jego słowa mnie nieco poruszyły.

— Przemyśl jeszcze raz tato, swoją decyzję odnośne odejścia z organizacji.

Zerknąłem na niego krótko z lekkim zdziwieniem.

— Już podjąłem decyzję i jest nieodwołalna.

Przez chwilę milczał.

— Skoro tak...

— Co masz na myśli, synu?

— Nic. Każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje.

— To prawda. Ta jest najlepsza decyzja, jaką podjąłem.

Ku mojemu zdziwieniu ogarnął go śmiech. I nie odebrałem tego jako radosnego uniesienia. Raczej wyczułem tam tragizm, częściowo pomieszany z sarkazmem.

— Co cie tak rozśmieszyło, Remi?

— Nic. Zupełnie nic, tato — spojrzał na mnie dziwnie.

— Nie cieszysz się z mojej decyzji.

— Nie. Wiesz, że jestem temu przeciwny.

Powinienem się opanować, ale zanim przemyślałem, wybuchłem.

— Ja jestem twoim ojcem, a nie ty moim. Twoje decyzje nie są dojrzałe i nie powinieneś tak mówić. Nie masz jeszcze dwunastu lat i śmiesz mnie pouczać? Być może nie byłem dobrym ojcem, ale nie wolno ci tak mówić.

— A co mi zrobisz jak jeszcze raz tak powiem?

Wpadł wyraźnie w ton Hajze, a może go prześcignął. Pomyślałem tym razem, co mu mogę rzeczywiście zrobić, jeżeli tak powie. Co? Nie postępowałem jak mój ojciec. Nie wyobrażałem sobie nawet, że mógłbym tak odezwać sie do Josepha Parkera, a gdybym śmiał, nie skończyłoby się to dla mnie dobrze w sensie fizycznym. Jednak musiałem coś odpowiedzieć.

— Remi jesteś moim synem, ale nie przeciągaj struny. To jest bezczelne co mówisz. Nigdy cię nie uderzyłem, ale jeżeli będę musiał, zrobię to.

— Nie boję sie ciebie. Poza tym mówisz, że mnie kochasz, wobec tego nie zrobisz tego. Stryj Hajze ma rację, jesteś słaby.

Poczułem uderzenie gorąca. Z trudnością sie opanowałem. Ten młody człowiek stanowczo chciał zarobić, ale był moim synem i skoro go nigdy nie biłem, teraz nie mógłbym tego zrobić. Pozostała mi ostatnia deska ratunku.

— Być może nasze stosunki do tej pory nie były dobre, ale zrobię wszystko, żeby je poprawić.

— Z późno. Nic już nie możesz zrobić.

Zaniemówiłem, a moje serce stanęło na chwilę. Nie wierzyłem, że to usłyszałem z jego ust.

— Mylisz się. Nie znasz potęgi miłości — powiedziałem cicho z łzami w oczach.

— Płaczesz? Prawdziwy mężczyzna nie płacze.

— To słowa Hajze. I on jest w błędzie. Prawdziwy mężczyzna płacze.

Milczał aż do samego lotniska Hartrow. I nawet na lotnisku, jednakże tym razem nie próbowałem zagajać rozmowy. Sądziłem, że kiedy zobaczy Hajze, ożywi się i nie myliłem się.

Mój brat wyglądał dobrze. Uśmiechnięty i opalony. Jak zawsze pewien siebie.

— Witaj bracie — rzekł pierwszy.

— Witaj.

Spojrzał na mojego syna, a ten podszedł i przytulił go szybko.

— Cieszę sie, stryju, że wróciłeś.

— Miło, że jesteś — spojrzał na mnie.

Jednak wyczułem, że te słowa są skierowane do Remiego, a nie do mnie. Zostałem niejako na uboczu. Rozmawiali, a ja nawet nie próbowałem słuchać. Cóż, zawiniłem i teraz zaczynałem odbierać tego plon. Ale Hajze nie zachowywał się jak mój syn i nie dostrzegał tylko jego.

— Pogadamy jeszcze, Remi. Chcę porozmawiać z twoim tatą.

Usłyszałem to i odebrałem to pozytywnie.

— Jasne stryju, Hajze. To twój brat.

— Tak — odrzekł i zabrzmiało to jakoś dziwnie, mimo że nie powinno.

— To, co mój bracie, mów.

Popatrzyłem na niego. Wiedziałem co ma na myśli. Czyżby nie wiedział? Odpowiedziałem uczciwie, zgodnie z jego pytaniem.

— Przyjął mnie Collins, w sposób bardzo chłodny, jednak to wyglądało na grę. Przyjęli moją rezygnację i pozostawiają ci, całkowite prowadzenie spraw w Anglii.

— Czyli zagrywka Rodriguez, żeby cię nastraszyć, niczego nie dała. Chytra sztuka.

Ugryzłem się w język. Miałem całkiem inne zdanie o Rozalindzie. Czasem kobieta potrafi udawać i w łóżku, jednak miałem pewność, że Brazylijka nie udawała. Najbardziej chytrze wyglądał mi Morgan. Chociaż i Collins nie zdobył w moich oczach całkowitego zaufania. Takowe dzierżyła tylko Rodriguez, ale nie zamierzałem tego powiedzieć bratu.

— Jak będę miał kłopoty, będziesz służył pomocą? — zapytał.

— Nie. Zostawiam to zupełnie. Całkowicie. I tobie tez życzę byś to zostawił.

Roześmiał się serdecznie.

— Po moim trupie, braciszku.

— Jesteś dorosły i wiesz co robisz — odrzekłem.

— To nawet nie jesteś ciekawy co załatwiłem, prawda?

— Tak, masz rację. Chcesz jechać do domu? — zapytałem, bo doszliśmy już do samochodu.

— Tak, trochę odpocznę i jutro już zacznę działać.

— W takim razie, jedźmy — odrzekłem.

— Czy jesteś na tyle zmęczony, stryju, że nie zechcesz ze mną spędzić trochę czasu? — zapytał go Remi.

— Nie, aż tak — poczochrał mu włosy.

Remi sie ucieszył. No cóż, nadal preferował jego niż mnie. Odzywał i zachowywał się normalnie w stosunku do Hajze.

— Odwieź go przed dziewiątą, dobrze?

— Jasne, bracie.

Siedzieli razem na tylnym siedzeniu. Hajze pokazywał mu zdjęcia i mój syn oglądał je z zainteresowaniem. Brat czasem fotografował architekturę. Dojechaliśmy do jego domu po pięćdziesięciu minutach. Mieszkał trochę przed Bremtwood. Ja mieszkałem blisko Romford w pobliżu Cotton park. Po godzinach szczytu potrzebował około dwudziestu minut, żeby do mnie dojechać, od siebie z domu.

— To odpoczywaj bracie — rzekłem.

Podał mi rękę i oboje z synem poszli. Mój brat miał tylko małą walizkę. Nie zamierzałem rozmawiać z nim o pewnych sprawach przy synu. Tak naprawdę chciałem wiedzieć tylko jedno. Czy macza palce w handlu ludźmi, a szczególnie czy ma udział w porwaniach dzieci? Tylko czy mi powie prawdę?

Istnieją ludzie, którzy nie mają sumienia. Tylko tacy mogą uczestniczyć w takim procederze. Czy taką osobą był mój brat?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2741 słów i 15950 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto