Niby geniusz

Niby geniuszPoranne słońce padało na mój odsłonięty kark, kiedy szedłem chodnikiem biegnącym między stalowym płotem, a ciasno zaparkowanymi autami. Skręciłem w lewo i wszedłem pod jedno z tych zadaszeń jakie są często budowane w szkołach-à la ganek. Wszedłem po schodkach i pociągnąłem za klamkę.  
Szkoły. Miejsca, gdzie zawsze brakuje pieniędzy, a to na odmalowanie ściany, a to na nową murawę mającą wyściełać boisko, a to na wycieczkę… O dziwo dyrektorzy na przyznawanie premii zawsze znajdują pieniądze, ale do rzeczy. Dyrektor tej szkoły znalazł wręcz „wyśmienity” sposób dorobienia się-wynajem. Sale lekcyjne na parterze były nieużytkami, więc postanowiono wynajmować je osobom (lub firmom) potrzebującym lokum. Zazwyczaj są to małe szkółki języków obcych lub szkółki do nauki tańca, czy też kluby. Nie mniej jednak zdarzają się również wyjątki. „Organizacja” wynajmująca salę dwadzieścia siedem z pewnością odstawała od reszty. Nie prowadzono tam zajęć, tylko badania, badania można rzec naukowe. Chyba z dumą mogę powiedzieć, że jestem asystentem jednego z największych dziwaków w Polsce.    
                                                                              ***
Jak tylko przeszedłem przez sienie, półmetrową „kabinkę” przeznaczoną do wycierania butów(jakby nie można było tego zrobić na zewnątrz) znalazłem się w miejscu, gdzie poziomy korytarz łączył się z obszerną klatką schodową, schody w górę prowadziły na piętro, a dolne na łącznik i niżej do szatni. Gdybym skręcił w prawo (mijając sekretariat) doszedłbym do sklepiku i biblioteki, a w lewo, na korytarz, gdzie znajduje się sala mojego szefa. Nie zatrzymując się ruszyłem w stronę sal. Dwudziestka siódemka była trzecią salą licząc od strony schodów. Była ósma siedem, więc jedyne osoby jakie spotkałem to woźne i spóźnieni uczniowie biegnący na zajęcia. Ja sam z resztą też byłem spóźniony. Kiedy pociągnąłem za klamkę drzwi stanęły otworem wyrażając milczącą zgodę, bym wszedł do ich „sacrum”.  
-Dzień dobry.-powiedziałem wieszając na stojaku swoją jesienną kurtkę, jak to miałem w zwyczaju robić.  
-Dzień dobry.-odpowiedział mi skoncentrowanym głosem mój przełożony.  
„Nic nie wspomina o moim spóźnieniu? Pewnie nawet nie zauważył…”
-Nad czym dziś pracujemy?-zapytałem podchodząc do  mężczyzny w średnim wieku stale noszącym kitel, jakby się cały czas szykowała do eksperymentów.
-Nad niczym szczególnym.-odpowiedział nie odrywając wzroku od kartki papieru.-Ot zwykłe poprawki.
-Poprawki czego?-spytałem stając obok szefa.
-Projektów tych ignorantów.-odburknął jedynie.
Jakiekolwiek wspominanie o jego tak zwanych „kolegach z pracy” budziło w nim irytację. Nie lubił o nich wspominać. Może dlatego, że nigdy nie znalazł z nimi wspólnego języka, może też dlatego, że mieli rację-że nie zarobi kroci na tworzeniu własnego laboratorium. On ich jednak nie słuchał. Czy słusznie? To jego „laboratorium” to tak naprawdę wynajęta sala lekcyjna w miarę możliwości dostosowana do potrzeb jej właściciela. Do już znajdującej się tablicy na przeciwległej ścianie dostawiono dwie inne. Ławki porozsuwano po bokach sali. W ten sposób stworzono dwa duże „blaty” z czego jeden, stojący pod ścianą, służył wszelakim eksperymentom chemicznym, fizycznym i biologicznym, a drugi jako iż bardziej oświetlony służył pracy konstruktorskiej. Nie wiedzieć czemu instytut zaakceptował to niby laboratorium i zgodził się dalej finansować działalność mojego szefa, jako część swojej działalności. Między innymi oznaczało to dalsze wypłacania pensji oraz spłacanie części opłat za lokum. Czemu się na to zgodzili? Może dlatego, że chcieli mieć go z głowy? A może to dlatego, że mój szef jest cenionym naukowcem, mimo swojego wątpliwego podejścia do wielu tematów… Nie widzę sensu zawracać sobie tym głowy, przynajmniej na razie. Ważne by forsa się zgadzała. Jemu na pewno się zgadza, a mi? No nie zawsze. Czasami zastanawiam się dlaczego w ogóle u niego pracuję. Coś mnie do niego ciągnie, jego aura dziwactwa i tajemniczości. Nie wiem dlaczego, ale zawsze czułem się lepiej w obecności takich ludzi. Cichych zamkniętych w sobie myślicieli. Czemu? Sam tego nie wiem. Może po postu lubię anomalie? A może sam nią jestem?

pawelmarek

opublikował opowiadanie w kategorii thriller i inne, użył 766 słów i 4394 znaków, zaktualizował 8 sty 2020.

1 komentarz

 
  • Margerita

    łapka  w górę bardzo mi się podoba ta historia