Dziewczyna w siodle cz.1

Był pierwszy września. Dla wielu uczniów właśnie ten dzień rozpoczynał ciągnącą się jeszcze przez dziesięć miesięcy szkolną udrękę.      Tak też myślała Kasia - brązowooka i równie brązowowłosa dziewczyna. Szła ona właśnie do swojej "ukochanej" szkoły, w której jedyną wesołą rzeczą było to, że będzie blisko swojej przyjaciółki – Darii. Jako że dom Kasi i uczelnię oddzielał mały lasek, dziewczyna codziennie mogła podziwiać piękno przyrody skrywające się pod postacią drzew, kwiatów i zwierząt. Uczennica oczarowana wytworami natury postanowiła zerwać trochę róż oraz stokrotek i upleść z nich wianek. Założyła go sobie na głowę i zadowolona ruszyła przed siebie.          Gdy stanęła przed budynkiem, zdumiała się niezmiernie. Zamiast nudnej szkoły pomalowanej na zgniło żółty kolor (w dodatku z obdrapanymi murami), przed Kasią stała teraz piękna, jasnozielona uczelnia.
- Przynajmniej tyle dobrego - rzekła dziewczyna uśmiechając się lekko. Ruszyła ciężkim krokiem w stronę wejścia, lecz ośmielona perspektywą spotkania Darii przyśpieszyła chodu.          Na sali gimnastycznej w której odbywała się uroczystość, ciasno było od gęstego tłumu. Mimo licznych krzeseł rozmieszczonych przy ścianach - a tym samym szkolnych drabinkach, większość ludzi nie omieszkała stać na dębowej podłodze i tępo wpatrywać się w przemawiającą panią Dyrektor. Wśród bardzo wielu sylwetek, Kasia (o dziwo) bez trudu odnalazła przyjaciółkę, wyróżniającą się z tłumu dzięki pięknym i długim, platynowym włosom. Dziewczyna zakradła się do niej od tyłu i szybkim ruchem rąk  zasłoniła jej oczy. Kasia poczuła dotyk gładkich niczym jedwab dłoni Darii, próbującej bezskutecznie zdemaskować osobę odcinającą jej dostęp do światła. Blond włosa odwróciła się na pięcie. Zauważywszy przyjaciółkę, uradowana i podekscytowana dziewczyna rzuciła się jej w ramiona.
-Kasia?! Tak dawno cię nie widziałam! - rzuciła, po czym przytuliła dziewczynę jeszcze mocniej. Brązowowłosa zdjęła ze swojej głowy wianek, po czym założyła go na jasną, prawie białą głowę Darii.
-Będzie ci pasować. - rzekła z uśmiechem.
Kasia zauważyła, że przyjaciółka wnikliwie się niej wpatrywała.
- Po twojej opaleniźnie widzę, że gdzieś byłaś. Zdradzisz mi szczegóły? – wyparła Daria po wzrokowym przebadaniu przyjaciółki.  
-Wiesz, te wakacje były najlepszymi w moim życiu! Co prawda w całości spędziłam je razem z Roki* u babci w Nilset, ale podobały mi się one najbardziej ze wszystkich moich wycieczek. Codziennie wychodziłyśmy nad jezioro. Tamtejsza woda była taka czysta i błękitna, a raz po raz wyskakiwały z niej różnego rodzaju ry...
-Cisza! - wykrzyknęła rozzłoszczona pani Dyrektor zachrypniętym głosem.
Przestraszone dziewczyny stanęły w milczeniu i złapawszy się za ręce zostały tak jeszcze przez piętnaście minut.          Nudnemu ględzeniu nauczycieli nie było końca. Powieki większości zgromadzonych stawały się coraz bardziej ciężkie, a ciała zwiotczałe. Dziewczynki ledwo stojąc na nogach oparły się o drabinkę (nie chciały nikomu zajmować miejsca na krzesłach) i zwróciły wzrok w stronę podestu, gdzie przemawiała akurat pani Agnieszka – nauczycielka przyrody oraz chemii. Jej rude włosy były uczesane w luźnego koka, a na jej ciało beztrosko opadała ciemnozielona sukienka do połowy ud, która zmieniała kształt przy każdym powiewie wiatru lecącego z szeroko otwartego okna.      Na dworze panowała wysoka temperatura, równa dwudziestu sześciu stopniom Celsjusza. Po bezchmurnym, jasnym niebie latały jaskółki, zataczając kręgi wielkie niczym błękitne oceany Nilwood*. Na czarnych dachach sąsiednich budynków można było dostrzec małe kolonie gołębi, raz po raz nucące sobie piosenki w jakimś niezrozumiałym dla ludzi języku. Kilka z nich uniosło się w powietrze, gubiąc przy tym szare, a u niektórych białe pióra. Upodobniwszy się do jaskółek, zaczęły zataczać kola; jednak o wiele, wiele mniejsze. Jeden z nich, najwyraźniej zaciekawiony skupiskiem ludzi w szkole, oderwał się od reszty. Skierował lot w stronę okna, które sprawiało wrażenie, jakby było otwarte specjalnie dla niego. Dla nikogo innego, tylko właśnie dla jego opierzonej, malej istoty. Z wielkim impetem wleciał do sali, siejąc przy tym niemałą panikę zarówno u dzieci, jak i dorosłych. Momentalnie po sali rozległ się niesamowity krzyk zerówkowiczów oraz uczniów pierwszych i drugich klas. Cały ten hałas był niczym bomba atomowa – niewyobrażalnie silny i o bardzo wielkiej sile rażenia. Dzieci mniejszej postury zaczęły chować się pod drewniane krzesła z czerwonymi, a czasami zielonymi nóżkami i czekać na ucichnięcie całego zamieszania, oczywiście cały czas wrzeszcząc wniebogłosy.  Starsi uczniowie, oraz nauczyciele i większość tam zebranych, szukali wszelkich sposobów aby zakryć swoją czuprynę, z wiadomego powodu.      Tylko Daria i Kasia jakby zupełnie inaczej podchodziły do całej sytuacji. Podczas, gdy inni byli przestraszeni, dziewczyny się śmiały. Ale to tak bardzo się śmiały, ze dźwięk ten można było porównać do histerycznego rechotu dwóch niedojrzałych emocjonalnie dziewcząt z podstawówki.
- Cale szczęście! Już myślałam, że zanudzimy się tu na śmierć! – powiedziała Kasia. Jej oczy przepełnione były łzami, powstałymi w wyniku długotrwałego i bardzo intensywnego śmiechu.
- Ja też! Może go jakoś nazwiemy? Taki bohater musi mieć przecież jakieś imię!– Zaproponowała Daria, nie spuszczając wzroku z obiektu zamieszania.
- Pamiętasz tego mojego wujka , co przyjechał do nas na święta rok temu?  
- Tak! Jejku, jak ja ci go zazdroszczę! W życiu nie spotkałam tak wyjątkowej i zabawnej osoby, która narobiłaby by tyle gaf w ciągu niespełna trzech godzin!
- No, szczerze mówiąc to sama sobie zazdroszczę, ze go mam. Może nazwiemy gołębia tak jak on ma na imię?
- Bogdan – to imię idealnie odwzorowuje tą całą sytuacje i nasze emocje. Myślę, ze jest to najlepsza z możliwych nazw. – odrzekła Daria z szerokim uśmiechem.  
     Tymczasem krzyk powoli ustępował miejsca ciszy, ciężkim krokiem wchodzącej do pomieszczenia. Otwierając okna mieszczące się wysoko na ciemnobrązowych, drewnianych ścianach, nauczycielki oraz woźne ułatwiły  ucieczkę gołębiowi. Zdezorientowany i zagubiony Bogdan przez chwile krążył bez celu po sali, nie wiedząc co robić. Biedaczek co chwilę uderzał głową o ścianę i dekorację nieudolnie próbując wylecieć.
  

*Nilwood – fikcyjna miejscowość, wyglądem przypominająca Hiszpanie
*Roki – pies Kasi

2 765 czyt.
80%52
Natka05

opublikowała opowiadanie w kategorii szkolne i przygodowe, użyła 1185 słów i 6783 znaków.

2 komentarze

 
  • Prunella

    Prunella · 3 lip 2017

    Bardzo schludnie napisane, oby tak dalej

  • Somebody

    Somebody · 2 lip 2017

    Zaczyna się bardzo dobrze