Tamara - cz. IX

          Pani Helena przytuliła Michała i ze wzruszenia nie mogła powstrzymać łez.  
- To chyba zrządzenie losu. Nie miałam dzieci, a mam dwoje wnucząt - powiedziała z rozrzewnieniem w głosie, całując w czoło Michała.
- Troje babciu Heleno! Troje! Zapomniałaś o Jasiu - przypomniał jej Michał z uśmiechem, rewanżując się przyszywanej babci buziakiem w policzek.  
- Masz rację! Jak powiem o tym mężowi, to chyba nie uwierzy - zastanawiała się głośno.  
- W co mam nie uwierzyć? - odezwał się pan Tomasz, który wchodząc do kuchni, usłyszał słowa żony. Przywitał się z Filipem, potem podał rękę Michałowi i Basi, patrzącej na niego figlarnym, prawie łobuzerskim spojrzeniem.
- Tomku, to faktycznie jest trudne do uwierzenia! Wiesz, że mamy troje wnucząt? - na twarzy  pani Heleny obok wzruszenia pojawił się uśmiech, połączony prawie z entuzjazmem.
- O czym ty mówisz? Odbiło ci? - pan Tomasz spojrzał podejrzliwie na żonę.
- Rozejrzyj się uważnie! Z dwojgiem z nich właśnie się przywitałeś. Basia i Michał uważają mnie już za swoją babcię. A ty możesz być ich dziadkiem, jeżeli oczywiście zechcesz, żeby tak cię nazywali? - pani Helena zauważyła wahanie męża. Czyżby się zbytnio pospieszyła? - przebiegło jej przez głowę.  
          Być może zbyt optymistycznie założyła, że mąż odniesie się do sprawy przyszywanych wnucząt podobnie jak ona. Nie zdawała sobie sprawy, że to co dla kobiety wydaje się sensowne i wzruszające, dla mężczyzny może być nie do zaakceptowania. A przynajmniej nie tak szybko i spontanicznie, jak stało się to w jej przypadku.
          Tak to również odebrał Michał, który zorientował się, że pan Tomasz niezbyt  pali się do tego, aby go nazywać dziadkiem. Popatrzył więc ostentacyjnie na zegarek, dając ojcu sygnał, że najwyższy czas spożyć śniadanie, bo pozostało niewiele czasu, jeżeli ma zdążyć do szkoły.  
- Masz rację, musimy się pospieszyć! - zwrócił się Filip do syna.
- Proszę siadać do stołu panie Filipie, a ja już podaję śniadanie! - pani Helena również zorientowała się, że jest mało czasu. Filip z Michałem i nieodłączną Basią przeszli do jadalni i usiedli przy stole, podobnie jak pan Tomasz.  
          Po chwili pani Helena przyniosła z kuchni pieczywo, wędliny i pokrojone w plastry pomidory oraz ogórki. Potem talerzyki i sztućce oraz w dwóch dzbankach napoje; kakao i herbatę. Przed Michałem położyła zapakowane w papier kanapki, jabłko i butelkę soku owocowego. Pewnie niejedna prawdziwa babcia nie wykazałaby takiej troski o wnuka.  
          W trakcie śniadania dołączyła do nich Tamara z Jasiem w nosidełku, założonym na ramiona. Jaś wyraźnie zadowolony, że jest z mamą tak blisko, dawał temu co rusz wyraz,  klepiąc ją po piersiach czy wymachując energicznie rączkami.
- Przedstawiam wam małego żarłoczka! Opróżnił całkowicie obie moje piersi i to w dość szybkim tempie. Wyraźnie nowe otoczenie wpłynęło na niego pozytywnie i zaostrzyło mu apetyt. Do tego jest niesamowicie radosny, jakby cieszył się, że ma nowy dom - Tamara sama będąc w wyśmienitym nastroju, dość humorystycznie przedstawiła i opisała zachowanie czy  nastrój swojego synka, przypisując to jego zadowoleniu z racji pobytu w nowej siedzibie.  
- Musi więc pani szybko zjeść coś ekstra pożywnego, aby uzupełnić zapas pokarmu, zanim Jaś ponownie zgłodnieje - zażartowała pani Helena.
- Nie ma takiej potrzeby pani Heleno! Mój organizm pod tym względem jest dość wydajny. Po dwóch godzinach piersi będą prawie pełne, a po czterech przepełnione - powiedziała pogodnym, prawie wesołym głosem.  
- To proszę powiedzieć, co mam przygotować dla pani i dla Basi? - pani Helena uznała, że tak Tamara, jako karmiąca matka, jak i Basia wymagają innego rodzaju pożywienia niż męska część tej swoistej, prawie rodzinnej gromadki ludzi, miedzy innymi Filip, jej mąż Tomasz czy Michał.
- Pani Heleno! Jestem wdzięczna, że myśli pani również o mnie czy o Basi. Jestem kobietą pracującą, matką i przyszłą żoną, więc o śniadanie dla mnie i Basi proszę się chwilowo nie martwić. Dopóki nie ustalimy jakichś czytelnych reguł i form współpracy, nie chciałabym  wykorzystywać czy nadużywać pani dobroci ani czasu. Ale z zachowania pani i pani męża wnioskuję, że jesteście państwo zainteresowani dalszym pobytem i pracą na tej posesji? - Tamara nie kryła swojego uznania dla dotychczasowych pracowników i opiekunów siedziby.  
- Szczerze pani Tamaro? - zwróciła się do niej pani Helena.
- Oczywiście pani Heleno! Nie wyobrażam sobie, abyśmy zachowywali się wobec siebie nieszczerze czy nie mieli do siebie zaufania - odparła Tamara, patrząc szczerym spojrzeniem tak na nią, jak i na pana Tomasza.
- Rozmawialiśmy o tym z mężem i doszliśmy do wniosku, że jeżeli będziecie państwo zainteresowani naszą współpracą, to chętnie pozostaniemy na posesji, nawet na obecnych warunkach - pani Helena w szczery, naturalny sposób wyraziła chęć współpracy i pozostania na posesji w swoim oraz męża imieniu.  
- To świetnie! Cieszy nas to, prawda Filipie? - wyraźnie zadowolona, odwołała się do Filipa.  
- Oczywiście! Możemy więc uznać, że jesteśmy w jakimś stopniu dogadani wstępnie. Pozostajecie państwo na posesji, a szczegóły i warunki naszej współpracy omówimy oraz uzgodnimy w formie umowy, po doprowadzeniu całej transakcji do końca - Filip potwierdził wstępne ustalenia w zakresie dalszej współpracy z obecnymi opiekunami posesji.  
- A teraz obaj z Michałem dziękujemy pani, pani Heleno, za pyszne śniadanie i za troskę o Michała. Teraz musimy jechać, bo mój syn pewnie nie może doczekać się spotkania z kolegami i ze szkołą - odezwał się żartobliwie Filip i pożegnał się buziakiem z Basią.  
- To trochę przesada z tą szkołą i kolegami tato, ale niech ci będzie. A tobie babciu Heleno ja też dziękuję za pyszne jedzonko i kanapki. Jesteś kochana, jak prawdziwa babcia, a ja za taką cię już uważam - Michał nie pozostał dłużny pani Helenie, dziękując jej za śniadanie i za kanapki, wywołując ponowne wzruszenie pani Heleny.  
          Mina pana Tomasza na słowa Michała świadczyła, że też pozytywnie odebrał jego słowa, skierowane do jego żony. Chyba i do niego dotarło, że dzieci nowych właścicieli zaakceptowały bez zastrzeżeń jego żonę, a tym samym pewnie i jego.  
- Tatusiu! Ale ja też chcę jechać z tobą i Michałem! - usłyszeli naraz żałośnie brzmiący głosik Basi, która stała przy Tamarze i energicznie pociągała za jej sukienkę, jakby domagała się interwencji mamy w jej sprawie.  
          Filip wymienił spojrzenie z Tamarą i sam skarcił się w myśli, że nie zwrócił uwagi na zachowanie Basi. A przecież widział jak szybko zjadła swoje śniadanie i pewnie była pewna, że zabierze ją ze sobą, a on się z nią pożegnał, jakby lekceważąc mowę jej drobnego ciałka. Przecież całą sobą sygnalizowała mu, że chce być z nim i jechać z nimi.  
- Wygląda na to Filipie, że masz nową córeczkę tatusia - stwierdziła z niejakim wzruszeniem Tamara i poklepała uspokajająco Basię po pleckach.  
- Już dobrze! Pojedziesz z tatusiem i Michałem! - powiedziała, jakby nie dopuszczając myśli, że Filip może nie zabrać ze sobą Basi.
- To oczywiste! Myślałem Basiu, że chcesz zostać z mamusią? - tłumaczył się jak sztubak przed dzieckiem, bo co niby miał jej powiedzieć.  
          Że nie odebrał jej dziecięcych sygnałów, bo odzwyczaił się od małych dzieci. Musi teraz szybko nadrobić zaległości, by nie zderzać się zbyt często z podobną sytuacją. A bystrość i zachowanie Basi wzbudzało w nim rozrzewnienie, ale i lekkie zaniepokojenie.  
          Była wyraźnie bystrzejsza od jego rodzonej córki w jej wieku. Przecież to małe dziecko, a już nieraz wprowadzała go w zakłopotanie. Co będzie, jak dorośnie?  
- Mamusia ma Jasia, a ja mam teraz ciebie tatusiu! - Basia uspokojona słowami mamy, podeszła do Filipa i swoim zwyczajem objęła jego nogi, zadzierając główkę i patrząc w górę.
          To już rozumiał. Sięgnął więc po nią i wziął na ręce. Natychmiast objęła go za szyję i buziaczkami dziękowała mu, że zgodził się ją zabrać. Mała spryciarka wiedziała już, jak dotrzeć do jego serca i owinąć wokół małego paluszka, tak jak zapowiedziała Tamara.  
          Ale nie mógł narzekać. To dziecko wynagradzało mu w dwójnasób wszystkie jego starania; uśmiechem, radością, buziaczkami i niezmierną miłością małego dziecka, a właściwie to już jego córeczki.            
          Czas naglił, więc niezwłocznie zebrali się i udali w trójkę do samochodu. Basia trzymała się już blisko Filipa, jednak nie domagała się noszenia na rękach. Ta mała trzpiotka  musiała zapamiętać uwagę mamy, żeby jej Filip zbytnio nie rozpieszczał i nie nosił na rękach. Zadowalała się więc trzymaniem tatusia za rękę i radośnie dreptała obok niego.
           Po chwili byli już w drodze do szkoły Michała, mieszczącej się na osiedlu, blisko niedawnego miejsca zamieszkania Filipa i Michała. Podjechali w pobliże szkoły.  Michał chciał pożegnać się z Basią i opuścić samochód, ale nie było to takie proste.  
- Tatusiu, odprowadzimy Michała, dobrze? - Basia wręcz wymogła na Filipie, wspólne odprowadzenie Michała do szkoły. Nie miał wyboru.  
          Zaparkował więc auto i trzymając Basię za rączki, w trójkę ruszyli w stronę  drzwi wejściowych szkoły. Basia była przeszczęśliwa, idąc pośród nich i trzymając ich obu za ręce. Radość swoją manifestowała podskakiwaniem jak mała sarenka, ciesząc się, że razem z tatusiem może odprowadzić nowo pozyskanego starszego brata do szkoły.  
          Michałowi udzieliła się chyba radość Basi, bo kiedy zatrzymali się przed wejściem, pochwycił ją na ręce, ściskając i całując małą trzpiotkę, która i jego zawojowała swoją spontaniczną radością czy okazywanym mu uczuciem do niego, jak do starszego brata.           Odwzajemniła więc jego buziaki i uściski, jakby byli już zżytym rodzeństwem. Filip obserwując ich zachowanie wobec siebie, wręcz nie dowierzał temu, co widział. Znał przecież syna i wiedział, że Michał ostatnio nie uzewnętrzniał czy nie uwidaczniał aż tak wyraźnie swoich uczuć, zmrożony dość skutecznie przez obecnego partnera jego mamy. A ten, przy biernym zachowaniu mamy, wyraźnie okazywał mu swoją niechęć.
          A Basia w ciągu kilkunastu godzin znajomości, swoim zachowaniem wymusiła wprost na nim, otwarcie się na nią, jak na rodzoną, młodszą siostrzyczkę. Ucieszyło go to niezmiernie, bo to oznaczało, że Michał będzie się czuł jak członek normalnej, pełnej rodziny.
          Michał pożegnał się w końcu ze swoją przyszywaną siostrzyczką i machając jej ręką na pożegnanie, ruszył w kierunku swojej klasy. Basia patrzyła jeszcze chwilę za nim, po czym odwróciła się i podbiegła do Filipa.  
- Jedźmy tatusiu, bo Basi zrobiło się smutno! - powiedziała z faktycznie smutną minką. Filip pochylił się, chcąc ją wziąć na ręce.
- Nie trzeba tatusiu! Basia ma zdrowe nóżki i nie będzie cię męczyć! - oświadczyła i zdecydowanie ujęła jego dłoń. Podeszli do samochodu i Filip po usadzeniu Basi w foteliku, ruszył w stronę drogi prowadzącej do ich nowej siedziby.  
          Ustawił wsteczne lusterko aby widzieć Basię. Nie od razu zorientowała się, że ma Filipa w polu widzenia, ale po chwili ilekroć zerknął w lusterko, widział wpatrzone w niego ślepka Basi. Uśmiechał się do małej, a ta ilekroć widziała jego spojrzenie, dmuchała mu całuska z rączki. Kiedy ona to wykombinowała? - zastanowił się, bo przecież nikt jej tego nie uczył. Widocznie podpatrzyła u kogoś ten gest.  
          Wrócili dość szybko na posesję. Filip podjechał pod główne wejście. Tamara wraz z Jasiem w nosidełku dotrzymywała towarzystwa pani Helenie, która czyściła z chwastów klomby i rabaty kwiatowe w pobliżu głównego wejścia. Pan Tomasz natomiast przycinał odrosty w żywopłocie, tworzącym swoistą alejkę z drogi dojazdowej do siedziby i odcinający trawniki z obu stron drogi.
          Filip wypiął z fotelika Basię i razem podeszli do Tamary.
- I jak? Zadowolona z wycieczki z tatusiem? - zapytała pogodnie córeczkę.
- Taak …! Mamusiu! A Michał też mnie kocha! Tak jak tatuś! - odpowiedziała z niekłamanym entuzjazmem, przymilając się do Filipa.        
- Widzisz, jakie masz szczęście! Masz teraz za jednym zamachem nie tylko tatusia, ale i starszego brata - stwierdziła rzeczowo Tamara, widząc radość i zadowolenie na buzi Basi.
- To co Filipie? Jedziemy teraz do agenta, czy masz inne plany bądź obowiązki? - zapytała Tamara, podekscytowana i zainteresowana jak najszybszym sfinalizowaniem zakupu posesji.
- Co prawda umawiałem się z nim na późniejszą godzinę, ale spróbuję się z nim skontaktować  i potem postąpimy zgodnie z tym, co mi powie - Filip domyślił się, że Tamara żyje już myślą, aby jak najszybciej stać się prawowitą właścicielką posesji.             
- Słusznie! Przepraszam cię Filipie, ale sądzę, że rozumiesz mnie i moją typowo babską niecierpliwość, a nawet niepokój - Tamara próbowała hamować się, ale czuła, że determinacja w dążeniu do sfinalizowania transakcji kupna posesji, zdominowała ją całkowicie.  
- Niepokój? Kochanie! Czym i dlaczego się niepokoisz? - Filip zauważył, że Tamara nie żartuje i wyraźnie zachowuje się, jakby się czegoś obawiała.
- Może to głupie z mojej strony, ale boję się, żeby ten ktoś nie rozmyślił się i wycofał ze  sprzedaży tej posesji - odparła Tamara bezradnym, prawie żałosnym głosem.
- Tamaro! Zapewniam cię, że nie ma takiej opcji! Naprawdę zdaj się na mnie i zaufaj mi - Filip włożył w te słowa wiele uczucia i pasji, aby przekonać i uspokoić Tamarę.  
          Niezwłocznie wklepał numer agenta i zadzwonił, przestawiając rozmowę na połączenie głośno-mówiące. Po dwóch dzwonkach usłyszeli jego wesoły głos.  
- Witam serdecznie pana i panią Tamarę! Mam nadzieję panie Filipie, że spędziliście państwo miłą noc na posesji? - agent podjął kontakt w przyjacielski, sympatyczny sposób.  
          Facet albo jest autentycznie zadowolony z tego, co robi albo jest urodzonym optymistą - pomyślał o agencie Filip, słysząc jego prawie wesoły głos.
- Witamy pana równie serdecznie. Faktycznie, była to niezapomniana noc, tak dla nas jak i dla naszych dzieci. I stąd mój telefon, mimo, że umawialiśmy się trochę później - Filip w równie przyjacielski, serdeczny sposób odwzajemnił powitanie agenta.
- Nie widzę problemu! Jeżeli jesteście państwo zainteresowani bezpośrednią rozmową z właścicielem, zapraszam. Spróbuję nawiązać z nim kontakt i zapowiedzieć, że chcecie z nim rozmawiać - agent jakby wyczuł wagę sytuacji. Nie robił więc problemu, zapraszając ich do siebie.  
- Dziękujemy panu! Postaramy się przyjechać najszybciej, jak to będzie możliwe - powiedział Filip, po czym rozłączył się.  
- Daj mi kilka minut i będę gotowa! - Tamara zgodnie ze swoim temperamentem i stopniem zorganizowania, nie zastanawiała się.  
          Szybko sprawdziła stan pieluchy synka. Była sucha, a Jaś nakarmiony godzinę temu, spokojnie spał na świeżym powietrzu. Zostawiła go więc pod opieką Filipa, a sama zrobiła jeszcze kanapki dla Basi i dla nich, po czym uzgodniła menu obiadowe z panią Heleną i była gotowa do wyjazdu.  
          Ulokowali więc oboje dzieci na tylnym siedzeniu, Jasia w nosidełku, a Basię w foteliku, zabezpieczyli pasami i ruszyli do siedziby agenta. Dojechali dość szybko. Agent widząc ich, wyszedł im na spotkanie. Uśmiechnięty, powitał ich z nieukrywaną życzliwością.
- Rozmawiałem z właścicielem i ma dla państwa jakąś niespodziankę, ale nie wyjawił, o co chodzi. Chce to wam sam zakomunikować i oczekuje na telefon - przekazał im informację z rozmowy. Wypięli dzieci i udali się za agentem do biura. Tamara z Basią, a Filip z Jasiem.  
          Agent gestem wskazał im fotele, aby usiedli, po czym wykręcił numer do Włoch, miejsca pobytu dotychczasowego właściciela posesji. Po kilku dzwonkach telefon wyłączył się. Ponowił wybieranie numeru i kiedy usłyszał podnoszenie słuchawki z drugiej strony, przełączył telefon na głośnik.
- Witam ponownie! Mam rozumieć, że pana klienci są już z panem, tak? - usłyszeli przez głośnik głos rozmówcy i jednocześnie właściciela posesji.
- Tak, panie Florianie! Pani Tamara i pan Filip są tu za mną! - powiedział agent i wyciągnął rękę ze słuchawką w ich kierunku, pytając gestem, które z nich podejmie rozmowę.  
          Tamara spojrzała na Filipa i dała mu wzrokiem sygnał, żeby wziął słuchawkę.
Podniósł się z fotela i przejął słuchawkę.  
- Witamy pana! Jestem pełnomocnikiem pani Tamary i reprezentuję jej interesy - rzucił do słuchawki.  
- Wiem! Witaj Filipie! Czy Tamara też mnie słyszy? - usłyszeli ze zdumieniem głos z drugiej strony.  
- Tak! Czy my się znamy panie Florianie? - Filip nie ukrywał zaskoczenia czy wręcz szoku, który spowodowały w nim słowa rozmówcy z Włoch.  
- A jak myślisz Filipie? Imię Florian nic ci nie mówi, ale wujka Janka lub Giovanniego z Włoch powinieneś kojarzyć czy przynajmniej o nim słyszeć. Jest to moje drugie imię, którym mnie nazywano w Polsce. Moja mama i twoja babcia były siostrami ciotecznymi, ale babcia Andrzeja była rodzoną siostrą mojej matki. Urodziłem się i kilkanaście lat spędziłem w Polsce, ale wtedy ciebie Filipie jeszcze nie było na świecie. Zresztą jest to dłuższa historia i nie do opowiadania przez telefon. Spotkamy się, to porozmawiamy o tym - rozmówca z Włoch w sympatyczny sposób starał się przedstawić Filipowi koneksje i powiązania rodzinne pomiędzy nimi oboma, a także ze zmarłym mężem Tamary, Andrzejem.  
          Filip po jego słowach intensywnie usiłował przypomnieć sobie rozmówcę z lat młodości, ale musiały to być jakieś ulotne, niezbyt ważne spotkania, bo nie znajdował w swojej pamięci żadnego, wyraźnego potwierdzenia słów rozmówcy z Włoch.  
          To jednak w jakiś sposób tłumaczyło czy wyjaśniało, dlaczego obecny właściciel posesji tak ulgowo potraktował Tamarę, potencjalną nabywczynię posiadłości, w zakresie jej  realnej wartości, przyjmując ofertę ze znacząco zaniżoną wartością kupna.
           A mówią, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu - przypomniało mu się znane powiedzenie. Tu jednak nie znalazło potwierdzenia. Wręcz przeciwnie.
- Chyba cię jednak zaskoczyłem Filipie, bo faktycznie nasze kontakty były więcej niż luźne. Sam też nie mogę wygrzebać w pamięci jakiegoś znaczącego wydarzenia, które utkwiłoby w pamięci w jakiś szczególny sposób, więc uznajmy, że po prostu odnawiamy naszą znajomość i rodzinne koneksje czy relacje - odezwał się po krótkiej przerwie rozmówca z Włoch. Widocznie czekał na jakieś słowa ze strony Filipa, ale Filip najwyraźniej zaniemówił.  
          Tamara była nie mniej zaskoczona czy zszokowana wypowiedzią rozmówcy z Włoch, który okazał się wujkiem zmarłego męża, ale też szybciej zareagowała. Widząc szok na twarzy Filipa i brak jego reakcji, przejęła słuchawkę telefonu z jego ręki.
- Witam serdecznie pana, panie Florianie! Może zostańmy przy tym imieniu, skoro padło jako pierwsze. Nawet pan nie wie, jak cieszę się, że ta posiadłość jest własnością członka rodziny Andrzeja. Chyba on sam kieruje nadal tam z góry naszym losem, bo inaczej tego sobie nie umiem wytłumaczyć - Tamara nie ukrywała zadowolenia z tak szczególnego i szczęśliwego rozwoju sytuacji.
- Pani Tamaro! Czy mogę mówić pani po imieniu teraz, kiedy wyjaśniliśmy pewne rzeczy w zakresie naszych rodzinnych powiązań? - usłyszała propozycję od rozmówcy z drugiej strony, wypowiedzianą pogodnym, przepełnionym życzliwością tonem.
- Oczywiście! Będę czuć się więcej niż zaszczycona twoją propozycją wujku Florianie - odparła równie pogodnie Tamara.  
- A więc na początku przyjmij Tamaro z mojej strony mocno spóźnione, ale tym bardziej szczere wyrazy kondolencji. Mogę tylko dodać, że mam żal do samego siebie, że w jakiś tam sposób przyczyniłem się do zerwania bliższych więzi z rodziną w Polsce. Prawdę mówiąc, nie zrobiłem nic, aby te więzi podtrzymać. Ot, gdzieś tam w zakamarkach pamięci tliły się jakieś wspomnienia, ale raczej ulotne. W mojej codziennej działalności nie ma raczej miejsca na sentymenty czy wspomnienia. Może gdyby nie te moje interesy, to może wcześniej udałoby się nawiązać jakieś bliższe kontakty. Wtedy, kiedy wydarzyła się ta tragedia z Andrzejem, byłem w Stanach i finalizowałem duży kontrakt dla mojej tutejszej firmy. Ponieważ  przemieszczałem się nieustannie, byłem raczej nieuchwytny i o twojej tragedii Tamaro dowiedziałem się dużo później, a właściwie to wtedy, kiedy pan agent przekazał mi twoje dane i nazwisko. Zrobiłem wtedy głębsze rozeznanie i dowiedziałem się wszystkiego. A teraz co do naszej transakcji. Nawet nie wiesz, jak ucieszyłem się, że ta posiadłość może pozostać w naszej rodzinie. A to, że przyjąłem twoją czy waszą ofertę, uznałem, że będzie to jakąś skromną rekompensatą z mojej strony i wsparciem dla ciebie oraz twojej rodziny w obliczu tej ogromnej krzywdy i tragedii, która cię spotkała - kontynuował rozmówca, już jako wujek Florian.  
- Dziękuję ci wujku Florianie! I za wyrazy współczucia, a także za to szczególne, materialne wsparcie, bo oboje z Filipem zdajemy sobie doskonale sprawę z realnej wartości tej posesji - Tamara pełnym wzruszenia głosem wyraziła swoją wdzięczność nowo poznanemu wujkowi zmarłego męża, tak za wyrazy współczucia, jak i za przyjęcie oferty kupna posesji z kwotą  znacznie niższą od jej realnej, rynkowej wartości.  
- To jeszcze jedno! Mam rozumieć Tamaro, że Filip jest już dla ciebie kimś więcej niż twoim pełnomocnikiem czy prawnym przedstawicielem? - padło nieoczekiwane pytanie ze strony Floriana. Tamara spoważniała i chwilę zastanawiała się, co miało oznaczać to pytanie.  
- Nie wiem wujku Florianie, po co jest ci potrzebna ta wiedza, ale tak! Filip jest nie tylko moim prawnikiem, ale był także moją największą podporą czy wsparciem w najbardziej tragicznych momentach mojego życia. A teraz jest najbardziej kochanym przeze mnie mężczyzną i uwielbianym przez moją córeczkę, a właściwie przez oboje dzieci, ojcem i tatusiem - Tamara z nieukrywanym wzruszeniem wyznała Florianowi za kogo uważa i co łączy ją z Filipem.
- Bardzo mnie to cieszy, chociaż sądząc po tonie twojego głosu, posądziłaś mnie pewnie Tamaro o jakieś niecne zamiary, prawda? Przynajmniej tak to odebrałem, słysząc z pasją wypowiadane przez ciebie słowa. Chciałem więc dodać, że po pierwsze; chciałbym być wraz z żoną na waszym ślubie, a po drugie; chciałbym wam obojgu ofiarować tę posiadłość jako prezent ślubny, ale nie narażając przy tym na ewentualne  koszty, związane z podatkiem. Dlatego proszę Filipa o zorientowanie się, w jakiej formie czy w jaki sposób mógłbym przekazać wam tę posiadłość jako prezent ślubny, ponieważ oboje was uważam za bliskie mojemu sercu kuzynostwo w Polsce - po wypowiedzeniu tych słów, Florian zamilkł na chwilę. W biurze agenta nieruchomości w Polsce też zapadła cisza. …cdn…

4 komentarze

 
  • jumi0006

    Bardzo się cieszę że znów znalazłeś w sobie siłę na pisanie.. Jak zwykle podobało mi się i czytając to uśmiechałam się do telefonu. Coraz bardziej wciągasz tym opowiadaniem i robi się coraz ciekawiej  :kiss:

  • franek42

    @jumi0006 Witam. Też mi miło, że to czytasz i oceniasz. A co do przerwy, to jak wyjaśniałem, miałem chwilę przestoju. Chyba było to przesilenie wiosenne. Za post dziękuję i cieplutko pozdrawiam

  • Almach99

    A ja myslalem, ze takie historie, to tylko w filmach

  • franco

    @Almach99 Witam. Jak widzisz nie tylko. Potraktuj to z przymróżeniem oka. A za post dziękuję i pozdrawiam

  • emeryt

    @franek42, dzięki że znowu jesteś z nami. Mam nadzieję że twoje sprawy trochę się wyklarowały.  Jeszcze raz dziękuję że powróciłeś i przy tym z fajnie napisaną kolejną częścią opowiadania.

  • franco

    @emeryt Witam. Też miło, że zdążyłeś już to przeczytać i skomentować. Właściwie to nie było nic nadzwyczajnego w tym, że przerwałem na chwilę pisanie. Po prostu przez jakiś czas odrzucało mnie od komputera. Minęło i mam nadzieję, że szybko nie powróci. Za post dziękuję i pozdrawiam.

  • PLMatrix

    Zajebista cześć Franek42 🥰😘😘

  • franco

    @PLMatrix Witam. No to oceniłeś to po krakowsku albo młodzieżowo. Z przytupem! Dziękuję i pozdrawiam