Tamara - cz. VII

          Tamara widząc wchodzącego Filipa, obrzuciła go spojrzeniem pełnym uczucia i serdeczności. Podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu. Zadrżał i spojrzał jej  głęboko w oczy. Wyczuła, że jest spięty jak chłopak na pierwszej randce, ale jego spojrzenie mówiło samo za siebie. Pożądał jej nie mniej niż ona jego. Oboje wyczuwali, że przestrzeń wokół nich zagęściła się nieco, stając się przepojona erotyzmem i wzajemnym pożądaniem.
- Filipie, jeżeli jesteś pewny swojego uczucia i chcesz mnie, to ja również jestem gotowa - oświadczyła odważnie Tamara, patrząc mu w oczy z miłością i oddaniem.  
          Objęła go rękami w pasie i przyciągnęła do siebie, zwracając się twarzą do niego. Ogarnął ją ramionami i pochylając się ku niej, przylgnął wargami do jej ust. Rozchyliła je i wyszła mu na spotkanie języczkiem. Całowali się przez chwilę z czułością, smakując siebie nawzajem, jak dwoje ludzi, którzy odnaleźli siebie nawzajem po długim niewidzeniu i oczekiwaniu.
- Czy jesteś Filipie gotowy na wspólną kąpiel ze mną, czy jest jeszcze na to za wcześnie? - zapytała z niejaką nieśmiałością w głosie, nie chcąc go do niczego zmuszać czy przyspieszać biegu wydarzeń. Uśmiechnęła się, kiedy poczuła, że jest gotowy nie tylko na wspólną kąpiel.
          Zaczęła go rozbierać, rozpinając powoli guziki koszuli, a potem pogładziła po lekko owłosionej piersi. Zadrżał i zmieszany, zarumienił się jak sztubak. Tamara zrozumiała, że musi przejąć inicjatywę, bo Filip faktycznie zaczął zachowywać się wobec niej nie jak dojrzały, doświadczony mężczyzna, ale jak młody, nieśmiały chłopak, sparaliżowany jej urodą i młodością. Chcąc go ośmielić i odblokować, uśmiechnęła się zachęcająco, nie ukrywając też swojego podniecenia i pożądania.  
- Co się stało Filipie, że jesteś taki spięty i speszony? To ja, Tamara! Jestem normalną, żywą kobietą, która cię kocha i pożąda, więc zdejmij mnie z tego piedestału, na którym mnie widocznie  umieściłeś i zachowuj się jak facet, z którym chcę się kochać - odezwała się pogodnym, nieco już chrapliwym z pożądania głosem. Chyba dotarło do niego to, co powiedziała, bo spojrzał na nią już bardziej przyziemnym, śmielszym spojrzeniem.  
- Tamaro! To jednak jest trudniejsze dla mnie, chyba nawet bardziej niż moja pierwsza randka z Małgorzatą. Jesteś wprost zjawiskowa i trudno mi uwierzyć, że ktoś taki mnie pokochał. Potrzebuję po prostu trochę więcej czasu, żeby się z tym bardziej oswoić - widziała, że nie udaje i to co mówi, jest szczere. Rozrzewniło ją to tego stopnia, że poczuła, jak łzy same zaczęły się jej cisnąć do oczu. Przecież nie rozbeczę się przed pójściem z facetem do łóżka, nawet jeśli tym facetem jest kochany przeze mnie mężczyzna - pomyślała z niejakim rozbawieniem.  
- Filipie! Miej litość i zachowuj się jak mężczyzna wobec mnie, jeżeli nie chcesz, żebym  rozbeczała się przed tobą jak mała dziewczynka. Zawsze byłeś nim dla mnie po tragicznej śmierci Andrzeja. Twoja obecność i wsparcie pozwoliło mi dojść do siebie, a także uporać się z potwornym bólem po stracie ukochanego mężczyzny i ojca moich dzieci - Tamara wprost błagalnym głosem poprosiła Filipa, aby jej nie rozczulał i okazał więcej zdecydowania czy pewności w swoim postępowaniu wobec niej w chwili, kiedy zamierzają iść razem do łóżka.  
          Tak ton głosu, jak i wyraz twarzy Tamary uzmysłowił mu w końcu, że faktycznie zachowuje się nienormalnie wobec osoby, która całą sobą i mową swojego ciała, bez żadnych zastrzeżeń daje mu do zrozumienia, że go kocha, pożąda i chce iść z nim do łóżka. Zebrał się w sobie i w przypływie nowej energii przygarnął ją do siebie, przytulając mocnym uściskiem. Wtuliła się w niego z oddaniem i niejakim oczekiwaniem na ciąg dalszy.  
          Zrozumiał to. Wycisnął soczystego całusa na jej ustach i zaczął trzęsącymi się ze zdenerwowania dłońmi, rozpinać nieporadnie jej bluzeczkę. Widząc jego zdenerwowanie, pomogła mu uwolnić ją od bluzki i biustonosza. Zobaczyła jego pożądliwe spojrzenie, więc przytuliła się do niego, rozpłaszczając swoje dorodne piersi na jego torsie. Zdecydowanym ruchem popchnęła go w stronę szerokiego, małżeńskiego łoża.  
- Filipie! Żarty naprawdę skończyły się! Albo weźmiesz mnie tu i teraz albo naprawdę  rozchoruję ci się z pożądania - oświadczyła pogodnie, próbując przywołać uśmiech na twarz. Szybko uwolnili się oboje z reszty odzienia i bielizny, po czym zsunęli na bok pościel na łóżku.      To co nastąpiło potem, trudno było nazwać spokojnym aktem spełnienia dwojga dorosłych, dojrzałych emocjonalnie osób.  
          To była szalona burza uczuć i chęć dzikiego zaspokojenia kumulowanych od dłuższego czasu pragnień czy wzajemnych oczekiwań, pasujących bardziej do nastolatków na pierwszej, poważnej randce, niż do nich, doświadczonych życiowo, dorosłych osób.    
- Mam nadzieję Filipie, że nie jesteś rozczarowany mną, podobnie jak ja tobą? - powiedziała wyluzowana i szczęśliwa Tamara, kiedy opadł już z nich 'kurz' napięcia i pożądania. Pochyliła się nad twarzą Filipa i słodkimi całusami podziękowała mu za miłosne uniesienia. Bez słowa przygarnął ją do siebie, rewanżując się jej za słodkie buziaki.  
- To teraz możemy już wziąć wspólną kąpiel - stwierdziła po chwili Tamara, po czym dała ostatniego buziaka Filipowi i zsunęła się z posłania. Narzuciła na gołe ciało szlafrok i podeszła do nosidełka, aby sprawdzić, czy z synkiem wszystko w porządku. Jaś spał słodko spokojnym, głębokim snem. Filip podobnie jak Tamara, narzucił na siebie szlafrok i na chwilę stanął obok niej, patrząc na synka Tamary.  
- Zobaczę co z Basią i Michałem! - odezwał się po chwili. Odpowiedziała mu uśmiechem.
- Idę z tobą, a później pójdziemy do łazienki - powiedziała i razem weszli do pokoju Basi. Noc była ciepła i mała skopała z siebie kołderkę. Filip nakrył więc Basię cienkim kocykiem, a kołderkę odłożył na bok. Tamara natomiast zerknęła do pokoju Michała. Też spał odkryty.
- Przykryć go kocem, czy poprawić kołdrę? - zapytała cicho Filipa, który stanął za nią.
- Można go przykryć kocem, ale pewnie też go zrzuci - odpowiedział Filip.  
- Zamknę lepiej okno i ustawię w pozycji wywietrznika, bo rano może być chłodniej i bardziej rześko - oświadczył i podszedł do okna, ustawiając jeden z jego elementów w pozycji lekko uchylonej, jako wywietrznik. Objął Tamarę i razem przeszli do pokoju kąpielowego.  
          Zrzucili szlafroki i podeszli do dużej, owalnej wanny, wpuszczonej do połowy w posadzkę.  
- Mam uruchomić jacuzzi czy wystarczy nam samo odświeżenie się w wodzie? - zapytał, obejmując Tamarę. Zachowywali się już wobec siebie jak dobrana, kochająca się para, bez skrępowania czy emocji związanej z wzajemną nagością swych ciał.  
          Tamara co prawda widząc podniecenie Filipa, pozwalała sobie na różne, nawet nieco dwuznaczne uśmieszki, ale ponieważ Filip starał się już zachowywać wobec niej w miarę naturalnie, bez sztubackiego skrępowania, więc po chwili i ona odpuściła sobie niezbyt stosowne czy lekko jajczarskie, żeby nie powiedzieć głupawe uśmieszki.  
- Myślę, że możemy dzisiaj odpuścić sobie bąbelki, ale w zamian mój mężczyzna umyje swojej kobiecie plecy - oświadczyła, uśmiechając się zalotnie do 'swojego' mężczyzny.  
          Po napuszczeniu wody, oboje weszli do wanny i Filip trzymając w jednej ręce słuchawkę prysznica, ustawił średni strumień wody i delikatnym, pieszczotliwymi ruchami drugiej ręki zmoczył ciało Tamary, nie ograniczając się tylko do pleców.  
          Potem sięgnął po mydło w płynie i nasączył nim gąbkę do mycia. Namydlił każdy skrawek ciała Tamary, tak z przodu jak i z tyłu, wkładając w to wiele delikatności i uczucia. Potem polewając wodą z prysznica, równie delikatnie przemywał i spłukiwał wodą poszczególne partie jej ciała. Tamara początkowo nie reagowała, ale kiedy Filip zaczął celebrować i przedłużać coraz bardziej proceder mycia jej ciała, omal nie roześmiała się i w końcu nie wytrzymała.
- Nie uważasz kochany, że wypadałoby trochę przespać się? Przecież jak będziesz mnie mył dalej w tym tempie, to nie wiem, czy uda ci się skończyć to do rana - oznajmiła wesoło. Mówiąc to, odebrała mu prysznic i sama szybko dokończyła mycie.  
- Ponieważ zajęło nam to trochę czasu, musisz wybaczyć, ale muszę zajrzeć do Jasia, bo często o tej porze budzi się i chce jeść - przeprosiła Filipa i sięgnęła po ręcznik. Filip zmieszał się, jakby został przyłapany i skarcony za niestosowne zachowanie.
- Przepraszam Tamaro! Po prostu zapomniałem się i zachowałem jak ostatni smarkacz, ale było to silniejsze ode mnie  - sumitował się przed Tamarą, bo faktycznie zapomniał się, myjąc i pieszcząc jej młode ciało, co sprawiało mu niesamowitą przyjemność
- Nic się nie stało głuptasie! Ja też się zapomniałam, bo to co robiłeś i jak mnie myłeś, było więcej niż przyjemne! Po prostu moje pełne pokarmu piersi przypomniały mi, że jestem nie tylko kobietą, ale i karmiącą matką - oświadczyła pogodnie, z niejaką emocją w głosie.
- A teraz wybacz i nie gniewaj się na mnie, że nie mogę zrewanżować się i umyć cię podobnie, jak ty mnie, ale przyjemność przyjemnością, a obowiązki karmiącej matki muszą wziąć górę - dodała i ponownie podziękowała mu buziakiem za wszystko, co się wydarzyło. Szybko umyła zęby i dokończyła wieczornej toalety.
- Przykro mi zostawiać cię tu samego, ale Jaś też ma swoje prawa - powiedziała, po czym  założyła przewiewną koszulę nocną oraz szlafrok i opuściła pokój kąpielowy.  
          Po wyjściu Tamary Filip szybko odświeżył się w wannie, zgolił zarost, po czym założył piżamę i pojawił się w sypialni. Tamara siedziała w fotelu i karmiła Jasia. Okazało się, że słusznie przewidziała, kiedy synek obudzi się. Kiedy zaświeciła nocną lampę  i podeszła do nosidełka, Jasiu widząc ją, poruszył się gwałtownie i zamachał rączkami.                Widocznie obudził się wcześniej i cierpliwie czekał, aż mamusia zauważy, że nie śpi i potrzebuje jej. Sprawdziła stan pieluchy. Wymagała wymiany, więc odświeżyła go wilgotnymi chusteczkami i założyła świeżą pieluchę. Następnie usiadła w wygodnym fotelu i przystawiła Jasia do pełnych piersi. Był głodny, bo szybko opróżnił z pokarmu jedną z jej  piersi. Kiedy wszedł Filip, Jaś już mniej łapczywie opróżniał drugą pierś Tamary, bawiąc się i oklepując ją radośnie rączkami.            
- Widzę, że masz nadzwyczajne wyczucie do synka. Nadajecie widocznie dokładnie na tych samych falach - odezwał się pogodnie i z niezwykłą czułością.
- Na to wygląda! Sam wiesz, że to dziecko nie sprawiło mi dotychczas żadnego kłopotu. Jakby wiedział, że myślę o nim i zawsze zajmę się nim w odpowiednim czasie - oświadczyła z czułością, bo rzeczywiście Jaś zachowywał się do tej pory, jakby zdawał się całkowicie na wyczucie mamy w zakresie swoich potrzeb.  
          Basia też była spokojnym i cierpliwym dzieckiem, ale Jaś jako niemowlak przebił ją w tym względzie i zachowywał się tak, jakby rozumiał, że nie może denerwować ani ponaglać niepotrzebnie mamy, kiedy nic złego czy przykrego dla niego się nie dzieje.           Dla niej samej było to dziwne i niezrozumiałe, ale przyjmowała to jako kolejny dar losu, przekazany w genach synkowi przez zmarłego tragicznie męża. A Jaś zaspokoiwszy głód, zaczął ponownie przysypiać. Kiedy Tamara przełożyła go lekko przez ramię, oklepując delikatnie jego plecki, odbiło mu się solidnie.  
          Odczekała chwilę i czując, że śpi, położyła go do nosidełka. Śnił widocznie o czymś przyjemnym, bo wyraźnie uśmiechał się przez sen. Nie była zaskoczona, bo zdarzało mu się to dość często. Mogła więc przypuszczać, a nawet być przekonaną, że jej synek jest nie tylko pogodnym, ale wręcz szczęśliwym dzieckiem.  
- Filipie, podejdź tu szybko, to coś zobaczysz! - przywołała Filipa i wskazała mu buzię Jasia. Popatrzył na niemowlę i nie mógł uwierzyć. Jaś nadal uśmiechał się przez sen. To nie był grymas, to był prawdziwy uśmiech.  
- Nie do wiary! On wyraźnie uśmiecha się! - Filip po raz pierwszy w życiu zobaczył uśmiech    niemowlaka we śnie. Co mogło śnić się takiemu maluchowi, że tak to uzewnętrzniał? - pomyślał, bo z reguły nie podejrzewa się niemowlę, że jest zdolne do tak wyraźnego przeżywania i okazywania na zewnątrz swoich uczuć czy raczej odczuć.  
- Widzisz coś takiego po raz pierwszy? - Tamara przyzwyczajona do widoku uśmiechającego się Jasia, zdziwiła się nieco, że Filip nie miał okazji zobaczyć wcześniej, uśmiechającego się we śnie niemowlęcia. Przecież również wychował dwoje swoich dzieci.  
          Wniosek nasunął się jej sam; widocznie w wieku niemowlęcym jego dzieci albo były mniej pogodne od jej dzieci albo nie miał okazji tego śledzić na bieżąco, tak jak ona. Co prawda Basia będąc niemowlęciem, też dużo rzadziej niż jej braciszek okazywała, czy uzewnętrzniała aż tak widoczne zadowolenie czy radość we śnie.
          Po nakarmieniu przez Tamarę i ponownym ułożeniu do snu Jasia, jeszcze raz oboje sprawdzili, co dzieje się z Basią i Michałem, po czym razem położyli się na szerokim, małżeńskim łożu do pierwszego, wspólnego snu.  
          Oboje pewnie pomyśleli jednoczenie o tym samym, czyli w jakiej pozycji i jak blisko wobec siebie położyć się?. Mieli z tym niejaki problem, bo minęło już trochę czasu od chwili, kiedy sypiali we dwójkę z kimś kochanym w jednym łóżku.  
          W odniesieniu do Tamary, czas samotnego sypiania był znacznie krótszy niż Filipa. On prawie zapomniał, jak się sypia we dwójkę, bo Małgorzata odseparowała się od niego dobre kilka lat temu, odkąd poznała Karola, swojego obecnego partnera.  
- Filipie, domyślam się, że podobnie jak ja lub nawet bardziej ode mnie jesteś odzwyczajony od sypiania we dwoje na jednym łóżku. Nie chciałabym więc przymuszać cię do tego, abyś dostosował się natychmiast do mnie, w zakresie zajmowanej pozycji i stopnia zbliżenia się do siebie naszych ciał w czasie snu - Tamara w delikatny i pełen zrozumienia sposób dała Filipowi czas na to, aby sam określił się, co do pozycji i bliskości ich ciał w łóżku podczas snu. Filip zrozumiał i docenił wrażliwość czy wyczucie Tamary nawet w tak wydawałoby się prostej czy błahej sprawie jak pozycja i bliskość ułożenia ciał we wspólnym łóżku.          
- Nie mam i nigdy nie miałem Tamaro jakichś specjalnych upodobań, co do wspólnego spania w jednym łóżku. Z Małgorzatą było to samo. Zawsze to przyjmowało raczej spontaniczną formę, wynikającą bardziej z bieżącej sytuacji niż celowego działania - powiedział Filip.
- Nie oznacza to jednak, że masz przyjąć mój sposób rozumowania. Jestem z natury zgodnym facetem i jeżeli masz w tym zakresie swoje upodobania, to ja je akceptuję od razu i bez zastrzeżeń. Przypuszczam, że jako młode małżeństwo, preferowaliście z Andrzejem raczej bliskie i kontaktowe cieleśnie pozycje waszych ciał podczas snu - dodał, domyślając się, że Tamara bardzo przeżyła samotne noce w łóżku po śmierci męża i chciałaby pewnie powrócić do poprzednich przyzwyczajeń, w tym przytulania się do swojego mężczyzny.    
- Nie będę ukrywać Filipie, że lubiłam zasypiać w objęciach Andrzeja. I bardzo mi tego brakowało. Jeżeli więc pozwolisz, to chciałabym przytulić się do ciebie, przynajmniej na chwilę - to mówiąc, przysunęła się do niego blisko, pocałowała na dobranoc i odwróciła się do niego tyłem, wtulając się w niego.  
          Filip objął ją ramieniem, więc ujęła w dłoń jego rękę, dopasowując do niego ułożenie swojego ciała. Po chwili usłyszał jej równomierny oddech, świadczący o tym, że zasnęła. Miała rację w tym, co powiedziała. Bliskość jego ciała i poczucie bezpieczeństwa w jego ramionach spowodował, że sen spłynął na nią zupełnie niepostrzeżenie i szybko.  
          Filip przez chwilę wsłuchiwał się w spokojny oddech Tamary, łapiąc się na tym, że w dalszym ciągu nie może uwierzyć i nie może dotrzeć do niego to, że kocha go ktoś taki jak Tamara. Nie tylko dużo młodsza, ale i bardzo piękna kobieta, która na jedno skinienie ręki, mogłaby mieć u swoich stóp wielu młodszych i pewnie bardziej przystojnych mężczyzn.  
          A ona wybrała i pokochała jego. Cóż, widocznie Tamara dostrzegła i doceniła w nim zalety, o które sam siebie nie podejrzewał, podobnie jak Małgorzata, była już żona. W końcu i jego dopadł sen, w czym nie przeszkodziła nawet bezpośrednia bliskość Tamary.  
          Kiedy obudził się, poczuł, że ktoś obejmuje jego szyję. Otworzył oczy i zobaczył, że przy jego twarzy leży mała główka Basi, która obejmuje go rączką za szyję. Widok ten rozczulił go zupełnie. Spała, więc najdelikatniej jak mógł, wyswobodził się z jej objęcia, odsuwając jej rączkę. Zerknął w stronę Tamary, też spała, Zsunął się z posłania i przeszedł do łazienki. Było jeszcze dość wcześnie, ale postanowił zrobić poranną toaletę. Na koniec odświeżył się i po założeniu bielizny, ponownie pojawił się w sypialni.  
          Uśmiechnął się, widząc, że Basia przesunęła się i przytuliła do mamy, tuląc się  i obejmując ją rączką, podobnie jak przedtem jego. Widocznie odczuwała naturalną potrzebę każdego dziecka, przytulania się do bliskiej sobie osoby. Przez chwilę zatrzymał wzrok na uroczej, wypogodzonej we śnie buzi Tamary. Wyglądała pięknie, tak że ponownie pomyślał, jak wielkim jest szczęściarzem, że pokochała go taka piękna kobieta. Zastanawiał się, czy nie wparować jeszcze na chwilę do łóżka, ale mógł je wtedy obudzić, więc zrezygnował i zrobił to co mógł w takiej sytuacji, czyli ubrać się, a potem udać się do kuchni. Odwrócił się więc, zamierzając wyjść z sypialni.
- Filipie! Proszę, podejdź tu do mnie! - dobiegł go cichy głos Tamary. Odwrócił się ponownie w jej stronę i podszedł do łóżka. Delikatnie odsunęła rączkę Basi i usiadła na posłaniu, zapraszając go ręką, aby usiadł obok niej.  
          Kiedy to zrobił, uśmiechnęła się słodko do niego, a następnie ujęła jego twarz w dłonie i złożyła na jego ustach czuły pocałunek.  
- To na powitanie i jako podziękowanie za wspólną noc! - powiedziała ciepłym, przepojonym uczuciem głosem.
- Pewnie zdziwiłeś się po przebudzeniu, że Basia jest z nami, tak? - dodała, gładząc go pieszczotliwie po buzi.
- Może nie tak zdziwiłem, jak rozrzewniłem się, kiedy zobaczyłem, że śpi przytulona do mnie  i obejmuje mnie rączką za szyję. Czułem się tak, jakby wróciły do mnie lata, kiedy moja córka, podobnie jak teraz Basia, czasami zasypiała przy mnie, tuląc się i obejmując mnie rączkami - skomentował swoje odczucia po przebudzeniu, czując przy sobie córeczkę Tamary.  
- Właśnie to chciałam z tobą omówić! - powiedziała pogodnym, niemal wesołym tonem.
- Nad ranem usłyszałam coś jakby wołanie Basi. Zerwałam się i poszłam do niej. Faktycznie wołała mnie w półśnie, bo chciało jej się sikać. Zdziwiłam się trochę, bo miała przecież założonego pampersa. Widocznie coś jej przestawiło się i chciała to zrobić na muszli. Kiedy podeszłam, wybudziła się i objęła mnie za szyję, mówiąc, że chce siku i że chce to już robić na muszli w łazience. Zdjęłam jej więc pampersa i poszłam z nią do łazienki. Wysikała się i poprosiła mnie, że chce przytulić się i poleżeć ze mną. Przyszłyśmy więc do sypialni i zobaczyła, że ty śpisz na łóżku. Myślałam, że może zacznie robić mi z tego powodu jakieś wyrzuty, a ona wręcz ucieszyła się. Delikatnie wdrapała się na łóżko i położyła się blisko ciebie, tak, żeby cię nie obudzić. Kiedy położyłam się koło niej, zapytała mnie szeptem, czy może uważać cię za tatusia, a nie wujka i czy ty nie będziesz się gniewał na nią o to, kiedy będzie mówić do ciebie; tatuś? Powiedziałam, że musi cię o to sama poprosić i zapytać. Tak że przygotuj się na to, że faktycznie będziesz miał drugą córkę - Tamara powiedziała to wszystko przyciszonym, pełnym wzruszenia głosem i prawie jednym tchem, jakby chciała to wyrzucić z siebie i mieć to jak najszybciej za sobą.
- Tamaro! Może to nie jest odpowiedni czas ani miejsce na poważne deklaracje, ale sama dobrze wiesz, że kocham tak ciebie, jak i twoje dzieci. To co nas wczoraj połączyło, dało mi nadzieję, a nawet niejaką pewność, że i ja nie jestem ci obojętny. Czyli po przeprowadzeniu rozprawy rozwodowej, co do której jesteśmy zgodni oboje z Małgorzatą, pojawi się możliwość, żebyśmy stali się prawdziwą rodziną. Nie ukrywam, że nie tylko zależy mi na tym, ale wprost marzy mi się, żebyś została moją żoną. Proszę cię więc, abyś rozważyła i przemyślała na chłodno czy chciałabyś wyjść za mnie, kiedy uzyskam formalny rozwód z Małgorzatą - Filip patrząc jej w oczy, w prostych, rzeczowych słowach dał do zrozumienia Tamarze, że kocha ją i jest zainteresowany tym, aby została jego żoną.        
          Po jego słowach Tamara spoważniała i przez chwilę milczała. Potem spojrzała na Filipa i uśmiechnęła się
- Może i masz rację, mówiąc, że to nie ten czas i nie to miejsce na deklaracje czy omawianie tak poważnych spraw, ale sama to wywołałam. Chciałabym Filipie, abyś mnie dobrze zrozumiał; nie powiedziałam tego wszystkiego po to, aby coś na tobie wymuszać czy przyspieszać. Po prostu; pod wpływem tego co zrobiła Basia, w sposób spontaniczny chciałam dać ci do zrozumienia, że swoim postępowaniem spowodowałeś, że moja córka pokochała cię podobnie jak i ja. Sam zresztą zauważyłeś, że zwraca się do ciebie jako do wujka, ale traktuje cię już bardziej jak ojca niż wujka. I tak wczorajsze, jak i to dzisiejsze jej zachowanie wyraźnie o tym świadczy. Nie przypuszczałam, że tak wcześnie odczuje potrzebę posiadania ojca i zwracania się do ciebie jako do tatusia, bo chce mieć pełną rodzinę. Dlatego powiedziałam to wszystko, abyś nie czuł się zaskoczony prośbą Basi. Jestem więcej niż pewna, że jeszcze dziś cię o to zapyta czy poprosi. A twoje słowa traktuję jako nieoficjalne oświadczyny i przyjmuję je bez zastrzeżeń - Tamara bez owijania sprawy, wahania czy kluczenia, wprost przedstawiła Filipowi, o czym myśli czy marzy jej mała córeczka oraz wyraziła swój pogląd na jego nieoficjalne oświadczyny.  
          Filip wysłuchał w skupieniu Tamary i też uśmiechnął się na myśl, w jaki sposób Basia zwróci się do niego ze swoją prośbą, aby był jej tatusiem.
- Tamaro, nie wiem, co sobie o mnie pomyślisz, ale przyznam ci się, że było to też niejako moim skrytym marzeniem. W chwili, w której zgodziłabyś się wyjść za mnie, sam bym cię prosił, abyś pozwoliła adoptować mi twoje dzieci. Nie oznaczałoby to tego, że chciałbym wyprzeć z ich pamięci Andrzeja, ale po prostu chciałbym czuć się i być ich pełnoprawnym ojcem - Filip podobnie jak Tamara wyjawił jej swoje skrywane do tej pory myśli czy marzenia, dotyczące stworzenia z nią pełnej rodziny dla jej dzieci i swojego syna Michała.  
          Po jego słowach ponownie objęła go i ucałowała.
- To jesteś cały ty Filipie! Chyba nigdy niczego nie byłam tak pewna, jak tego, że wybrałam oraz pokochałam właściwego mężczyznę i kandydata na mojego męża, a także na ojca moich osieroconych dzieci - Tamara mówiąc to, nie ukrywała swojego wzruszenia, bo oczy zaszkliły się jej od łez. …cdn…

1 014 czyt.
100%71
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 4416 słów i 24123 znaków

Komentarze (1)

 
  • Almach99

    Almach99 10 stycznia

    Piekne, takie inne, radosne opowiadanie