Tamara - cz. IV

Po swojej wypowiedzi spodziewał się jakiejś niespodziewanej reakcji, ale nie aż tak gwałtownego i spontanicznego zachowania Tamary. Jeszcze nie skończył mówić, kiedy Tamara nie panując wręcz nad sobą, wydała okrzyk radości i skoczyła na niego jak nastolatka, oplatając mu rękami szyję, a nogami biodra, tak że ledwie utrzymał się nogach.  
          Na szczęście Basia instynktownie odsunęła się od mamy, bo nie wiadomo, czy nie zostałaby mimowolnie przez nią potrącona, chociaż Filip znając już nieco charakter i niespodziewane zachowania Tamary, cały czas czuwał nad jej bezpieczeństwem. Tamara też zreflektowała się, że mogła wystraszyć córkę swoim zachowaniem. Zeskoczyła z Filipa i pochyliła się nad córeczką.
- Słyszałaś córciu, co powiedział wujciu Fip? - zapytała, tuląc córeczkę do siebie, buziakami  przepraszając ją za swoje zachowanie.  
- Tak mamusiu! Możemy razem z wujciem jechać do tego pięknego domku i wujciu zostanie z nami - odpowiedziała radośnie mała, jakby to była już dla niej normalność, a najważniejsze dla niej było to, że wujciu Fip będzie też z nimi.  
- To co, jedziemy tam dziś, czy może odłożymy to do jutra? - zwrócił się Filip do Tamary, trochę z przekory, bo sam już psychicznie nastawił się, że pojadą na noc na posesję.
- Chyba żartujesz? Oczywiście, że jedziemy dzisiaj, tylko muszę zastanowić się, co mamy zabrać ze sobą? - odpowiedziała szybko, jakby nie chciała dopuścić do innego rozwiązania.
- Pewnie pastę i szczoteczki do zębów, pieluchy, bieliznę oraz jakieś ciuchy dla ciebie i dzieci, bo ręczniki i pościel pewnie tam znajdziemy - stwierdził Filip.  
- Bardzo dobrze! Kiedy więc możemy tam jechać? Umówiłeś się na jakąś określoną godzinę? - Tamara opanowała się już i myślała rzeczowo oraz racjonalnie.
- Agent miał umówić się z panem Tomaszem i jego żoną, żeby oczekiwali nas za jakieś dwie godziny - oznajmił Filip i zamyślił się, poważniejąc, co natychmiast zauważyła Tamara.
- Widzę, że nad czymś myślisz Filipie? Możesz mnie oświecić nad czym, czy chcesz to zachować dla siebie? - zwróciła się do niego.  
- Kochanie, to nie tak! Zastanawiałem się tylko, czy nie zabrać od razu Michała, aby i on cieszył się razem z nami - odpowiedział od razu, aby nie pomyślała, że myślał jeszcze czy zastanawiał się nad czymś innym.
- Dobrze, że o tym pomyślałeś! Oczywiście, że jest najwyższy czas, abyśmy poznali twojego syna i aby on poznał nas, jako swoją przyszłą rodzinę. Mam nadzieję, że nie rozczaruje się moją osobą i moimi dziećmi, a także nie będzie miał do mnie pretensji, że rozbiłam wasze małżeństwo, a jego rodzinę - podsumowała swoją wypowiedź Tamara. Była przy tym skupiona i nadzwyczaj poważna, obawiając się trochę spotkania z synem Filipa.
- I tu muszę cię uspokoić, bo Michał jest już na bieżąco zapoznany z naszą obecną sytuacją rodzinną i chyba pogodził się z tym, że mama odchodzi do innego mężczyzny, za którym on osobiście nie przepada. Zna też niejako ciebie i twoje dzieci, a właściwie wasze wizerunki. Głupio czuję się teraz i chciałbym cię przeprosić Tamaro za to, że pokazałem mu bez uzgodnienia z tobą, twoje i twoich dzieci zdjęcia, kiedy mnie o to poprosił - Filip poczuł się faktycznie nie za bardzo, że bez zgody Tamary udostępnił synowi zdjęcia tak jej, jak i jej dzieci.
- A ja nie chcę, żebyś czuł się głupio! Właściwie to cieszę się, że to zrobiłeś, bo przynajmniej twój syn wie, z kim się zadajesz. Powiedz mi tylko jedno, zaakceptował mnie w jakiś sposób, czy będzie się boczył na mnie, że zabrałam mu ciebie, pozbawiając równocześnie mamy - Tamara dość spontanicznie i żartobliwie zareagowała na informację, że syn Filipa Michał zna ją i jej dzieci przynajmniej ze zdjęcia, chcąc przy tym poznać, w jaki sposób odniósł się do ich fotograficznych wizerunków.  
          Filip zrobił tajemniczą minę i potrzymał przez chwilę Tamarę w niepewności, co do reakcji jego syna na zdjęcie ewentualnej przyszłej macochy.  
- I co? Jak długo masz zamiar milczeć Filipie i nadużywać mojej cierpliwości? - Tamara w swoim stylu zareagowała na jego milczenie i ponagliła go, będąc autentycznie zainteresowana informacją na temat reakcji jego syna Michała na jej zdjęcie, którego nawet nie widziała.
- A przede wszystkim, czy mógłbyś pokazać mi to zdjęcie, które pokazałeś Michałowi? - to już nie była prośba, to było życzenie kobiety, której się nie odmawia. Filip też tak to zrozumiał. Wyciągnął smartfon'a i odnalazł kilka zdjęć Tamary, które pokazał synowi.  
          Były to zdjęcia nie pozowane czy ustawiane, a że Tamara była więcej niż fotogeniczna, smartfon też był wyposażony w przyzwoity aparat, więc i zdjęcia te można było uznać za udane. Na jednym z nich Tamara była z Basią, obie śliczne, roześmiane, na tle zieleni i kwitnących krzewów. Na drugim Tamara w skupieniu przewija Jasia; uwypuklona urocza buzia z dołeczkami w policzkach i Jaś wyciągający rączki do mamy. Trzecim zdjęciem było zdjęcie idącej chodnikiem Tamary z Jasiem w nosidełku na piersi i trzymającej za rączkę Basię. Piękne zdjęcie uroczej kobiety - matki z dziećmi w ruchu.  
          Pokazał jej jeszcze kilka innych ujęć. Wszystkie zdjęcia bardzo udane, wyraziste, w żywych kolorach i ciekawych ujęciach przedstawiały Tamarę jako piękną, pogodną kobietę i matkę, jakby specjalnie robione pod syna, młodego chłopca, pokazywały nie tylko aparycję Tamary, ale jej ciepło i żywe relacje ze swoimi dziećmi.
- Kiedy ty robiłeś te zdjęcia Filipie? Przecież nie przypominam sobie, żebym ci kiedykolwiek pozowała czy prosiła o zdjęcie; moje czy dzieci? A ty masz ich w tym smartfonie dość sporo - zapytała, zadowolona raczej z tego, co zobaczyła, bo wszędzie wyglądała dobrze, żeby nie powiedzieć uroczo, tym bardziej, że ujęcia z dziećmi wypadały dla niej jeszcze lepiej.  
- No to teraz twój syn będzie miał co robić, bo zrobiłeś masę zdjęć, a na żadnym z nich nie ma ciebie. Osobiście będę prosić twojego syna, aby to nadrobił, kiedy już będzie z nami - podsumowała pogodnie swoją wypowiedź i dając mu do zrozumienia, że jest zadowolona.
- Tamaro! Mogę powiedzieć ci tylko jedno! Mój syn jest wprost zachwycony tobą i twoimi dziećmi i nie tylko on, bo zabrał mi smartfon'a i pokazał te zdjęcia również siostrze Grażynie.  
Z tego co wiem, oboje cieszą się, że będą mieli taką fajnistą, przystojną macochę i przyrodnie rodzeństwo - powiedział wzruszony, czego zresztą nie ukrywał.  
- Muszę przyznać, że ulżyło mi, bo przez chwilę czułam się jak studentka przed egzaminem - Tamara nie ukrywała ulgi, jaką odczuła po słowach Filipa.  
- Spakuję potrzebne rzeczy dla siebie i dla dzieci. Potem pojedziemy po twojego syna - powiedziała pogodnie. Podeszła do Filipa i objęła rękami jego głowę, składając mu na ustach soczystego całusa.
- A ten słodki całus, to za co? - nie ukrywał, że był mile zaskoczony jej całusem, chociaż nie bardzo wiedział za co.  
- Za całokształt! A właściwie to za możliwość nocowania dzisiaj w tej cudownej chałupie - powiedziała i roześmiała się, widząc jego minę.  
          Wyciągnęła dużą walizkę turystyczną na kółkach, następnie wybrała swoje i dzieci rzeczy, które uznała za niezbędne i zapakowała je do walizki. Cały czas starała się być w zasięgu wzroku syna, który siedział spokojnie w łóżeczku i bawiąc się wiszącymi zabawkami, wodził nieprzerwanie oczami za mamą.  
          Wyciągnęła go z łóżeczka i przystawiła do piersi. Zaczął ssać i bawić się jednocześnie sutkiem, czyli nie był specjalnie głodny. Potrzymała go jeszcze przez chwilę i kiedy wypchnął zdecydowanie sutka, zakończyła karmienie. Sprawdziła pieluchę i czując, że jest mokra, przewinęła synka.  
          Potem przebrała się najpierw sama, a następnie córeczkę w świeże, lekkie ciuszki. Basia już przez cały czas nie odstępowała Filipa ani na krok i wbrew swojej ruchliwej, żywej naturze dziecka, była skupiona i poważna. Zachowywała się przy tym tak, jakby wcale nie było jej żal dotychczasowego mieszkania, prawdopodobnie dlatego, że w tym nowym, dużym domku wujciu Fip będzie już na stałe z nimi.  
- Jestem gotowa Filipie! Możemy zapakować Jasia do nosidełka i jechać po Michała - oświadczyła, po wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności przy dzieciach, jak i wobec siebie. Był zbudowany stopniem zorganizowania Tamary. Z uznaniem pokiwał głową.
          Nie myślała, nie zastanawiała i nie traciła ani sekundy na zbędne ruchy czy czynności. Wszystko było przemyślane, celowe i zapięte na przysłowiowy guzik. To co jego obecnej żonie zajmowało nieraz bardzo wiele czasu, tak że aby wyjechać o określonej porze, musiał ogłaszać stan gotowości co najmniej godzinę wcześniej, Tamara z dwojgiem małych dzieci, załatwiła w kilkanaście minut.
          Zapakowali Jasia do nosidełka samochodowego i Filip wziął nosidełko w jedną rękę, a Basia sama ujęła jego drugą rękę i razem wyszli na klatkę schodową. Tamara zamknęła drzwi i z walizką w ręku ruszyła w ślad za Filipem, schodzącym ostrożnie i powoli po schodach, z dwojgiem jej dzieci. Widok ten rozrzewnił ją do tego stopnia, że przypomniał się jej Andrzej i łzy same zakręciły się w jej w oczach. W myślach zaczęła mimowolnie dziękować zmarłemu mężowi, że zesłał czy spowodował pojawienie się w jej życiu tak dobrego, uczynnego i kochanego mężczyzny. Szybko przetarła łzy, aby nie budzić w Filipie czy w córce niepotrzebnych skojarzeń.
          Podeszli do samochodu i Filip troskliwie zabezpieczył i przygotował do jazdy dzieci, a potem załadował walizkę do bagażnika. Wyjął telefon i zadzwonił do syna, że za kilkanaście minut podjedzie po niego samochodem. Poprosił Michała aby zabrał ze sobą parę niezbędnych rzeczy, bo będzie nocował poza domem oraz żeby poprosił do telefonu mamę. Usłyszał w słuchawce zaniepokojony głos żony.
- Filipie, coś się stało, że na noc chcesz zabrać Michała? - zapytała.
- Spokojnie Gosiu! Nic się nie stało! Przecież przy tobie obiecałem Michałowi, że go zabiorę do tego nowego domu i dzisiaj tam jedziemy. Właściciel wyraził zgodę na objęcie tej posesji w posiadanie, przed formalnym sfinalizowaniem transakcji, więc zgodnie z naszą umową, zaprosiłem Michała do spędzenia tej nocy ze mną, czy z nami. Czy masz coś przeciw temu Małgosiu? - zapytał, wyjaśniając żonie, sprawę niespodziewanego zaproszenia syna, do spędzenia najbliższej nocy w ich nowej siedzibie razem z nimi.
- Nie, nie mam! Nie sądziłam tylko, że to tak szybko nastąpi - powiedziała łamiącym się ze wzruszenia głosem, który świadczył, że jednak zależy jej na dziecku, z którego dość łatwo zrezygnowała, na wyraźne życzenie obecnego partnera.  
- To zapytaj Michała, czy chce jeszcze zostać z tobą, czy woli jechać z nami - zaproponował ugodowo Filip, rozumiejąc żonę, która chyba dopiero teraz zrozumiała, że jednak kocha syna. W telefonie zapadła cisza, widocznie Małgorzata uzmysłowiła sobie, że zyskując uczucia partnera, może stracić uczucia syna, który jej obecnego partnera Karola wyraźnie nie trawił, a ten w pełni odwzajemniał tę niechęć chłopca do siebie. A w Małgosi ścierały się dwa uczucia; miłość do syna i miłość do partnera. Filip usłyszał, że żona rozmawia z Michałem.
- Filipie, jesteś tam? - usłyszał głos żony.
- Jestem! I co, dogadaliście się? - zwrócił się do Gosi.  
- Tak! Michał zabiera się z wami! - odpowiedziała i powiedziała kilka słów do syna.
- Poszedł zbierać swoje rzeczy! Filipie, wygląda na to, że Michał nie tylko nie przepada za Karolem, on go po prostu nienawidzi - usłyszał przytłumiony, prawie żałosny głos żony.
- Powiedział mi teraz, że nie chce widzieć na oczy tego Gargamela. Wyobrażasz to sobie? Przecież po przeprowadzce do Karola, on nie pokaże się u mnie, kiedy w domu będzie Karol.
Czym ja sobie na to zasłużyłam? - powiedziała do telefonu, przełykając łzy.
- Gosiu, nie zauważyłaś tego? Przecież Michał był i jest spokojnym, zrównoważonym chłopcem, więc musiało stać się coś naprawdę niedobrego pomiędzy nimi, jeżeli tak się zachowuje - próbował uspokoić żonę i matkę swojego syna, który jednoznacznie określił się wobec jej obecnego partnera i przyszłego ojca ich dziecka.
- Prawdopodobnie wiem, kiedy to się stało! Karol jest wybuchowy i próbował w jakiś sposób zdominować Michała, kiedy byli sami, ale mu nie wyszło. Więc zwyzywał Michała od najgorszych, a ten mu się postawił. Poczekał jednak na mnie i kiedy wróciłam, prosił mnie abym porozmawiała z tobą, bo chciał od razu do ciebie iść. Więc próbowałam przemówić mu do rozumu, że przecież twoja partnerka ma małe mieszkanie i tak dalej. Nic mi wtedy nie odpowiedział, ale popatrzył na mnie tak, aż mnie ciarki przeszły - powiedziała z żalem w głosie.  
- Już dobrze! Filipie! Nie będę się teraz użalała i denerwowała, mam tylko prośbę, nie pozwól, aby Michał i mnie znienawidził. Przecież to mój syn! Być może, że popełniłam błąd, ale stało się i się nie odstanie. Nie chcę teraz wybierać pomiędzy Karolem a Michałem! Mam nadzieję, że kiedy urodzi się dziecko, Karol też zmądrzeje, ustatkuje się i stanie się innym człowiekiem. Może dogadają się też z Michałem, kiedy ten podrośnie, więc nie chcę teraz zapeszyć. Opiekuj się nim Filipie, bo Michał to dobre dziecko! - zakończyła swoją wypowiedź Małgorzata.  
- Pewnie nie powiem nic odkrywczego, ale znam naszego syna i też uważam, że Michał to nie tylko dobre, ale też mądre dziecko i zrobię wszystko, żeby pamiętał, że ma matkę, która go kocha oraz aby nie odczuł tego, że mama z nim nie może być na co dzień - Filip sam wzruszył się tym, że syn został w jakimś tam stopniu niezasłużenie skrzywdzony przez partnera jego już raczej byłej żony i mamy Michała.  
          Rozumiał też i nawet nie potępiał swojej żony, że zafascynowana młodszym partnerem, niezbyt interesowała się tym, jaki ma charakter i jaki jest jego stosunek do syna. Teraz będąc z nim w ciąży, nie miała wyjścia i musiała bronić tego związku, mając cichą nadzieję, że Karol zmieni się, kiedy urodzi się ich dziecko.  
          A Michał po prostu swoją wrodzoną dziecięcą intuicją, bezbłędnie rozpoznał i wyczuł, kim naprawdę jest człowiek, deklarujący miłość do jego matki i jego antypatię do swojej osoby. Stąd jego konsekwentne kwestionowanie słów czy napomnień Karola i nazywanie go Gargamelem, nad czym ubolewała jego mama. Niestety, miała o to większą pretensję do syna, niż do partnera, nie zastanawiając się nad tym, dlaczego jej syn nie akceptuje jej wyboru i nie ma zamiaru słuchać pouczeń ze strony jej partnera.    
          Po zakończeniu rozmowy, wsiedli do samochodu i po chwili byli w drodze do osiedla, na którym mieszkał Filip. Podjechał na parking przed czteropiętrowym blokiem. Był nieco zaskoczony, że Michał wraz z mamą oczekują już na nich, ale przyjął to raczej z zadowoleniem. Wysiedli z samochodu i obie panie po raz pierwszy podały sobie ręce na powitanie. Tamara była gotowa nawet uścisnąć żonę Karola, ale ta na widok Tamary, którą widziała po raz pierwszy, przeżyła szok, spowodowany młodym wiekiem i urodą przyjaciółki czy partnerki męża. Nie sądziła, że ktoś taki zainteresuje się jej mężem. Usztywniona, podała rękę Tamarze, mrucząc pod nosem swoje imię. Natomiast Tamara zgodnie ze swoim pogodnym usposobieniem, żywo uścisnęła jej rękę, witając się z nią z uśmiechem i życzliwością.
- Miło mi, że mam okazję poznać panią, pani Małgosiu. Tamara jestem, a to moja córeczka Basia - przedstawiła się ciepło, a następnie córeczkę, którą Filip uwolnił z fotelika.  
- A tam w samochodzie machając rączkami, chce przywitać się z panią Jaś, na razie tylko na siedząco - powiedziała wesoło, bo Jaś rzeczywiście widząc tyle osób, machał wesoło rączkami i nóżkami.  
- A to chyba wasz syn Michał? - zagadnęła, obrzucając spojrzeniem, stojącego trochę z boku jasnowłosego chłopca, który z ciekawością i otwartością przyglądał się Tamarze.  
- Michale, podejdziesz przywitać się ze mną i Basią? - odezwała się do niego, obdarzając go szczerym, ciepłym uśmiechem. Przez chwilę zawahał się, a potem szybko podszedł do Tamary i objął ją rękami w pasie, przytulając się do niej. Zesztywniała z wrażenia, ale Michał nie odpuszczał, tuląc się nadal i dociskając się do niej rękami.  
- Michale, Tamara chce się z tobą przywitać, Basia też. Zachowuj się jak duży chłopak, a nie jak małe dziecko, proszę - Filip zorientował się, że Tamara ma problemy z jego synem i próbował przywołać go do porządku. Do Michała chyba dotarło, że robi coś nie tak, posłuchał więc ojca i puścił Tamarę.
- Przepraszam ciociu Tamaro! Czy mogę tak zwracać się do ciebie? - zwrócił się rezolutnie do Tamary, przepraszając ją i jednocześnie proponując formę zwracania się do niej. Tamarze spodobała się postawa syna Filipa, a to że wprawił ją w lekkie zmieszanie, uznała za mało znaczący epizod.  
- Oczywiście, jeżeli taka forma ci odpowiada i ma ci to sprawić przyjemność - odpowiedziała, śmiejąc się i podając mu rękę do przywitania.  
- Przepraszam ciociu, nie chciałem stwarzać ci problemu, ale to było silniejsze ode mnie. Po prostu chciałem przytulić się do ciebie, bo dawno tego nie robiłem. Poza tym jestem Michał - powiedział, ujmując jej rękę i patrząc Tamarze w oczy szczerym, śmiałym spojrzeniem.  Rezolutny i śmiały chłopak. Może być ciekawie - przebiegło jej przez myśl.  
          Spojrzała na jego matkę. Zauważyła, że Małgorzata  była zmieszana bardziej, niż ona przed chwilą. Widocznie dotarły do niej słowa syna, że dawno nie był przytulany, a przecież miał dopiero dwanaście lat. Teraz widząc, jak tuli się do obcej kobiety, której nie znał, bo własna matka poskąpiła mu uczucia i duchowego wsparcia, w chwili kiedy rodzina się rozpadała, zrobiło się jej więcej niż przykro. Zrozumiała, że przegrała u syna dużo, jeśli nie wszystko. To faktycznie nie było już dziecko. Widząc, jak matka zabiega o uczucia mężczyzny, który potraktował go, jej syna jak przedmiot, wydoroślał, bo musiał, nie widząc czy nie czując ani fizycznego ani duchowego wsparcia matki w sporze z jej partnerem.  
- A to jest Basia, moja córeczka! - przedstawiła Tamara Michałowi córkę. Przez chwilę mała nie reagowała i spoglądała na niego nieśmiało zza ramienia mamy. W pewnej chwili, patrząc na niego i jego wyciągniętą w jej stronę rękę, puściła rękę mamy i podbiegła do niego. Zrobiła dokładnie to samo, co on przed chwilą z jej mamą. Objęła rękami jego nogi, bo wyżej nie sięgnęła i przytuliła się do niego.  
- Basiu, co ty robisz? Daj rączkę i przywitaj się z Michałem - podpowiedziała małej Tamara.  
- Przecież wiem, że to Michał! Wujciu mi o nim opowiadał - odburknęła mamie, ale wyciągnęła rączkę w stronę Michała. Uścisnął jej rączkę i dał buziaka małej. Basia też nie była mu dłużna. Pochwyciła jego głowę i oddała buziaka. Formalnościom powitania stało się zadość.  
- To co? Zbierajmy się, bo czekają tam na nas - oświadczył Filip i podszedł do żony.
- No cóż! Trzymaj się jakoś Gosiu i nie daj się zdominować Karolowi, a wszystko będzie dobrze - powiedział i mucknął ją na pożegnanie w policzek. Miała zamiar zrewanżować mu się tym samym, ale widząc, że Tamara ich obserwuje, powstrzymała się. Poklepała go tylko po ramieniu.
- Ty też się trzymaj! Życzę wam szczęścia i dbaj o Michała. Przykro mi teraz, bo popełniłam niewybaczalny błąd, ale mam nadzieję, że kiedyś to wszystko wyjaśni się i wyprostuje - powiedziała i odwróciła głowę, bo nie chciała, aby Filip zobaczył łzy w jej oczach.  
          Filip domyślił się, co odczuwa teraz jego żona. Zamyka się dla niej rozdział ich wspólnego, stabilnego i przewidywalnego życia, a otwiera nowy, z wieloma niewiadomymi, z których jedna to niezbyt przewidywalny partner, z wybuchowym charakterem i nie do końca rozpoznanym uczuciem do niej, partnerki i przyszłej matki ich dziecka.  
          Sama przed sobą przyznawała, że zachowała się pod wpływem impulsu chwili, jak nieodpowiedzialny pływak, który skacze z wysokiej skały do nieznanej co do głębokości i czystości wody. Jak dotąd sporo takich pływaków wylądowało na inwalidzkim wózku, paru straciło życie, a co ją czeka, przyszłość pokaże. …cdn…

1 066 czyt.
100%111
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 3858 słów i 21033 znaków

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 15 sie 2018

    Dobrze napisane. Poplątane są to losy ludzkie, rodziny się rozpadają, łączą a najbardziej na tych zamianach, cierpią dzieci. Ciężko im się odnaleźć w nowej sytuacji. Zwłaszcza jak nie są akceptowane przez nowych partnerów rodzica. Pozdrawiam