Tamara - cz. VI

Po dokonanym przeglądzie pomieszczeń mieszkalno-sypialnych na wyższej kondygnacji, Tamara wraz z panią Heleną zaczęły przeglądać stan pościeli, poduszek i nakryć w poszczególnych pomieszczeniach. We wszystkich tych czynnościach uczestniczył również Jaś, spoczywający w stacjonarnym nosidełku. Syty i przewinięty, spał spokojnie, nie przeszkadzając mamusi w przygotowywaniu i urządzaniu nowego lokum dla nich wszystkich.
          Pan Tomasz tymczasem, zgodnie ze swoją deklaracją, poszedł do pomieszczenia w budynku gospodarczym, pełniącego rolę magazynu czy przechowalni dla mebli i sprzętów różnego rodzaju wycofanych z użytku chwilowo lub całkowicie. Na jednym z metalowych regałów leżało kilka dużych kartonowych pudeł.  
          Zdjął jedno z nich i obrócił. Na dużej, przyklejonej kartce zobaczył napis; łóżeczko. Otworzył pudło i wyciągnął jego zawartość. Było to lekkie, składane z elementów łóżeczko dziecięce wraz z materacem, zabezpieczonym folią. Złożył i poskręcał poszczególne elementy, po czym z łóżeczkiem w jednej ręce i materacykiem w drugiej pojawił się ponownie w holu na pierwszym piętrze.  
          Słysząc głosy dochodzące z sypialni, wszedł i postawił przyniesiony mebelek.  
- Tak jak mówiłem pani Tamaro, jest łóżeczko, a oprócz niego jest jeszcze kołyska, która od biedy mogłaby posłużyć w dniu dzisiejszym Jasiowi jako łóżeczko - poinformował Tamarę.  
- Za łóżeczko dziękuję panie Tomaszu. Co do kołyski to pewnie mogłaby posłużyć Jasiowi za łóżeczko, ale obawiam się, że ta kołyska mogłaby mu przypaść do gustu i napytałabym sobie mimowolnie biedy. Poza tym nie ma takiej potrzeby, bo Jaś bardzo dobrze sypia w nosidełku, które w tej chwili jest dla niego w sam raz, jeżeli chodzi o wygodę czy bezpieczeństwo. On lubi być opatulony po bokach, a że jest ruchliwy, to nosidełko ogranicza jego ruchy, aby nie przekręcił się i nie zatkał sobie buzi - Tamara podziękowała panu Tomaszowi za starania, wyjaśniając równocześnie, dlaczego nie widzi potrzeby skorzystania z kołyski.  
          Na ten temat słyszała wiele różnych opinii tak pomiędzy rodzicami jak i lekarzami. Według różnych badań kołyska jest korzystna dla niemowlaka, oczywiście tylko w pierwszych miesiącach życia, do chwili, kiedy nie siada samodzielnie, bo wtedy mógłby już z niej wypaść. Stwierdzono przy tym, że bujanie sprzyja uspokajaniu czy zasypianiu dziecka, jak również wpływa pozytywnie na rozwój układu nerwowego dziecka, a dokładnie; na układ przedsionkowy mózgu. Dzięki temu malec w przyszłości może mieć lepszą równowagę, postawę i może się lepiej uczyć. Szybciej też może nauczyć się jeździć na rowerze.
          Obok wymienionych powyżej pozytywów, są również negatywy spania niemowlaka w kołysce. Zazwyczaj taki maluch przyzwyczaja się do zasypiania podczas kołysania. Wtedy przenosząc dziecko do łóżeczka, budzi się w nim niezadowolenie i sprzeciw, a co gorsze; dziecko przyzwyczajone do zasypiania przez kołysanie może mieć przez jakiś czas problemy z zasypianiem, w stojącym bez ruchu łóżeczku.
          Po wysłuchaniu Tamary, pan Tomasz odpuścił sobie kołyskę i poszedł do swoich zajęć, a panie kontynuowały przygotowanie poszczególnych pomieszczeń do użytkowania, zgodnie ze swoim przeznaczeniem.  
          Zaczęły od pokoju Michała. Zgodnie z jego życzeniem, przesunęły jego tapczan pod ścianę, przez co zyskał dodatkowo więcej wolnej przestrzeni i oblekły świeżą pościel. Biurko do nauki ustawiono również przy ścianie przed oknem, tak aby monitor od komputera, który obiecał mu ojciec, był ustawiony tyłem do okna, zapewniając lepszą widoczność i brak świetlnych refleksów.  
          Pokój Basi zostawiły sobie na koniec, a zajęły się główną sypialnią. Pomieszczenie było wysprzątane i gotowe do użytkowania, więc zmieniły tylko pościel i nakrycie na szerokim łożu, a Tamara przełożyła do toaletki parę drobnych gadżetów i kosmetyków, które przywiozła ze sobą.  
          Tamara przez chwilę rozważała czy nie ustawić łóżeczka dla Basi w sypialni, ale pani Helena wyperswadowała jej pomysł, aby lokować oboje dzieci w jednym pomieszczeniu. Mogły przecież wystąpić okoliczności, że jedno dziecko budziłoby drugie. Poza tym Basia sypiała już osobno w jej mieszkaniu i nie było sensu przyzwyczajać jej ponownie do sypiania w jednym pomieszczeniu z nimi.  
          Tamara zgodziła się z argumentacją pani Heleny, więc ustawiły łóżeczko w pokoju, który przewidziała dla córeczki. Musimy go tylko odpowiednio zaadaptować tak pod względem kolorystyki jak i funkcjonalności oraz dokupić kilka sprzętów, aby zrobić z niego prawdziwy pokój dla dziecka - pomyślała, rozglądając się po pokoju.  
          Wspólnie z panią Heleną wyszukały odpowiednią pościel do łóżeczka Basi, która na szczęście nie została wyrzucona do śmieci i w bardzo dobrym stanie, odpowiednio zapakowana, oczekiwała w jednej z szuflad w komodzie na ponowne zagospodarowanie.  
          Różniła się co prawda formą i kolorystyką od obecnie obowiązującej tendencji i funkcjonujących form, ale Tamarze spodobała się, bo tak prześcieradło, poszwa na kołderkę czy obleczka poduszki z czystej, mięciutkiej i przyjemnej w dotyku bawełny były nie tylko w bardzo dobrym gatunku, ale i ich kolory nie odbiegały od kolorów, przy których sama się wychowywała. Oprócz pościeli wyszukały jeszcze odpowiedniej wielkości kocyki dla obojga dzieci i kilka różnych drobiazgów czy gadżetów do zabawy czy umilania czasu maluchom.
          Tymczasem Filip oprowadzając Michała po posesji, został ponownie zdominowany przez Basię, trzymającą go kurczowo za rękę. Basi przeszła już fascynacja nowopoznanym, przyszywanym bratem i teraz mając już wujcia Fipa dla siebie, podskakiwała radośnie, idąc obok niego. Michałowi, który rzadko wyjeżdżał poza granicę strefy miejskiej, w której mieszkał, podobało się tutaj wszystko, co widział wokoło, a szczególnie styl i wygląd budowli, która miała odtąd stać się jego domem.  
          Wydawało mu się, czy wręcz czuł się tak, jakby nagle został przeniesiony z szarego, nieciekawego świata do zaczarowanego pałacu z bajki. Był dzieckiem ale i bystrym chłopcem, więc widząc wielkość całej posesji oraz styl, rozmach i przestronność siedziby, zdawał sobie sprawę, że takie coś musiało kosztować sporo kasy. Ciekawość walczyła w nim o lepsze z rozsądkiem. Z jednej strony chciałby dowiedzieć się, skąd ciocia Tamara ma takie pieniądze, a z drugiej brakowało mu śmiałości, aby wprost zapytać o to ojca. Jednak ten świat dorosłych jest bardzo skomplikowany - pomyślał.
          Obeszli już dużą część posesji i Basi w końcu znudziła się ta wycieczka. Zaczęła więc nudzić Filipa, żeby powiedział, kiedy załatwi wózek na górę wieży, bo bardzo podobają się jej widoki z góry, ale od wchodzenia na górę bolą ją nóżki. Michał początkowo nie zwracał uwagi na to, o co prosi Basia, ale w końcu ciekawość zwyciężyła.
- Tato, o czym mówi Basia? O jaki wózek do góry jej chodzi? - zwrócił się do Filipa.
- Widzisz tę wieżę nad budynkiem? Tam na górze jest taras widokowy, do którego prowadzi kilkadziesiąt stopni schodów. Basia wychodziła już raz i strasznie rozbolały ją nóżki. Wymyśliła więc, że potrzebny jest wózek na ten taras, który ją wywiezie do góry, bo widać z góry naprawdę ładne widoki - wyjaśnił Filip synowi.
- A ja mogę tam wejść sam tato, czy potrzebny jest klucz, aby otworzyć drzwi? - Michał zainteresował się tarasem na wieży i chciał naocznie przekonać się, co z niego można zobaczyć. Co prawda dzień miał się ku końcowi, ale pewnie i zachód słońca oglądany z tarasu na tle otaczającego krajobrazu, wygląda ciekawiej niż z poziomu, na którym się znajdowali.  
- Drzwi są zamknięte na zatrzask od wewnątrz, tak że można je bez problemu otworzyć - odpowiedział Filip synowi. Michał nie zastanawiał się ani chwili. Wbiegł na taras przed wieżą, otworzył drzwi na klatkę i tyle go widzieli. Filip widział przez chwile, jak syn biegiem pokonuje schody, jakby ktoś go gonił.  
          Uśmiechnął się; ciekawość syna i chęć szybkiego dostania się na taras, zaimponowała mu. Nagle Basia również przypomniała sobie o tarasie i że na górze jest bardzo ładnie.  
- Wujciu, a my też tam pójdziemy? - spytała i paluszkiem wskazywała górę wieży.
- No, nie wiem! Przecież Basię nóżki bolą, a wózka do góry jeszcze nie ma! - oświadczył małej Filip, przyjmując poważną, zatroskaną minę.  
- To wujciu weźmie Basię na rączki i iść do góry! - mała nie miała zamiaru rezygnować i podpowiedziała wujkowi rozwiązanie.  
- A wiesz o tym Basiu, że jesteś już duża i ciężka? Nie wiem, czy dam radę nieść tak dużą pannicę! - Filip żartobliwym tonem próbował wyjaśnić małej, że jest już za ciężka do noszenia, tym bardziej w górę. Basia spoważniała i spojrzała na Filipa uważnym, dojrzałym spojrzeniem.
- Basia jest duża i nie będzie męczyć wujcia! Sama iść do góry - powiedziała po krótkim namyśle.  
- Dobrze! Pójdziemy do góry! Jak Basię rozbolą nóżki, to wujciu przez chwilę poniesie Basię - odezwał się do małej i ruszyli w ślad za Michałem po schodach do góry. Basia zapomniała o bólu nóżek i podskakiwała z radości, że idzie z Filipem na taras. A Filip był już całkowicie zdominowany przez małą. Kochał Basię pewnie nie mniej niż własne dzieci i mała trzpiotka tak to pewnie odbierała, odpłacając mu się miłością i traktując jak ojca. Po pokonaniu dwóch poziomów, wziął Basię na ręce i dał odpocząć przez chwilę jej nóżkom. Przytuliła się i pocałowała w policzek i czoło, dziękując mu tak, jak on to robił witając bądź żegnając z nią. Po wejściu na kolejne poziomy, dała mu znać, że chce, aby ją opuścił w dół.
- Nóżki nie bolą już i Basia iść sama - odezwała się do Filipa. Opuścił więc ją na podest schodów i Basia trzymając go za rękę, pokonała część schodów na własnych nóżkach, a część na jego rękach. W ten kompromisowy sposób dotarli do tarasu i wyszli na zewnątrz.                
          Zobaczyli Michała, jak z zainteresowaniem obserwował zachodzące słońce, kryjące się powoli za horyzontem. Widok był niepowtarzalny na tle malowniczego krajobrazu, oświetlonego różnymi odcieniami czerwieni, odbijającej od bledniejącej tarczy słonecznej.  
- Tato, nawet nie myślałem, że zachód słońca może tak pięknie wyglądać, kiedy patrzy się na niego z określonej wysokości - Michał nie ukrywał zachwytu pięknymi widokami, widzianymi z tarasu, nie mówiąc o barwach roztaczanych przez zachodzące słońce
           Po raz pierwszy miał okazję zobaczyć coś tak pięknego, patrząc na to z góry.  
Filip przyznał mu rację i pochylił się w dół, sięgając rękami po Basię, która skradła mu serce. Podniósł ją do góry, a mała z wdzięcznością objęła go za szyję i również popatrzyła w stronę zachodzącego słońca.  
- Wujciu, a dlaczego to słoneczko chowa się na noc? - Zaskoczyła Filipa tym prostym pytaniem. Musiał chwilę pomyśleć, jak wytłumaczyć trzylatce, dlaczego słońce zachodzi.  
- Bo inaczej cały czas byłby dzień i nie byłoby nocy Basiu! I nie moglibyśmy zasnąć! - Michał widząc, że tata ma problem z wyjaśnieniem Basi niby oczywistego zjawiska, pospieszył mu z pomocą.  
          Przecież tłumacząc Basi, że to nie słońce zachodzi, tylko ziemia, która jest kulą, kręci się wokół własnej osi i pewne jej obszary wraz z obrotem odwracają się od słońca i ciemnieją, a inne jaśnieją obracając się w jego stronę. Takie tłumaczenie wywołałoby pewnie jej następne, coraz bardziej kłopotliwe pytania.  
          A wtedy zamiast prostej, zrozumiałej odpowiedzi, Basia usłyszałaby rzeczy, które nic by jej nie wyjaśniły, a spowodowały prawdziwy mętlik w jej główce. Filip docenił trafną i błyskotliwą odpowiedź syna. Pewnie on sam nie wpadłby tak szybko na tak prostą odpowiedź.  
- No właśnie! Słyszałaś, co powiedział Michał? Słoneczko musi się chować, bo inaczej cały czas byłoby jasno i nie dałoby się spać - Filip potwierdził to, co powiedział Michał i Basia przyjęła to do wiadomości, nie zadając dalszych pytań.  
          Widocznie odpowiedź Michała ją zadowoliła. Przeszli po tarasie dookoła wieży i w pewnej chwili Michał zauważył, że z tarasu na szczyt wieży prowadzi, przymocowana do jej ściany stalowa drabina, służąca między innymi do ewentualnej konserwacji, naprawy oraz montażu anteny dipolowej czy satelitarnej.  
- Synu, żeby cię nigdy nie korciło, skorzystać z tej drabiny, bo byłaby to ostatnia taka twoja wyprawa na to miejsce. Byłbym zmuszony zamknąć na stałe wyjście na taras - oświadczył Filip, widząc jak Michał ciekawie zerka na szczyt wieży i drabinę do niego prowadzącą.  
          Michał obrzucił lekko speszonym spojrzeniem ojca, jakby został przyłapany na gorącym uczynku. Widocznie myśl o skorzystaniu z drabiny w jego głowie jednak zaświtała. Poobserwowali jeszcze przez chwilę słońce i kiedy całkowicie znikło za horyzontem, zebrali się do powrotu. Było podobnie jak z wejściem.  
          Michał nie czekał na nich, tylko zeskokami pokonywał stopnie schodów i poszczególne poziomy, a Filip z Basią uczepioną jego ręki, dreptali powoli, schodząc w dół i pokonując stopień po stopniu. Basia o dziwo dzielnie dotrzymywała kroku Filipowi i ani razu nie sygnalizowała mu, żeby ją wziął na ręce.  
          Zeszli na poziom pierwszego piętra i udali się do części mieszkalnej, szukając Tamary. Zobaczyli sypialnię przygotowaną już do noclegu nowych lokatorów, ale pustą. Ruszyli więc dalej i weszli do pokoju przygotowanego dla Basi.  
- Wujciu, czy ten pokój będzie mój? - zapytała Filipa, widząc przygotowane i posłane dla niej łóżeczko z kolorową, pachnącą i przyjemną w dotyku pościelą.
- Pewnie tak, bo tak dla mnie, jak i dla Michała to łóżeczko jest trochę za małe - odpowiedział żartobliwie Filip. Mała chyba zrozumiała żart, bo roześmiała się, wyobrażając sobie pewnie wujcia w tym małym łóżeczku. Przeszli do następnego pomieszczenia i zobaczyli Michała, jak wypróbowuje sprężystość materaca w rozkładanej sofie.
- Super! I miękko i twardo jednocześnie! - stwierdził, odbijając się stopami od posadzki.
- Ciocia Tamara z panią Heleną poszły do kuchni, przygotować kolację - wtrącił, widząc, jak ojciec rozgląda się po pokoju.  
- Dobrze! My z Basią idziemy do kuchni, a ty rozejrzyj się po pokoju i zastanów się, czego tu według ciebie brakuje? - zwrócił się do syna.  
- Komputera, to po pierwsze i wszystkiego co jest z nim związane; monitora, głośników, słuchawek, myszki, joysticka lub gamepada i oczywiście kilku gier - Michał bez zastanowienia wyliczył ojcu, czego według niego brakuje w jego pokoju.  
- Pomyślimy o tym! - Filip z uśmiechem wysłuchał wyliczanki syna. Jak na dwunastolatka ma niezłe rozeznanie i konkretne życzenia - pomyślał z sympatią o synu i jego życzeniach.  
- Ja myślę! Chyba pamiętasz, że mi to obiecałeś, kiedy rozmawialiśmy, z kim chcę mieszkać? - Michał konsekwentnie dociskał ojca, ale zauważył też, że na jego ostatnie słowa, ojciec skrzywił się z niesmakiem.  
          Filip faktycznie nie spodziewał się, że syn ucieknie się wprost do szantażu, traktując i używając jego luźno rzuconej obietnicy, jako młotka, do walenia nim po głowie ojca. Czyżby pomylił się co do syna, z którym nawiązał prawie przyjacielskie relacje? A przyjaciel przecież rozmawia i nie przedstawia ojcu prośby w formie ultimatum.  
          Wygląda na to, że Michał potraktował swoją zgodę na zamieszkanie z ojcem, nie jako naturalną potrzebę przebywania z rodzicem, ale niejako jako łaskę wyświadczoną wspaniałomyślnie własnemu ojcu. Tego typu natłok myśli i wątpliwości w głowie Filipa na pewno nie poprawił mu nastroju.  
          Michał tymczasem obserwował uważnie ojca, zastanawiając się, co takiego powiedział, że go zdenerwował.
- Tato, powiedziałem coś nie tak, bo widzę, że zdenerwowałeś się na mnie? - Michał widząc nieciekawą minę ojca, wolał wyjaśnić sprawę od razu,  
- Chyba tylko to, że twoja prośba zabrzmiała mi w uszach jak ultimatum - wyjaśnił synowi.
- O czym tak rozprawiacie, bo widzę, że coś wam nie wychodzi? - usłyszeli pytanie Tamary, która słysząc ich podniesione nieco głosy, pojawiła się w pokoju.
- No cóż! Mógłbym powiedzieć, że to sprawa pomiędzy dwoma dżentelmenami, ale z uwagi na wiek Michała i to, że chce cię traktować jak ciocię czy mamę, powiem, że nie spodobała mi się jego prośba o komputer, wypowiedziana w formie ultimatum - Filip nie ukrywał, że wybitnie roszczeniowa prośba syna nie przypadła mu do gustu.
- Tato, wyjaśnij mi chociaż to słowo 'ultimatum', bo nie za bardzo go kojarzę - Michał wyczuł, że jego prośba o komputer wywołała w ojcu groźnie brzmiące skojarzenia.         
- No to powtórz swoje słowa cioci Tamarze, bo może jestem za bardzo przeczulony - Filip sam zauważył, że rozmowa z synem na temat komputera przybrała nieoczekiwany obrót.
- Ty powiedziałeś, żebym się zastanowił, co w tym pokoju brakuje. Odpowiedziałem, że komputera i kilku dodatkowych rzeczy. Ty powiedziałeś; pomyślimy o tym! - przytoczył Michał część rozmowy z ojcem i przerwał.
- A ty co powiedziałeś wtedy? - zapytał Filip syna, widząc, że sam skojarzył, że powiedział o jedno słowo za dużo.
- No przypomniałem ci, że mi to obiecałeś w czasie naszej rozmowy - Michał nie dokończył zdania i zarumienił się. Tamara widząc zmieszanie na twarzy Michała, domyśliła się, że padły jakieś słowa, które nie spodobały się Filipowi.  
- Filipie, bądź ojcem, nie bezdusznym pragmatykiem! Uważam, że Michał kocha cię i szanuje jako ojca, więc nawet jeżeli powiedział coś nie tak, to na pewno nie chciał cię urazić, a tym bardziej obrazić - Tamarze jak każdej matce zrobiło się żal Michała, który przebojem wdarł się do jej serca i zaskarbił sobie jej sympatię i uczucia do niego, jak do rodzonego syna. Filip chcąc nie chcąc musiał przyznać rację Tamarze, że zbyt ostro potraktował wypowiedź syna.  
- OK.! Nie było tej rozmowy! Jutro jeżeli czas pozwoli, pojedziemy do supermarketu i sam sobie Michale wybierzesz komputer i niezbędne akcesoria. A ciocia Tamara ustali ci czas, który możesz spędzać przy komputerze, tak ciociu Tamaro? - Filip uznał, że Tamara polubiła jego syna, podobnie jak on jej dzieci, więc niech współdecyduje od zaraz o jego wychowaniu.
          Tamara, której przez moment wydawało się, że Filip niezbyt przychylnie odniósł się do jej słów i wtrącania się do jego sposobu wychowywania syna, kamień spadł z serca. Odebrała bowiem wypowiedź Filipa, jako zaakceptowanie jej roli zastępczej matki dla Michała. Nie miała nic przeciw temu, bo przecież jej marzeniem było, aby oboje z Filipem stworzyli dla swoich dzieci prawdziwą, pełną rodzinę.
- Myślę, że wspólnie to omówimy i ustalimy, a teraz najwyższy czas abyśmy usiedli do kolacji - Tamara, która w tym właśnie celu ich szukała, aby im przypomnieć o kolacji, przerwała wszelkie dywagacje i poprosiła ich na kolację.  
- Tak mamusiu! Wujciu się kłóci z Michałem, a Basia jest głodna! - Basia też już nie mogła doczekać się, żeby zwrócić ich uwagę na siebie i poinformować, że jest głodna.
- Masz rację Basiu! Mamusia przygotowała pewnie coś pysznego, więc idziemy! - powiedział Filip, ruszając wraz z małą za Tamarą i Michałem w stronę jadalni, połączonej z kuchnią. I nie pomylił się. Tamara wraz z panią Heleną przygotowały dość wystawną, ciepłą kolację, chyba ze względu na to, że była to ich pierwsza kolacja w nowej siedzibie.  
          Kiedy weszli do jadalni, pani Helena pełniąca honory gospodyni, poprosiła, aby wszyscy zajęli miejsca przy długim stole w jadalni. Po jednej stronie stołu miejsca zajęli pan Tomasz, Tamara z Jasiem w nosidełku stojącym obok niej na krześle oraz pani Helena, która dosiadała się do stołu w przerwach pomiędzy poszczególnymi, podawanymi na ciepło, potrawami. Po drugiej stronie usiadł jako pierwszy Michał, następnie Filip z nieodłączną Basią siedzącą obok niego. Pani Helena zaczęła podawać przygotowane na ciepło potrawy.  
          Jako przystawkę podała sałatkę z serowymi grzankami z bagietki, żurawiną i sosem balsamico, a do popicia przygotowaną w dzbankach owocową herbatę i gorące kakao dla dzieci. Następną potrawą była zupa pomidorowa z pieczonych pomidorów z grzankami. Kolejną; placuszki na kefirze oraz naleśniki zapiekane z kremem waniliowym i powidłami. Dorośli mogli popijać deserowe czerwone wino, bądź herbatę owocową z owoców leśnych, a Michał z Basią gorące kakao.  
          Po kolacji do pomocy pani Helenie w pozbieraniu i myciu naczyń, zaofiarował się Filip, ale został delikatnie ofuknięty i przywołany do porządku przez panią Helenę.
- Panie Filipie! Widzę, że jest pan nie tylko dobrym człowiekiem, ale i dżentelmenem, bo za takiego uważam mężczyznę, który nie wstydzi się służyć pomocą w zmywaniu naczyń. Ale pan ma teraz na głowie dzieci, z których jedno jest już samodzielne; mam na myśli Michała, ale drugie jak widzę, domaga się pańskiej uwagi i opieki - powiedziała pogodnie, widząc jak Basia szarpie go za rękaw, żeby się pochylił, bo chce mu coś powiedzieć na ucho.  
          Tamara też zorientowała się, że Basia pewnie chce zrobić kupkę i wstydzi się mówić o tym głośno.
- Chcesz Basiu iść na nocniczek, tak? - zapytała wprost córkę. Ta pokiwała główką.
- Chodź z mamusią, pomogę ci - zwróciła się do Basi, ale mała pokręciła główką, że nie.
- Nie! Wujciu Fip pójdzie z Basią! - odpowiedziała i pociągnęła Filipa w stronę łazienki.
- No to masz drugą córcię wujciu i nowy obowiązek! - oświadczyła ze śmiechem, bo Basia pierwszy raz zachowała się tak stanowczo, nie chcąc korzystać z pomocy mamy tylko Filipa. Dawała tym wyraźnie do zrozumienia, że traktuje Filipa bardziej jak tatusia niż wujka.  
- Jak już będziesz z nią w łazience, to pomóż jej wykąpać się, bo pora do spania - Tamara też była raczej zadowolona, że Filip pozwolił zdominować się Basi, bo córka właściwie nie odczuła braku ojca, którego w jej umyśle natychmiast zastąpił Filip.  
          Poszli więc do łazienki i Filip z rozrzewnieniem myślał o tej małej istocie, która z pełnym zaufaniem i miłością rodzonego dziecka traktowała go bardziej jako kochanego tatusia niż wujka. Po załatwieniu potrzeby i odbyciu kąpieli, przypomniał małej jeszcze o umyciu ząbków.  
          Po założeniu Basi piżamki, Filip wziął ją na ręce i kiedy objęła go za szyję swoimi drobnymi rączkami, przypomniał sobie czasy, kiedy jako ojciec tulił do siebie swoją własną córkę. Ogarnęło go niesamowite wzruszenie, pomieszane z niejaką radością, ale i smutkiem, że dziwnym zrządzeniem losu, może jako dojrzały mężczyzna tulić do siebie jak gdyby drugą córeczkę. A Basia wykąpana, chyba szczęśliwa, ale i znużona wydarzeniami dnia, bardzo szybko zasnęła na jego ramieniu.  
          Postanowił odnaleźć Tamarę, więc ruszył do jadalni. Pani Helena wraz z mężem zakończyli właśnie wspólne porządkowanie jadalni i kuchni.  
- Pani Tamara jest w sypialni i chyba karmi Jasia przed snem, bo obudził się i po kąpieli wyraźnie zgłodniał - oznajmiła wesoło Filipowi.
- A pana druga córeczka widocznie też miała dość, bo widzę, że zasnęła na pana ramieniu - stwierdziła, widząc, że Basia śpi, obejmując rączkami szyję Filipa. Filip podziękował serdecznie sympatycznym opiekunom posesji za miłe przyjęcie i przygotowanie dla nich lokum łącznie z kolacją i życząc im dobrej nocy, udał się do sypialni.  
          Tamara siedząc a właściwie wpółleżąc w fotelu karmiła małego głodomorka, który też już zasypiał, zaspokoiwszy głód, bo co chwilę przerywał ssanie i nieruchomiał, aby po chwili ponownie dawać znać mamusi, że jeszcze nie skończył.
- Co? Zasnęła ci na ramieniu? Idź kochany, połóż ją do łóżeczka, niech i ona odpocznie, a potem wróć tu do mnie - powiedziała ze wzruszeniem w głosie, widząc jak mała śpi spokojnie w jego ramionach, darząc go pełnym zaufaniem, jak własnego ojca. Po ułożeniu trzymanych w ramionach dzieci do snu, spotkali się oboje w sypialni. …cdn…

1 464 czyt.
100%134
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 4473 słów i 24793 znaków, zaktualizował 2 lis 2018

Komentarze (4)

 
  • jumi0006

    jumi0006 2 lis 2018 ip:7711530

    Super opowiadanie serce aż się otwiera umysł chłonie jak gąbka a na buzi cały czas pojawia się uśmiech. Pozdrawiam.

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 27 paź 2018

    W naszym szarym i nudnym życiu trzeba trochę spokoju i radości. Tak więc opowiadanie jest super i oby Ci nie przyszło do głowy dodawać jakieś smutne wydarzenia.

  • mt

    mt 27 paź 2018 ip:91123176

    szkoda, że tak rzadko dodajesz rozdziały tej historii.

  • Almach99

    Almach99 27 paź 2018

    Sielanka po prostu 😃