Tamara - cz. III

Filip po wypowiedzi Tamary, świadczącej o jej wielkim zaufaniu do niego i zdającej się całkowicie na jego decyzję w zakresie nabycia tej nieruchomości, jako miejsca zamieszkania tak dla niej z dziećmi, jak i dla niego z synem Michałem, odpowiedział jej spojrzeniem, mówiącym więcej niż słowa.  
          To było spojrzenie kochającego ją mężczyzny, który starszy wiekiem od niej, nie okazywał może zbyt wielkiej wylewności i spontaniczności, ale gwarantował jej dojrzałą miłość i stabilność. A to że ją kocha i darzy stałym uczuciem, udowodnił całym swoim  dotychczasowym postępowaniem i wsparciem w trudnych momentach życia. Była więcej niż pewna, że się na nim nie zawiedzie.  
          Ale teraz ciekawość babska walczyła w niej o lepsze, z nieokazywaniem za bardzo radości z tego, co już zobaczyła, z tym, co miała nadzieję zobaczyć z tego tarasu widokowego na szczycie wieży czy baszty, jak ją nazywał Filip.  
          On też zobaczył w jej spojrzeniu, że cieszy ją to, co zobaczyła i że aż skręca ją ciekawość, co może zobaczyć, kiedy znajdą się już na szczycie tej wieży.
- Przygotuj się Tamaro, że trochę tych stopni jest do pokonania, więc spokojnie - to mówiąc wziął ponownie nosidełko z Jasiem i zaczęli powoli pokonywać stopień za stopniem, idąc do  góry. Ciekawość Tamary była jednak silniejsza niż lojalność wobec dzieci czy Filipa.
- Czy wyjście na ten taras jest otwarte czy zamykane na klucz? - upewniła się najpierw Tamara.
- Jest zatrzask w zamku, jako blokada przed samoczynnym otwarciem drzwi, tak jak w łazience - odparł pogodnie Filip. Tamarze to wystarczyło.
- Idziesz ze mną czy zostajesz z wujkiem? - zapytała jeszcze Basi, która kurczowo trzymała za rękę Filipa.
- Zostaję z wujciem! - odpowiedziała zdecydowanie mała.
- Wygląda na to, że nie mam dzieci! - oświadczyła pogodnie Tamara i tyle ją widzieli, bo zaczęła w podskokach pokonywać stopnie, dzielące ją od wyjścia na taras. A Filip spokojnie, w równym tempie, z Jasiem w nosidełku i z Basią za rękę, powoli krok za krokiem wchodził na kolejne stopnie, aby nie zmęczyć za bardzo dziecka, które uważało go chyba bardziej za tatę niż wujka. Kiedy pokonali ostatni stopień i wyszli na taras, zlokalizowany gdzieś na wysokości siódmego - ósmego piętra, Filip zobaczył rozradowaną, uśmiechniętą Tamarę, chodzącą wokół tarasu i podziwiającą tak samą posesję, jak i otoczenie czy okoliczne krajobrazy.
- Filipie, chyba cię uduszę z radości, jak już zostaniemy sami. Boże! Jak tu pięknie, Mam wrażenie, jakbym mnie żywcem przeniesiono do bajkowej scenerii - zszokowana czy urzeczona usytuowaniem, rozmiarem i zielenią czy barwnością posesji oraz okolicy, żywiołowo okazywała zachwyt nad tym, co widziała.  
          A miała co podziwiać. Posesja została usytuowana na naturalnej, poziomej półce utworzonej na łagodnym, kilkudziesięciometrowym wzniesieniu w stosunku do okolicy. Wyglądało to tak, jakby natura sama wydzieliła ten kawałek ziemi z całego wzniesienia, zapraszając do zamieszkania. Ten kto wypatrzył to i uznał, za nadającą się do zabudowy działkę, musiał dobrze znać te okolice i mieć do tego poparcie w lokalnych władzach.  
          Działka przylegała do lasu lub była jego częścią, więc aby nabyć ten kawałek ziemi, przekwalifikować go na działkę budowlaną i dostać pozwolenie na zabudowę komercyjną, trzeba było włożyć wiele wysiłku, starań i duże pieniądze, aby mogła powstać w tym miejscu taka perełka architektoniczna i wymarzone lokum, dla kogoś kochającego przyrodę, ciszę i spokój.
          Filip widząc zachwyt Tamary, sam mimowolnie ponownie odkrył piękno i urok tego miejsca, patrząc nań z wysokości tarasu. Dopiero teraz dotarło do niego, że to coś, może stać się własnością Tamary za tak małe pieniądze. Uzmysłowił sobie, że agent nieruchomości miał rację, że posesja ta jest warta znacznie więcej niż trzy miliony złotych, a dotychczasowy właściciel zaakceptował cenę, jaką zaproponował, to jest dwa miliony. Teraz patrząc z góry i mając przed oczami usytuowanie, rozmiar oraz zagospodarowanie terenu i zabudowę działki, też tego nie rozumiał.
          Nie znał personaliów właściciela, poza tym, że mieszka obecnie za granicą,  więc nie mógł wysnuć żadnych wniosków o powodach takiej a nie innej decyzji obecnego właściciela, co do ostatecznej ceny tej nieruchomości, graniczącej wręcz z filantropią. Cóż, pozostaje tylko czekać na potwierdzenie tej decyzji na piśmie wraz z odpowiednim pełnomocnictwem dla agenta, aby sfinalizować transakcję i objąć w posiadanie tę cudowną wręcz posesję.  
          Chwilę później okazało się, że podobne wątpliwości co do wartości oglądanej z wysokości tarasu posesji trapiły nie tylko jego.
- Filipie, im dłużej oglądam to wszystko, tym większe mam wątpliwości co do ceny tej nieruchomości. Cały czas wydaję mi się, że jest to zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to tylko sen i za chwilę obudzę się, a to wszystko zniknie - wyraziła swoją opinie Tamara, szczypiąc niepostrzeżenie skórę, aby sprawdzić, że to rzeczywiście jawa a nie sen.  
- Nie tylko ty masz takie wątpliwości Tamaro! Teraz kiedy uzmysławiam sobie, ile zachodu, wysiłku, starań oraz pieniędzy musiało kosztować powstanie tej posesji, to cena jaką zaproponowałem, wydaje mi się wprost absurdalna, podobnie jak to, że ten ktoś tę cenę zaakceptował. Przychodzą mi do głowy różne myśli i hipotezy na ten temat, ale na żadną nie znajduję racjonalnego potwierdzenia. Może coś wyjaśni się, kiedy poznamy personalia obecnego właściciela, nie sądzisz? Przecież to mi zakrawa na czystą filantropię kogoś, kogo nie znamy. Nie sądzę, żeby dotychczasowy właściciel nie znał rzeczywistej wartości tej posesji, tym bardziej, że sam agent ocenia jej wartość na grubo ponad trzy miliony i pewnie taką informację przekazał właścicielowi, a ten ni stąd ni zowąd akceptuje moją pierwotną propozycję ceny. Nie rozumiem tego, ale zostawmy to i cieszmy się tym, co wiemy - podsumował swoją wypowiedź Filip.  
          Kiedy skończył, Jasiu, który dotychczas zachowywał się spokojnie, zaczął kwilić, jakby wyczuł, że teraz może już dać znać o swoim istnieniu, wywołując uśmiech na ustach tak Tamary jak i Filipa.
- Tamaro, to niesamowite, ale Jaś zachowuje się tak, jakby rozumiał, kiedy może upomnieć się o zajęcie się nim - skomentował zachowanie Jasia Filip.  
- Wiem o tym już od dawna! Sama nieraz łapałam się na tym, jak on to robi, że zaczyna wiercić się i kwilić, wtedy, kiedy mogę mieć dla niego czas - odparła Tamara, wyjmując Jasia z nosidełka. Odchyliła lekko pieluszkę i powąchała, a potem sięgnęła głębiej.
- Kupy nie ma i pielucha sucha! Czyli świeże powietrze zaostrzyło mu apetyt i jest głodny - stwierdziła, oddając na chwilę Jasia Filipowi. Będąc na jego rękach, nie protestował, patrząc Filipowi w oczy i poklepując go rączkami po buzi.  
          Tamara założyła na siebie nosidełko turystyczne do karmienia i wspólnie z Filipem wsunęła w nie Jasia, przodem do siebie. Był do tego przyzwyczajony i momentalnie położył rączki na jej piersiach, klepiąc po nich rączkami.  
- Widzisz jaki cwaniaczek! Wie, po co to robię! - rozpięła bluzkę i wyciągnęła jedną z piersi. Nie musiała nic więcej robić, Jasiu momentalnie pochwycił ją rączkami i przyssał się do jej piersi. Kiedy Jasiem zajęła się mama, Basia, która dotychczas grzecznie rozglądała się wokoło przez kutą balustradę tarasu, trzymając Filipa za rękę, teraz stanęła przed nim i wyciągnęła do góry rączki. Nawet nie zastanawiał się nad tym, czy ma ją wziąć na ręce.  
          Był dokładnie zdominowany przez nią, kochając ją pewnie nie mniej niż gdyby była jego własnym dzieckiem i mała doskonale to wyczuwała. Wziął Basię na ręce, za co dostał od niej słodkiego buziaczka.
- Wujciu, czy my i ty będziemy tu mieszkać razem? - zapytała wodząc oczami po okolicy.
- No, nie wiem! To zależy od mamusi! - zażartował, tuląc małą do siebie.
- Nie rób sobie żartów z dziecka! - fuknęła na niego żartobliwie Tamara, rozczulona ich widokiem i zachowaniem Filipa.  
- Tak córeczko! Wujciu Fip wyczarował dla nas ten piękny dom i całe to bajkowe otoczenie.  
Niedługo będziemy tu razem mieszkać! Podoba ci się tutaj? - zwróciła się do córeczki.
- Bardzo mamusiu! Jest tu bardzo pięknie, tylko wujciu musi jeszcze kupić wózek, który nas będzie woził do góry - stwierdziła Basia, bo poczuła w nóżkach te kilkadziesiąt stopni, kiedy wchodziła do góry.
- Słyszysz wujciu? Wyczarowałeś pałac z bajki, to musisz wyczarować jeszcze windę do góry na tę wieżę, bo dziecko rozbolały nóżki - skwitowała ze śmiechem życzenie córki Tamara.
- Pomyślałem o tym samym, idąc z Basią do góry! - przyznał jej rację Filip.
- Szkoda marnować czas na wejście, bo to co widzimy stąd, jest warte tego, aby być tu nawet kilka razy dziennie, a nie tylko okazjonalnie - podsumował swoją wypowiedź Filip.
          Po chwili Tamara czując, że Jasiu opróżnił jej pierś, ale nadal ciągnie jak smok, sygnalizując, że ma chęć na więcej, podała mu drugą pierś. Mały żarłoczek pociągnął jeszcze przez chwilę, a potem pobawił się trochę jej sutkiem i wypuścił go z ust.  
- Ma dość, więc możemy wracać. Co prawda żal schodzić z tej wieży, tak tu pięknie, ale tak jak powiedziałeś, kiedy już tu zamieszkamy, można tu będzie bywać częściej - stwierdziła Tamara. To mówiąc, pomachała razem z Basią ręką na pożegnanie, widzianemu z tarasu otoczeniu i z Jasiem w nosidełku przy piersi, weszła do wieży i zaczęła powoli schodzić po schodach w dół, trzymając się jedną ręką, zamocowanej przy ścianie bariery, a drugą ręką trzymała za rączkę Basię.  
          Filip niósł w jednej ręce puste nosidełko samochodowe, a drugą ręką również trzymał się bariery. Zejście w dół było bardziej niebezpieczne i wymagające znacznie większej uwagi. Co prawda Filip zaproponował Tamarze, że przejmie Jasia, ale Tamara wyjaśniła mu, że po nakarmieniu, bardziej naturalną i zdrowszą dla Jasia pozycją jest pozycja wisząco-siedząca, w miękkim nosidełku turystycznym, które miała na sobie.  
          Kiedy zeszli na dół, Basia natychmiast puściła rękę mamy i pochwyciła jego rękę, tuląc się do niego, jakby go dawno nie widziała. Tamara zobaczyła to i łza zakręciła się w jej oku. Minęło już trochę czasu od śmierci męża, ale Basia na szczęście nie odczuła braku ojca, bo Filip chyba instynktownie wypełnił natychmiast tę pustkę po Andrzeju w jej serduszku.
- Filipie, nawet nie zdajesz sobie sprawy, co dzisiaj dla nas zrobiłeś i chyba nie ma w tej chwili rzeczy, której nie zrobiłabym dla ciebie, w formie podziękowania czy wdzięczności - powiedziała głosem pełnym egzaltacji, podchodząc do niego i obdarowując pocałunkiem, przepełnionym miłością i czułością.
- Czy mamy jeszcze czas aby coś jeszcze tutaj zobaczyć czy musimy już wracać? - zapytała, bo nie chciała czegokolwiek wymuszać na Filipie. To co zobaczyła, usatysfakcjonowało ją na tyle, że teraz oczekiwała tylko jednego; jak najszybszego sfinalizowania transakcji kupna tej posesji i przeprowadzenie się do tej siedziby ze swoimi dziećmi oraz z Filipem i jego synem Michałem.  
- Tamaro, możemy tu jeszcze chwilę pobyć, ale widzę po tobie, że każda chwila spędzona poza tą siedzibą, będzie dla ciebie chwilą straconą, więc chciałbym zorientować się, jak szybko mogłabyś się tutaj przeprowadzić wraz z dziećmi? Czy dobrze rozumuję Tamaro czy też za bardzo wybiegam w przód? - zwrócił się do Tamary, patrząc jej w oczy.
- Jeżeli sądzisz, że ja przeprowadziłabym tutaj bez ciebie, to nawet nie myśl o tym, bo sprawiłbyś mi tym niesamowitą przykrość. Owszem, marzę wprost o tym, żeby przeprowadzić się tutaj, ale tylko z tobą i twoim synem. Zobacz tylko jak zachowuje się wobec ciebie Basia? Ona mówi do ciebie wujek, ale uważa i traktuje cię już jak ukochanego tatusia. Zresztą sam to widzisz i czujesz, a więc załatwiaj Filipie wszystkie sprawy i czuj się już nie tylko jako mój partner w interesach, ale również jako przyszły mąż i ojciec moich dzieci - mówiąc to Tamara, nie mogła ze wzruszenia powstrzymać łez, które próbowała niepostrzeżenie zetrzeć, ale one płynęły nadal same.  
- Powiedz mi kochany jeszcze jedno; czy ktoś opiekuje się tą siedzibą? bo widzę w tym wszystkim dbałość i porządek, a przecież samo to nie robi się - zapytała Filipa, kiedy już opanowała trochę wzruszenie.  
- Oczywiście! Jest małżeństwo w średnim wieku, które od samego początku tu pracuje i zajmuje się ochroną, opieką i dbałością o siedzibę oraz o otoczenie. Od ponad pół roku, po wyjeździe właściciela tylko oni sprawują pieczę na całością. Widziałem ich już dwa razy, wyglądają na przyzwoitych, sympatycznych i solidnych ludzi. Są bezdzietni, więc mogą się bez reszty zajmować obowiązkami na tej posesji. Mieszkają w przybudówce przy budynku gospodarczym, w dwupokojowym mieszkaniu z wygodami. Zgodnie z tym co słyszałem od agenta, otrzymują oboje niezbyt wygórowane wynagrodzenie, ale są zadowoleni i z pasją zajmują się tak wnętrzem obiektu jak i jego otoczeniem. Dlatego to tak wygląda, jak sama widziałaś - Filip bez emocji wprowadził Tamarę w temat funkcjonowania siedziby, która niedługo miała stać się jej własnością.  
- Mamy jeszcze trochę czasu, więc jeżeli chcesz, możemy się z nimi spotkać nawet teraz - zaproponował Filip.    
- Dzisiaj może już nie Filipie, bo bardziej interesuje mnie teraz to, kiedy będziemy mogli przeprowadzić się tutaj! A co do nich, to myślę, że ich zatrzymamy, jeżeli oczywiście  zechcą nadal pracować tutaj z nami i współpracować, a ty co o tym sądzisz? - oświadczyła Tamara.    
- To samo co ty! Trudno by było znaleźć nam podobnych pasjonatów, ale teraz po tym, co powiedziałaś, bardzo mi się spieszy doprowadzić całą sprawę do szczęśliwego końca, więc pozwól kochanie, że odwiozę was do domu i spotkam się jeszcze dziś z agentem - oświadczył podekscytowany i jednocześnie podbudowany tym, że Tamara podziela jego rozumowanie.  
- I kolejną noc będę czekać na ciebie sama, tak? - skwitowała ze smutkiem jego słowa.  
- Powiedziałem co prawda Michałowi, że mogę dziś nie wrócić do domu, ale pomyślałem, że może odłożymy naszą wspólną noc do czasu przeprowadzki tutaj. Decyzję pozostawiam tobie kochanie - Filip nie ukrywał przed sobą, że niczego bardziej nie pragnie niż spędzenie wspólnej nocy z Tamarą, ale teraz w obliczu bliskiej przeprowadzki do nowej siedziby, którą trudno by było nazwać skromną, miałby okazję nadać temu wydarzeniu odpowiednią oprawę, którą na długo zapamiętaliby oboje.  
          Widać było, że zabił jej w ten sposób nielichego klina, bo przez chwilę obserwował, jak Tamara zmaga się sama ze sobą. W końcu podjęła decyzję, bo podniosła głowę i spojrzała mu pogodnie w oczy.
- Masz rację Filipie! Czekaliśmy na to dość długo, więc kilka dni nie zrobi różnicy. A noc spędzona tutaj w tej scenerii, na pewno będzie czymś nieporównanie ciekawszym niż noc w moim małym mieszkanku - stwierdziła sentencjonalnie, bo chęć przytulenia się w łóżku do Filipa, tkwiła w niej już od dłuższego czasu.  
- Ale przygotuj się na to, że będziemy tu przyjeżdżać codziennie, bo chwila pobytu tu, to teraz dla mnie więcej niż wyjazd w nawet najbardziej ekskluzywne miejsce - oznajmiła, nie ukrywając wzruszenia.
- Porozmawiam o tym z agentem i być może, że będę cię tu przywoził nawet na cały dzień, chyba że właściciel wyrazi zgodę na natychmiastową przeprowadzkę, o ile udało by mi się z nim porozmawiać - Filip widząc wzruszenie i nieukrywaną radość Tamary, cieszącej się  pobytem w przyszłym lokum, postanowił zrobić wszystko, aby jej to zapewnić od zaraz.
          Zebrali się więc natychmiast i po chwili byli już w drodze do domu. Dojechali w do jej mieszkania w miarę szybko i Filip po wysadzeniu Tamary i dzieci z samochodu, połączył się z agentem. Na szczęście był wolny, więc umówili się na spotkanie. Tamara widząc skupienie na twarzy Filipa, domyśliła się, jak intensywnie myśli o tym, aby jak najszybciej spełnić jej marzenie.  
- Kochany jesteś Filipie! Widzę, że cały czas myślisz, jak rozwiązać zaistniałą sytuację i urzeczywistnić moje marzenia. Kocham cię za to jeszcze więcej, a teraz jedź już i pamiętaj, że nie posesja, ale ty jesteś dla mnie najważniejszy i nie tylko dla mnie - zaśmiała się, widząc, jak Basia szarpie Filipa, chcąc się z nim pożegnać. Pożegnał się więc z obiema czułym uściskiem i buziakami, pamiętając również o Jasiu, którego pożegnał całusem w czółko.  
          Wsiadł do samochodu i po niedługiej chwili podjeżdżał na parking przed  biurem agenta. Młody, sympatyczny facet oczekiwał już na niego. Przywitali się jak starzy, dobrzy znajomi. Filip odmówił i podziękował za kawę, którą zaproponował mu agent i przyjął szklankę wody mineralnej.
- Widzę panie mecenasie, że jest pan niesamowicie podekscytowany i nawet domyślam się z jakiego powodu. Pokazał pan posesję potencjalnej klientce i ta naciska na pana, aby jak najszybciej sfinalizować transakcję kupna, aby właściciel przypadkiem nie rozmyślił się. Mam rację panie mecenasie czy jest jeszcze coś innego? - agent nie ukrywał rozbawienia zaistniałą sytuacją i zaabsorbowaną miną Filipa.  
- Nie ukrywam, że trafił pan w sedno, a że jest to już ktoś dla mnie bliski, więc rzeczywiście jestem zainteresowany szybką finalizacją transakcji kupna tej posesji, może nie do końca z powodu tego, żeby właściciel się nie rozmyślił, ale głownie z powodów osobistych i rodzinnych. Między innymi z tych właśnie powodów chciałbym porozmawiać z właścicielem lub z panem, czy byłaby możliwość przeprowadzki rodziny klientki na posesję wcześniej, przed formalnym zakończeniem transakcji kupna, na przykład po wpłaceniu w jutrzejszym dniu uzgodnionej kwoty na konto właściciela? - Filip przedstawił propozycję przyspieszenia fizycznego objęcia posesji we władanie, przed formalnym sfinalizowaniem transakcji.
- Osobiście nie widzę przeszkód przed przeprowadzką nawet w dniu jutrzejszym, a jeżeli jest coś, co skłania pana, czy pańską klientkę do szybkiej przeprowadzki, to jest możliwe, że już dzisiaj możecie państwo tam przenocować, a od jutra przeprowadzać się formalnie. Mam na to zgodę właściciela, który jakby intuicyjnie wyczuł, że taka sytuacja może mieć miejsce. A co do zapłaty, to nie ma takiej potrzeby, aby niejako w formie gwarancji, dokonywali państwo wcześniejszej wpłaty uzgodnionej kwoty. Nie wiem, czym kierował się czy kieruje się właściciel, ale wprost polecił mi ułatwiać pana klientce fizyczną realizację tej transakcji. A zgoda na wcześniejsze zamieszkanie pańskiej klientki na tej posesji, jest moim zdaniem takim ułatwieniem. Mam rozumieć, że chcecie państwo skorzystać z tego ułatwienia, tak? - agent uśmiechając się pod nosem, zachowywał się tak, jakby czytał w myślach Filipa.
- Jeżeli byłby pan tak miły, to tak - Filip zaskoczony propozycją agenta nieruchomości, nawet nie miał zamiaru obrażać się na niego, za ten nieco głupawy uśmiech i potwierdził jego pomysł, wyobrażając sobie w myśli, jak może odnieść się do tego Tamara.  
- No to mamy wszystko uzgodnione! Zaraz zadzwonię do pana Tomasza, żeby z żoną oczekiwali na państwa przyjazd przed głównym wejściem w dniu dzisiejszym za dwie - trzy godziny, może być? - zapytał już z poważną miną.  
- Oczywiście! Bardzo panu dziękuję! - Filip dziękował agentowi, ale myślami był już przy Tamarze. Ten spostrzegł, że Filip myślami jest już gdzie indziej, więc pożegnał go i życzył powodzenia oraz dobrego samopoczucia na nowym miejscu, tak klientce jak i jemu.  
          Filip wsiadł do samochodu i ruszył, bijąc się z myślami, gdzie jechać? Czy jechać po Michała, a dopiero potem do Tamary, czy najpierw do Tamary? Sam się złapał na tym, że zachowuje się jak nastolatek przed pierwszą randką. W końcu podjechał pod dom Tamary. Zadzwonił domofonem, mimo, że miał klucze od jej mieszkania. Odebrała Tamara.
- Tak, słucham! - usłyszał jej głos.
- To ja Tamaro! - odezwał się cicho, nieswoim głosem.
- O, Boże! Filip, coś się stało? - usłyszał jej okrzyk, pełen niepokoju.
- Tamaro! Nic się nie stało! Zaraz będę! - odezwał się normalnie, zły na siebie, że wywołał popłoch u Tamary. Zachowałem się jak ostatni głupiec - przebiegło mu przez myśl.
Usłyszał dźwięk zatrzasku u drzwi wejściowych, więc otworzył i wszedł. Biegiem pokonał schody od wejścia do drugiego piętra. Tamara czekała na niego w otwartych drzwiach. Widząc go całego i zdrowego, biegnącego po schodach jak nastolatek, odetchnęła z ulgą.
- Ale wyciąłeś mi numer Filipie! Myślałam, że padnę, jak usłyszałam twój tragicznie brzmiący głos! - odezwała się już spokojnie i z uśmiechem.
- Przepraszam kochanie! Sam nie wiem, co mi się stało? To chyba z radości a ..tak …w ogóle … sam nie wiem dlaczego?... - tłumaczył się faktycznie jak gówniarz, a nie jak dorosły, poważny facet.
- Filipie, spokojnie! Dobrze, że jesteś! Wchodź do środka, bo mi Basia narobi siniaków na ciele, tak się rwie do ciebie! - uspokajała Filipa, widząc, że faktycznie jest coś z nim nie tak.
- Stało się coś, że jesteś taki jakiś …jakby… nieco rozkojarzony? - zapytała z lekkim niepokojem.
- Tamaro, kochanie! Po rozmowie z agentem możemy już dziś nocować na tej posesji, a od jutra przeprowadzać się na stałe - wykrztusił z siebie informację, starając się przy tym zachować spokój. …cdn…

1 511 czyt.
100%124
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 4003 słów i 22255 znaków

Komentarze (4)

 
  • TojaPysiorka96

    TojaPysiorka96 10 sie 2018

    Już wcześniej czytałam dwie pierwsze części . Bardzo fajne opowiadanie , dające nadzieję , że zawsze jest ktoś na kogo możemy liczyć w trudnych sytuacjach. Pokazuje to też, iż czasem coś się kończy , a coś nowego, pięknego zaczyna. Daje to też do myślenia, że może gdzieś tam jest inna osoba, również dla nas przeznaczona .....bardzo fajne, ciepłe, na chłodne wieczory z lampeczka wina

  • Amina

    Amina 7 sie 2018

    Cudownie się to czyta. Dobrze, że chociaż w świecie literatury możemy się oderwać od codzienności,  problemów i chociaż przez chwilę poczuć się jak w bajce. Idealna rodzina, piękny dom w niewyobrażalnie niskiej cenie... piękne bezproblemowe życie czyli to czym każdy z nas marzy.  Wolno rozwijająca się ale ciekawa akcja, ładny język. Istotną rzeczą jest też dla mnie to, że nie ma tu wulgaryzmów i scen erotycznych . Przyznam, że tą opowiastką podsunąłeś mi pewien pomysł ale jeszcze nie wiem co z tego wyniknie.  Dalsze części będę czytać z przyjemnością i jestem ciekawa jak długo ta sielanka się utrzyma....   

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 6 sie 2018

    A mi się podoba tak jak jest. Czasami w naszym pokręconym życiu przyda się trochę sielanki. Chociażby w fikcji literackiej. Pozdrawiam

  • AnonimS

    AnonimS 6 sie 2018

    Ciekawa akcja i taka fajna rodzinka. Ciekawe jak długo będzie taka sielanka i co syn Filipa na nową mamusię. Pozdrawiam