Tamara - cz. I

     Tamara, młoda, atrakcyjna mężatka, matka uroczej trzylatki Basi i nowonarodzonego synka Jasia, przez cztery lata po ślubie z Andrzejem czuła się szczęśliwą, spełnioną kobietą. Wkrótce po ślubie zamieszkali z mężem w świeżo odnowionym, dwupokojowym mieszkaniu po babci Andrzeja, która schorowana, nie dożyła ślubu ukochanego wnuczka i w wieku sześćdziesięciu czterech lat przeniosła się do lepszego ze światów, w który szczerze i głęboko wierzyła.  
     Byli kochającym się małżeństwem i troskliwymi rodzicami dla nowonarodzonej córeczki. Oboje pracowali w polskim oddziale zagranicznej korporacji finansowej, gdzie się poznali, zakochali i postanowili pobrać się. Po urodzeniu córki, Tamara przeszła na urlop macierzyński, a Andrzej pracował nadal.  
     Będąc dobrym fachowcem i menadżerem szybko piął się po szczeblach kariery, chociaż nie zapamiętywał się w pracy, tak jak większość jego współpracowników czy kolegów. Znając świetnie dwa języki; angielski i francuski, bardzo często był delegowany przez zarząd korporacji do załatwiania spraw czy rozwiązywania problemów w innych oddziałach czy centrali korporacji, tak w kraju jak i za granicą.  
     Wtedy Tamara czuła się naprawdę nieszczęśliwa, jeżeli nieobecność męża w domu trwała dłużej niż dwa, trzy dni. A sytuacje takie zaczęły zdarzać się coraz częściej wraz z rozwojem kariery Andrzeja i awansami na wyższe stanowiska. Andrzej starał się wynagradzać żonie swoje nieobecności w domu, czy to wyręczaniem jej w zajmowaniu się córeczką i przejmowaniem wszystkich obowiązków w chwilach, które spędzał w domu, nie mówiąc o obowiązkach uczuciowych czy spełnianiem jej wszystkich fantazji związanych z seksem i pożyciem małżeńskim.
     W takich to chwilach zostało poczęte kolejne dziecko w ich małżeństwie. Basia skończyła właśnie drugi roczek życia, więc oboje cieszyli się, że będzie rozwijać się lepiej w towarzystwie drugiego dziecka niż gdyby pozostała jedynaczką. Kiedy więc urodził się Jaś, ich radość nie miała końca. Niestety, los sprawił, że ich plany na długie, szczęśliwe, wspólne życie nigdy nie miały spełnić się.
      Andrzej, który lubił jeździć w delegacje na terenie Polski własnym, komfortowym samochodem marki BMW, w czasie takiego właśnie wyjazdu (preferował szczególnie jazdę nocną) uległ wypadkowi, który co prawda przeżył, ale będąc w stanie krytycznym, zmarł na stole operacyjnym. Stojąc w korku przy dojeździe do jednego z większych miast, został staranowany przez TIR'a, którego kierowca prawdopodobnie zasnął za kierownicą.  
     Szczęśliwe życie Tamary legło w gruzach. Nie zdążyła nawet dojechać do szpitala, w którym operowano męża. Tylko dzięki pomocy własnej i Andrzeja rodziny udało jej się jakoś pozbierać, pochować męża i rozważyć na spokojnie, jak ustawić swoje dalsze życie.  
     Wtedy też poznała bliżej dalszego kuzyna Andrzeja, Filipa, którego przed tragiczną śmiercią męża kilkakrotnie widywała przelotnie w czasie wizyt u kogoś w rodzinie zmarłego męża, ale ich kontakty były więcej niż przelotne.  
     Teraz Filip okazał się najlepszym terapeutą i podporą w psychicznym pozbieraniu się po śmierci ukochanego męża. Odnajdywała też w nim jakieś podobieństwo do Andrzeja, chociaż Filip był od Andrzeja znacznie starszy. Otoczył Tamarę i jej dzieci opieką, jakiej nie spodziewała się od krewnego zmarłego męża.  
     To on sprawdzając stan i ewentualne zabezpieczenie finansowe Tamary odkrył, że Andrzej nie pozostawił nic przypadkowi i zajmując eksponowane stanowisko w firmie wymógł na zarządzie korporacji, w której oboje pracowali, ufundowanie polisy ubezpieczeniowej w towarzystwie ubezpieczeniowym, wchodzącym w skład korporacji  na dość wysoką sumę dla swojej rodziny na wypadek jego śmierci.
      Ponadto sam również ubezpieczył się dodatkowo na wypadek śmierci w zaprzyjaźnionym towarzystwie ubezpieczeniowym. W sumie obie polisy po jego śmierci opiewały na wysoką sumę ponad pięciu milionów złotych, co oznaczało, że przyszłość Tamary i jej dzieci była zabezpieczona na wysokim poziomie, tym bardziej, że wypadek Andrzeja miał miejsce w trakcie wyjazdu i czynności zawodowych, więc dodatkowo przyznano dzieciom Andrzeja i Tamary stosunkowo wysokie renty rodzinne do czasu uzyskania przez nie samodzielności życiowej i finansowej.
      Inaczej mówiąc, Andrzej zza grobu zadbał o przyszłość swojej rodziny i zapewnił żonie więcej niż odpowiednie warunki do opieki nad dziećmi po swojej nagłej, niespodziewanej śmierci. Dysponując taką sumą, na początek należało pomyśleć o zmianie mieszkania, bo małe, dwupokojowe mieszkanie w bloku nie stwarzało odpowiednich warunków mieszkalnych dla trzyosobowej rodziny.  
     Tamara po śmierci męża nie miała na razie do tego głowy, a tym bardziej czasu, bo dwoje małych dzieci wymagało szczególnej uwagi z jej strony. Filip zaproponował więc, że sam się tym zajmie i przygotuje wszystko tak, że pozostanie jej tylko podjąć decyzję co do lokalizacji i ewentualnego wyboru samego lokum na podstawie dokumentacji fotograficznej robionej na bieżąco w trakcie całego procesu przygotowania i finalizowania potencjalnej transakcji.  
     Tamara wdzięczna Filipowi za jego pomoc, zgadzała się na wszystko, tym bardziej, że Filip był prawnikiem, posiadał własną kancelarię adwokacką i specjalizował się w sprawach spadkowych oraz rodzinnych, więc posiadał rozeznanie i doświadczenie w sprawach związanych z nieruchomościami.  
     Filip w kontaktach z Tamarą utrzymywał odpowiedni dystans, widząc, jak przeżywała utratę ukochanego męża, lecz w miarę upływu czasu dawał jej odczuć, że bardzo mu się podoba jako kobieta i czuła matka dla swoich dzieci.  
     Początkowo Tamara nie zwracała na to uwagi, a wiedząc o tym, że Filip jest żonaty, przyjmowała jego pomoc i opiekę z wdzięcznością bez żadnych podtekstów uczuciowych. Traktowała po prostu Filipa jako kuzyna zmarłego męża i najlepszego przyjaciela, który bezinteresownie pospieszył jej z pomocą w obliczu nieszczęścia, które ją dotknęło.
      Czas jednak robił swoje i Tamara mając w pamięci zmarłego tragicznie Andrzeja, musiała zacząć myśleć o przyszłości własnej i swoich dzieci. Zabezpieczenie finansowe, które zapewnił jej zmarły mąż, dawało jej solidne oparcie i solidną podbudowę na przyszłość.  
     Należało je tylko we właściwy sposób wykorzystać. Była finansistką, więc zaczęła rozważać i brać pod uwagę wszelkie związane z tym opcje i warianty rozwiązań. Przyłapała się w końcu na tym, że we wszystkich rozważaniach na temat w jaki sposób wykorzystać, będące do jej dyspozycji pieniądze, jako czołowa postać, która może jej doradzić i podpowiedzieć właściwe rozwiązanie, był Filip.  
     Wtedy dotarło do niej i uzmysłowiła sobie, że gdy większość rodziny tak z jej strony czy ze strony męża, po jego nagłej śmierci wspierała ją głównie duchowo słowami otuchy czy pocieszenia, to jedyną osobą, która ją wsparła (duchowo też), ale przede wszystkim realną pomocą w postaci przejęcia i faktycznego załatwienia wszelkich spraw związanych z pogrzebem, a następnie uzyskaniem wszelkich niezbędnych informacji o stanie majątkowym i zabezpieczenia na przyszłość był Filip.  
     To nie kto inny jak tylko Filip zostawał z nią w domu, gdy inni wynosili się po cichu, a ona użalała się nad sobą i swoim nieszczęściem, wylewając przy tym morze łez. To nie kto inny jak Filip przytulał ją i wysłuchiwał jej słów rozpaczy, wyrażając przy tym swoje myśli;  
- Wiem maleńka, co przeżywasz! Płacz kuzyneczko, płacz! Łzy leczą serca rany, a twoje są bardzo głębokie. Wiem, jak bardzo go kochałaś! On teraz patrzy na ciebie gdzieś tam z góry i pewnie sam też czuje twoją straszną krzywdę. Płacz maleńka, płacz! Wypłacz ten ból, bo inaczej rozsadzi ci serce! Płacz Tamaro i myśl, że masz dwoje ślicznych dzieciaczków, dla których warto żyć! Wypłacz się i żyj, bo masz dla kogo żyć! Andrzej też chciałby, żebyś była szczęśliwa, więc wypłacz ten ból i żyj szczęśliwie! Życzę ci tego z całego serca, bo szczęście twoje z Andrzejem było krótkie, a ty zasługujesz na długie, szczęśliwe lata życia.  
     Po odtworzeniu w umyśle tych wszystkich zdarzeń, Tamara zaczęła zastanawiać się, co było powodem, że prawie obcy dla niej mężczyzna, znany tylko z przelotnych kontaktów, tak bardzo zaangażował się w udzielanie pomocy i wsparcia dla wdowy po kuzynie.
      Analizując na spokojnie swoje ostatnie kontakty z Filipem, doszła do wniosku, że jest on po prostu dobrym i uczynnym człowiekiem, więc pewnie gdyby komuś innemu z rodziny przytrafiło się podobne nieszczęście, otrzymałby od Filipa podobną pomoc.  
     Po drugie; jest kobietą z dwojgiem dzieci, a Filip lubi dzieci, o czym przekonała się niejednokrotnie, widząc jak zajmuje się jej córeczką i jak potrafi obchodzić się z niemowlętami pokroju Jasia, urodzonego niespełna kilka tygodni temu.  
     Kiedy ona roztrzęsiona, nieszczęśliwa każdą komórką swojego ciała nie była w stanie wykąpać niemowlaka czy córeczki, bez względu czy oprócz niego był jeszcze ktoś z rodziny obecny, to on najbardziej angażował się w pomaganiu jej w tych czynnościach, załatwiania niezbędnych zakupów czy nawet w zmywaniu naczyń czy sprzątaniu mieszkania.  
     Czynił to jakby był domownikiem z pełnymi prawami i obowiązkami, nie czekając na słowa jakiejkolwiek zachęty z jej czy innej strony. Przypomniała sobie słowa matki, wypowiedziane pewnego razu;
- Tamaro, jak to stało się, że Filip stał się dla ciebie taki uczynny i przyjacielski, jak nikt z naszej czy Andrzeja rodziny? Czy jest lub było już przed śmiercią Andrzeja między wami coś, co mogłoby ten stan rzeczy tłumaczyć? - zapytała rzeczowo córkę.
- Mamo, przysięgam ci, że nic nas nie łączyło, ani nie łączy! Sama nie wiem, czemu zawdzięczam to wszystko, co on robi dla mnie i dla moich dzieci. Przecież my tak naprawdę nie znaliśmy się. Spotykaliśmy się z nim sporadycznie, przy okazji jakiś rodzinnych spotkań i to wszystko. Przed śmiercią Andrzeja zamieniliśmy ze sobą raptem parę grzecznościowych słów. Dopiero po śmierci Andrzeja ta znajomość zaktywizowała się i to za jego przyczyną. Sama wiesz, że bez niego nie dałabym rady uporać się z tym wszystkim. Owszem, wy wszyscy pomagaliście mi, jak tylko było to możliwe, ale były chwile, że zostawałam sama, a on był przy mnie i ze mną. Czułam się przy nim tak samo bezpieczna, jak przy Andrzeju, pozwolił mi też przytulać się i wypłakiwać swoje żale na swoim ramieniu, ale bez żadnych podtekstów uczuciowych, zachowując się w sposób naturalny i przyjacielski. Ja w ogóle nie myślę o nim jak o mężczyźnie, ale że uważam go za najlepszego przyjaciela, to jest to faktem niezaprzeczalnym.
- A czy wiesz też, że on z żoną jest w separacji? Podobno zanosi się na rozwód i to głównie z jej powodu. Od kilku dobrych lat ma kogoś, a on dla dobra dzieci znosił to wszystko, bo nie chciał, żeby dzieci nie miały matki czy ojca. To pewnie dlatego tak bardzo zaangażował się w niesieniu ci pomocy, a do tego pewnie interesujesz go też jako kobieta. Szkoda tylko, że jest pomiędzy wami taka duża różnica wieku - dodała, obserwując reakcję córki.
- Mamo, na razie o tym nie myślę! A co do różnicy wieku, to znam kogoś, kto ma męża starszego od siebie o wiele więcej lat, niż dzieli Filipa i mnie.
- Co nie znaczy, że masz się wzorować na mnie! Twój tata to była moja pierwsza i jak na razie jedyna miłość.
- Powiedziałam, że na razie za wcześnie jest, abym myślała o mężczyznach, ale jeżeli do tego dojdzie, to oświadczam ci, że jeżeli Filip będzie mną zainteresowany i będzie wolny, to nawet pięć minut nie będę zastanawiała się, czy wyjść za niego. Filip według mnie to uosobienie marzeń każdej kobiety, która chce mieć dobrego męża i ojca dla ich dzieci. Wiesz jak kochałam Andrzeja, ale Filip swoim spokojem, dojrzałością, troskliwością i czułością przebija wszystkich mężczyzn, których znam. Jeżeli dojrzeję do tego aby być z kimś, to jeżeli tylko będzie wolny i mnie zechce, to tym kimś będzie Filip.
- Dobrze córuś, nie mówmy więc o tym, jeżeli nie chcesz, ale chcę ci uzmysłowić, że masz dwoje dzieci i dobrze by było, gdyby oprócz ciebie miały też tatę, więc przemyśl na spokojnie czy aby nie mam racji.
     Nie musiała jej o tym przypominać, bo w miarę upływu czasu, ból po utracie Andrzeja powoli ustępował i często zostając sama w domu, łapała się na tym, że ta samotność zaczęła ją uwierać. Filip co prawda załatwił jej pomoc, w postaci dochodzącej na kilka godzin dziennie do pomocy przy Jasiu, pielęgniarki, co znacznie ułatwiało jej opiekę, ale gdy zaproponował jej załatwienie stałej pomocy, prosiła go, żeby tego nie robił, chcąc mieć więcej prywatności w domu, a właściwie to z obawy, że w ten sposób może uznać się za niepotrzebnego i tym samym ograniczyć swoje wizyty czy pomoc.  
     Zauważyła też coś więcej; jej córeczka Basia wprost przepadała za Filipem i z chwilą gdy pojawiał się u nich, nie opuszczała go ani na krok. Filip jakby w rewanżu okazywał jej też dużo uczucia, tak więc mała miała na bieżąco zaspokajane potrzeby przebywania z mężczyzną, przez co zacierały jej się wspomnienia związane z nieżyjącym ojcem Andrzejem.
      Z tego też względu myśli Tamary zaczęły coraz częściej krążyć wokół osoby Filipa i z coraz większą ciekawością interesowała się sprawami związanymi z małżeństwem Filipa, chociaż jeszcze ani razu nie padło między nimi jakiekolwiek słowo o separacji czy rozpadzie jego małżeństwa.  
     Minęło kilka tygodni od śmierci Andrzeja. Filip zachowując się prawie jak członek rodziny, nadal bywał codziennie z wizytami w mieszkaniu Tamary, których długość trwała różnie, w zależności od pory dnia i jego zajęć. Był zawsze witany jak długo oczekiwany gość, tak przez Tamarę jak i jej córeczkę.  
     Basia zresztą nie ukrywała, że wujek Filip jest dla niej czymś więcej niż zwykłym wujkiem, przylepiając się do niego od chwili przekroczenia przez niego progu ich mieszkania i zawsze żegnając się z nim z nieukrywanym żalem czy widocznym rozczarowaniem.
- Wujciu, a dlaczego ty już musisz iść? Basia będzie bardzo smutna - mówiła z łezkami w swoich modrych ślepkach, obcałowując go na pożegnanie po całej buzi. Widać było, że i jemu nie jest łatwo żegnać się z małą. I nie tylko z małą.  
     Żegnając się z Tamarą, też miał problemy, bo przyjacielskie "cześć" wypowiadał z coraz większą trudnością, tak samo jak puszczanie jej dłoni, czego również i Tamara mu nie ułatwiała, bo coraz dłużej i mocniej ją ściskała.  
     Po którymś dniu, kiedy zabawił u nich dłużej i rozstanie trochę przeciągało się, a Basia spała w swoim pokoju, uśpiona przez  Filipa, odłożyła śpiącego, trzymanego na rękach Jasia do łóżeczka, podeszła do niego i obejmując z czułością jego twarz złożyła na jego wargach głęboki i mocny pocałunek.  
- Filip, myślę, że najwyższy już czas aby podziękować ci za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś i robisz. Wiedz, że pamiętam to wszystko i jeśli tylko Bóg da, postaram się ci to wszystko wynagrodzić. Wiedz też, że jesteś tutaj mile widziany i kochany. Wiem też, że podobno masz jakieś problemy, jak dojrzejesz do tego, opowiesz mi o tym tak samo, jak ja opowiadałam ci o mojej rozpaczy i nieszczęściu, które mnie spotkało. Chciałabym być ci taką samą podporą, jaką ty byłeś i jesteś dla mnie, a także dla moich dzieci. A teraz idź już, bo za chwilę rozbeczę się, a nie chciałabym abyś rozczulał się nade mną.
Filip na jej słowa objął ją i oddał z czułością pocałunek.
- Maleńka moja, nic mi nie jesteś winna. To ja powinienem ci podziękować, że tolerowałaś mnie takiego, jakim byłem i jestem. Nawet nie wiesz, jak mi pomogłaś przez to, że pozwoliłaś  i przyjmowałaś moją pomoc, że nie odrzucałaś mnie, mimo, że cały twój dotychczasowy świat zawalił się w straszny, nagły, niezapowiedziany sposób. Byłem przecież prawie obcym człowiekiem dla ciebie, a ty zaufałaś mi i oddałaś swój los w moje ręce bez słowa. Moja maleńka, to ty jesteś moim szczęściem i podporą, a nie odwrotnie. Moje problemy małżeńskie, to nic w porównaniu z tym, co ciebie spotkało. A przez to, że pozwoliłaś mi się zbliżyć i uczestniczyć w twoim nieszczęściu, było dla mnie balsamem i pozwalało zapomnieć o moich małych w porównaniu z twoimi, problemach.  
      Zrozumiała, że nadawali na tych samych falach i była mu wdzięczna, że w tak prosty sposób uświadomił jej, jak bardzo mu na niej zależy. Nic nie mówiąc, objęła go i zatopiła swoje usta w jego wargach, wtulając się w niego, jak tylko było to możliwe. Nie pozostał jej dłużny i tak trwali w uścisku przez dłuższą chwilę.
- Jeżeli nie musisz wracać do domu, to zostań. Mamy sobie tyle do opowiedzenia - powiedziała z czułością, nie wypuszczając go z objęć.
- Tamaro, nawet nie wiesz jak bardzo chętnie zostałbym z tobą, ale nie dzisiaj. Nic nie powiedziałem Michałowi, że mogę nie wrócić, więc muszę wrócić do domu. On ma dopiero dwanaście lat i bardzo przeżywa nasze problemy rodzinne. Bardzo kocha matkę i chociaż wie, że nie jest to moja wina, widzę, że ma do mnie żal, że to się dzieje. Do matki zresztą też. Córka Grażyna jest już dorosłą dziewczyną i doskonale wie, kto ponosi winę za rozpad naszej rodziny, ale Michał to jeszcze dziecko, a ponad to, staraliśmy się zachowywać tak, aby mu oszczędzić brutalnego wyrwania go ze świata dziecięcego szczęścia i pozbawiać go złudzeń szczęśliwej rodziny. Dlatego między innymi Małgorzata nie wyprowadziła się z domu i udajemy normalną rodzinę, ale jest w zaawansowanej ciąży i sytuacja dojrzała do tego, że musimy z Michałem porozmawiać z kim ewentualnie będzie chciał zostać, bo Gosia chce przeprowadzić się do swojego partnera.  
- A ty co zrobisz, gdy Michał wybierze matkę? - zapytała z zatroskaniem Tamara.
- Nie będę mu stawał na drodze, ale wiem, że Małgorzata wolałaby jednak mieć wolną rękę, a poza tym Michał nie przepada za Karolem, jej partnerem, a tamten to odwzajemnia. Więc żal mi chłopca, bo kocha matkę i kocha mnie. Nie będzie miał łatwego wyboru, ale go uszanuję, obojętnie na co się zdecyduje.  
- Jak daleko zaawansowane są sprawy z zamianą mieszkania? - zapytała nieoczekiwanie Tamara.
- Wynikły poważne komplikacje, bo właściciele nie uzgodnili do końca swoich zamierzeń, więc mam zamiar odstąpić od transakcji, co oznacza, że trzeba zaczynać wszystko od nowa.    
- To dobrze się składa, bo musimy omówić to od nowa. Powiedz mi, jeżeli rozwiążecie sprawę rozejścia się z żoną, a Michał zdecyduje się pozostać z tobą, to gdzie będziecie mieszkali?
- Na razie o tym nie myślałem, ale nasze mieszkanie obiecałem córce i jej chłopakowi. Pewnie wynajmę jakieś mieszkanie, a gdzie, to będzie zależeć od wyboru Michała.
- A co powiedziałbyś, gdybym zaproponowała kupno domu dla sporej rodziny, najchętniej dwu poziomego. Na dole na przykład byłby duży salon, kuchnia, pokój gościnny, łazienka, pomieszczenie gospodarcze na kocioł grzewczy, a na górze cztery-pięć pokoi, w tym duża sypialnia, duża łazienka z jacuzzi, garderoba oraz razem lub osobno 2 garaże, a nad nimi taras. Co o tym sądzisz?  
- Od tej strony cię nie znałem. Przecież jesteś finansistą, a nie architektem, a przedstawiłaś projekt domu w sposób bardzo fachowy. Tylko po co ci tak rozbudowany dom?
- To policz; nas trójka, ty z Michałem plus jakiś gość plus coś tam, to taki dom w sam raz dla nas, nie sądzisz? - zapytała kokieteryjnym tonem z uśmiechem w kącikach ust.
- Tamaro! Miło mi, że nas uwzględniasz, ale taki dom to sporo kasy, tego nie uwzględniałem w żadnych planach ani zamierzeniach związanych z tobą i twoimi dziećmi.  
- Ćiii....Na szczęściu nie ma co oszczędzać. Nawet jak teraz Michał zdecyduje się zostać z matką, to przecież będzie cię odwiedzał. Na pewno będzie mu miło, jak będzie wiedział, że pokój przy tacie na niego czeka.  
Spoglądał na nią badawczym spojrzeniem, w którym wyczytała też dużo czułości. Był przy tym niewątpliwie bardzo zaskoczony realizmem Tamary, która bez kluczenia, podchodów, dała mu jasno do zrozumienia, że wiąże przyszłość swoją i swoich dzieci z nim oraz z jego synem.
- To całkowicie zmienia postać rzeczy, więc przemyśl wszystko na spokojnie i jeśli dalej będziesz zdecydowana, to powiesz mi jaka lokalizacja i jaki rodzaj domu cię interesuje, Ok?
- Filip, tak na prawdę jest mi to obojętne. Chciałabym, abyś kierował się swoim interesem, bo to ty prowadzisz kancelarię i dla ciebie odpowiednia lokalizacja jest bardziej konieczna niż dla mnie. Dlatego korzystaj i rozporządzaj moimi funduszami, tak jakby były również twoimi i wybierz taki dom, który zabezpieczy nie tylko nasze potrzeby mieszkalne, ale również i twoje interesy. Mam tu na myśli ewentualne pomieszczenie na twoją kancelarię.
- Maleńka ty moja! Cieszy mnie twoje zaufanie do mnie i jeżeli rozważasz sprawę kancelarii prawniczej, to i ja mam dla ciebie propozycję. Ja jestem prawnikiem, ty finansistą, więc połączmy nasze siły i stwórzmy coś w rodzaju tandemu, zajmującego się sprawami prawno-finansowymi, na które według mojego rozeznania jest bardzo duże zapotrzebowanie. Ty mając małe dzieci, będziesz mogła pracować w domu, łącząc w ten sposób wychowywanie maluszków z pracą zawodową. Przemyśl to Tamaro na spokojnie i kiedy uznasz, że jest to warte rozważenia, dasz mi odpowiedź.
- Nie mam zamiaru zastanawiać się na spokojnie, jak to powiedziałeś, nad tym "czymś". Jestem na "tak", więc panie mecenasie i przyszły prezesie spółki, opracuj na spokojnie ramy takiego działania i weźmiemy się do roboty. W jej głosie zabrzmiał taki entuzjazm, że Filip aż zamrugał oczami, zaskoczony jej zgodą na "coś", co urodziło się w jego głowie przed chwilą.  
- Tamaro, maleńka moja! Zaskakujesz mnie, ale spodziewałem się tego po tobie. Nie należysz do tych kobiet, którym można tłumaczyć i wyjaśniać sprawę godzinami, a one i tak skwitują to słowami; "wiesz co, może porozmawiamy o tym później, ja muszę to jeszcze przemyśleć i zastanowić się", ty chwytasz sprawy w locie. Dobrze więc, postaram się nie zawieść cię i możliwie szybko przygotować z grubsza założenia działalności dla naszej spółki oraz lokalizację wraz ze wstępnym projektem siedziby spółki i domu. Mam w związku z tym tylko jeszcze jedno pytanie; w jakich ramach finansowych mam poruszać się? Cały twój fundusz finansowy z polis ubezpieczeniowych to kwota ok. 5,3 mln zł i uważam, że jeżeli założymy wstępną lokalizację domu poza centrum, to można będzie kupić lub wybudować dom w przyzwoitym standardzie za sumę poniżej 2 mln zł. Czy według ciebie Tamaro jest to założenie możliwe do przyjęcia?
- Filipie, mimo, że jestem finansistką, to nie orientuję się specjalnie w cenach nieruchomości, więc zostawiam ci swobodę wyboru co do lokalizacji, standardu i ceny naszego lokum i możesz spokojnie przyjąć ramy finansowe do 3 mln zł, jeżeli taka będzie potrzeba. Dzięki Andrzejowi i jego roztropności mamy środki, które pozwalają bezpiecznie i wygodnie żyć. On tego chciałby, więc korzystajmy z tego bez zbędnych czy koniecznych ograniczeń. Mam nadzieję, że to nam pozwoli w miarę wygodnie żyć i pracować, abyśmy i my, a także nasze dzieci czuli się szczęśliwi, korzystając z tych pieniędzy.
     Filip popatrzył na Tamarę tym swoim szczególnym spojrzeniem, w którym mogła wyczytać podziw, szczerość i nie udawane uczucie jakie do niej żywił. Ponieważ zaczęła odczuwać to samo w stosunku do niego, objęła go i przytuliła się do niego, składając na jego ustach wiele mówiący, przepełniony uczuciem pocałunek.  
- Jedź już do domu, bo za chwilę cię nie wypuszczę, ale to ostatni raz i tylko ze względu na twojego syna. Jutro zaplanuj to tak, abyś mógł zostać i pomyśl, abyś jak najszybciej z nami zamieszkał. Jeżeli Michał zdecyduje się zamieszkać z tobą, to kupimy na razie piętrowe łóżko i będzie sypiał z Basią, a Jasiu z nami. Pomyśl o tym i o mnie też. A teraz idź już. Pocałowała go na pożegnanie i odprowadziła do drzwi. Na moment przywarła jeszcze raz do niego, pocałowała i wypchnęła za drzwi. Poczekała aż jego kroki ucichną i podeszła do łóżeczka, gdzie jej synek słodko spał.
Będziesz miał dobrego tatusia, syneczku! - pomyślała, patrząc z miłością na śpiące dziecko.
Zrobiła wieczorną toaletę i położyła się spać, a jej myśli krążyły wokół Filipa. Zaczęła wyobrażać sobie, jak to będzie, gdy zdecyduje się zamieszkać z nimi, obojętnie, sam czy z synem, Wiedziała, że na tym mężczyźnie może polegać, podobnie jak na nieżyjącym mężu.
W końcu Morfeusz zagarnął ją w swoje objęcia.  …cdn…  

1 636 czyt.
100%7
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 4639 słów i 25673 znaków

Dodaj komentarz