Tamara - cz. V

Tamara też nie czekała i sama podeszła do Małgorzaty, aby pożegnać się z nią.
- Do widzenia pani Małgorzato. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz się zobaczymy. Co do Michała, to też pani może być spokojna. Zadbamy oboje z Filipem, aby nie działa mu się żadna krzywda i aby nie zapomniał, że ma mamę, która go kocha. Będziemy w kontakcie, abyście  mogli widywać się tak często, jak się da. Być może i pani partner zaakceptuje z czasem Michała, więc będzie jeszcze łatwiej o kontakty. Podobnie jak Filip, życzę tak pani, jak i wam obojgu szczęścia i niech wam się układa jak najlepiej - Tamara szczerze i z prawdziwą sympatią do Małgorzaty pożegnała się z nią, życząc jej jak najlepiej. Już bez żadnych ubocznych myśli objęły się nawzajem i obdarzyły serdecznymi buziakami na pożegnanie, nawzajem życząc sobie szczęścia w życiu. Tamara poprosiła jeszcze do siebie Basię, aby pożegnała się i ona z ciocią Gosią, co mała z radością uczyniła.
          Widząc serdeczność pożegnania Tamary i Basi z mamą, Michał też przełamał się wewnętrznie. Podszedł do mamy i obejmując ją jak Tamarę, przytulił się do niej, całując serdecznie buziakami w policzki. Małgorzata nie wytrzymała, Szybko odwróciła głowę i zalała się łzami, zaciskając mocno usta, aby nie rozpłakać się w głos.  
          Filip zobaczył, co dzieje się z Małgorzatą, nie chcąc przedłużać tych smutnych i przykrych dla żony chwil, rzucił hasło do wsiadania do samochodu. Sam chwycił torbę z rzeczami Michała i ulokował w bagażniku.  
          Tamara tymczasem sprawdziła stan pieluchy Jasia i niestety była pełna. Wyciągnęła koc z bagażnika i rozścieliła na masce samochodu, a potem szybko i sprawnie przewinęła Jasia, wycierając go dokładnie ściereczkami, temperując przy tym jego zapędy, kiedy jak żywe sreberko rzucał się po masce, grając z mamą w swoją niemowlęcą grę, związaną z przewijaniem. Tamara miała to już jednak opanowane do perfekcji i z reguły Jaś przegrywał z mamą, zwłaszcza wtedy, kiedy nie miała dla niego zbyt wiele czasu.  
          Wyczuła ponadto, że Jaś może być głodny lub spragniony, bo  wyraźnie sygnalizował jej, że coś by z chęcią przekąsił. Nie chciała jednak tego robić przed jazdą, więc wyciągnęła tylko buteleczkę z chłodną herbatką i dała mu pociągnąć kilka łyków. Buntował się lekko, bo chciał mleczka, a nie wody, ale że chciało mu się także pić, więc pociągnął porządnie kilka łyków.  
          Musiało mu to wystarczyć, więc nie przedłużali dalszego pobytu i ruszyli w drogę, machając Małgorzacie na pożegnanie. Przejeżdżając obok supermarketu Filip zjechał na parking.
- Przepraszam Tamaro, że nie zapytałem wcześniej, ale może moglibyśmy zaopatrzyć się tutaj w niezbędne wiktuały na dziś i na jutrzejsze śniadanie - zwrócił się do Tamary.
- Prawdę mówiąc, to nie pomyślałam o tym, ale masz rację. Nie tylko możemy, ale powinniśmy zrobić tu zakupy - potwierdziła jego pomysł. Podszedł do drzwi i pomógł jej wysiąść z samochodu. Michał również wysiadł i podszedł do drzwi, gdzie siedziała Basia i uwolnił ją z fotelika, a potem podał jej rękę.  
          Pochwyciła ją i wysiadła z samochodu. Przez chwilę zastanawiała się, ale po chwili ponownie chwyciła go za rękę, widząc, że wujcio pomaga mamusi. Filip zamknął samochód i razem ruszyli w stronę sklepu. Wzięli wózek i Filip rozejrzał się za Basią, która zwykle jeździła po sklepie na wózku. Mała, która bacznie go obserwowała, puściła Michała i podbiegła do niego. Posadził ją.
- Tato, mogę ja jechać wózkiem? - zwrócił się Michał do Filipa.  
- Oczywiście, tylko zapytaj Basi? - podpowiedział synowi. Odpowiadało mu, że syn ponownie poczuł się jak w rodzinie i chciał, żeby i z Basią nawiązał rodzinne więzi.  
- Basiu, mogę cię wozić tym wózkiem? - zwrócił się Michał do małej.
- Tak..! - Basia z nieukrywanym aplauzem zaakceptowała go jako członka rodziny. Michał  zabawił się więc w kierowcę wózka i podjeżdżał z Basią po kolejne produkty, które wybierała Tamara czy Filip. Kiedy wybrali już wszystkie potrzebne produkty, Filip podszedł do stoiska z napojami i poszukał musującego napoju imitującego bezalkoholowego szampana dla dzieci oraz szampana właściwego, po czym udał się na stoisko ze świecami.  
          Wybrał dwie świece i chciał jeszcze poszukać podstawek do nich, ale Tamara ponagliła go, że Jaś jest coraz bardziej głodny i niecierpliwy, a nie chciała karmić go przed dalszą jazdą samochodem. Zrezygnował więc z dalszych poszukiwań i udali się do kasy. Podeszli do kas samoobsługowych i udało im się w miarę szybko uregulować należność za zakupione produkty. Przełożyli do samochodu kupione produkty i po chwili ponownie znaleźli się na drodze. Było to już po popołudniowym szczycie, więc dojechali na posesję w miarę szybko. Po zjechaniu z publicznej drogi znaleźli się na prywatnej drodze dojazdowej  prowadzącej do posesji, Michał siedząc na przednim siedzeniu, obok taty, które mu wspaniałomyślnie odstąpiła Tamara, bacznie i z dużym zainteresowaniem rozglądał się wokoło, zastanawiając się pewnie, gdzie ten tata z ciocią go wywożą. Droga cały czas wznosiła się do góry i w pewnej chwili minęli bramę w ogrodzeniu, a następnie mostek nad potokiem, a właściwie nad cienką strużką wody, która sączyła się od strony wzniesienia i lasu.  
- Tato, gdzie my jesteśmy i co oznacza ta brama czy ogrodzenie? - Michał nie wytrzymał i w końcu zapytał ojca, gdzie znajdują się i skąd wzięło się to ogrodzenie.
- No cóż, ogrodzenie zwykle coś ogradza, jak sama nazwa wskazuje. A to, co widzisz synu,  ogradza właśnie działkę, na której stoi przyszły dom cioci Tamary. A to po czym jedziemy, to droga dojazdowa do tego domu. Co jeszcze chcesz wiedzieć synu? - Filip nieco w żartobliwy,  może niezbyt elegancki sposób, zaczął wyjaśniać synowi, gdzie i po co jadą.  
- Filipie, nie rób sobie żartów z własnego syna! - fuknęła na niego z tyłu Tamara.
- Michale, jesteśmy na obrzeżach naszego miasta i dojeżdżamy właśnie do naszego domu czy chałupy, jak niektórzy nazywają takie domy. A to ogrodzenie zrobione jest po to, żeby zaznaczyć, że ta działka jest prywatna i osoby nie zaproszone, nie powinny wchodzić czy wjeżdżać na ten teren - Tamara w prosty sposób próbowała wytłumaczyć swojemu przyszłemu pasierbowi to, co komentował przed chwilą żartobliwie jego ojciec.
- Ciociu, nie przejmuj się tatą! On zawsze w ten sposób rozmawia ze mną, więc mnie to nie dziwi. Chce mnie w ten sposób edukować, bo zwykle po takiej rozmowie, szukam w internecie wyjaśnienia na dany temat i znajduję znacznie więcej informacji, niż chciałbym wiedzieć - Michał wyjaśnił Tamarze, w jaki sposób ojciec zachęca go do pogłębiania swojej wiedzy na różne tematy.
- Może to i jest niezła metoda! - skwitowała krótko Tamara. Dojechali do budynku i Filip, tak jak poprzednio, zatrzymał się przed głównym wejściem. Na tarasie czekało już na nich zapowiedziane małżeństwo, opiekunowie posesji, pan Tomasz z żoną.  
- Tamaro, aby nie było nieporozumień, ty ich powitasz, jako przyszła właścicielka posesji, bo prawdopodobnie agent przekazał im, kto jest kim pośród nas, a ja zajmę się dziećmi - Filip nie chciał, aby czekający na nich opiekunowie, odnieśli wrażenie, że jest szarą eminencją w ich związku. Tamara żachnęła się nieco na niego, za jego wypowiedź, ale Filip gestem pokazał jej, że nie będzie jej wyręczał, nie pozostawiając jej wyboru i stawiając przed faktem dokonanym. Kiedy więc Tamara i Filip wysiedli z samochodu, małżonkowie podnieśli się i czekali na nich na górze, dając im niejako do zrozumienia, że nie czują się służącymi, lecz opiekunami tej siedziby. Było to dość sympatyczna para ludzi w wieku około pięćdziesięciu lat, pan Tomasz powyżej tej granicy, a żona o kilka lat młodsza. Tamara też nie udała się od razu do góry, lecz spokojnie poczekała na Filipa, aby dołączył do niej z dziećmi. A ten  zgodnie z zapowiedzią, zajął się nimi jak troskliwy ojciec. Wypiął z pasów nosidełko Jasia oraz Basię z fotelika i widząc, że Tamara czeka na niego, dołączył do niej wraz z jej dziećmi  i Michałem, aby razem wejść po schodach na taras przed głównym wejściem, gdzie oczekiwali ich opiekunowie posesji.  
- Witamy serdecznie państwa i z góry przepraszamy za kłopot, który sprawiliśmy swoim przyjazdem i chęcią noclegu w tym domu - powiedziała Tamara i ze szczerym uśmiechem na twarzy, przedstawiła się imieniem, witając się najpierw z żoną pana Tomasza, a potem z nim samym. Następnie przejęła z rąk Filipa nosidełko z Jasiem i przedstawiła Filipa, jako swojego przyszłego męża, umożliwiając mu przywitanie się z opiekunami siedziby. Potem tak samo przedstawiła Michała jako syna Filipa i przyszłego pasierba oraz Basię, swoją córeczkę.  
          Tak żona pana Tomasza jak i on sam, widząc niekłamaną szczerość i serdeczność w zachowaniu wobec nich tak przyszłej właścicielki, jak i Filipa oraz ich dzieci, chyba odetchnęli z ulgą i odtajali wewnętrznie, spotykając się z sympatią i serdecznością przybyłych.
- Mam do państwa prośbę, chciałabym nakarmić syna, bo pewnie zgłodniał, a ja nie chciałam go karmić przed jazdą samochodem - zwróciła się do opiekunów Tamara, bo Jaś co prawda nie płakał, ale całym sobą sygnalizował mamie, że jest głodny.
- Heleno, zajmij się i pomóż pani Tamarze, a ja pomogę panu Filipowi - pan Tomasz przestał zgrywać niedostępnego twardziela, nie zginającego karku przed byle kim, przyjmując swoją zwyczajną postawę sympatycznego, uczynnego faceta. Razem z Filipem, Michałem i nieodstępną Basią udali się do samochodu i przenieśli zakupione w markecie produkty do kuchni, rozkładając produkty do odpowiednich szafek, lodówki czy chłodziarki.
          Tymczasem pani Helena poprosiła Tamarę do średniej wielkości pokoju, umiejscowionego obok łazienki, pomiędzy sypialnią a salonem. Urządzony został chyba  kobiecą ręką i pod jej dyktando; wykwintnie i ze smakiem. Pastelowy, ciepły, kremowo-różowy kolor ścian, biały sufit, ozdobny żyrandol, kolorowe kinkiety na ścianach. Podłogę pokrywało kilka różnej wielkości dywaników. Do tego dwa owalne lustra, jedno duże, zamocowane pionowo, a drugie mniejsze poziomo, a przed nim stylowa toaletka i krzesło.  
Na wyposażenie składały się ponadto miękkie, wygodne meble; typu sofa, dwa fotele, dwie pufy, dwa krzesła, komoda, wspomniana toaletka przed lustrem, małe biurko i stolik kawowy oraz mnóstwo różnokolorowych poduszek.  
          Po wejściu do pokoju Tamara nie ukrywała zachwytu. Tak kolorystyka, jak i  wyposażenie tego pokoju robiło wrażenie.  
- Co to za pokój, pani Heleno? - zwróciła się do towarzyszącej jej kobiety..    
- To był pokój do wypoczynku i pogaduszek poprzedniej pani domu - wyjaśniła Tamarze.  
- Kiedyś taki typowo babski pokój nazywano buduarem czy jakoś tam - uzupełniła swoją wypowiedź. Ponieważ Jaś już nie żartował, tylko gestami i grymasami buzi sygnalizował mamie, że jest głodny, założyła szybko nosidełko i wsunęła do niego synka. Rozpięła bluzkę i podała Jasiowi pierś. Usiadła w fotelu, zapraszając gestem panią Helenę do drugiego fotela.
- Później porozmawiamy pani Tamaro. Teraz sprawdzę, co robią chłopy i zrobię pani herbaty - pani Helena nie chciała za szybko spoufalać się z ewentualną pracodawczynią, nie znając ani jej intencji ani charakteru. Tamara tak to zresztą zrozumiała i uśmiechnęła się serdecznie, doceniając takt pani Heleny i jej ewentualne wątpliwości czy nawet niepokój.
          Kiedy została sama, poobserwowała przez chwilę synka, który mając do dyspozycji piersi pełne pokarmu, wręcz mruczał z zadowolenia, jak kotek, gładząc rączkami jej pierś, jakby dziękował za pyszne jedzonko. Przy okazji rozglądała się po pokoju i z zadowoleniem upewniała się, że nie tylko jest ładny, ale że w pełni jej odpowiada. Nawet jeżeli coś zmieni, to będzie to bardziej kosmetyczna niż estetyczna czy funkcjonalna zmiana.           Ten ktoś, kto urządzał ten pokój, a była to prawdopodobnie kobieta, miał podobne jak ona czy bardzo zbliżone poczucie estetyczne czy upodobania, tak co do kolorystyki, wyposażenia jak i funkcjonalności tego pokoju. Była w nim po raz pierwszy i czuła się w nim znakomicie. Po chwili pojawiła się ponownie pani Helena, niosąc na tacy szklanki, cukierniczkę i dzbanek z herbatą. O dziwo, towarzyszyła jej Basia. Postawiła tacę na stoliku i przysunęła go do fotela, na którym siedziała Tamara.
- Mamusiu, pani Helenka pozwoliła mi mówić do siebie; babcia - pochwaliła się na wstępie Basia, też ciekawie rozglądając się po pokoju.  
- Ty spryciaro! Musi pani uważać na moją córkę pani Heleno, bo bardzo lubi urabiać sobie osoby, które lubi i owijać je sobie wokół małego paluszka. Tak urobiła już obie babcie, teraz wzięła się za panią. To prawdziwa przylepka. Zawojowała i zdominowała już Filipa, mojego przyszłego męża i widzę, że obok jego syna Michała wzięła na tapetę również panią - Tamara w gruncie rzeczy była zadowolona z tego, że córka zdążyła już nawiązać serdeczne relacje z panią Heleną. Oznaczało to bowiem, że będzie mieć do czynienia ze szczerą i prostolinijną osobą, bo dziecko jest w stanie bardziej i szybciej od dorosłego wyczuć i ocenić osobę, z którą ma do czynienia. A widać było, że Basia jest zachwycona nowo poznaną babcią Helenką, która też nie ukrywała, że polubiła swoją 'przyszywaną' wnuczkę.
          Po nakarmieniu Jasia, który nie ukrywał zadowolenia, bo opróżnił prawie obie piersi mamy, przeszła do łazienki, sąsiadującej z sypialnią i salonem, aby przewinąć i podmyć syna, który podczas karmienia ulżył sobie, robiąc miejsce dla nowego pokarmu. Pani Helena uczynnie zapytała, czy może w czymś pomóc, ale Tamara podziękowała jej uprzejmie, uznając, że nie będzie obarczać bez potrzeby pani Heleny opieką nad synem.  
          Po przewinięciu syna, wróciła do pokoju, chcąc pozbierać naczynia, ale pokój był już uporządkowany, a naczynia zabrane. Jest w porządku! Powinno nam się nieźle układać i współpracować - pomyślała o pani Helenie. Postanowiła poszukać pozostałych, przyszłych domowników. Zastała całe towarzystwo w salonie. Sądząc po ich spojrzeniach,  wyraźnie czekali na nią.
- Tamaro, czekamy na ciebie i twoją decyzję. Chodzi o pokoje dla Basi, Michała i dla nas. Pani Helena i pan Tomasz po zadecydowaniu przez ciebie, chcą je przygotować dla nas - oświadczył Filip.
- Nie bardzo wiem, o co chodzi, ale przecież mogłeś to zrobić Filipie beze mnie. Dlaczego stawiasz mnie w takiej sytuacji? - Tamara wyraziła czy wykazała lekki żal do Filipa, że mając jej nieograniczone pełnomocnictwo, czeka z podjęciem każdej decyzji na nią.
- Tamaro, nie gniewaj się, ale to twoje pieniądze, twoje dzieci, więc nie mogę decydować bez ciebie w kwestii, które pokoje zajmiemy, tak my jak i nasze dzieci - spokojnie, bez emocji Filip starał się przedstawić Tamarze sytuację oraz powód dla którego nie chce bez niej podejmować decyzji.
- Możesz  przybliżyć czy określić jaśniej, o co chodzi? - poprosiła już neutralnym tonem.
- Na tym poziomie, jak sama zauważyłaś, znajduje się duża sypialnia z przylegającą do niej łazienką, buduar, salon i trzy pokoje gościnne z dwoma łazienkami. Następne trzy sypialnie z pokojem kąpielowym i dwoma łazienkami oraz kilka pokoi gościnnych znajduje się na górze.
Chodzi o to, gdzie się lokujemy? Tak my, jak również Basia i Michał? Czy zostajemy wszyscy na dole czy zajmujemy sypialnie na górze? Dlatego czekamy na ciebie? - Filip spokojnie starał się odpowiedzieć na pytanie i wyjaśnić Tamarze w czym rzecz.  
- My na pewno zostajemy na dole, bo jak inaczej wykorzystam ten cudowny 'babski' pokój? Basia tak samo. Natomiast Michał może sam zdecydować, czy chce zostać na dole, w którymś z tych pokoi gościnnych, bądź ulokować się na górze? Wybór należy do niego - Tamara równie szybko jak i rzeczowo przedstawiła swój punkt widzenia.  
          Co do  sypialni dla nich, sprawa była oczywista i nie budziła zastrzeżeń, problemem stała się sprawa pokoju dla Basi, a właściwie przystosowania najbliższego od sypialni pokoju gościnnego na pokój dziecinny dla niej. Pokoje gościnne na parterze wraz z łazienkami i osobną ubikacją znajdowały się już w części parterowej budowli, podobnie jak kuchnia połączona z jadalnią oraz gabinet i biblioteka.  
          Wygodną komunikację i dostęp do poszczególnych pokoi czy pomieszczeń w części wysokiej i niskiej zapewniał wygodny, szeroki wewnętrzny korytarz, prowadzący od westybulu w części wysokiej do wejścia w części parterowej. Właścicielowi widocznie było to za mało, bo chciał nadać renesansowy styl całej budowli.  
          Poprowadzono więc równolegle do korytarza wewnętrznego, równie szeroki zewnętrzny krużganek biegnący wzdłuż zewnętrznej ściany od strony północnej, łączący obie części budowli. Komunikację korytarza wewnętrznego z krużgankiem zapewniało dwoje drzwi, zlokalizowanych w pewnej odległości od początku i końca krużganka.  
          Po wymianie zdań i przedstawieniu kilku propozycji, ustalili wszyscy, że do chwili zaadoptowania pokoju gościnnego na parterze na pokój dziecinny dla Basi, łóżeczko dla niej stanie tymczasowo w buduarze, aby zapewnić odpowiednią bliskość i łączność Basi tak z mamą, jak i z Filipem. Oboje zdawali sobie sprawę, że Filip stał się dla Basi kimś bardzo ważnym, co dla rozwoju trzylatki mogło mieć decydujące znaczenie.  
          Michał natomiast słysząc słowa Tamary, że może zająć któryś z pokojów gościnnych na dole bądź jeden z pokoi na górze, wyraził życzenie, że chce mieszkać na górze.  
- Chcesz więc zająć pokój na górze Michale, tak? - upewniała się Tamara.
- Tak ciociu Tamaro! Najwyższy czas przestać być dzieckiem - odezwał się buńczucznie.           Zgodnie ze swoim usposobieniem i dużym poczuciem samodzielności, które pomogło mu  pogodzić się z rozpadem rodziny, uznał, że pokój na górze będzie dla niego w sam raz. Basia, która słyszała słowa Tamary, że będzie mieć pokój blisko mamy, nagle podbiegła do niej, obejmując ją rączkami.  
- Mamusiu, ja też chcę mieszkać na górze. Razem z Michałem - oznajmiła, zdumionej jej słowami Tamarze. I nie tylko ona była zdumiona słowami córki.
- Basiu, nie możesz mieszkać z dala od mamusi. I od wujcia Fipa. Michał jest już dużym chłopcem, ale ty jesteś jeszcze malutka - próbowała wyperswadować córce pomysł ulokowania się w pobliżu Michała, a z dala od niej i Filipa. Do tego na górnej kondygnacji.
- Myślę, że Basia ma rację, chcąc mieszkać na górze, podobnie jak Michał. A my powinniśmy do nich dołączyć Tamaro. Właściwa sypialnia jest na górze, a obok niej pokój kąpielowy i druga sypialnia w sam raz dla Basi. Trzeci pokój sypialny zajmie Michał, mając do dyspozycji swoją łazienkę. A co do buduaru, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyś z niego korzystała Tamaro, kiedy tylko zechcesz, o każdej porze dnia. To będzie twój i tylko twój 'azyl'. Takie jest moje zdanie, ale decyzję musisz podjąć ty sama Tamaro - Filip przedstawił swój punkt widzenia, pozostawiając podjęcie decyzji Tamarze, jako przyszłej właścicielce.
Po słowach Filipa zapadło na chwilę milczenie. Tamara przez chwilę rozważała propozycję Filipa.  
- Pani Heleno i panie Tomaszu! Czy poprzedni właściciele korzystali z górnej czy dolnej sypialni? - zwróciła się do opiekunów siedziby.
- Pani Tamaro! Pan Filip słusznie zauważył, że właściwa sypialnia wraz z pozostałymi pokojami dla członków rodziny znajduje się na górze i poprzedni właściciele korzystali właśnie z niej. Sypialnię na dole wraz z łazienką i buduarem zajmowała matka właściciela, pani Zofia, która już nie żyje - odpowiedziała w swoim i męża imieniu pani Helena.
- Filipie, ty wiedziałeś o tym? - Tamara zwróciła się do Filipa chłodnym głosem.
- Nie! Tak jak ty, słyszę o tym po raz pierwszy - odpowiedział spokojnie Filip, patrząc jej w oczy. Tamara zreflektowała się, że odezwała się do Filipa z zakamuflowaną pretensją w głosie, właściwie bez żadnej przyczyny, zaślepiona czy raczej zatopiona myślami o pięknym buduarze. Tak jakby Filip chciał ją pozbawić możliwości korzystania z niego, proponując ulokowanie się w pomieszczeniach na górnej kondygnacji. Otrząsnęła się i powróciła myślami do rzeczywistości.
- Masz rację Filipie. To było dość głupie z mojej strony upierać się przy czymś, co w gruncie rzeczy niczego nie zmienia. Możemy zobaczyć te pomieszczenia na górze, zanim zdecydujemy, gdzie w końcu zamieszkamy? - zwróciła się do opiekunów siedziby.
- Oczywiście! Prosimy państwa na pierwsze piętro - pan Tomasz jako pierwszy ruszył w kierunku wygodnych, szerokich schodów, prowadzących na górną kondygnację. Zanim szła jego żona prowadząc za rączkę Basię, następnie Tamara z Jasiem w nosidełku i na końcu Filip z Michałem. Wyszli na górę i znaleźli się w holu. Pan Tomasz skierował się do dwuskrzydłowych, białych drzwi. Weszli do dużej, przestronnej sypialni.  
          Jedna ze ścian była całkowicie przeszklona, osłonięta firanami i zasłonami z drzwiami balkonowymi wychodzącymi na wschodnią stronę budynku. Równolegle do niej w odległości około metra umiejscowiono szerokie łoże, przystawione wezgłowiem do ściany, ze stojącymi obok dużymi nakastlikami. Rolę lampek nocnych pełniły umieszczone nad nimi kolorowe kinkiety. W ścianie naprzeciw łoża umieszczono wbudowaną szafę z rozsuwanymi drzwiami koloru białego.  
          Kolorystyka ścian, zasłon, firanek czy wyposażenia i pościeli odpowiadała współczesnym trendom dotyczącym sypialni. Była to mieszanina kolorów kojąco - senno - przytulnych typu; rozmyty błękit, turkus, różowy brąz czy wrzosowy świt. Tworzyło to lekką kakafonię kolorów, ale zabezpieczało przed znudzeniem.  
          Wyposażenie sypialni dopełniała stylowa toaletka przed lustrem oraz lekkie biureczko, dwa stylowe, lekkie krzesła i kilka miękkich pufek. W sypialni było jeszcze sporo wolnej przestrzeni, pozwalającej na umieszczenie w niej na przykład łóżeczka dziecinnego dla Jasia czy zorganizowania mu kojca do zabawy na podłodze.        
          Następnym, przylegającym do sypialni pomieszczeniem był pokój kąpielowy z oknem, mieszczący dużą, wolnostojącą wannę z systemem jacuzzi, obszerną kabinę prysznicową, kabinę WC, dwie wygodne umywalki, kamienny stolik z wgłębieniem, jako podstawa pod wanienkę do kąpieli niemowlęcia oraz bidet, kilka szafek łazienkowych różnej wielkości, podgrzewany wieszak do ręczników i wieszak na szlafroki a także kosz na brudną bieliznę. Kolorystyka ścian, sufitu, posadzki i wyposażenia; czarno-beżowo-biała oraz mięsiste zasłony przy oknie i niski, tapicerowany taboret nadawał temu pomieszczeniu prawie buduarowy klimat. Oświetlenie zapewniało okno, kryształowy żyrandol i czarne kinkiety przy lustrze przed umywalkami.  
          Tamara widząc te dwa pomieszczenia nie tylko nie ukrywała zachwytu, czy wręcz szoku tak co wielkości, kolorystyki czy wyposażenia, ale zmieniła równie diametralnie zdanie co do docelowego miejsca zamieszkania tak dla nich, czyli jej i Filipa, jak i Basi.           Trudno było zresztą dziwić się jej, dotychczasowej lokatorce małego mieszkania w bloku, przeniesionej nagle do wprost baśniowej rezydencji, z pomieszczeniami przerastającymi jej wyobraźnię pod względem wielkości, wyposażenia czy kolorystyki.
           A przecież widziała w swoim życiu wiele dużych i dobrze wyposażonych mieszkań czy domów. Żadne z nich nie dorównywało jednak temu, co teraz zobaczyła i co wkrótce stanie się jej własnością. Jej i Filipa, a wszystko dzięki zapobiegliwości i myśleniu  przyszłościowym jej ukochanego, zmarłego tragicznie męża.  
          Zobaczyli jeszcze pozostałe dwie sypialnie, które miały służyć za lokum dla Basi i Michała. Też pięknie urządzone i wyposażone, widne, z oknami i drzwiami balkonowymi wychodzącymi na południową stronę budynku. Pokój Basi przylegający do pokoju kąpielowego był trochę mniejszy od pokoju Michała, bo niewielką jego część zajmowała łazienka, przylegająca do obu pokoi. Przy okazji okazało się, że w ferworze wyjazdu do nowej posesji, oboje z Filipem zapomnieli o czymś ważnym dla obojga dzieci Tamary, o łóżeczkach na czas noclegu w nowym domu, ale problem ten obiecał rozwiązać pan Tomasz, podobnie jak zaadoptować pokój do potrzeb małego dziecka. …cdn…

1 430 czyt.
100%152
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 4498 słów i 25151 znaków

Komentarze (2)

 
  • Jumi0006

    Jumi0006 26 paź 2018 ip:7711272

    Tak często zaglądam czy przypadkiem nie napisałeś dalszych części a ich nie ma bardzo polubiłam Tamarę i nie mogę się doczekać następnych opowiadań.Pozdrawiam

  • AnonimS

    AnonimS 27 sie 2018

    Ciekawe to co piszesz. Pozdrawiam