Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wszystko się zmienia cz. 1

- Lecisz do ojca  
- Ty chyba żartujesz?
- Nie tym razem. - po minie matki od razy wiedziałam, że to nie żart. - Tym razem przegiełaś.
- Nie radzisz sobie ze mną i co? Do ojca mnie wysyłasz. Dobrze wiesz, że go nienawidzę.  
- Rozmawiałam z Roberto i zgodził się, żebyś spędziła z nim w Hiszpanii wakacje. Będziesz mu pomagała w hotelu.
- Super jeszcze tego było mi trzeba.
- Chyba, ze wolisz jechać na wieś do dziadka? Krowy się chyba za tobą stęskniły.  
- Proszę nie przypominaj mi. Robisz to wszystko, żeby mnie jeszcze bardziej wkurzyć. Kiedy mam lot?
- Pojutrze - teraz to ona naprawdę żartuje.
- POJUTRZE?!? Jak mam się spakować w dzień?
- To już nie mój problem. Lepiej zacznij już teraz.
- Dziękuję.
Zrobilam sztuczny uśmiech do swojej rodzicielki i wyszłam z domu trzapiąc drzwiami. Kurde. Chyba przegiełam. Ale skąd ja miałam wiedzieć, że to się tak skończy?! Czasem chyba warto użyć mózgu, szkoda tylko, że go nie mam. Błąkałam się po ulicach dobre pół godziny.  
- O hej Lena. Co tu robisz?- z zamyślenia wyrwał mnie głos pewnego chłopaka. Był to Szymon, znaliśmy się dość dobrze, raczej za sobą nie przepadaliśmy.
- Hej. Nie widać? Chodzę.  
- Ohoho widzę, że zły humorek. - Popatrzyłam na niego i zaczęłam poprostu płakać. Nie pamiętam kiedy ostatnio to robiłam. Zawsze byłam twarda, nic mnie nie ruszyło. A teraz? Rycze jak pojebana.
- Ej co się dzieje?
- Nic- nie chciałam mu mówić o swoich problemach. Nikomu o nich nie mówiłam. Uważałam, ze trzeba radzić sobie samemu, a nie obarczaj innych.
- Nic? To czemu płaczesz?  
- Możesz się zamknąć? Mam wszystkiego dość! A przede wszystkim Ciebie.  
- Nie zamkne się dopóki mi nie powiedz o co chodzi- westchnełam i ruszyłam do przodu. Chce być jak najdalej od ludzi. Jednak chłopak nie dawał za wygraną. Szedł równo ze mną i patrzył się na mnie jak na jakąś idiotke.  
- Czego Ty kurwa ode mnie chcesz?  
- Ja? Chce ci pomóc, bo widzę, że tego potrzebujesz.
- To lepiej załóż okulary, bo źle widzisz.  
- Nie to nie. Pa. Masz mój numer wrazie czego dzwoń.  
- Nie będzie takiej potrzeby.- skierowałam się w stronę domu. Może nie miałam daleko, ale myślałam, ze mi nogi zaraz odpadną. Było już około szesnastej i ludzi na drodze robiło się coraz mniej. Przed moim domem stało kilka osób. Ubrani byli, jakby szli na jakąś imprezę. Stawiam, że to nowi znajomi mojego ukochanego braciaszka. Chociaż jesteśmy bliźniakami to nie mamy ze sobą nic wspólnego. Chodzimy do innych szkół, mamy innych znajomych, on jest typem kujona ja rozbójnicy. Poprostu jak dwa różne światy. Rodzice zawsze woleli jego, bo przecież Maks to taki aniołek, same szósty w szkole, ze wszystkiego najlepszy. Ja byłam i jestem ta najgorsza, chociaż mama zawsze była po mojej stronie to ja czułam, że robi tylko, żeby mi smutno nie było. Ale i tak ją kocham. Wkońcu jest moją mamą czy tego chce czy nie.  
Weszłam szybkim krokiem do domu i zamknęłam się w swoim pokoju. Rzuciłam się na łóżko i patrzyłam się głupio w sufit. Myślałam o Szymonie. Dlaczego on chciał mi pomóc, przecież zawsze wyzywałam go od najgorszych? Może jednak ja potrzebuje z kimś pogadać? O nie nie nie... Na pewno nie z nim. Paulina mi na bang pomoże. A nie, przecież się do mnie nie odzywa. Jezu jaka ja jestem głupia.. Wyjęłam telefon z ręki i wyszukałam numer Szymona w kontaktach. Podpisany, , Lamus". Raz się życie co nie?  
Pierwszy... Drugi.. Trzeci sygnał i...
- Wiedziałem, że zadzwonisz. W czym mogę pomóc madame?
- Bądź w parku za 10minut
- No to do zobaczenia.
Rozłączył się.. Podniosłam się z łóżka i spojrzałam w lustro.. Jezuu jak ja wyglądam. Podpuchnięte oczy od płaczu, cały rozmazany makijaż. Mniejsza z tym, piękniejsza nie będę. Zeszłam na dół, w kuchni słuchać było krzątającą się mame. Założyłam adidasy i wyszłam po cichu z domu. Doszłam do parku i usiadłam na jednej z ławek. Koło wschodniego wejścia stał Szymon z jego kolegą Mateuszem. Zajebiście.. Mój wzrok złączył się ze wzrokiem Szymona. Uśmiechnął się, szepnął coś do kolegi i szybkim krokiem zmierzał w moją stronę.  
- No to słucham.  
- Lecę do Hiszpani na wakacje.

- To chyba dobrze?  
- Nie, lecę do mojego znienawidzonego ojca, bo moja mamusia sobie ze mną nie radzi.
- Nie dziwię się, nie jesteś grzeczna dziewczyną.
- Dzięki wiesz...  
- Sory, poprostu nie wiem w czym jest problem.
- Poprostu mam wszystkiego dość! Jestem najgorsza córka, siostra, przyjaciółką. I co? I teraz mam spędzić całe dwa miesiące z moim tatuśkiem z którym nie odzywam się od 3 lat.
- Nadal jest twoim ojcem. Może to dobrze wam zrobi.
- Nie znasz mojego ojca. Nienawidzę go. Zawsze, ale to zawsze byłam przez niego pomiatana. I nadal nie wiem dlaczego tak mnie nienawidził. Próbowałam się do niego dostosować, robiłam wszystko, żeby pokochał mnie tak jak Maksa, ale to i tak nic nie dawało. Byłam dla niego zwykłym nie potrzebnym śmieciem. Od rozwodu rodziców, powiedziałam sobie, że nikt nie będzie mną pomiatał tak jak to robił on. Wszyscy się ode mnie odwrócili po mojej, , zmianie", dlatego zmieniłam szkołę.  
- Nie wszyscy, ja nie- przerwał mi Szymon.
- Zawsze się dziwiłam dlaczego nadal ze mną rozmawiasz- z zaciekawieniem popatrzyłam na niego.
- W porówaniu do innych znałem Cię znacznie dłużej - usmiechnełam się. Chodziliśmy razem do podstawówki, wtedy byłam jeszcze, , normalna". W szóstej klasie mama postanowiła rozstać się z tatą. Dla był to bardzo trudny okres, ciągłe ich kłótnie, tata swoją złość wyżywał na mnie i czasem na Maksie, oczywiście nas nie bił. Fizycznie może nie, ale psychicznie. Wtedy zerwał się mój kontakt z przyjaciółką, teraz już byłą. Przez pół roku wymienialiśmy tylko spojrzenia, oni słowem się do siebie nie odzywaliśmy. Później nastało gimnazjum, nowa szkoła, nowi ludzie. Chodź większość mojej byłej klasy chodziła do tej szkoły co ja, nie rozmawiałam z nimi wogóle. Jedynie z Szymonem i Mateuszem miałam jakiś kontakt, bo mieliśmy razem angielski i hiszpański.  
- Może i tak. Paulina też znała mnie długo, wiedziała o mnie prawie wszystko i co? Odwróciła się jak reszta.- Nigdy nie pomyślałabym, że zmierzałabym się jemu z moich problemów. Ogólnie to się nie lubilismy się od przedszkola. Nawet nie pamiętam dlaczego.  
- Postaw się na jej miejscu. Gdyby ona diametralnie się zmieniła co byś zrobiła?
- Pomogłabym jej, a ona nic nie zrobiła, żeby mi pomóc.
- Właśnie przy takich stylizacjach dowiadujemy się kto jest tym prawdziwym przyjacielem. - nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, poprostu patrzyłam się na niego. Gdzie podział się ten chłopak, który ze wszystkich i ze wszystkiego cisął beke? Widać nie tylko ja się zmieniłam. On chociaż na lepsze.
- Dzięki  
- Za co?
- Za rozmowę. Dużo dzięki niej zrozumiałam - usmiechnełam się szczerze.
- O łał. Lena Barska się uśmiecha. Nie wiarygodne.  
- No widzisz, wcześniej nie miałam powodu do tego.
- A teraz masz?
- Najwidoczniej tak. - znowu zapadła pomiędzy nami cisza. Nie była to jakiaś krępująca cisza, raczej taka przyjemna. Szymon myślał o czymś zawzięcie. W pewnej chwili się odezwał.
- Kiedy wylatujesz?
- Pojutrze.  
- I zostajesz tam całe wakacje?  
- Chyba tak. Będę pomagała ojcu w hotelu.
- Szkoda.  
- Czemu?
- Nawet fajnie się z tobą rozmawia. Znając życie, kontakt się zjebie.
- Z tobą też. Takie już jest życie. Jeszcze raz dziękuję.  
- Nie ma za co - Popatrzyłam mu głęboko w oczy i niespodziewanie mnie przytulił. Tak poprostu. Niby to nic takiego, ale poczułam się wreszcie dla kogoś ważna.  
- Emm.. No to pa. - zmieszana oderwałam się od niego i poszłam do domu. Pierwsze co chciałam zrobić to przeprosić mame. W domu panowała kompletna cisza, żadnej żywej duszy. No cóż, przeprosiny mogą poczekać. Włączyłam sobie telewizor, zrobiłam kolację i takie tam rzeczy. Pół godziny później wróciła mama z jakimiś czterema torbami. Zaszalała.  
- Gdzie byłaś?  
- Byłam na małych zakupach. Nie było Cię w domu, więc pojechałam sama. Kupiłam ci pare nowych rzeczy.
- Dzięki. Mamo?
- Tak?
- Przepraszam.
- Za co?
- Za wszystko. Za to jak się zachowywałam. Jaka byłam. Podziwiam Cię, że tyle czasu ze mną wytrzymywałaś.  
- Ja też Cię przepraszam.
- A Ty to niby za co?  
- Za to, że przez tyle lat pozwalałam ojcu cię poniżać. W ostatnim czasie dużo z nim rozmawiałam. Zmienił się. To on zaproponował, żebyście z Maksem do niego polecieli. Chce wszystko naprawić.
- Mamo tego nie da się naprawić.
- Da się tylko trzeba chcieć.
- Chwilaaa.. To Maks też jedzie?
- Miał jechać, ale ma jakiś ważny konkurs naukowy i musi się uczyć.
- Konkurs w wakacje?
- No wiesz taka już jego szkoła.  
- A gdzie teraz jest?  
- Na jakieś kółko poszedł ze znajomymi.
Myhymm.. Nie wiedziałam, że na kółko chodzi się tak wystrojonym. Ale co mnie on obchodzi, może taka już jest jego szkoła. Wzięłam od mamy rzeczy, które mi kupiła i poszłam na górę zacząć się pakować. W między czasie siedziałam na fejsie i pisałam z moją interetową koleżanką. Poznaliśmy się na instagramie. Przy niej mogłam się tak jakby odstesować? Sama nie wiem czy to dobre słowo. Ona nie znała moich znajomych, rodziny, mogłam jej się zwierzyć ze wszystkiego. Traktowałam ją jak jakiegoś psychologa. Mówiła w taki lekarski sposób.  
W pewnym momencie pojawił mi się nowy dymek czatu. Profilowe Szymona.  
S~Hej  
L~Cześć  
S~Wiesz pomyślałem, że może wybrałbyś się jutro ze mną i znajomymi nad jezioro. Wyjeżdżasz na dwa miesiące, więc warto w jakiś sposób się z nami pożegnać.
L~Z kim mam się żegnać? Nikt mnie tam nie lubi i ja też ich nie lubię.  
S~Mateusz i ja Cię lubimy
L~Tylko wy. Jakoś nie mam ochoty widzieć się z tymi pustymi laskami.
S~Jeśli masz na myśli Julke i Anke to ich na szczęście nie będzie.  
L~Ohh jak to? Nie będzie księżniczek, to nie możliwe.  
S~Przecież one lecą na Malediwy to gdzie będą się kąpać w naszym jeziorze.
L~Chyba, że tak
S~To jak?
L~Nie wiem. Nie pasuje do waszego towarzystwa.
S~No nie daj się prosić
L~Pomyślę nad tym.  
S~Czekam na twoją odpowiedź jutro do 10.
L~Spoko
  
Tak bardzo nie chce tam iść, w sumie to sama nie wiem dlaczego, ale jakoś nie czuję, że spędzę tam miło czas. Zaraz zacznę być chamska dla innych i skończy się tylko kłótnią. Ale jeśli w jakimś stopniu dogadałam się z Szymonem to może z innymi też się polubie? Mateusz mnie podobnież lubi, więc z nim problemu nie będzie. Większa liczba znajomych będzie raczej z naszej starej klasy.  
Odłożyłam walizkę pod biurko i rzuciłam się na łóżko. Ten dzień był bardzo męczący, bynajmniej dla mnie. Jak to możliwe, że w ciągu kilku godzin zmieniło się tak jakby całe moje życie. Zmieniłam się cała ja. Teraz na szczęście na lepsze i to wszystko dzięki temu lamusowi. To, że się trochę zmieniłam nie znaczy, że nie będę go wyzywała, oczywiście tylko dla żartów. Zasnełam jak suseł.  
Obudziłam się w wczorajszych ciuchach. Pewnie usnełam nie spodziewanie. Dość często mi się to zdarza. Wzięłam do ręki telefon, zegarek wskazywał godzinę 8:23. Na ekranie blokady widniało z jakieś 20 powiadomień, 4 nie przeczytanych wiadomości. Pierwsza z nich od Victorii.
V~Księżniczka się obudziła?
Odpisałam
L~Chwilę temu

Druga od Szymona
S~To jak z tym jeziorem?  
L~Raczej przyjdę, a o ktorej?
S~0 12 bądź pod altanką koło mojego bloku.
L~Okej to do dwunastej.
Trzecia od jakiegoś nieznajomego gościa. Odrazu takich blokuje.
Czwarta na klasowej grupie, jakiś spam emotkami zrobili. Dziecinada.  
Trochę pobuszowałam po Internecie i postanowiłam wstać. Wzięłam czyte rzeczy i poszłam się wykąpać, potem zeszłam na dół. W kuchni przy stole siedział Maks z mamą. Chłopak wyglądał jakby nie spał przez pół nocy. Pewnie znowu wrócił późno ze swojego, , kołka"
-Cześć - przywitałam się z domownikami.
Maks nawet na mnie nie spojrzał, a mama uśmiechnęła się do mnie.  
- W lodówce masz naleśniki, jak chcesz to zjedz.
- Dzięki - wyjęłam jedzenie i usiadłam przy stole.  
- Mamy coś na dziś zaplanowane?
- Babcia z dziadkiem przyjeżdżają - odpowiedział Maks.

~~~~~~~~~~~
Hejka! I jak? Podoba wam się pierwsza część opowiadania?  
Przepraszam za wszelkie błędy, pisze na telefonie i jest to dość trudne.
Jeszcze chciałabym zapytać czy wolicie polskie czy zagraniczne imiona w opowiadania?  
Pozdrawiam♡

Dodaj komentarz