Przywracając życie - rozdział ósmy

Paul wkrótce sprawił, że praktycznie zapomniałam o wszystkim, co wcześniej działo się w moim życiu. Od dyskoteki byliśmy nierozłączni. Wkroczył w moje życie tak płynnie, jakby planował to od dawna. Miałam wrażenie, że najbardziej przyciągnęła mnie do niego ta łatwość kontaktu z nim – tu nie było skomplikowanych rozmów jak z Patrickiem, nie było wzajemnego unikania się, dziwnych zachowań. Zaczęło się od intensywnych spojrzeń i to mi wystarczyło. Moje uczucie do Patricka zostało jakby uśpione i nie przeszkadzało mi to. Pogodziłam się z faktem, że widocznie on mnie nie chciał jako swojej dziewczyny… za to Paul jak najbardziej. Zajął jego miejsce, a Patrick stał się moim przyjacielem. Prawdziwym. Poczułam ulgę – ta relacja była o niebo łatwiejsza. Nie zadręczałam się już, nie myślałam o jego zachowaniach, nie analizowałam tego, co się działo. Miałam Paula, który skupiał na mnie całą swoją uwagę i czułam się zupełnie inaczej niż do tej pory.
- Nikt jeszcze tak na mnie nie patrzył – powiedziałam Cat, wzdychając przeciągle. – Czy to źle, że w końcu ktoś zwrócił na mnie uwagę i jestem szczęśliwa? Patrick nigdy tak na mnie nie patrzył.
Catherine nie podzielała mojej radości. Jej brwi zawsze marszczyły się, gdy wspominałam o Paulu. Nie trzeba było być geniuszem, by zauważyć, że ani trochę go nie lubiła.
- Patrzy na ciebie jak na nową zdobycz – syknęła. – Nie ma w tym serdeczności, zaciekawienia, tylko jakaś niezdrowa żądza. Ten gość mi się nie podoba. Jest w nim coś dziwnego. Wykorzysta cię i złamie ci serce, zobaczysz! - warknęła, chyba mając nadzieję, że jeśli powie to głośniej, to zacznę podzielać jej zdanie.
Na chwilę poczułam pustkę. Przypomniałam sobie, jak się czułam na dyskotece, gdy Patrick odszedł do Niny – najbardziej fałszywej osoby na tej planecie. Po tym, jak zapewniał, że ma tu tylko mnie. Po tym, jak mnie ignorował, podczas gdy ja chciałam tylko z nim porozmawiać i przekonać się, że czuł to samo, co ja.
- Patrick już to zrobił – odparłam cicho.  
Najgorsze było to, że nie czułam oburzenia, gdy Cat najeżdżała na Paula. Starałam się go bronić, ale nie byłam pewna, czy mam rację. Tak naprawdę dopiero go poznawałam. I Cat miała trochę racji – było w nim coś dziwnego… ale nie wiedziałam co, dlatego to ignorowałam. W tamtym momencie czułam się szczęśliwa, więc czemu miałabym to zmieniać?  

#

- Hej! – zawołałam, doganiając Catherine na przerwie. Był piątek rano. Wstałam w dobrym humorze, wyspana, zjadłam dobre śniadanie – czułam, że dzisiejszy dzień będzie udany. Miałam ochotę coś zrobić wieczorem. Ostatnio tylko ślęczałam nad lekcjami i siedziałam w domu, czego zaczynałam mieć powoli dość. – Masz jakieś plany na wieczór?
- Idę do dentysty, bo co? – Przyjaciółka odwróciła się i zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem. – Poczekaj, niech zgadnę. Jest piątek, więc masz ochotę coś porobić, gdzieś wyjść, a twój wspaniały chłopak nie ma dla ciebie czasu, więc szukasz innych towarzyszy. Mam rację?
Na chwilę odjęło mi mowę. Dopiero po chwili powiedziałam:
- Wychodzi z kolegami. Przecież mu tego nie zabronię. – Starałam się mówić jak dojrzała kobieta, która rozumie potrzeby swojego faceta, ale czułam, że marnie mi szło. – Ma prawo spotykać się z kumplami, a ja z moimi koleżankami. Nie musisz być wredna.
Catherine skrzyżowała ramiona na piersi i rzuciła mi ostre spojrzenie.
- Minął może miesiąc, odkąd… jesteście razem. – Mówiąc to, nakreśliła w powietrzu cudzysłowy. – I już się sypie?
- Nic się nie sypie! – burknęłam. – Nieważne! Zapomnij, że w ogóle o coś pytałam.
Cat swoim zachowaniem popsuła mi humor, jednak starałam się nie tracić optymizmu. Zwróciłam się do Natalie.
- Mam rodzinną imprezę – odpowiedziała mi szeptem, bo nauczyciel zaczął odczytywać listę obecności. – I choćbym nie wiem jak chciała, to raczej nie będę mogła się z niej urwać. To urodziny mojego taty i jednocześnie rocznica ślubu z mamą. Pewnie zjedzie się połowa rodziny.
- W porządku – westchnęłam, godząc się z faktem, że kolejny piątkowy wieczór spędzę sama w domu. Nagle jednak mój wzrok powędrował w stronę Patricka. Ostatnio mieliśmy całkiem dobre relacje, więc dlaczego miałabym go nie zapytać?
Wyjęłam komórkę i dyskretnie napisałam do niego smsa:
"Masz plany na wieczór?”
Wysłałam wiadomość i czekałam. Zobaczyłam, jak wyjmuje telefon z kieszeni, zerka na nauczyciela, upewniając się, że na niego nie patrzy, po czym wystukuje odpowiedź. Chwilę później ekran mojej komórki rozjaśnił się.
"Żadnych. Co proponujesz?”
"Pizza?” – odpisałam szybko. "Jak za dawnych czasów”
Nie widziałam jego twarzy, ale miałam wrażenie, że się uśmiechał.
"Pizzy nigdy nie odmówię”

#

Z początku czułam się trochę niezręcznie. Nie bardzo wiedziałam, czy nasza relacja wciąż była na tyle swobodna, że mogłam mówić wszystko, czy może były tematy, które powinnam omijać. Patrick wyglądał w porządku – już nie miał podkrążonych oczu ani pochmurnego wyrazu twarzy, przeciwnie, uśmiechał się, a jego głos był miły i ciepły. Z każdą sekundą się rozluźniałam i przypomniałam sobie nasze pierwsze spotkanie w pizzerii. Dużo się zmieniło od tamtego czasu, a jednak dalej czułam to samo.
Dopiero po paru minutach uświadomiłam sobie, dlaczego czułam się z tym źle. Potrzebowałam dobrej chwili, by przypomnieć sobie, że przecież nie mogłam nadal czuć tego samego. Nie teraz, kiedy byłam z Paulem. Biłam się z myślami, udając, że czytam menu. Może jednak Catherine miała trochę racji? Byłam z nim, ale jednak on siedział teraz z kolegami, a ja z Patrickiem i wciąż czułam ten dreszcz, kiedy na niego patrzyłam. Przypominałam sobie, co czułam, gdy zobaczyłam go pierwszy raz. Obserwowałam go ukradkiem znad menu. Znów miał na sobie tę czarną bluzę. Usta same mi się śmiały, gdy na nią patrzyłam.
Nie wiedziałam, czy powinnam mówić mu o Paulu. Z jednej strony czułam, że powinnam, choć na pewno sam już się domyślił. Nie raz widział, jak Paul odprowadzał mnie pod klasę, trzymając mnie za rękę. Ale z drugiej strony… jakoś nie chciałam poruszać tego tematu. Chciałam po prostu siedzieć z nim i niczym się nie przejmować. Nie zaczynać niewygodnych tematów, nie psuć tego, co udało nam się odbudować.
- Na nic to czytanie – stwierdziłam w końcu, odkładając menu. – Nie mam ochoty na nic nowego. Weźmiemy to, co ostatnio?
- Boże, o tym samym myślałem od paru minut, ale nie chciałem cię odrywać od lektury menu. – Patrick odrzucił od siebie kartę i uśmiechnął się. – Co chcesz do picia?
- Wodę mineralną – poprosiłam. – W końcu trzeba być fit.
Patrick parsknął uroczym śmiechem.
- Mówisz, że jeśli popijesz pizzę wodą, to nie przytyjesz?
- Na pewno. – Energicznie pokiwałam głową. – To udowodnione naukowo.
- Poważnie? A skąd masz takie informacje?
- Gdzieś przeczytałam – rzuciłam, udając zblazowanie. W środku trzęsłam się ze śmiechu. – Sama pewnie zostanę kiedyś naukowcem.
- I co wymyślisz? – Patrick spojrzał na mnie z udawanym podziwem. Zaraz potem parsknął śmiechem. – Poczekaj, wiem. Na pewno jeśli przy pizzy wypije się nie jedną butelkę wody, a dwie, pewnie jeszcze się schudnie.
- Idealne! – zawołałam trochę za głośno. Para siedząca przy stoliku obok spojrzała się na mnie ze zniesmaczeniem. – Genialne – dodałam ciszej. – Widzisz? Problem tycia został rozwiązany. Teraz możemy jeść pizzę codziennie.
Myślałam, że wrócę do domu po godzinie, jednak czas mijał, a mnie to wcale nie przeszkadzało. Po pizzy poszliśmy na spacer. Okrążyliśmy kilka ulic, rozmawiając. Było trochę zimno, ale prawie w ogóle tego nie odczuwałam. Patrick co chwila mnie rozśmieszał, a ja śmiałam się na całą ulicę, aż do łez. Miałam wrażenie, że jeszcze nigdy nie było między nami tak dobrze, że dopiero teraz go poznaję i że właśnie tak powinniśmy zacząć. Wszystko poszło nie tak.
- Masz już cały czerwony nos – zauważył Patrick, patrząc na mnie uważnie. – Wyglądasz jak Rudolf.  
- Rudolf był uroczy – odparłam. – I ja też jestem. – Szturchnęłam go lekko w bok.
- Oczywiście. Ale nie będziesz już urocza, kiedy później nos ci sczernieje i odpadnie – droczył się ze mną. Nagle przystanął. Zdjął szalik, który miał owinięty wokół szyi i owinął go wokół mojej, zasłaniając mi przy tym pół twarzy.  
- Teraz nie będę mogła mówić – poskarżyłam się, a materiał zniekształcił mój głos.
- Uff, dzięki Bogu – Patrick westchnął teatralnie. – Od dawna na to czekam.
Pacnęłam go w ramię i natychmiast opuściłam szalik.
- To nie było za miłe!
- Żartowałem. – Szczelniej otulił mnie szalikiem. Poczułam się jak mała dziewczynka – i nie tylko dlatego, że byłam dużo niższa od Patricka. Nie czułam już wiejącego wiatru, gdy tak stał przede mną i pilnował, by było mi ciepło. Zadzierałam głowę, by móc na niego patrzeć. – Oczywiście, że żartowałem. Uwielbiam cię słuchać.
Aż zaparło mi dech, bo jego ton zrobił się nagle poważniejszy. Patrzyłam mu w oczy, choć ledwo było je widać w słabym świetle lamp. Miałam wrażenie, że odrobinę się ku mnie pochylił, kiedy nagle zadzwonił mój telefon. Odskoczyłam szybko do tyłu.
- Przepraszam – mruknęłam, czując, jak na policzki wstępuje mi rumieniec. Zapomniałam się na chwilę i nagle dopadły mnie wyrzuty sumienia – zwłaszcza gdy zobaczyłam, że dzwonił do mnie Paul. Pospiesznie odebrałam.
- Hej – rzuciłam wesołym tonem, starając się, by mój głos brzmiał normalnie. – Co tam?
- Mary, moja kochana, gdzie jesteś? – usłyszałam bełkot.  
- Piłeś? – spytałam, momentalnie tracąc całą wesołość. – Naprawdę nie mogłeś się ze mną spotkać, bo chciałeś się upić z kumplami?
- Wypiłem… tylko jedno piiiiiwo – usłyszałam, choć poważnie wątpiłam, że to piwo było tylko jedno. – Gdzie jesteś? Teraz już chcę się spotkać.
- Teraz już chcesz? – mruknęłam. – Naprawdę, dzięki.
- Gdzie jesteś? – ponowił pytanie.
- Jestem na spacerze z kolegą – rzuciłam szybko. – Zadzwoń, jak wytrzeźwiejesz.
- Co, kurwa?! – usłyszałam krzyk, tak głośny, że aż musiałam odsunąć komórkę od ucha. Widocznie do Paula dotarła tylko pierwsza część mojej wypowiedzi. – Z jakim kolegą?! Jaja sobie ze mnie robisz?!
- Idź wytrzeźwieć! – syknęłam do telefonu, czując, jak palą mnie policzki. Wolałam nie patrzeć na Patricka. – I nie wrzeszcz na mnie!
- Jakieś, kurwa, jaja! – Kolejny wrzask i nagle połączenie zostało zerwane. Z mocno bijącym sercem schowałam komórkę do kieszeni i zdjęłam szalik, oddając go Patrickowi. Nie miałam jednak odwagi na niego spojrzeć. Było mi wstyd – za moje zachowanie i za zachowanie Paula.  
- Przepraszam – mruknęłam żałośnie, patrząc w chodnik. – Do zobaczenia w poniedziałek.
- Poczekaj! – zawołał za mną Patrick, ale ja już biegłam do domu.  

#

Nowe oblicze Paula mnie zabolało i nieco przestraszyło. Rozumiałam, że mógł nie być zachwycony tym, że wyszłam z kolegą, ale nie byłam jego, by mógł mi nakazywać, z kim mam się spotykać. Sam wyszedł z kolegami, mówiąc mi o tym dopiero wtedy, gdy zapytałam o jego piątkowe plany. Poza tym, znaliśmy się od miesiąca z kawałkiem. Nie miał prawa robić mi awantury po takim czasie.
Planowałam poważnie z nim porozmawiać, ale głos jakoś uwiązł mi w gardle, gdy w sobotę przyszłam na umówione miejsce spotkania, a on tam czekał z ogromnym bukietem czerwonych róż.
- Przepraszam – powiedział, zanim zdążyłam się odezwać. – Bardzo cię przepraszam. Nie powinienem tak na ciebie krzyczeć. Byłem pijany i zazdrosny. Przepraszam. Proszę, wybacz mi.
- To było wredne – odezwałam się, patrząc na niego chłodno. – Nawrzeszczałeś na mnie za to, że byłam na spacerze z przyjacielem, którego zresztą znam dłużej od ciebie.
- Przepraszam – powtórzył Paul, zbliżając się do mnie. Wepchnął mi róże do ręki, zanim zdążyłam się odsunąć. – Zrozumiałem swój błąd i więcej go nie powtórzę. Nie skreślaj mnie tak od razu – dodał. – Każdy zasługuje na drugą szansę, prawda?
- Prawda – potwierdziłam, wąchając róże. Nie byłam jednak pewna, czy robię dobrze. W głowie miałam głos Catherine: "Ten gość mi się nie podoba. Jest w nim coś dziwnego”. Nie miałam serca go zostawić. Popełnił błąd, ale dopiero się poznawaliśmy. Miał rację, nie mogłam go skreślić na starcie. – Ale naprawdę mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy.
- Obiecuję ci. – Złapał mnie i przyciągnął do siebie. Sekundę później przycisnął usta do moich. Zamarłam. To był nasz pierwszy pocałunek. Całowałam się już wcześniej, ale nie było to na poważnie. Teraz… czekałam na ten magiczny moment. Czekałam, aż będzie jak w komedii romantycznej, poczuję motylki w brzuchu, świat stanie się kolorowy, zarzucę mu ręce na szyję i będziemy tak stać objęci do końca świata.
Oczywiście to wszystko okazało się być jedną wielką bzdurą.
Nie podobał mi się ten pocałunek. Całował mnie zbyt zachłannie, zbyt nachalnie, jakby chciał mnie zmusić, bym nie odchodziła. W tej sytuacji liczyłam na coś delikatniejszego, na coś bardziej magicznego, chwilę, którą będę dobrze wspominać i zapamiętam na długo. Tymczasem jego usta były… po prostu nie takie. Nie pasowały do moich.
Mimowolnie pomyślałam o Patricku i przyszło mi do głowy, że on na pewno wiedziałby, jak mnie w tej chwili pocałować.
- Nie skreślaj mnie – usłyszałam szept Paula. – Obiecuję ci, że się poprawię i już nie będziesz musiała mi nic wybaczać.
Nie miałam serca mu odmówić. Z westchnieniem uznałam, że muszę chociaż spróbować pociągnąć to dalej. Przywrócić ten moment, kiedy jego dłoń idealnie pasowała do mojej, a jego oczy były utkwione tylko we mnie. Moment, kiedy czułam się szczęśliwa.  

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2584 słów i 14439 znaków, zaktualizowała 20 lut 2018.

1 komentarz

 
  • POKUSER

    Piękny odcinek, a przemyślenia naszej bohaterki jak zawsze rewelacja  :bravo: ps jak sesja?

  • candy

    @POKUSER zdana od razu, już nowe zajęcia :D dzięki!

  • POKUSER

    @candy zuch dziewczyna  :bravo: