Przywracając życie - rozdział dziesiąty

Byłam tak zła, że nie miałam siły absolutnie na nic, dlatego nawet nie wzięłam prysznica, tylko od razu poszłam spać. Zwykle nie miewam snów, a jeśli już, to są pełne głupot i pozbawione sensu. Tym razem jednak przyśniły mi się wspomnienia – chwila, o której dawno nie myślałam.
Dziadkowie ze strony taty zmarli jeszcze zanim się urodziłam, więc nigdy nie miałam szansy ich poznać, za to spędziłam długie lata z dziadkami ze strony mamy. Dziadek był raczej szorstki, palił papierosy i dużo kaszlał, ale i tak zawsze nazywał mnie swoją ukochaną wnuczką i głaskał po głowie, gdy chodziłam spać. Babcia była jedną z tych typowych babć – pulchną, z kokiem siwych włosów, z mnóstwem pomysłów na wszystko, miłą i zawsze podającą jedzenie. Taką ją zapamiętałam. Nigdy na mnie nie krzyczała, jej głos był zawsze cichy, spokojny i ciepły. To do niej uciekałam, gdy miałam problem, gdy rodzice na mnie krzyczeli, albo gdy po prostu chciałam się najeść i z kimś porozmawiać. Gdy umierała, było mi bardzo smutno. Miałam jedenaście lat, ale ostatnia rozmowa z nią zapadła mi w pamięć aż do dziś.
- Dziecko… - powiedziała babcia słabym głosem, ściskając mnie za rękę. – Kiedyś to zrozumiesz. Jeszcze nie teraz, bo póki co jesteś tylko dzieckiem. Korzystaj z tego. Ale gdy dorośniesz, zrozumiesz, że mama ma zawsze rację. Słuchaj się jej – dodała. Chciałam coś powiedzieć, ale czułam, że nie powinnam, dlatego milczałam. – Często będziesz miała wrażenie, że mówi lub robi coś tylko po to, by zrobić ci na złość. Wcale tak nie jest. Po prostu… życie… uczy… - westchnęła. – Po tylu latach już na pierwszy rzut oka widzi się niektóre rzeczy. Nie zawsze będzie kolorowo, ale co by się nie działo, to mama zawsze będzie po twojej stronie. Zaufaj jej. Być może nie będziesz rozumiała jej motywów, powodów jej zachowania, taką wiedzę nabywa się z czasem. Ale teraz zaufaj mi, gdy ci mówię… - Uścisk się wzmocnił. – Że mama ma zawsze rację. I że rodzice zawsze chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. Pamiętaj o tym, nawet kiedy będziesz się na nią złościła, dobrze?
Cała we łzach, skinęłam głową. Niedługo potem babcia umarła, a ja mogłam wspominać te jedenaście lat, tę ostatnią rozmowę i ten uścisk ręki.  
Starałam się pamiętać słowa babci. Ufałam jej i wiedziałam, że nigdy by mnie nie okłamała. Tak więc starałam się nie złościć na mamę, gdy zabierała mi komórkę, bym bardziej skupiała się na nauce i zdobywaniu dobrych ocen; gdy nie pozwalała mi siedzieć wieczorem przy telewizorze czy laptopie i kazała iść spać, choć wcale nie czułam się zmęczona. Nawet wtedy, gdy czepiała się o takie drobnostki, jak bałagan w pokoju. Nie zawsze mi się to udawało, oczywiście. Często jej nie rozumiałam, miałam wrażenie, że robiła to wszystko z czystej złośliwości. Co komu szkodziło trochę kurzu na szafce nocnej, rozrzucona pościel, dwa kubki i talerz po kolacji na biurku? Ale mimo wszystko się starałam, bo pamiętałam słowa babci. W końcu ona znała moją mamę całe życie, wychowała ją. Sama była matką. Może faktycznie mamy były dużo mądrzejsze i rozumiały rzeczy, które dla dzieci były niewidoczne. Może moja mama, pani Adams i Catherine widziały w Paulu coś więcej niż ja? Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie był ideałem, ale może one dostrzegały jeszcze więcej? Ja coś do niego czułam, byłam nim zauroczona, co z pewnością wpływało na moją obiektywność. Aż trzy osoby przestrzegały mnie przed Paulem, a podobno troje to już tłum.
Gdy troje lekarzy nie zgadza się na ten sam pomysł, dwoje może przegłosować tego jednego. Zgodna decyzja dwójki co do określonej procedury czy zabiegu, przesądza sprawę. Wystarczą dwie osoby. Tutaj były już trzy. A przecież ja sama dobrze wiedziałam, że coś tu było nie tak.
Rano byłam w bojowym nastroju i postanowiłam porozmawiać z mamą o tym, co złego widziała w Paulu. Tym razem nie zamierzałam uciekać.
- Najpierw to było tylko zwykłe przeczucie – odparła mama, patrząc na mnie z lekką obawą, jakby się bała, że zaraz na nią wrzasnę. – Ale wydał mi się bardzo… - urwała, szukając słowa. – Wygodnicki.
- Jak to? – spytałam szybko.
- Rozumiem, że chciałaś zrobić dla niego coś miłego. Ale… Mary, on nawet ci nie podziękował! – Mama podniosła lekko głos. – Zjadł to, co dla niego przygotowałaś i nic. Chwilę potem zwiał stąd jak oparzony. Rozumiem, że moja obecność mogła go zestresować, ale chyba nie na tyle, żeby zapomniał o manierach. Słuchałam waszej rozmowy, gdy się szykował do wyjścia. Wtedy też nie padło żadne "dziękuję”.
Z każdym jej słowem czułam się coraz gorzej. Usiłowałam jej przerwać, ale mama się już rozkręciła:
- Gdy weszłam do kuchni, siedział rozpostarty jak król, czekający na podanie jedzenia przez służbę. W ogóle z tobą nie rozmawiał, nie uśmiechał się do ciebie. – Mama wzruszyła ramionami, ale widać było, że jest zła. – Może się mylę. Widziałam go tylko chwilę, prawie z nim nie rozmawiałam. Ale mam złe przeczucia i nie sądzę, by znikły.
Czułam, że mimo wszystko mama się nie myliła. Wcale nie poczułam się lepiej po tej rozmowie. Poczułam się za to wykorzystana, choć chodziło przecież tylko o głupie spaghetti. Uświadomiłam sobie jednak, że mama miała rację. Może i nie zauważyłam tego wszystkiego, co ona, ale gdy prześwietliłam w myślach nasze spotkanie, faktycznie nie mogłam sobie przypomnieć, żeby Paul za cokolwiek mi podziękował. Nie oczekiwałam niczego wylewnego, ale docenienia samego faktu, że chciałam to zrobić, że poświęciłam mu swój czas. Analizowałam w milczeniu resztę wypowiedzi mamy. Czułam się jak naiwna idiotka.  
Jadąc do szkoły, podjęłam decyzję. Postanowiłam dać mu ostatnią szansę. Naprawdę ostatnią. Nasz związek bardziej przypominał luźną relację. Brakowało mi tu wielu rzeczy, a ja nie mogłam naprawiać tego w pojedynkę, choćbym nie wiem jak bardzo chciała. Może Paul zwyczajnie do mnie nie pasował. Może miał być tylko kolejną lekcją w moim życiu. Nie zamierzałam walczyć całą sobą, jeśli nie miałam pewności, czy faktycznie było o co.  
Tak więc postanowione – ostatnia szansa. Tym razem jednak nie miałam zamiaru mówić mu, że mam zastrzeżenia. Nie chciałam jego kolejnych obietnic, że się poprawi, że będzie lepiej. Człowiek powinien zachowywać się odpowiednio w każdej sytuacji, a nie tylko wtedy, gdy to obiecał.  
Ale oczywiście, jak to z Paulem bywało, jego zachowanie znów się zmieniło. Ponownie był miły, uroczy, nie krzyczał, nie burczał niczego pod nosem, znowu było w porządku. Z jednej strony zdawało mi się, że tylko czekam na jakieś jego potknięcie, bym mogła mu powiedzieć, że zmarnował swoją ostatnią szansę i że to chyba już koniec naszej przygody. Ale z drugiej strony… nie chciałam go skreślać. W końcu każdy popełniał błędy i gdyby każdy tak szybko dawał już tę ostatnią szansę, nie istniałyby żadne związki. Poza tym, czułam, że by mi go brakowało, gdyby faktycznie nasze drogi się rozeszły. Nie zawsze było kolorowo, ale przywiązałam się do niego. Z czasem polubiłam nasze pocałunki, podobało mi się, jak jego duża ręka otulała moją, jak chodziliśmy na spacery. Lubiłam, jak wysyłał mi smsy na dobranoc, a czasem i na dzień dobry. Nie mogłam powiedzieć, że się w nim zakochałam, ale z całą pewnością nie było do tego daleko. Lubiłam wpatrywać się w jego błękitne oczy i zawsze zanotowywałam sobie w myślach, kiedy machał tymi swoimi blond włosami. Kiedy coś mi się przydarzało, od razu mówiłam jemu. No… jemu i Patrickowi. Ale Patrick był teraz moim najlepszym przyjacielem. Nic dziwnego, że też wszystko mu mówiłam.
Ponieważ chwilowo w moim życiu nie było żadnych problemów, skupiłam się na Natalie. Z dziesiątek wiadomości wymienianych z różnymi chłopakami, w końcu zrobiła się jedna. Przypadł jej do gustu niejaki Drew i bez przerwy ze sobą rozmawiali. Spodobał jej się na tyle, że w końcu postanowili się spotkać, a Natalie cały czas chodziła podekscytowana. W piątek po południu poszłam z nią do jej domu, by pomóc jej wybrać odpowiedni strój, a potem pójść razem z nią na spotkanie.
- Mam być twoją przyzwoitką? – rzuciłam ze śmiechem, prostując jej włosy prostownicą. – Myślisz, że się na ciebie rzuci?
- Nigdy nic nie wiadomo. Cholera wie, czy faktycznie jest tak przystojny, jak na zdjęciu. – Natalie ze zdenerwowania obgryzała paznokcie. – Może to jego kolega. Albo zwykłe zdjęcie z Googla.
- A może jest właśnie tak przystojny, miły i znalazłaś swoją bratnią duszę – uznałam, decydując się na optymistyczny scenariusz. Odłączyłam prostownicę i odłożyłam ją w ustronne miejsce, by ostygła. – No, jesteś gotowa! Naprawdę mam iść z tobą? Trochę mi się nie chce – zażartowałam, choć po części była to prawda.
- Musisz iść ze mną! Usiądziesz kawałek dalej i będziesz obserwować. Ja mogę nie być obiektywna i to ty będziesz musiała mi powiedzieć, czy to porządny facet. I, oczywiście, obronisz mnie, gdyby wyciągnął nóż.
- No jasne, bo przecież mam kurs samoobrony w małym palcu – rzuciłam, a w duchu pokręciłam głową na tę ironię. W tej sytuacji to ja miałam być obiektywna – a nie potrafiłam taka być wobec samej siebie. Nie mogłam jednak odmówić Natalie, dlatego oczywiście się zgodziłam. Napisałam smsa do Paula, że pomagam koleżance i że zadzwonię do niego wieczorem. Nie miał nic przeciwko temu, więc zadowolona schowałam komórkę do torebki i razem z Natalie wyszłyśmy z domu w stronę pobliskiej kawiarni. Cały czas podskakiwała niczym diabełek z pudełka.
- Uspokój się – upomniałam ją, naciągając na włosy czapkę. Zaczął prószyć śnieg i było naprawdę zimno. Zaczynało się też ściemniać. – Chyba nie chcesz, żeby Drew pomyślał, że jesteś nadpobudliwa.
- Może jestem.
- W takim razie ukryj to. Wyglądasz, jakbyś wypiła z dziesięć kaw.
Dotarłyśmy na miejsce o czasie. Drew już siedział przy stoliku i faktycznie wyglądał tak, jak ze zdjęcia. Natalie wzięła głęboki oddech i wdzięcznie ruszyła w jego stronę, a ja znalazłam sobie malutki stolik parę metrów dalej. W kawiarni panował spory ruch, więc nie mogłam słyszeć wszystkiego, o czym rozmawiali, dlatego postanowiłam skupić się na mimice Drew. Z tyłu głowy wciąż miałam uwagi mojej mamy odnośnie Paula – że prawie na mnie nie patrzył, nie rozmawiał ze mną, nie uśmiechał się. Postanowiłam kierować się właśnie tymi kategoriami, oceniając Drew.
Byłam tak zapatrzona w nich, że wkrótce zamarłam w bezruchu i siedziałam niczym posąg. Przez to nie zauważyłam Patricka, który zamachał mi ręką przed twarzą tak gwałtownie, że nieomal spadłam ze stołka.
- Przestraszyłeś mnie! – wydyszałam, spoglądając na niego. Chichotał pod nosem, rozsuwając kurtkę. Wyglądało na to, że dopiero przyszedł. – Co tu robisz?
- Chcę się napić kawy, ale może to zbyt dziwny powód, żeby przychodzić do kawiarni – odparł ironicznie, ale uśmiechał się ciepło. – Mogę usiąść?
- Co to za pytanie? Jasne, że możesz. – Zdjęłam moją torbę z drugiego krzesła, by Patrick mógł usiąść. – Nie wiedziałam, że tu przychodzisz.
- A ja nie wiedziałem, że ty tu przychodzisz. – Po kolei zdejmował z siebie czapkę, szalik i rękawiczki, a ja mimowolnie przyłapałam się na myśli, że mógłby również zdjąć z siebie bluzę i koszulkę. Zmierzwił włosy palcami, odgarniając je do tyłu.  
- Tak naprawdę to nie przychodzę. Natalie jest na randce, a ja robię za przyzwoitkę – wyjaśniłam. – O, tam są. – Dyskretnie wskazałam głową na Natalie i Drew, pogrążonych w rozmowie. Patrick obejrzał się za siebie, po czym z powrotem odwrócił do mnie.
- Aa, czyli to dlatego tak się na nich gapisz. Już myślałem, że to konkurent dla Paula.
- Paul nie ma żadnych konkurentów – odparłam, choć to nie była do końca prawda.  
Podano nam menu, ale wkrótce byliśmy tak zajęci rozmową, że zapomnieliśmy zamówić. Gdy przyszła kelnerka z pytaniem, czy się już zdecydowaliśmy, wybuchłam gromkim śmiechem i powiedziałam, że potrzebujemy jeszcze chwilki. Dziewczyna spojrzała na mnie z miną wyrażającą głęboką dezaprobatę, ponieważ kartę dostaliśmy około dwadzieścia minut wcześniej, ale skinęła głową i odeszła bez słowa. Patrick wziął kawę, ale ja nie miałam ochoty na kofeinę, więc poprosiłam o rozgrzewającą herbatę. Chwilę później Natalie i Drew zaczęli się podnosić ze stolika. Zawahałam się. Nie wiedziałam, czy idą gdzieś razem, czy może Natalie zamierzała już wrócić do domu i powinnam pójść z nią. Sprawdziłam telefon, ale nie wysłała mi żadnej wiadomości.
- Chyba powinnam iść… - powiedziałam niepewnie.
- Żartujesz? – żachnął się Patrick. – Dopiero zamówiliśmy. Wyjdziesz, zanim w ogóle wypijesz herbatę? Randka wyraźnie się kończy – dodał, zerkając na Natalie. – Już nie jesteś przyzwoitką. Możesz tu ze mną zostać i w spokoju coś wypić.
Od razu przystałam na tę propozycję. Natalie, mijając mnie, posłała mi znaczące spojrzenie, które mówiło "pogadamy później”. Skinęłam jej głową, ale myślami byłam już tylko przy stoliku z Patrickiem. Wkrótce kelnerka przyniosła nam parujące napoje i w końcu zaczęło być trochę cieplej. Rozmawiając z Patrickiem, zapatrzyłam się na jego dłonie, jedną obejmującą kubek z kawą i drugą, położoną swobodnie na stoliku. Miał duże, ciepłe dłonie, z lekko widocznymi żyłami. Pomyślałam, że gdyby wziął mnie za rękę, na pewno poczułabym, że były też silne. Wyglądały w zasadzie podobnie jak dłonie Paula, a jednak… u Patricka wyglądały one lepiej. Tak, że chciałam je złapać i nigdy nie puścić.  
Z rozmowy wyrwał mnie dźwięk tłuczonego szkła. Był głośny, aż podskoczyłam na krześle. Zobaczyłam, jak kelnerka podchodzi do jakiegoś stolika i zaczyna dość głośno pomstować. Chwilę później sprzątała szkło z podłogi i wycierała ciemny płyn, a ktokolwiek zbił ten kubek, rzucił pieniądze na stół i szybko wyszedł. Właściwie były to dwie osoby. Obserwowałam, jak szybko wychodzą na zewnątrz, tam zakładają na siebie kurtki i szaliki, śmiejąc się przy tym na cały głos. Szyby były przejrzyste, więc obserwowałam tę parę jeszcze kilka sekund. Właściwie nie wiedziałam, dlaczego to robię. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ta dziewczyna miała świetną kurtkę, którą ja chciałam sobie kupić parę dni temu, ale niestety już nie znalazłam ani jednej sztuki w sklepie. Z irytacją pomyślałam, że mogła ją zostawić na siedzeniu, skoro tak szybko wybiegła z kawiarni. Dalej na nią patrzyłam, aż dostrzegłam, jak towarzyszący jej chłopak przyciągnął ją do siebie i mocno pocałował, jednocześnie sięgając ręką jej pośladków. Słabo naciągnięta czapka chłopaka spadła z jego głowy na ziemię pod wpływem mocnego powiewu wiatru. Moje serce nagle stanęło. Wszędzie poznałabym te włosy. Tym chłopakiem był Paul.
- Co się stało? – dobiegło mnie pytanie Patricka, ale miałam wrażenie, że słyszę go jakby zza grubej warstwy szkła. Oczy miałam utkwione w Paulu, który dalej całował tę dziewczynę, jakby świata poza nią nie widział. Obraz nagle się rozmył. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że mam oczy pełne łez. Patrick patrzył na mnie, przerażony. Podążył za moim wzrokiem i zobaczył Paula. Kątem oka zobaczyłam, że jego dłonie zacisnęły się tak, że aż zbielały mu knykcie.  
- Czy to Paul? – rzucił ostro.
- Tak – szepnęłam. Nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej. Gwałtownie odsunęłam się od stolika i wstałam, chwytając moją kurtkę i torebkę. Wybiegłam równie szybko co Paul i ta dziewczyna. Chwilę później stałam na zimnie. Nie wiedziałam, co zrobić. Iść za nimi? Wrócić do domu? Popłakać się na miejscu? Nie zdecydowałam, bo poczułam, jak Patrick mocno ściska mnie za rękę.
- Tak mi przykro – usłyszałam jego szept. – Naprawdę bardzo mi przykro.
Przymknęłam oczy, a łzy gorącymi smugami potoczyły mi się po zmarzniętych policzkach.  
Naiwna idiotka.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3108 słów i 16724 znaków, zaktualizowała 27 lut 2018.

2 komentarze

 
  • POKUSER

    Moim zdaniem chyba najlepszy odcinek tej serii. Jest niespieszna akcja, ktorą można się delektować, są emocje i moje ulubione przemyślenia bohaterki. A do tego oczywiście zakończenie w Twoim stylu tzn zaskakujące i zachęcające, choć lepszym określeniem będzie zmuszające ;) do dalszego czytania  :bravo:

  • candy

    @POKUSER bardzo mi się spodobało to "w Twoim stylu" :D i ogólnie bardzo dziękuję za komentarz :)

  • Fanka

    Mamy zawsze wiedzą najlepiej  ;)  
    Uwielbiam to opowiadanie  :bravo:

  • candy

    @Fanka <3