Pozwól, że nauczę Cię kochać. Cz.6

Pozwól, że nauczę Cię kochać. Cz.6Esme:
Obudziłam się z myślą, że dziś zabije nasze uczucie. Chociaż nie można nazwać tego obudziłam, bo zbudziła mnie Magda wrzeszcząc na mnie, krzycząc i dosłownie zwalając mnie z łózka. Nie spałam za wiele a przede mną było jeszcze długie wesele i jutrzejsze poprawiny. O nocy poślubnej i zdjęciach, nie wspominając. Pół nocy ne spałam, zastanawiając się nad słowami Magdy i Omara. Miałam poczucie, że popełniam błąd, ale jeszcze większy popełniłabym gdybym wycofała się z naszego ślubu. Rafał z jednym miał rację, moje dziecko potrzebowało ojca, ojca jakim będzie dla niego Rafał. Obiecałam to nie tyle sobie, jemu, ale przede wszystkim mojemu dziecku i jako matka, nie mogłam go zawieźć. Jednak tu Magda też miała rację pytając się mnie, co z moim szczęściem. Miałam świadomość, że w chwili powiedzenia tak, na zawsze zrezygnuje z własnego szczęścia. Tylko, czy ja miałam wyjście? odpowiedź brzmi banalnie prosto: Nie. Nie miałam żadnego wyjścia i chyba to przetłaczało mnie najbardziej. Nie miałam wyjścia, nie miałam prawa wyboru. Wstałam z łózka, poszłam pod zimny, orzeźwiający prysznic i zjadłam na szybko śniadanie. Na dziś byłam umówiona z kosmetyczką i fryzjerką. Około południa miała wpaść moja mama i pomóc mi w przygotowaniach. Wszystkim miał zająć się Rafał, ale nie byłam pewna, czy się wyrobił. Fotograf, bryczka, która miała zawieźć nas do kościoła. To wszystko było robione na szybko i nie byłam pewna, czy o czymś nie zapomnieliśmy.  
- Oddychaj! - usłyszałam głos Magdy. Odwróciłam się do przyjaciółki i posłałam jej nieszczery uśmiech.  
- Tylko nie panikować - wypowiedzieliśmy jednocześnie i wybuchliśmy śmiechem.
- Esme jesteś tego pewna? - zapytała, patrząc na mnie czułym wzrokiem. - Nie Magdo, ale teraz nie ma to już znaczenia - wyznałam i bez słowa ruszyłam w stronę auta, które miało zawieźć nas w umówione miejsce.

  ***
Rafał:
Stałem w ogrodzie i paliłem już chyba trzeciego papierosa, tylko tu w ogrodzie mogłem kopcić, ponieważ w domu przybywała Esme z naszym dzieckiem, a ja nie chciałem jej zaszkodzić. Dziś wreszcie nadszedł tak bardzo oczekiwany dzień, ale nie byłem pewny, czy postępowałem właściwie. Miałem świadomość, że gdybym nie namieszał, nie rozdzielił mojego brata z Esmę, nigdy nie wyszła by za mnie. Zawsze miałem to, czego chciałem. Brałem to, co mi się podobało. Nie uznawałem odmowy i po trupach osiągałem swój cel. To ja podsunąłem chłopakom ten pomysł z zakładem, ja namieszałem i ja wysłałem tam Martę. Ja też nagadałem jej tych rzeczy, po których tak naprawdę zgodziła się z nim być i ja, zapłaciłem jej, by wywiozła go jak najdalej stąd. Prawda taka, że gdyby nie on, nic sam bym nie wskórał, ale była taka śliczna, że miałem świadomość, że mój brat zapewne się jej nie oprze. Tylko, że posuwałem się do tego wszystkiego, nie wiedząc o jej ciąży. Gdybym wiedział, że kobieta która pokochałem nosi w sobie jego dziecko, nigdy nie posunąłbym się do tego typu intryg. Później nie mogłem patrzeć na jej łzy. Wiele razy chciałem powiedzieć jej o tym wszystkim, wiele razy chciałem przyznać się do tego, co narobiłem, ale nie potrafiłem. A teraz było już za późno. Mogłem przecież jeszcze powiedzieć mojemu bratu o ciąży Esme, mogłem powiedzieć Esme, że on niczego nie pamiętał, ale bałem się. Nie tyle jej reakcji, która zapewne byłaby ostra, co bałem się o dziecko. Zakochałem się w niej od pierwszej chwili, w której ją zobaczyłem. Umierałem z zazdrości, gdy spotykała, gdy związała się z Omarem, a uczucie, jakie żywił mój brat do niej, w tym nie pomagało. Chyba wtedy obiecałem sobie, nie ja sobie przyrzekłem, że zrobię wszystko, by ta kobieta była moja. I tak teraz się stało, tylko, że ja nie poczułem ulgi, czy radości. Wręcz przeciwnie. Za każdym razem, gdy patrzyłem w jej oczy i zobaczyłem ból, zamiast miłości, zobaczyłem żal, zamiast uczucia, poczułem ból. I znów chciałem się przyznać, chciałem jej powiedzieć, ale znów nie umiałem. Byłem tchórzem, bo przecież powinienem być z nią szczery, powinienem im wyznać prawdę, przeprosić ich i zejść im z drogi, pozwolić by ich miłość wygrała. Jednak byłem zbyt wielkim samolubem, za bardzo jej pragnąłem, by tak postąpić.
- Nie pal tyle braciszku - usłyszałem głos Omara. Brat zabrał mi papierosa z ręki i sam zapalił, a ja spojrzałem na niego zaskoczony. Od kiedy on zaczął palić?
- To Ty nie pal - rzuciłem i posłałem mu uśmiech. Nie wiem jak jeszcze potrafiłem po tym wszystkim patrzeć mu prosto w oczy, jak będę jej potrafił?  
- Nie zapomniałeś niczego? - zapytał Omar, jakby chciał mnie dopilnować. - Nie. Chyba, że - sprawdziłem w kieszeń i zamarłem. Nie było tam najważniejszego - obrączek.  
- Tego szukasz? - zapytał, pokazując czarne pudełeczko z obrączkami, takimi samymi, co nasi rodzice. Im przyniosły szczęście, więc wybrałem takie same, mając nadzieje, że i nam przyniosą.  
- Schowaj je i nie zgub - rzuciłem i odszedłem, bo nie mogłem znieść świadomości, że zraniłem dwie ukochane mi osoby.

   ***
Omar:
Trzymałem w ręce obrączki i spojrzałem na grawer napisany z tyłu. ślub Rafała i Esmeraldy z datą ślubu. Zamarłem. Patrzyłem w dal, ale po Rafale nie było śladu. Chciałem odejść, chciałem wyjechać, chciałem uciec, by ból minął. Jednak tak się nie dało. Gdziekolwiek bym teraz był, cokolwiek by robił, wciąż czuł bym to samo. Jej stratę.  

Spojrzałem na zdjęcie, które znalazłem wczorajszego wieczora i znów przywołałem wspomnienia.
- Kochanie nie złapiesz mnie! - zawołała dziewczyna i biegła ile sił w nogach.  
- Ja cię nie złapię?- zaśmiałem się i po chwili oboje upadliśmy na złociste, jesienne liście.  
- Uważaj! - zawołała, ale nie obchodziło mnie to. Zamknąłem ją szczelnie w swoich objęciach i całowałem zachłannie jej kuszące usta.
- A jeżeli ktoś nas tu znajdzie? - zapytała a w oczach był strach.
- Kto może nas znaleźć? jesteśmy tu sami, no prawie sami, bo kilka metrów dalej jest zebrane towarzystwo przy ognisku - zaśmiałem się.
- A propo zjadłabym coś.  
- A może mnie? - przerwałem jej, a ona się zaśmiała.
- No może - rzekła i uciekła prosto w stronę ogniska.
- Zaczekaj! krzyknąłem i pobiegłem za nią.  

- Synku! - z zamyśleń wyrwał mnie głos mamy. Spojrzałem na nią wilgotnymi oczami. Chciałem wcisnąć jej coś w rodzaju coś wpadło mi do oka, ale nie dało się. Nasza matka była mądrą i bystrą kobietą, kompletnie nie wyglądającą na swój wiek.  
- Dawno przyjechaliście? - zapytałem, zmieniając temat.  
- Jedziemy prosto z lotniska synku - usłyszałem głos ojca. Spojrzałem na rodziców, dla mnie wzór szczęśliwego i udanego małżeństwa i wyściskałem się z nimi. Mamę obejmowałem troszkę dłużej, chcąc w ten sposób skryć się w ramionach matki i chociaż na chwilę zapomnieć o tym bólu.
- A gdzie twoje rodzeństwo? gdzie młodzi? jak się czuje Esmeralda? - dopytywali. Nie miałem sił im odpowiadać. Zaprowadziłem ich do ich sypialni i zostawiłem ich samych. Nie miałem teraz siły na rozmowę.

Patrzyłem na ei nie mogłem oderwać od niej wzroku. W tej fryzurze, wyglądała jak Bogini. Makijaż, fryzura i jej uśmiech oślepiały wszystkich, którzy już zebrali się w mieszkaniu, by pobłogosławić młodych. Bryczka miała przyjechać za jakieś pół godziny, a wraz z nim kamerzysta i fotograf. W domu panował chaos. Rafał kręcił się to tu, to tam a z daleka było widać, jak zżera go stres. Ja sam też zacząłem się bać, ale bardziej niż stres zawładnęła mną zazdrość i ból.  
- Braciszku! - usłyszałem głos Magdy. Odwróciłem się do siostrzyczki i posłałem jej szczery uśmiech. Wyglądała olśniewająco.
- Ktoś chciałby z tobą się spotkać. Jeżeli chcesz mogę Cię przemycić do pokoju Esmę - wyznała, trzymając prawa dłoń na moim barku.  
- Ale - wyznałem, nie będąc pewien, czy to dobry pomysł.  
- Powiedzieć jej, że nie chcesz? - zaśmiała się i już chciała odejść, ale złapałem ją za rękę. Razem z nią szedłem na spotkanie z moją przyszłą bratową i nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Nigdy nie przestałem Cię kochać? po kilku minutach siedziałem w pokoju Esme i czekałem. Drzwi otworzyły się, a po chwili zobaczyłem przerażoną twarz ukochanej. Magda stała za drzwiami na straży i pilnowała, by nikt nas nie przyłapał.  
- Esme wyglądasz - zawahałem się i spojrzałem na jej twarz. Jej oczy szkliły się, a łzy nadal leciały po jej policzku. - Wyglądasz bajecznie. Dech zapiera - wyznałem, starając się by nikt nas nie usłyszał.  
- Ty też prezentujesz się nieźle - zażartowała i spojrzała mi głęboko w oczy. - Omar co my wyprawiamy? dlaczego nie wyjedziemy nie uciekniemy stad? - zapytała, a mnie odebrało mowę.  
- Chcesz? - zapytałem zbity z tropy.  
- A ty? - zapytała. Spojrzałem na nią, starając się byśmy się nie rozpłakali. Chciałem powiedzieć chcę, chciałem wybić okno i wyprowadzić ją stąd, porwać, wywieźć do miejsca, gdzie nikt by nas nie znalazł. Naprawdę tego chciałem, marzyłem o tym, ale było dziecko. Ich dziecko.  
- Nie możemy. Byłoby to szaleństwem - wyznałem patrząc na jej zaokrąglony brzuch.  
- A szaleństwem nie jest to, że wychodzę za twojego brata, a moje myśli, moje serce pragnął Ciebie. Szaleństwem nie jest to, że nie potrafię o Tobie zapomnieć? że nie chcę o tobie zapomnieć? całe nasze życie jest szaleństwem Omar. Jest coś, co muszę Ci powiedzieć Omarze - wypaliła i spojrzała mi głęboko w oczy. Wzięła moją dłoń i położyła na swoim brzuchu. Spojrzała mi głęboko w oczy, ale nie odezwała się nic.  
- Nie czujesz? naprawdę nic nie czujesz? - zapytała. Zabrałem swoją dłoń i zrobiłem krok w tył. Czego ona ode mnie do cholery chciała? czego oczekiwała.  
- Nie kochasz mnie już prawda? - zapytała, a po jej policzkach płynęły łzy. Chciałem powiedzieć, że kocham, chciałem ją zapewnić, że nigdy nie przestałem jej kochać, chciałem wyznać jej miłość, ale nie mogłem.
- Przykro mi coś się wypaliło - rzuciłem i bez słowa odszedłem. Chciałem wyjść jak najszybciej. Chciałem opuścić ją, zanim spojrzy mi w oczy i zrozumie, że kłamie. Chciałem uniknąć jej łez. Wychodząc zgubiłem zdjęcie, które wypadło mi z kieszeni. Nie zatrzymałem się, nie spojrzałem na nią. Wybiegłem niemal z jej pokoju, nawet nie zatrzymując się, gdy Magda mnie zawołała. Zatrzymałem się dopiero na korytarzu i dałem upust emocją.  
- Przepraszam - wypaliłem, zdając sobie sprawę, że nikt z wyjątkiem mnie, tego nie usłyszy.

            ***
Esme:
- To twoje dziecko! - krzyknęłam, ale drzwi zamknęły się. Upadłam bezwładnie na podłogę i zaczęłam płakać. łzy wylewały się z moich oczów, a ja chciałam umrzeć. Nie mogłam znieść jego chłodu, nie mogłam znieść jego obojętności. Nic nie poczuł, gdy trzymał rękę na moim brzuchu, nic nie poczuł, gdy trzymał rękę na naszym dziecku.  
- Esme - usłyszałam za sobą głos Magdy. Dziewczyna klękała na podłodze i mocno mnie objęła, a ja ryczałam w jej ramionach. Z tego wszystkiego nawet nie wiedziałam kiedy weszła. Nie daleko mnie leżało nasze zdjęcie, ale nie zareagowałam. Nie podniosłam go, uświadamiając sobie, że jego miłość, nasza miłość nic nie była warta.  
- Co tu zaszło? Widziałam jak Omar zapłakany wybiega z pokoju. Pokłóciliście się? - zapytała Magda, ale nie zwróciłam uwagi na jej pytanie. Wciąż w głowie miałam jego słowa. Coś się wypaliło. Poczułam jak z moich policzków lecą kolejne porcję łez i nie wytrzymałam, znów się rozpłakałam. Do pokoju po cichu, niczym mysz weszła mama i objęła mnie od tyłu.  
- Cii wypłacz się dziecinko, wypłacz mój aniele - kołysała mnie i głaskała delikatnie po włosach, uważając na moją i tak już prawie rozwaloną fryzurę. - Chodzi o niego? - zapytała mama, ale nie odpowiedziałam. Spojrzałam w jej oczy i już wiedziała. Nie potrzebowała słów, by miała jasność, że powodem mojego płaczu był Omar Krajewski.  
- Zaproponowałam mu ucieczkę. Chciałam byśmy wyjechali, chciałam byśmy po prostu uciekli a on - zawiesiłam głos, by przełknąć kolejną porcję łez.  
- A on? - zapytały jednocześnie.  
- On wyznał, że jego uczucie się wypaliło. Przestał mnie kochać. Przestał - wybuchłam niepohamowanym płaczem i przez długi czas nie mogłam się uspokoić.

Moja ukochana mama spisała się na medal. Nie dość, że pozwoliła bym wypłakała cały żal, cały ból, całą stratę, to jeszcze poprawiła to, co przez swoja głupotę rozwaliłam. Już kwadrans później miałam na twarzy delikatny makijaż, bo oczywiście po poprzednim,przez moje łzy nie było nawet śladu i poprawiona fryzurę. Schodziłam, wycierając ostatnie krople łez z twarzy i dumna, z podniesionym czołem szłam w stronę salonu, w którym znajdowała się najbliższa rodzina.  
- Córeczko jesteś tego pewna? - zapytała mama, patrząc mi głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się przez łzy, zrzucając wszystko na hormony i zruszenie dzisiejszym dniem i kiwnęłam głową.
- Tak mamo. Dziękuje - powiedziałam cicho,prosto do jej ucha. Stanęłam przy moim przyszłym mężu i spojrzałam na zestresowana twarz Rafała. Nasi rodzice po wejściu kamerzysty zaczęli przychodzić do ich obowiązku. Pół godziny później po wszystkich życzeniach najbliższych, po wszystkich błogosławieństwach udaliśmy się przed dom, gdzie czekał na nas fotograf. Zrobił nam kilka ujęć i po chwili siedzieliśmy już w bryczce, która miała zawieźć nas pod kościół. Ja z Rafałem siedziałam z przodu, a za nami siedziała Magda i Omar, nasi świadkowie. Samochody z gośćmi powolutku ruszyły za dwoma białymi końmi, które ciągły bryczkę, na której siedzieliśmy.
- Jesteś szczęśliwa? - zapytała Magda, a ja złapałam mocniej jej brata za rękę.  
- Tak, Jestem szczęśliwa kochanie - wyszeptałam do ucha Rafała, ale na tyle głośno, by Omar mógł wszystko usłyszeć. CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2802 słów i 14363 znaków, zaktualizowała 12 lis 2015.

5 komentarzy

 
  • Justys20

    Widocznie taki ich los albo zamiar autorki

  • agusia16248

    @Justys20 Los się jeszcze do nich uśmiechnie

  • Justys20

    @agusia16248  

  • Misiaa14

    Cudowneee *-*

  • agusia16248

    @Misiaa14 Dziękuje

  • NataliaO

    Kocham to opowiadanie

  • agusia16248

    @NataliaO

  • mysza

    No nie! Oni są nienormalni. Nie moge tego czytać. Nie mam nic do tego jak piszesz, po prostu nie umiem pogodzić się z tym co tu się dzieje

  • agusia16248

    @mysza Może i tak, ale oni mają tylko takie mylne wyobrażenie o miłości. Każdy z nich myśli, że takie zachowanie jest odpowiednie, że nie mają innego wyjscia, ale kazdy z nich kocha drugą osobę na swój sposób

  • Tosia12283

    Cudownie

  • agusia16248

    @Tosia12283 Dzięki