Pozwól, że nauczę Cię kochać. Cz.11

Esme:
Siedziałam przy stole i dopijałam już zimną herbatę, która zdążyła już ostygnąć. Bez przerwy rozmyślałam o Magdzie i zastanawiałam się, czy nie posunęłam się za jeden krok za daleko, zdradzając to, co działo się teraz z moją szwagierka. Magda nie tylko była siostrą mojego męża, ale przede wszystkim moją, nie naszą powiernicą, chrzestną mojego synka i co najważniejsze moją najlepsza przyjaciółką. Kochałam ją jak siostrę i wiedziałam, że cokolwiek się stanie, cokolwiek ona, lub ja zrobię, druga pójdzie za nią w ogień. Natomiast teraz czułam się jak zdrajczyni, jak ktoś, kto perfidnie zdradził, nie dotrzymał danego słowa. Jednak, czy mogłam postąpić inaczej wiedząc, że Magda siedzi sama w mieszkaniu i przeżywa rozstanie z tym bydlakiem? nie mogłam, a nawet nie powinnam. Zresztą znałam przebiegłość Omara i miała nadzieje, że uda mu się ją przekonać, że znalazł się u niej przypadkiem. Jednak Magda nie była głupia i wątpiłam w to, czy Omar zagra odpowiednio, by jego siostrzyczka mu uwierzyła. Jeżeli nie uda mu się jej przekonać, oboje będziemy mieli wielkie tarapaty. Spojrzałam na wielki zegar, który wisiał na ścianie i zamknęłam oczy. Dochodziła dwudziesta pierwsza a po moim mężu nie było nawet śladu. Czy on ma zamiar wrócić do domu? Co takiego ważnego zatrzymało mojego męża, że powierzył naszego synka Omarowi? Byłam tak zmęczona przygotowaniami do świąt, że nie miałam nawet sił się nad tym dłużej zastanawiać. Pozmywałam resztę naczyń, wykąpałam się i poszłam do pokoju synka. Dziecko spało jak aniołek, a ja opatuliłam je kołderką, położyłam obok niego ulubionego misia i nie mogłam oderwać od niego wzroku. Tak bardzo przypominał mi swojego biologicznego ojca. Zamknęłam oczy, by nie myśleć o tym, do czego dzisiaj między nami doszło. - Zajmij się swoją siostrą - przypomniały mi się swoje słowa i zesztywniałam. W co ja się pakowałam? Miałam męża, rodzinę, dziecko i nadal kochałam byłego chłopaka. Chociaż tak bardzo starałam się, tak bardzo chciałam, próbowałam o nim zapomnieć, miłość do niego była o wiele silniejsza niż zdrowy rozsądek. A może wtedy, może wtedy popełniłam z Omarem błąd? może nie powinnam wychodzić za Rafała? może..Leżałam już w łóżku jakiś czas i mimo wielkiego starania, nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Bez przerwy w głowie miałam wspomnienia minionych lat i nie mogłam ich wymazać. Wstałam z łóżka i podeszłam do jednej z półek, gdzie na samym dnie ulokowałam malutkie pudełeczko pełne wspomnień po nich. Było tam niemal wszystko. Szal, który dostała od niego w prezencie, wisiorek z serduszkiem, nasze zdjęcia, te, które udało mi się uratować przed podarciem, tamtego minionego dnia. Było tu jeszcze coś, co miało dla mnie szczególne znaczenie.

Zamknęłam oczy, ale wspomnienia okazały się silniejsze.  
- Kochanie co to jest? - zapytałam przerażona, gdy otworzyłam małe czerwone pudełeczko.
- Nie bój się, na pewno nie to co myślisz - zaśmiał się chłopak i otworzył pudełeczko.  
- Wow nie musiałeś - rzekłam młodziutka, zafascynowana pierścionkiem, który znajdował się w środku. -
Prawdziwy pierścionek kupię Ci, gdy poproszę Cię o rękę. To jest zwykły pierścionek kupiony na odpuście, ale - zawahał się i spojrzał w moje oczy- Ale dla mnie jest symbolem naszej miłości, naszego związku, naszego szacunku i zaufania kochanie - powiedział i założył mi pierścionek.  
- Omar - zawołałam. -Omar powiedz, że ona dla Ciebie nic nie znaczyła? powiedz, że to, co powiedziała Paula było kłamstwem. - poprosiłam
- Kochanie, naprawdę myślisz, że mógłbym Cię okłamać? że mógłbym mieć inną? każdy Ci powie. Przez całą kolonie myślałem o Tobie. Tęskniłem za Tobą a propo - wyznał, wyciągając z kieszeni małą, pogniecioną karteczkę. -Napisałem coś dla Ciebie - wyjaśnił i wręczył mi kawałek papieru. Wzięłam kawałek papieru do ręki i po raz enty przeczytałam tamten młodzieńczy tekst. >Gdy Cię poznałem niewiele wiedziałem o miłości, ale wystarczyło, że spojrzałaś w moje oczy i zrozumiałem. Miłość jest< Zamknęłam oczy.Poczułam się tak, jakbym była w tamtym miejscu, tamtą młodą, naiwną i łatwowierną dziewczyną. Kochałam go i on w tamtym czasie mnie kochał.  

- Esme! - z oddali usłyszałam jego przerażony głos. - Esme nie rób mi tak! Bałem się, umierałem ze strachu o Ciebie.Na litość Boską Esme! - płakał, a deszcz zmywał jego łzy.  
- Ale ja już nie mogę, nie rozumiesz? nie potrafię? ciągle coś się psuje, ciągle dowiaduje się czegoś nowego. Mam dość. Mam wrażenie - zawahałam się i spojrzałam mu w oczy.  
- Nic nie mów. Wiem co chcesz mi powiedzieć! - zapłakał.  
- To dlaczego? dlaczego nie zwrócisz mi wolności Omarze? - zapytałam, chowając twarz w dłoniach  
- Bo wierzysz każdemu z wyjątkiem mnie! Kocham Cię, ale jeżeli chcesz wolność okej dostaniesz ją! - rzekł i bez słowa odszedł, a ja zostałam pod tym starym dębem, który by świadkiem każdej naszej kłótni, sprzeczki i schadzki.  
- Omar! - krzyknęłam zapłakana i pobiegłam za chłopakiem. - Jak mam Ci zaufać, skoro wiecznie coś się dzieje? może! Może nie jesteśmy po prostu sobie przeznaczeni? może los tak za nas zdecydował? może nigdy nie powinniśmy się spotkać? - zapłakałam  
- Bzury mówisz! Dopóki bije moje serce bić będzie we mnie miłość do Ciebie Esme. Dopóki żyję, nie przestanę Cię kochać, a kiedy umrę - spojrzał mi w oczy  
- To ja umrę z Tobą - dokończyłam i rzuciłam mu się w ramionach. - Nie potrafię żyć bez Ciebie - dodałam.

Klęczałam na podłodze i przypominałam sobie naszą scenę. Tyle sobie przyrzekaliśmy, tyle sobie obiecaliśmy, tyle padło deklaracji, a teraz? teraz ja byłam z jego bratem, a on. No cóż spierdoliliśmy to i musieliśmy się z tym pogodzić.

    ***
Rafał:
Cichutko wchodziłem po cichu na górę, bojąc się, że obudzę żonę i synka. W domu panowała ciemność, a ja zdałem sobie sprawę, że Esme i nasz syn zapewne już śpią. Pobyt u kobiety zajął mi dłużej niż sądziłem.Bałem się tego co teraz wymyślę, jak wytłumaczę dziecku i mojej żonę to spóźnienie. Nadal byłem zły na dziewczynę, która nie potrafiła uznać odmowy. Już teraz skarżyła się, że poświęcam jej za mało czasu i zagroziła, no właśnie zagroziła mi tym, że odejdzie, że pójdzie do kogoś innego. Nie chciałem jej stracić. Czułem do niej jakąś nie wyjaśnioną chęć, jakieś dziwne uczucie, coś co inni nazywają popytem seksualnym. Pociągała mnie, podobała mi się i potrafiła też słuchać. Mimo swojego młodego wieku, mimo młodziutkiej buzi i seksownego tyłka, którego uwielbiałem zaliczać, była dość dojrzała i mądra. Potrafiła doradzić, zażegnać kryzys w moim małżeństwie i rozśmieszyć mnie, gdy wszystko waliło mi się na głowę. Była kimś w rodzaju kochanki, przyjaciółki, siostry i kuzynki. Do tego jej uroda, jej seksapil doprowadzały mnie do szału. Na samą myśl, że mógłby ją mieć ktoś inny, na samą myśl, że mógłbym ją stracić, dostawałem gęsiej skórki. - Kocham Cię Rafale - powiedziała, gdy chciałem odejść, a ja zrozumiałem. Nie wiedziałem jak, nie wiedziałem w którym momencie, nie wiedziałem dlaczego, ale i ja ją pokochałem. Kochałem tą kobietę i mogłem zaprzeczać, mogłem przeklinać, mogłem próbować się tego wyrzec, ale nie chciałem. Nie miałem sumienia wyjść i zostałem jeszcze godzinę, dwie godziny dłużej. Mój pobyt przeciągnął się i dopiero teraz to zrozumiałem. Dochodziła pierwsza w nocy, a moje ubrania pachniały jej perfumami. Idealny dowód zdrady. Jednak miałem to gdzieś, z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc przestawało zależeć mi na moim małżeństwie. A byłem z Esme dlatego, że łączył nas syn. Nie chciałem komplikować mu życia, nie chciałem ranić dziecka, nie chciałem go stracić. Miałem świadomość, że nie mam do niego żadnych praw. W razie rozwodu Esme bez problemu mogła zrobić testy Dna, a wtedy straciłbym synka na zawsze. Nie potrafiłem wyobrazić sobie życia bez dziecka. Nie potrafiłbym funkcjonować bez niego, bo do tej pory wszystko co robiłem, pracowałem, starałem się dla niego. Od pierwszego dnia, gdy zobaczyłem wtedy dzieciątko w szpitalu pokochałem go. Pokochałem do tego stopnia, że nie potrafiłem wyobrazić sobie bez niego życia. I tak bardzo nie chciałem i nie chce go stracić.
- Gdzie byłeś? - w ciemności usłyszałem głos Esme. Światło latarni oświetliło jej twarz i zobaczyłem w jej oczach łzy. - Nie powiesz mi chyba, że - zawahała się i pociągnęła nosem.
- Nie Esme nie powiem - nie zaprzeczałem jej słowa. Nie tłumaczyłem się, nie wyjaśniałem. Poszedłem prosto do łazienki, by zmyć z siebie zapach innej kobiety. Nie chciałem upokarzać jej jeszcze bardziej. Nie chciałem jej ranić. Gdy skończyłem się kąpać, ona już spała. Nie wiem, czy spała, czy udawała, ale leżała odwrócona do mnie plecami, a ja nie wnikałem co robi. Nie miałem teraz ochoty na rozmowę. Najpierw musiałem pomyśleć, by rano dać jej niezbite argumenty na to, by nie odchodziła i nie zabierała mi syna.

        ***
Omar:
Siedziałem na kanapie i patrzyłem w oczy Magdy. Dziewczyna od mojego przyjazdu nie powiedziała żadnych konkretów, niczego nie zdradziła. Nie wiedziałem, czy powinienem z nią porozmawiać, czy powinienem powiedzieć jej: Wiem o wszystkim. Esme prosiła mnie bym jej nie zdradził, więc musiałem grać, udawać, że o niczym nie wiem.  
- Nie umiesz kłamać - wypuściła powietrze z ust i spojrzała na mnie zrezygnowana. - Esme i tak będzie jutro trupem - wyznała cicho i drżącą ręką zapaliła papierosa.  
- Esme nie ma z tym nic wspólnego - kłamałem.  
- Nie. Ty tylko u niej byłeś i po prostu postanowiłeś do mnie wpaść? - zaśmiała się. Teraz to ja zdenerwowany wypuściłem powietrze z ust i odpuściłem. Nie było dłużej sensu kłamać, bo była mądrzejsza niż sądziłem.  
- Po prostu zasugerowała mi bym Cię odwiedził - przyznałem, zdradzając jej połowę prawdy.  
- Ah tak, to już sam z siebie nie możesz odwiedzić siostry, tylko Esme musi Ci to podsuwać? no tak kto by chciał odwiedzać kogoś takiego jak ja? - wyznała, patrząc w jeden punkt na podłodze.
- Rozstaliście się tak? znam Cię i wiem jak się zachowujesz, jak wyglądasz po rozstaniu - rzekłem.
- Może. Może po prostu zrozumiał, że kocha żonę. W sumie mogę wpakować się w ten romans, spotykać z nim dalej na sex, ale mi już to nie odpowiada. Dla mnie to zdecydowanie za mało - spojrzała mi prosto w oczy i wzięła kolejnego bucha.  
- Daj spokój. On nie był  
- Odpuść. Nie chce słyszeć nie był Ciebie wart! Poszukasz kogoś innego. Jeżeli tylko tyle masz mi do powiedzenia, to po prostu odpuść braciszku. Idź do domu, albo co lepsze do tej zdrajczyni i powiedz jej, że nie musi się o mnie martwić. Jeszcze nie dokonałam tej aborcji - rzekła i spojrzała mi piorunujące spojrzenie.
- Czego? - zapytałem zaskoczony. - Czego proszę?! czy Ty? Czy Ty! Kurwa! Zabije Go! - podniosłem się z kanapy i zacząłem chodzić od ściany do drzwi i z powrotem. Magda patrzyła na mnie przerażonym wzrokiem i dopiero teraz zrozumiała. Chciała to odkręcić, ale nie uwierzyłem w żadne jej słowa. Znałem ją i wiedziałem kiedy kłamie.
- Nie powiedziała Ci nic?! Naprawdę nic o tym nie wiedziałeś?! - zapytała zbita z tropu
- Nie!! Kurwa ja nic o tym nie wiedziałem! Zabije drania! Zabiję go! - zapewniłem i bez słowa zabrałem jej komórkę. Spisałem jego adres, który miała zapisany w jednym z jego sms i wybiegłem z domu.
- Omarze! - krzyknęła, ale nie zatrzymałem się.
                  
                        ***
Esme:
Moja kobieca intuicja nie zawiodła mnie i chociaż podejrzewałam to już od dłuższego czasu, nie miałam teraz złudzeń. W całym pokoju czuć było damskie perfumy, które były idealnym dowodem zdrady. I chociaż nic nie powiedziane było wprost, nie miałam złudzeń. Leżałam odwrócona do męża plecami i zastanawiałam się, co ja tu właściwie robię. Dlaczego nie spakuje nas i nie wyp5rowadzę się do mamy, dlaczego nie powiem Omarowi prawdy, dlaczego nie odejdę od niego? może dlatego, że nie chcę rozbijać dziecku rodziny? Udawałam że nie śpię, bo bałam się usłyszeć prawdę. Chociaż starałam się, nie potrafiłam pohamować łez. Nagle usłyszałam sygnał telefonu i zastanawiałam się, kto może dzwonić o tej godzinie? co takiego się stało? Mój mąż sięgnął telefon i podał mi go, a ja, udawałam, że mnie dopiero zbudził.  
- Kochanie Magda dzwoni - usłyszałam głos męża. Delikatnie, by nie dotykając go zabrałam od niego telefon i udając zaspany głos odebrałam telefon.
- Pomóż mi. Omar się o wszystkim dowiedział. Pojechał do niego. Chce go pobić - płakała w słuchawkę, a ja dopiero po chwili zrozumiałam sens jej słów.  
- Spokojnie. Skąd się o tm dowiedział? - zapytałam. Rafał patrzył na mnie zaskoczony, nie bardzo rozumiejąc o czym my rozmawiamy.
- Nie ważne - rzekła. - On może sobie coś zrobić, mogą mieć kłopoty. Musimy tam jechać. Przyjedź - rozkazała. Docierało do mnie co drugie jej słowo. Jej roztrzęsiony głos, sprawiał, że i mi zaczęły trząść się ręce. Do czego doprowadziłam?  
- Daj mi kwadrans - rzuciłam i bez słowa odłożyłam słuchawkę.  
- Co się stało? - zapytał Rafał, a ja nie miałam siły mu tego tłumaczyć. - Daj mi kluczyki - rzuciłam w biegu, nakładając na siebie ubranie.
- Nie. Pojadę z Tobą, ale powiedz co się stało? - dopytywał.
- Ktoś musi być z dzieckiem. Jest zimno. Nie wezmę go ze sobą, to zbyt niebezpieczne. Pojadę z Magdą. Musimy powstrzymać Omara, przed tym szaleństwem. Dasz? - zapytałam i spojrzałam mu głęboko w oczy.  
- No tam Omar - rzekł i rzucił mi kluczyki. Zignorowałam jego uwagę i wybiegłam z domu.  

Wskoczyłam do auta i już kwadrans później byłam pod domem szwagierki.  
- Co tak późno? oni już się mogli tam zabić! - rzuciła oschle i posłała mi mordercze spojrzenie.  
- Nawet tak nie kracz - rzuciłam i nacisnęłam pedał gazu. Po kolejnych piętnastu minutach byliśmy już przed domem sprawcy.  
- Omar Nie! - krzyknęłam i pobiegłam, by rozdzielić bijących się mężczyzn.  
- Karol puść go! Natychmiast! - dopadła Magda i spojrzała kochankowi w oczy.  
- Co tu się dzieje? Kochanie kim ona jest? - zapytała kobieta, która dobiegła do pobitego mężczyzny.  
- Ta kobieta to moja siostra a Ty łajdaku zrobiłeś jej dziecko! - krzyknął Omar i ponownie rzuciła się pięściami na mężczyznę.  
- Omarze! - krzyknęłam, ale nie miałam wystarczająco siły, by rozdzielić ich ze sobą. Mężczyzna nawet się nie bronił. Stał na środku trawnika i patrzył przerażony na Magdę, która po cichutku płakała z bezsilności. Ja trzymałam Omara, który wciąż miał ochotę go zabić i po chwili usłyszeliśmy głos sąsiadów.
- Spokój, bo zaraz przyjedzie policja! - zagroził jakiś mężczyzna.  
- A niech przyjeżdża! Niech każdy wie jaki z niego bydlak! - krzyknął Omar. -
Nie. Nie chcę Policji, nie mogę - rzekła Magda i ponownie zapłakała. CDN

2 983 czyt.
100%95
agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2986 słów i 15457 znaków, zaktualizowała 18 lis 2015.

5 komentarzy

 
  • NataliaO

    NataliaO · 19 lis 2015

    Zgadzam się z komentarzami poniżej, genialnie się czyta opowiadanie

  • Misiaa14

    Misiaa14 · 18 lis 2015

    Ohhh....cudownee

  • Blondynka

    Blondynka · 18 lis 2015 · 201438700

    Opowiadanie jest świetne. Świetnie się go czyta i wciąga bardzo czekam na kolejne cześć!

  • Tosia12283

    Tosia12283 · 18 lis 2015

    Pięknie

  • Justys20

    Justys20 · 18 lis 2015

    Jakie to wzruszające