Na co czekasz? Wróć! cz.2

Na co czekasz? Wróć! cz.2Szłam białym, długim korytarzem zdającym się nie mieć końca. Czułam ból w nadgarstkach a na szyi zimne powietrze.
Światło dobiegające z końca korytarza odbijało się od sterylnie białych ścian oślepiając mnie. Sunęłam prawie po omacku, uderzając bosymi stopami o lodowatą podłogę. Gdy moja wędrówka powoli dobiegała końca, wśród jasnych promieni światła dostrzegłam ciemną postać. To Rafał. Stał naprzeciw mnie patrząc ślepo przed siebie. Zaczęłam biec. Chciałam go przytulić, pocałować... Tak bardzo za nim tęskniłam. Podbiegłam do niego z zamiarem rzucenia mu się na szyję. Upadłam. Nie poczułam nawet muśnięcia o jego ciało. Odwróciłam głowę, wzrokiem przeszukując korytarz.
-Jest!- powiedziałam sama do siebie.  
Stał tuż za mną, patrząc jak niezdarnie próbowałam podnieść się z ziemi. Przysunęłam dłoń do jego torsu. Chciałam go dotknąć, poczuć. Zamarłam z przerażenia, gdy moje palce swobodnie przeszły przez jego ciało, tak jakbym próbowała dotknąć powietrze. Ponownie poczułam ból, tym razem w klatce piersiowej. Jakaś wewnętrzna siła rozrywała moje serce od środka. Miałam ochotę wykrzyczeć światu, jakie życie jest niesprawiedliwe..

-Wstawaj! Czas do szkoły!- usłyszałam znajomy głos. Otworzyłam oczy i ujrzałam mamę wpatrującą się we mnie ze zdumieniem.  
-Dlaczego spałaś pod stołem? -zapytała, ledwo powstrzymując się od śmiechu. Byłam zdezorientowana. Zaczęłam rozglądać się dookoła. Byłam w swoim pokoju, pod stołem, patrząc przerażonym wzrokiem na swoją rodzicielkę. Ponownie przeczesałam wzrokiem cały pokój, z nadzieją, że gdzieś go zobaczę. Niestety. Rafała nie było.
-A więc to tylko sen..- Pomyślałam zarówno z ulgą jak i ze złością, ponieważ gdyby był tu jako zjawa, mogłabym chociaż na niego popatrzeć.
Moje oczy zaszkliły się od łez a serce znów zabolało. Poczułam przeraźliwe ukłucie a następnie pieczenie na lewym nadgarstku. Spojrzałam na niego i zdębiałam. Cały nadgarstek od wewnętrznej strony był pokryty świeżymi ranami.
-Czy to możliwe, że przez sen próbowałam się zabić?!- Wrzasnęłam gdy mama zniknęła za drzwiami. Zaschnięte grudki krwi wyglądały odrażająco. Wstałam z podłogi i ruszyłam szybko w stronę łazienki. Prawie pędem dostałam się do szafki z apteczką. Przemyłam ranę wodą utlenioną, nie zważając nawet na towarzyszący mi przy tym ból. Owinęłam rękę bandażem i nałożyłam na niego kilka kolorowych bransoletek. Ubrałam się, wzięłam plecak, telefon i ruszyłam do szkoły.  
Byłam przerażona.. Nie miałam pojęcia skąd wzięły się te rany, ani dlaczego spałam pod stołem. Dla wielu ten fakt pewnie wyda się śmieszny, le dla mnie był przerażający.

Nagle poczułam wibracje na zewnętrznej stronie prawego uda. To telefon. Spojrzałam a wyświetlacz i zobaczyłam nieznany numer.
-Słucham?-odebrałam lekko wystraszona, gdyż nie miałam pojęcia, co złego przydarzy mi się tym razem.
Niestety w słuchawce nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, tylko ciche syczenie i nagłe, głośne krzyki.
Zdziwiona tą sytuacją odsunęłam dłoń z telefonem komórkowym od ucha i zdałam sobie sprawę, że to nie odgłosy ze słuchawki, tylko z przystanku autobusowego, około 100 metrów przede mną.
Nie miałam pojęcia, że ten koszmar zaczyna się od początku...


Cdn.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Oto kolejna część. Czytajcie i oceniajcie. Mam nadzieję, że się spodoba :)

Ello

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 650 słów i 3626 znaków.

4 komentarze

 
  • Ello

    dzięki  za miłe kom :)

  • oleńka

    Bosko*.*, czekam:).

  • Maddy

    Fantastyczne :D pisz dalej proszę ;)

  • karcia

    szybciutko kolejna robi się ciekawie tak na przyszłość opowiadanie powinno  być dłuższe , pozdrawiam