Jak kamyk cz. 1

***
To, jaki jest w mojej głowie nijak ma się do tego, jaki jest naprawdę. W mojej głowie on mnie lubi, chce wiedzieć o mnie coś więcej, czuć mnie. W mojej głowie jestem dla niego kimś więcej, uśmiecha się przy mnie, godzinami opowiada mi o tym, co przeczytał, a ja wtulona w jego tors czuję się bezpiecznie, dobrze, na miejscu. W końcu, w mojej głowie, on przy mnie odpoczywa, znajduje przy mnie coś, czego mu brak, przed czym ucieka, czego się boi, ale jednocześnie, czego bardzo chce. Nie wiem, jaki jest w życiu, ma wiele tajemnic. Mój problem polega na tym, że muszę się pogodzić z faktem, że on mnie nie chce inaczej niż tylko do łóżka, że nigdy nie będę wyjątkowa.
***
Jestem przeciętna, ale lubię swoją przeciętność. Mam kilka małych przyjemności i myślę, że świat jeszcze długo nie przestanie mnie fascynować. W rodzinnym domu mogłabym być powietrzem. Nie pasowałam. Myślicie może, że to smutne, ale to nieprawda. Bycie jak powietrze wiele razy ratowało mnie przed krzykiem, słowami, które raniły jak nóż. Bycie powietrzem dawało mi własną przestrzeń i sprawiło, że czyniłam swój świat magicznym. Dostrzegałam intensywność i odcienie barw, kształty i coś ulotnego.
Spotkanie z nim to przypadek. Duży dom to dużo sprzątania – on taki ma, pan od świetnie prosperującej firmy, szanowany, z wyglądem i inteligencją. On miał kłopot z kurzem, ja z brakiem pieniędzy. On jest wiecznie zapracowany, ja łapię się dodatkowych prac, żeby rachunki się nie mnożyły. On ma piękną żonę, urocze dziecko, ja jestem sama do bólu. Myślę, że nie zwróciłabym jego uwagi, gdyby nie myśl, która od dawna kiełkowała w jego głowie. Żona, mimo, że piękna, nie ma ochoty na seks, a romans w pracy niesie ryzyko. Jest zbyt dumny, by płacić, zbyt zapracowany, by szukać. Byłam pod ręką, wygodna i dostępna, i co najgorsze, chętna.
***
- Dzień dobry. Dzwonię z ogłoszenia o pracę. Nazywam się Adrianna Z. Czy to aktualne? – powiedziałam to wszystko na jednym wydechu. Nigdy nie lubiłam rozmów przez telefon, zwłaszcza takich, stresowały mnie.
- Tak, aktualne. Rozumiem, że jest pani zainteresowana? – odpowiedział mi ciepły, kobiecy głos.
- Tak, jak najbardziej  - odparłam szybko.
- W takim razie zapraszam panią na rozmowę w czwartek o 14. Potrzebujemy kogoś do sprzątania i gotowania obiadów, na kilka godzin dziennie.
- Dziękuję, będę na pewno. Do widzenia.
Odłożyłam słuchawkę i uśmiechnęłam się w duchu do siebie. Jeśli mnie przyjmą, to plus etat w szpitalu da mi możliwość wyprostowania finansów. Byłoby cudownie, długi zawsze strasznie obciążają psychicznie.
Kilka dni później dotarłam pod bramę całkiem dużego i bardzo eleganckiego domu na obrzeżach miasta. W progu przywitał mnie zabawne ospały bernardyn. Podniósł łeb, zaczął ziać przyjemnie z pyska i merdać ogonem. Zanim zdążyłam uklęknąć i go pogłaskać za uchem, drzwi domu otworzyły się, a w nich stanęła skończona piękność, wysoka, nieskazitelnie ubrana i nieco… chłodna. Tak, to dobre słowo.
- Dzień dobry, ja w sprawie pracy – trochę się jąkam, niedobrze.
- A tak, zapomniałam, że miała pani dzisiaj przyjść. Zapraszam – zanim zdążyłam się obejrzeć już patrzyłam na jej oddalającą się sylwetkę.
- Proszę powiedzieć coś o sobie – mówiła spokojnie, ale denerwowała mnie trochę jej wyniosłość. Ciekawe, czy zdawała sobie z niej sprawę? Może nie, była w tej wyniosłości taka naturalna…
- Nazywam się Adrianna Zielińska, mam 29 lat – cóż więcej mogłam dodać?
- Pracowała już pani jako pomoc domowa? – kobieta wspaniałomyślnie przejęła inicjatywę.
- Nie, ale szybko się uczę, jestem dokładna, odpowiedzialna i bardzo mi zależy na dostaniu tej pracy – oj, po co się tak odsłaniasz Ada…
Na szczęście kobieta nie dopytywała skąd u mnie taki entuzjazm w zdobyciu pracy sprzątaczki tylko spojrzała na mnie przenikliwie.
- Mam na imię Elżbieta Wilk – wymawiając swoje nazwisko nieco się skrzywiła. –Potrzebujemy kogoś od zaraz, może pani zostać już dzisiaj? Co do stawki, nie pożałuje pani – powiedziała to tonem, którym mówią tylko ludzie bogaci, którzy nie przejmują się pieniędzmi, a właściwie ich brakiem.
- Tak, zostanę. Dziękuję – znowu się jąkam.
Kiedy wszystko zostało ustalone pani Elżbieta oprowadziła mnie po domu, dokładnie wyjaśniła, czego wymaga, a na koniec zostawiła w kuchni.
Kuchnia spodobała mi się od pierwszego wejrzenia - otwarta, jasna, z oknami wychodzącymi na soczyście zielony ogród. Białe szafki ciągnęły się rzędem u góry i dołu, oddzielał je piękny blat. Przy oknie wiszące girlandy czosnku i ziół. Tylko zlew i lodówka odcinały się od bieli metalicznym odcieniem szarości. Wszystko tutaj było takie… uspokajające, nowoczesne, ale z nutą swojskości.
Nagle odwróciłam się zaskoczona hałasem otwieranych drzwi od lodówki. Odwrócony plecami do mnie stał wysoki mężczyzna, lekko szpakowaty. Był ubrany w granatowy sweter i brązowe spodnie. Szczupły. Trochę za szczupły w stosunku do wzrostu. Moją uwagę przykuły jego dłonie. Długie smukłe palce wydawały się bardzo delikatne i silne zarazem. Stał tam zastanawiając się chwilę.
- Elka, masz ochotę na kawałek ciasta? – byłam ciekawa, jaką minę miała w tej chwili pani Elżbieta, ta wyrafinowana kobieta.
- Macieju, ile razy prosiłam, żebyś mnie tak nie nazywał, tym bardziej, kiedy nie jesteśmy sami – dam sobie rękę uciąć, że ona nie przyszła do kuchni, a przyfrunęła, gładko i bezszelestnie.
- A nie jesteśmy?- zapytał zdziwiony Maciek. Nie wiem dlaczego, ale od razu mój mózg zakodował, że to właśnie ma być Maciek, nie Maciej. Zawsze to był Maciek.
Kobieta spojrzała wymownie na mnie, a Maciek się odwrócił. Był przystojny, bardzo przystojny. Widać, że ćwiczył, choć wyglądał mi raczej na kanapowca, który woli słuchać muzyki i czytać niż spędzać czas na bieżni. Z jego reakcji wyczytałam, że nie zrobiłam na nim takiego wrażenia jak on na mnie. Powietrze… po raz pierwszy w życiu chciałam być zauważona.
- To Ada, nasza nowa gosposia – pani Elżbieta, która nie lubiła zdrobnień swojego imienia, zgrabnie skróciła moje.
Mężczyzna tylko skinął mi głową i zaczął dyskusję na temat pomarańczy nie patrząc już na mnie ani razu przed wyjściem z kuchni. Kilka godzin później pojawił się ponownie, ale tylko po to, żeby popsuć mi humor.
- Wiedz, że nie jestem zadowolony z tego, że to nie Elka zajmuje się naszym domem. Nie lubię obcych osób, które wałęsają się po domu, nawet jeśli robią to, bo sprzątają. Nie toleruję przeszkadzania, nie rozmawiaj też z naszą córką. Jesteś tutaj w określonym celu. Wykonuj swoją pracę w ciszy, najszybciej jak się da – odwrócił się na pięcie i wyszedł, a mnie dosłownie zamurowało. Stałam tak przez dobrą chwilę jak gęś z rozdziawioną paszczą. Cham, dno i wodorosty. Widocznie uroda nie idzie w parze z charakterem, cóż – będzie miał, czego chce.
***
„Boże, jak bardzo chciałabym mieć psa” – pomyślałam przekraczając miesiąc później bramę na Kwiatowej. Fredzio Wilk, dla osób postronnych Ferdynand, przywitał mnie leniwym merdaniem długiego jak na bernardyna ogona. Swoją drogą zestawienie „Fredzio Wilk” w odniesieniu do psa jest trochę zabawne, może dobrze, że akurat o tym ten pies nie ma zielonego pojęcia. Co nie zmienia faktu, że pewnie ma na inne tematy… Pracuję jako gosposia w domu państwa Wilków już od miesiąca i nie umknęło mojej uwadze, że to bardzo cichy dom. Mam swoje powody, by zatracać się w dźwiękach właśnie teraz, a tutaj napotykam na wszechogarniającą mnie ciszę. Maciek (nie mam zamiaru tytułować go „pan”, bo to nie XIX – wieczna Anglia), jeśli tylko jest w domu większość czasu spędza w gabinecie. Elka (tak, Elka – sprawia mi to przewrotną przyjemność, że mogę ją tak nazywać w myślach), też najczęściej bywa poza domem, a kiedy już w nim jest spędza czas z córką. Weronika jest zapaloną harcerką. To bardzo miłe i uśmiechnięte dziecko, jako jedyna wprowadza trochę hałasu w uporządkowane życie obojga rodziców. Widać, ze jest kochana. Co ciekawe, mimo niewielkiego chłodu w relacjach małżonków da się zauważyć, że dziecko ich naprawdę łączy, sprawia, że potrafią się porozumieć, przemówić jednym głosem w sprawach, które dotyczą ich córki.
To był dzień jak jeden z wielu, no może poza tym, że musiałam zostać dłużej w szpitalu, a potem, przez świeżo napadany śnieg, autobus wlókł się tak niemiłosiernie, że dotarłam do Wilków dopiero na 16. Na miejscu okazało się, że Elka z Weroniką wybrały się na pierwszy szkolny bal małej, a w domu urzęduje tylko Maciek. Jego obecność nie robiła mi różnicy, bo i tak często zamykał się w swoim gabinecie, przez co widywałam go sporadycznie. Zabrałam się za rutynowe porządki. Po ich zakończeniu, poszłam do kuchni, gdzie miałam spędzić resztę czasu na gotowaniu.
Odwrócona plecami do wejścia patrzyłam w okno, które coraz wyraźniej pokazywało moje odbicie. Zapatrzyłam się na nie. Jestem niska, mam nadwagę. Dotarło do mnie to jak bardzo się ostatnio zaniedbałam. Włosy potrzebowały podcięcia, cera dobrego kremu. „Co się stało Ada?” – pytałam siebie. Nigdy nie dbałam o siebie przesadnie, wolałam naturalność. Makijaż ograniczałam do minimum na rzecz dobrych kremów, szamponów i odżywek do włosów czy balsamu do ciała. Coś mi umknęło…  
- O czym tak myślisz? – przestraszył mnie trochę. Musiał zauważyć, że od dobrej chwili stoję przy zlewie z namydloną szklanką w ręku i nic z nią nie robię.
- O tym, że coraz wcześniej na dworze robi się ciemno – odparłam szybko.
Maciek jednak nie chciał odpuścić.
- I to sprawiło, że od kilkunastu minut stoisz jak zaklęta przy oknie? – był inny niż zwykle, trochę bardziej rozluźniony. W jego głosie pobrzmiewało rozbawienie.
- Zastanawiałam się nad przygarnięciem psa – wymyśliłam na poczekaniu, choć to nie było całkowicie niezgodne z prawdą. Rzeczywiście myślałam o tym coraz częściej, ale nie w tej chwili…
- Jeśli zamierzasz kłamać, bądź bardziej przekonująca – przybliżył się i oparł biodrem o blat.
- Czy to ważne, o czym myślałam przed chwilą? Podobno mam wykonywać swoją pracę w ciszy – wzruszyłam ramionami i nadal odwrócona do niego plecami myłam z zapałem tę samą szklankę.
- Dzisiaj możemy nagiąć trochę zasady – już wiem skąd ten luz, miał w prawej dłoni kieliszek z winem.
- Mamy dzisiaj jakieś święto? – odparłam, a w myślach zastanawiałam się, dlaczego jestem złośliwa i butna.
- Oj, oj, widzę, że mamy dzisiaj zły dzień. Chłopak rzucił? – wydaje mi się czy on się ciut przybliżył?
- To nie pana sprawa. Przepraszam, ale mam jeszcze sporo do zrobienia – chciałam go wyminąć, ale mnie stanowczo zatrzymał.
- Masz spędzić czas ze mną. To pierwszy obowiązek, jaki od teraz wypełnisz, wszystko inne zostaw. Moja chłodna żona wyszła z domu i to jest powód, dla którego nie wyjdziesz z tej kuchni, chyba, że na to pozwolę, i powiesz mi o czym myślałaś wpatrzona w okno – mówił to bardzo cicho. Początkowo czułam strach, który przeszedł w złość na tego aroganckiego chama, kiedy uświadomiłam sobie: „co on sobie wyobraża? Że jak ma kasę to mu wszystko wolno?”
- Myślałam… Myślałam nad tym, że czas przelatuje mi między palcami. Trwonię go na ścielenie twojego łóżka i sprzątanie twojej brudnej toalety w zamian za twoje chamstwo i frustrację – byłabym z siebie bardziej zadowolona, gdybym nie zakrztusiła się lekko na początku i gdybym przy każdym „twoje” mogła dźgać go palcem w tors, ale pomyślałam o tym po czasie. Pokręciłam głową na znak irytacji, ale też zmęczenia i zniechęcenia. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść. Znowu mnie zatrzymał, złapał za nadgarstek, co wywołało delikatny ból.
- Widzisz, wreszcie coś prawdziwego. Kontynuuj – nadal trzymał mnie mocno.
- Myślałam… hmm… Czego ty chcesz? – chciałam zyskać na czasie, choć czułam jego przyspieszony oddech. „To wino i desperacja” – tłumaczyłam sobie. On ma wszystko, ktoś taki jak ja w jego życiu to pomyłka.
- Kontynuuj – twardo obstawał przy swoim.
- Myślałam nad tym, że coś mi umyka, że nic nie jest takie jak wcześniej, że czuję się jak kamyk – mówiłam coraz ciszej. Nie chciałam, żeby zobaczył, że płaczę, więc spuściłam głowę.
Po tych słowach poruszył się niespokojnie, jakby napiął. Staliśmy tak chwilę. Ja ze spuszczoną głową i łzami, które ciekły mi po nosie i kapały na podłogę, on wpatrzony niewidzącym wzrokiem w to samo okno, które jeszcze chwile temu pokazywało moje odbicie.
- Pocałuj mnie – jego głos przerwał przedłużającą się ciszę.
- Nie – pokręciłam przecząco głową jakby na potwierdzenie swoich słów.
- Pocałuj – zwrócił swoją twarz ku mnie tak, że widziałam jego profil. Patrzył na mnie, na ten mokry nos, na to jak kulę się w sobie. „Nie chcę, żeby mnie taką widział. Nie chcę jego wzrostu i głowy nad sobą, nie chcę, żeby wdychał zapach moich włosów i czekał jak nauczyciel na podejście skarconego ucznia. Nie chcę…”. Wyrwałam się z jego uścisku, ale on wyczuł, że to zrobię i teraz zamiast trzymać mnie za nadgarstek, złapał mnie w pasie. Straciłam równowagę, a on w tym czasie przysunął mnie do blatu dociskając moje biodra swoimi.  „Nie dotykaj” – krzyczałam w duchu. „Jestem… brzydka. Brzydka? Ada?”. Zacisnęłam dłonie w pięści i oparłam je o jego klatkę piersiową. Zacisnęłam mocno powieki, a w głowie cały czas echem odbijało się słowo: „brzydka, brzydka, brzydka”. Chciałam go odepchnąć, schować się gdzieś. On był jednak silniejszy.
- Nie uciekniesz – wychrypiał, jedną ręką przytrzymał moje dłonie w nadgarstkach, drugą podniósł mój podbródek i pocałował głęboko.
Był taki ciepły, górował nade mną, objął mnie jak małą dziewczynkę i zwolnił ucisk. Nie przestał mnie całować, ale robił to delikatniej, o wiele delikatniej.
- Już dobrze – szeptem powtarzał mi to do ucha. Tulił i na coś czekał. Tylko na co?

JakKamyk

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2629 słów i 14591 znaków.

4 komentarze

 
  • JakKamyk

    Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa i konstruktywne uwagi.

  • ?

    Straszliwie zawiodłem się na tym opowiadaniu. Myślałem, że będzie to kolejny tekst jakiegoś półanalfabety, a tymczasem… dupa! Niewielu tu piszących zdaje sobie sprawę, że pisanie opowiadań jest formą sztuki. Ty liznęłaś tej sztuki. Trzymaj tak dalej i nie zamień opowiadania w tandetne romansidło, a będzie dobrze. Aha, liczby, przynajmniej te mniejsze, pisz słownie (godzina szesnasta) i „mimo że” bez przecinka.

  • Ningru

    Wow! Przeczytałam jednym tchem! Już nie mogę się doczekać kolejnej częśći! Ciekawie się zapowiada!

  • Dom

    Świetnie się czyta Jak na debiut to moim skromnym zdaniem baaardzo udany Super Z niecierpliwością czekam na kolejne części