Dokąd zmierzasz? - rozdział 1

Oto nastał nowy, świetlisty dzień. Mężczyzna budzi się, z ochotą, i spogląda przez okno. Nikt nie wie, kim jest, skąd pochodzi i jak się nazywa.  
To pusty, nic nie znaczący, byt. Zbędny element.  
Jaźń, wierna przyjaciółka mężczyzny, stojąca na straży mądrości; moralne przeciwieństwo wiedzy. Dyktująca i pokazująca drogę, w sposób nieznany fizycznemu ja.  
On, rozpoczynając codzienny rytuał od wnikliwego spojrzenia, dostrzega niedostrzegalne. Obrazy, które odpowiadają poznaniu.  
Zamyka oczy. Oddycha.  

I.

Łąka. Na niej dostrzega budynek, do którego wszyscy zmierzają.  
Nikt nie rozmawia, nikt się nie śmieje.  
Tłum zamknięty na otaczającą rzeczywistość; blade dopełnienie schematu.  
W środku, ławy ułożone w trójkątny wzór. Na szczycie, jakby tron ze złota.  

Niech nadejdzie ten, który przekazuje prawdę. Chwała!

Dostrzegam starca, odzianego w szaty kapłańskie. Wychodzi na środek.

Opatrzność ma was, w opiece, drogie dzieci. Dziś zebraliśmy się, aby uczcić rzeczywistość... i ukarać nieposłusznych słowu.  

Ludzie wstają z miejsc. Odmawiają modlitwę.  

Precz z tymi, którzy szkodzą opiece świętego patrona!

Obraz zanika.  
Migająca rzeczywistość, zmieszana z tym co było i ma nadejść.  
Wojownicy, walczący o pozyskanie pieniędzy.  
Rozrastająca się świątynia.  
Nowi wierni. Adepci.  
Kapłan stojący nad kobietą. Mężczyzna dzierżący broń.  

Musisz ją zastrzelić. Sprzeniewierzyła się prawu. Nie można tego tak zostawić.  

Ona zaczyna płakać.  

Nie rób tego, błagam! On kłamie! Widziałam wszystko. Nie jest świętym patronem, tylko oszustem.  

Strzał.  
Starzec modli się nad ciałem.  

Nie martw się, przyjacielu. Jej dusza żyje. Musiała umrzeć cieleśnie. Ponieść konsekwencje swoich niecnych knowań. Nie wolno okazywać takim istotom litości, w przeciwnym razie, trafią do otchłani.

Wola najwyższego jest w modzie. Warto wierzyć, aby mieć to, czego szary człowiek nigdy nie posiądzie.
Przyszedł dzień, kiedy kapłan odszedł.
Pochowany, w perłowej trumnie, nie przewidział, że człowiek pozostanie człowiekiem.  
Nieodpornym, wątłym bytem.  
Powstał z pyłu, obracając się w pył.

Ludzkość znalazła nowego patrona.  
Oddając mu cześć, przelali wino ze starego bukłaku do nowego.

Nic tego nie zmieni.

II.

Człowiek, w garniturze, dzielnie opiekował się swoimi psami.  
Karmił je. Dbał o wygody. Wyprowadzał na spacer.  
Wywoływał u swoich pociech, poczucie wyjątkowości i akceptacji.  
Codziennie, przed wyjściem, zamykał je w klatce, aby nie zrobiły czegoś głupiego.  
Powtarzał im stale.

Musicie zrozumieć, że to dla waszego dobra.

Psy, jako istoty rozumne, uznawały swoją niższość wobec otaczającej rzeczywistości.  
Poddawały się nakazom i zakazom.  

Dni mijały, a surowych przepisów przybywało.  
Jedzenie znikało. Spacery coraz krótsze. Wygód brak.  
Ucisk, mimo uczucia dyskomfortu, nie wzbudzał poczucia "coś jest nie tak".  
Ciągle słyszały.  

Musicie zrozumieć, że to dla waszego dobra.  

Doszło do momentu, gdzie klatka stała się stałym miejscem ich przebywania.  
Psy otrzymywały jedną kostkę, do wzajemnego podziału, jako pokarm.  
Spacery zostały zabronione.  
Walczyli zatem. O przetrwanie.
  
Człowiek, w garniturze, przyprowadzał swoich znajomych. Pokazywał wyniki codziennych walk. Tłumaczył sukces podejmowanych przezeń decyzji.
Jeden z psów, nie brał udziału, w igrzyskach. Siedział samotnie, z boku. Nie płakał. Nie skarżył się, na odrzucenie. Żył, jakby nic się nie działo.  
Gdy reszta współwięźniów umarła, pozostając jedynym, wydostał się z klatki i uciekł.

Niebawem miał powrócić.  
Już jako wolny.  
Inny.  

Bieg czasu nie zatrzyma postępującego rozkładu.

Johnny2x41

opublikował opowiadanie w kategorii inne, użył 610 słów i 3745 znaków.

Dodaj komentarz