Cogito ergo... - rozdział 6 (przedostatni)

Piszę te słowa, pomny na wiedzę jaką posiadam; ostrożnie chwytam za lejce życia, dążąc do celu, jakim niechybnie jest odpowiedź.  
Na jakie pytanie? Boskie, nieuchwytne, czy też ludzkie, pogrążające resztki mojej jaźni w niebycie?  
Niebyt. Wąska szczelina, która skupia w sobie ból, w najszerszym znaczeniu tego słowa. Człowiek pyta, zostaje filozofem, miłującym ideę abstrakcyjnego konstruktu umysłu.  
W imię czego?  

Przeżyłem sporo, aby dowiedzieć się, że moje ja to wymysł.  
Odwiedziłem miejsca, których żywa istota nie powinna zobaczyć. Stało się. Mój towarzysz, urodzony idealista i racjonalista, z dumą odrzucał sprawy moralne. Zdawał się skupiać na tym, co nazwać można "nad".  
Tymczasem Sceptyk, czyli ja, w sile wieku, opuszczam szczelinę.
To, co widziałem, uznałem za prawdę. Tymczasem to, co prawdziwe, kryje się w źródle.  
Tam nastąpiło moje odkupienie.  

Dziękuję.  
Palcem wskazuję przed siebie.

***

IDEA  

Udałem się w góry, aby chłonąć słodką woń natury, niedostępnej w ludzkich aglomeracjach. Podążałem sam, stając się pustelnikiem.  
Podążałem z kimś, stając się niewolnikiem.  
Nie ma prawdy absolutnej, nie ma odpowiedzi kategorycznej. Jesteśmy tym, co dokonamy. Jesteśmy tym, co myślimy.
Towarzysz nie istniał, aczkolwiek chłonął. Istniał nie istniejąc.  
Zatrzymaliśmy się na jednym ze szczytów, aby poznać spojrzeć na roztaczający się, majestatyczny widok.
W pewnym momencie, skoczyłem w przepaść. Zerwałem umowę. Zniszczyłem kajdany.  
Odmówiłem zeznań wobec niewidocznych sił.  
W pewnym momencie, padłem na kolana. Modliłem się. Pierwszy raz. Od dawna.
Mój towarzysz zespoił się ze mną, w jedność.  

Góry rozwarstwiły się. Widok zamienił się w kaskadę krwi i ognia. Niebo zapłakało.  
Nad obrazem, człowiek. Samotny. Zakuty w kajdany.  
Bestia głaszcze istotę marną.  
To Filozof. Padł, w obliczu samego siebie. Niepowstrzymanej natury.  
Bestia znika. Filozof wisi. Bez życia.  

Góry przemieniły się. Widok zamienił się w kaskadę światła i blasku. Piekło zniknęło.
Nad obrazem, człowiek. Stoi. Wolny. Uśmiechnięty.
Obok niego mężczyzna.  
Zdają się istnieć w miejscu, którego pragniemy.  

Znikam.  
Unoszę się nad girlandami gwiazd.  
Myśl jest jedyną prawdą.  

***  

ZOBACZ

Unoszę się nad ulicami.  
Filozof na piedestale. Głosi naukę.

Ci, co myślą, osiągną cnotę, a cnota zaprowadzi do wolności.

Ludzie nie słuchają. Zdają się pochłonięci problemami.  

Ci, co przejrzą, dostąpią wolności.
Ci, co przejrzą, dostąpią zbawienia.

Godziny mijały. Starzec wciąż, z młodzieńczą werwą, nauczał. Wierzył w to, co jemu samemu dodawało otuchy.  
Pewnego dnia, ziemia rozpadła się na dwie części.  
Miasto uległo zniszczeniu.  
Filozof zyskał wielu naśladowców.  

Ci, co przejrzą, będą nauczać miliony.  
Idźcie, połóżcie kres ogłupieniu.

Ruszyli z ochotą, godnością i nadzieją. Zaatakowali złych.  
Pozyskiwali adeptów.  
Świat rozpadł się na cztery części.  

Miasto pochłonęła zaraza i śmierć.  
Dawna chwała minęła.  
Filozof został stracony.  
Odwrócili się ci, którzy uwierzyli, otrzymując zapłatę.  

Ile jesteś warta, słodka wolności?
Ile jesteś wart, słodki rozumie?

***

ZAPIS

Musisz przejrzeć, aby dojrzeć to, co nieznane. Miłość nie stanie się miłością, jeśli wypowiesz proste "kocham cię".  
A jak przejrzeć?
Czytaj. Pytaj. Szukaj odpowiedzi. Myśl.
Czy mogę uwierzyć w Absolut, rezygnując z religijnych dogmatów?
Na tym polega wiara. Nie jest religią. Gdyby ten, z którym rozmawiałeś, chciał niewolników, to nie stworzyłby człowieka.  
Kim jesteś?
Tym, z którym żyjesz, od dnia narodzin.
Czy ja śnię?
Tak.
Czyli to nie jest prawda.
A czy sen zawsze musi oznaczać imaginację umysłu? Człowiek wskazuje konkretne twierdzenia, z pełnym przekonaniem wierząc, że ma rację. Tymczasem, najczęściej się myli.  
Sen jest prawdą?
Nie zrozumiałeś. Pomyśl, a uzyskasz satysfakcjonującą odpowiedź.
Jaki jest następny cel?  
Źródło.
Czy źródłem jest raj?
A czym jest dla ciebie raj?
Miejscem, gdzie spotkam Absolut, i uzyskam odpowiedzi.
Byłeś w raju, ale źródło leży głębiej. Przenika kości bytu. To dlatego gorączkowo poszukujesz. Twój towarzysz, filozof, jest tylko wytworem wyobraźni.  
Jak to?
Stworzyłeś go w dniu, w którym postanowiłeś zerwać z dotychczasowym życiem. Usłyszałeś wołanie źródła. Poszedłeś indywidualną drogą.
Każdy ma swoją drogę.  
I warto z niej korzystać. Niestety, większość żyjących, myślących istot, woli więzienie i kajdany, aniżeli powiew świeżego powietrza.  
Czy zbliża się koniec?
To zależy, jak na to spojrzysz.  

Zapis urywa się.  

***
POŻEGNANIE

Grób. Wokół trupie zebranie.  
Ludzie, którzy byli, a nie są. Żegnają stwórcę.  
Lamentują.

Żegnaj, panie. Żegnaj ty, który szukałeś.  

Obserwował to, w formie duchowej.  
Za nim kosiarz.  
Mówi.

Wszyscy tak skończą, niezależnie od poglądów.  

***
POWROTY

Obudziłem się, zdrętwiały z bólu i przerażenia. Sen, jakby na jawie, zakończył swoją projekcję.  
Mój towarzysz spał nieopodal.  
Następnego dnia mieliśmy ruszyć.  
Ucieszyłem się.
Zaniepokoiłem się.  

Czy to jest rzeczywistość?
Zapadam się. Zasypiam.  

***
POWTÓRZ "RZECZYWISTOŚĆ"

Przybyłem do miasta, aby zaczerpnąć wiedzy. Jestem nikim, i nikim pozostanę. Filozof głosił naukę, na ulicach. Rozmawiałem z nim często, wracając z pracy, której szczerze nienawidziłem.  
Stworzyliśmy swój obraz świata.  
Ideę. Nikt, poza nami, nie miał do niej dostępu.  
Zostaliśmy przyjaciółmi.  

Dziś, mój towarzysz, ma zostać stracony.  
I nic nie mogę zrobić.  

Wyglądam za okno.  
Wściekły tłum, prowadzi starca przed sąd.  
Poniżają go. Opluwają.  
Wykrzykują nienawiść.  

Każdy powtarza ruch po sobie. Konformistycznie.  
Tym jesteśmy.  
Tym się staliśmy.  

Przepraszam.  
Żegnajcie...

Johnny2x41

opublikował opowiadanie w kategorii inne, użył 994 słów i 5940 znaków.

Dodaj komentarz