Vallequietta część VIII

Vallequietta część VIIIDopiero w środku zimy znów poczułem prawdziwe powołanie — przyszli do mnie młodzi rodzice, prosząc o chrzest ich wcześniaka. Nie mieli nikogo, nawet chrzestnych. Kazałem im przyjść wieczorem tego samego dnia i odmówiłem zapłaty za ceremonię. Bo tu nie liczył się żaden pieniądz, liczyła się ich wiara i nadzieja.
Uszykowałem się starannie, samemu prasując sutannę, a nad misą z wodą święconą spędziłem dobre pół godziny, odmawiając liczne modlitwy. Naprawdę chciałem, by ten malec został ochrzczony. Gdy ją zobaczyłem w ramionach matki, taką kruchą istotkę, pierwszy raz w życiu poczułem łzy w gardle — była zbyt drobna, zbyt delikatna. Nie przeciągałem więc niepotrzebnie, po prostu kazałem im podejść do misy i bez pomocy ministranta, w ciszy wieczoru, ochrzciłem dziecko, błogosławiąc je dodatkowo po łacinie. I gdy delikatnie namaściłem jej puszystą główkę święconą wodą, na policzki tego maleństwa powoli wypełzł rumieniec. Delikatny, jakby dziecko dostało porcję witamin. Nawet uśmiechnęła się przez sen.
- Idźcie w pokoju — pobłogosławiłem całą trójkę znakiem krzyża. - Życzę wam wszystkiego dobrego.
Gdy wyszli, niespiesznie pogasiłem światła w świątyni i usiadłem w pustej ławie przed ołtarzem. Widziałem tylko zarys schodów prowadzących ma podwyższenie i jego dalsze elementy, jedynym wyraźnym miejscem była czerwona lampka symbolizująca obecność Ducha Świętego. Czy jeszcze go czułem? Możliwe. Przy błogosławieństwie jakby nieco wyraźniej, jakbym dostał znak, że to dobra decyzja, ale... Sam nie wiedziałem, czy to prawda, czy już tylko moja nadzieja. Trwałem w tym bezruchu, wpatrzony w czerwone światełko chyba kilka godzin, bo gdy wreszcie postanowiłem wstać i wrócić na plebanię, nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Były tak zdrętwiałe od siedzenia w jednej pozycji, że po prostu zwaliłem się jak długi na posadzkę. Uderzenie w zimne kafelki otrzeźwiło mnie błyskawicznie. Na szczęście niczego sobie nie złamałem — to dopiero byłaby pożywka dla plotek — ksiądz potyka się w ciemnościach i łamie sobie kończynę. Już widzę te drwiny... Z obolałym, pulsującym ramieniem wróciłem na plebanię. Oczywiście, rankiem ukazał się na nim siniak o fantastycznych kolorach. Dobrze, że nosiłem sweter, inaczej musiałbym się tłumaczyć Elenie. A ona już dość przeżyła, nie chciałem, by martwiła się jeszcze i o mnie.

Usiadłem do porannej lektury najnowszego wydania lokalnej gazety, popijając poranną herbatę z miodem i plasterkiem cytryny — ostatnio odkryłem, że taki plasterek daje o wiele więcej smaku, niż sam sok, gdy nagle dobiegł mnie przerażony krzyk Eleny. Rzuciłem się do drzwi, nawet nie zauważając, że kubek potoczył się po stole, rozlewając herbatę i w samych ciepłych kapciach, wybiegłem na podwórze. Elena stała kilka metrów ode mnie, kurczowo ściskając w zbielałych dłoniach koszyk warzyw. Jej gruba spódnica była poplamiona, jakby właśnie przed chwilą wylądowała w kałuży, a nie dalej niż metr przed nią, stał przyczajony pies. Brudna, skołtuniona sierść zjeżyła się na jego karku i choć nie widziałem, jego pyska, mogłem być pewien, że pies szczerzy na Elenę zęby. Jego głuche warczenie było tylko niemym potwierdzeniem moich domysłów. Twarz Eleny była sinozielona i przez myśl przeleciało mi proste pytanie: Czemu tak bardzo boi się tego zwierzęcia?
- Elena! - krzyknąłem, chcąc dać jej znać, że jestem obok i jednocześnie odwrócić uwagę zwierzęcia. Podniosłem nawet z ziemi gruby kij, gdy psisko zaszczekało na mnie nieprzyjemnie. - Poszedł stąd! No już! - machnąłem kijem i to był błąd. Pies zaatakował. Błyskawicznie spiął się do skoku i wzbił w powietrze, celując kłami w moje gardło. Właściwie nie miałem czasu ma myślenie - zadziałałem instynktownie. Znów machnąłem kijem, tym razem z całej siły. Ręka odskoczyła mi, gdy drewno złamało się z suchym trzaskiem na głowie psa. Skowyt i łomot walącego się na ziemię ciała zlały się niemal w jeden dźwięk. Nie patrząc na "przeciwnika", przeskoczyłem nad nim i dopadłem Eleny. Dosłownie rzuciła mi się w ramiona, drżąc i szlochając rozpaczliwie. Słysząc popiskiwanie kundla, odwróciłem na moment głowę — krwawiąc z rany, jaką mu zadałem, odchodził poturbowany w stronę bocznej uliczki. Zdziwiło mnie nawet, że w pobliżu nie było nikogo, kto by zareagował. Widocznie mieszkańcy jeszcze spali.
- Już, już, spokojnie — szepnąłem, tuląc ją do siebie. - Nic ci nie zrobił?
Pokręciła jedynie głową.
- Wejdźmy do środka — zaproponowałem. I choć adrenalina wciąż buzowała mi w żyłach, połączona ze strachem o życie mojej gospodyni, zaczynało mi również być zimno. I najpewniej nie była to do końca wina temperatury, po prostu pierwsze napięcie już z wolna mnie opuszczało.
W kuchni oczywiście musiałem posprzątać sam po sobie, potem posadziłem Elenę na ławie i dałem jej świeżej herbaty. Pomimo ciepła, wciąż nieco się trzęsła.
- Już dobrze — delikatnie pogładziłem ją po dłoni, siadając obok.
- Tak, wiem, po prostu... - chlipnęła. - Strasznie boję się psów.
- Zauważyłem — przytaknąłem. Uśmiechnęła się ponuro i kontynuowała. Jej głos wciąż drżał.
- Gdy byłam nastolatką, mój brat drażnił psa. Naszego i... – przełknęła ciężko ślinę i niespodziewanie schyliła się, po czym zaczęła podwijać spódnicę drżącymi rękami. Moja pierwsza myśl: chce się rozebrać! Teraz? Dlaczego?! Ale wtedy zobaczyłem starą ranę. Poszarpane brzegi uda wskazywały dobitnie na dawną traumę. - Wygląda paskudnie – puściła materiał i zwiesiła głowę.
- Dlatego nosisz długie spódnice... Nawet latem — nagle wszystko do mnie dotarło, ona wstydziła się swojego wyglądu.
- Nie chcę, by ludzie gadali — westchnęła, spoglądając w okno.
- Nie musisz się tego wstydzić, Eleno. Ludzie noszą o wiele gorsze rany niż ty. Ale rozumiem twoją decyzję i nie mnie ją oceniać.
- Dziękuję, Gabrielu — uśmiechnęła się do mnie delikatnie. - Również za ratunek. Gdy ten pies zagrodził mi drogę...
- Nie musisz nic mówić, Eleno. Ja to naprawdę rozumiem. I już nie musisz się więcej bać. Jestem tutaj.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 1162 słów i 6416 znaków, zaktualizowała 12 kwi o 20:59.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Hart

    Kolejna krótka ale bardzo inspirujące lektura, twojej ręki. Bardzo mi odpowiada tego typu narracja. Czekam na kolejną odsłonę. Pozdrawiam😊

    16 godz. temu

  • Użytkownik elenawest

    @Hart dziękuję, cieszę się że opowiadanie tak Ci przypadło do gustu 🥰

    7 godz. temu