
I w tym pięknie, gdzieś po drodze byłem ja — ksiądz, uzależniony od jabłek i dobrej lektury, uczący się ludzi, ich zachowań, dramatów, uśmiechów. Ja, uczący się o roślinach, które zaczęły mnie fascynować. Zaczęło mnie fascynować prawdziwe życie. I to ono właśnie uderzyło mnie pewnego dnia niczym obuchem.
Po niewielkim spacerku i wymienieniu chyba miliona niewiele znaczących uprzejmości z mieszkańcami wróciłem na plebanię. Pożegnałem się z burym kociskiem, który towarzyszył mi do samych drzwi i wszedłem do środka. Nie spodziewając się kompletnie szoku, jaki za chwilę zostanie mi zafundowany, z rozmachem otworzyłem drzwi do kuchni. Wtedy tuż koło mojej głowy śmignęła niewielka, kolorowa piłka. I choć miałem znakomity refleks, tym razem jej nie złapałem. Ba! Nawet nie zauważyłem, że cokolwiek leci w moją stronę. A potem rozległ się nieco piskliwy śmiech dziecka. Dopiero wtedy go ujrzałem. Stał spokojnie pośrodku mojej kuchni, ubrany w nieco sprane spodnie dresowe, jakąś koszulkę i lekki sweterek, zaśmiewając się do rozpuku — najwyraźniej rozśmieszyła go moja mina. Bo trzeba przyznać, stałem jak słup soli z szeroko rozdziawionymi ustami — no, szczyt elegancji i kultury...
- Księże proboszczu! Czy nic się księdzu nie stało?! - Elena wyglądała na przestraszoną. - Matteo, nie wolno rzucać piłką w innego człowieka.
- Rzucałem w drzwi — odparł malec z największą prostotą. A ja tam po prostu stałem i wpatrywałem się w niego w szoku. W głowie milion myśli: czego on chce, jak się tu znalazł, czy tak już zostanie?
- Co on tu robi? - zapytałem sucho, zanim na dobrze zdążyłem pomyśleć, co mówię. I uśmiech Eleny spowodowany odpowiedzią synka, zgasł na jej twarzy niczym płomień świecy, zdmuchnięty gwałtownym podmuchem.
- Ja... musiałam zabrać go ze sobą. Pani Sussina nie mogła dziś z nim zostać i pomyślałam, że... - powiedziała cicho, zawstydzona.
- Że co?
- Że ksiądz się zgodzi i... Teraz widzę, że to był błąd... Pójdziemy już, obiad jest gotowy — spuściła głowę. W jej głosie usłyszałem żal i ból. Przeniosłem spojrzenie na chłopca. Wpatrywał się we mnie swoimi dużymi, niebieskimi oczami — najpewniej odziedziczył je po ojcu, Elena miała piwne. I wyraźnie się bał, nie wiedział, co się dzieje, dlaczego nie może tu zostać. I to nieme pytanie odczułem niczym uderzenie w brzuch. Bo czy miałem prawo odmówić dziecku dachu nad głową, nawet na kilka godzin?
Odpowiedź przyszła sama.
- Nie — mruknąłem, ściskając nasadę nosa, by pozbyć się chwilowej irytacji. - Nie odchodźcie. To moja wina.
- Nie będziemy się narzucać — wzięła chłopca na ręce, najwyraźniej z zamiarem wyjścia, ale ja nie ruszyłem się z miejsca. - To nie żadna jałmużna, Eleno. Powiedziałaś mi, co się stało. A ja się na to godzę. Koniec tematu.
- To mogę grać dalej? - Matteo co prawda patrzył na swoją matkę, ale pytanie skierował do mnie.
- Tak, możesz.
- Ksiądz... jest pewien?
- Czyż tego właśnie nie powiedziałem?
Obiad przebiegł we względnej ciszy. Względnej, bo mały jadł głośno i wciąż o coś pytał. Między innymi o mój wiek.
- A ty ile masz lat?
Zaskoczył mnie. Nie powiem.
- Trzydzieści sześć — odparłem.
- Jeju... To ty jesteś już stary!
No cóż, może i tak.
- Matteo! Tak nie wolno! - Elena natychmiast go skarciła, ale ja po raz pierwszy od dłuższego czasu naprawdę się uśmiechnąłem i nawet poczochrałem lekko włoski malucha.
Zostali do wieczora. Chłopiec się rozpłakał, gdy Elena powiedziała, że już czas do domu, więc nie miałem wyjścia — zaproponowałem, by zostali. Był głośny, wszędzie było go pełno, zadawał tysiące dziwnych pytań. I wprowadzał mnóstwo śmiechu. Pierwszy raz słyszałem, by Elena śmiała się tak otwarcie. I ten śmiech już pozostał. Najczęściej delikatny, subtelny, ale wnoszący tyle słońca. Wywrócił mój świat. Bo dotąd owszem, słyszałem śmiech zarówno dzieci, jak i dorosłych, ale zawsze było to gdzieś obok mnie. A teraz... teraz był częścią mnie. Może ja się nie śmiałem tak otwarcie, ale uśmiechałem zdecydowanie więcej. I też czułem się lżej. Do tego stopnia, że postanowiłem w sobie coś zmienić. Zrezygnowałem z długich rękawów podczas ćwiczeń i po raz pierwszy poczułem, jak bardzo ciało potrafi być wdzięczne za tak drobne decyzje.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Gaba
Za krótkie - ledwo się zapamiętałem w czytaniu - i koniec. Ja się tak nie bawię. O! Proszę o dłuższe.
Pozdrawiam Cię 👍
Hart
Nic dodać nic ująć. Czekam na cdn😊. Pozdrowienia
elenawest
@Hart dziękuję ❤️