Vallequietta część III

Vallequietta część IIIPoranek również nie był łatwy. Telefon, by przyjść do umierającego, wyrwał mnie ze snu już o czwartej rano. Sytuacja była poważna, nie miałem nawet czasu solidnie się przygotować. Liczyłem, że wiara mi pomoże. Na miejscu, w starym, niebywale czystym domu nie pozostało mi nic innego, jak naprędce wyspowiadać mężczyznę, dać mu ostatnie namaszczenie i zostać z nim do końca, trzymając go za rękę. Powrót do domu był trudny. Bolesny. Miałem wrażenie, że każdy krok jaki stawiałem, naszpikowany jest tysiącem igieł. Bolało mnie całe ciało. Nie fizycznie. Brnąc mokrymi uliczkami miasteczka, zastanawiałem się, dlaczego to tak mocno we mnie uderzyło. Przecież widziałem już śmierć, czasami o wiele gorszą, niż ta, której byłem dziś świadkiem. Czy to niema rozpacz rodziny tego starca, czy może cisza miasteczka tak na mnie działała? Bo kiedy mijałem swoich parafian, miałem wrażenie, że każdy z nich dokładnie wie, co się stało. Nikt mnie nie zaczepiał, dzieci nie bawiły się przesadnie głośno. Świat wyglądał tak, jakby właśnie wziął głęboki oddech i bał się go wypuścić.  
  
W domu Elena już była. Przywitała mnie cicho, jakby i ona bała się zepsuć tę chwilę i postawiła przede mną talerz z górą jajecznicy z pomidorami. Z przyjemnością wciągnąłem do płuc ten kojący zapach, tak diametralnie inny od tego, jaki czułem w domu staruszka - nie zapach niechybnej śmierci, lecz lekarstw i chemii do czyszczenia. Przez chwilę jeszcze trwałem we własnych myślach, lecz jej łagodne pytanie o herbatę, przywołało mnie do porządku. Spojrzałem na nią. Przyglądała mi się badawczo, z mieszaniną współczucia i bezsilności, delikatnie bawiąc się rąbkiem bluzki - to chyba była jej metoda na stres - gdy nie ma niczego do roboty, w ten sposób zajmowała ręce.
- Czy to pierwsza śmierć księdza? - zapytała łagodnie. Pokręciłem głową. - Bo tak ksiądz wygląda... Jak zagubiony szczeniak.
- Szczeniak? -- to określenie wyraźnie mnie zaskoczyło. Kiwnęła głową i wzruszyła ramionami z przepraszającym, nieco krzywym uśmiechem. - Może i tak właśnie jest - przyznałem. - A herbatę, tak, poproszę.
Popołudnie minęło bez większych rewelacji. Miasto oddychało jakby wolniej, spokojniej, głębiej. Deszcz zmył ciężar upałów, ale i tak nie było jeszcze idealnie - śmierć tego staruszka uderzyła we wszystkich. Nic dziwnego, był ostoją społeczeństwa - pierwszy stawiał się na każdej mszy i ostatni wychodził ze świątyni, dla każdego miał dobre słowo, a gdy było potrzeba potrafił rozładować sytuację jednym słowem. Ludzie go szanowali i teraz czuli się bez niego po prostu zagubieni.  
Nie mogłem jednak skupiać się jedynie na nim, miałem jeszcze inne sprawy do rozwiązania, a najpoważniejszy wydarzył się dokładnie w czasie wieczornej mszy. W czasie kazania dach zaczął przeciekać tak solidnie, że nie miałem innego wyjścia, jak przerwać mszę i kazać ludziom opuścić świątynię. Sam wyszedłem ostatni. I wtedy stare bepki jęknęły zgodnie. A dach się zarwał.  
  
- Słyszałam, co się stało w czasie mszy - powiedziała Elena dwa dni później, gdy przyszła posprzątać plebanię. Siedziałem w tym czasie w wysłużonym, choć nadal niemożliwie wygodnym fotelu w jadalni, pełniącej również funkcję niewielkiego saloniku. I czytałem kolejną lekturę. Obok mnie leżała niewielka sterta trzech ogryzków jabłek. Kiwnąłem głową, odkładając książkę na chybotliwy stoliczek.
- Naprawa potrwa kilka tygodni - westchnąłem, przecierając zmęczone czytaniem oczy.
- Czy cały dach runął?
- Na szczęście tylko jego niewielka część, ale zdaje się, że prowadzenie mszy będzie przez ten czas niemożliwe.
- To naprawdę przykre.
- Ciebie wtedy tam nie było, prawda?
- Nie - odparła krótko. Nie próbowała się tłumaczyć, czy przepraszać - po prostu stwierdzała fakt. A ja nie chciałem jej moralizować. Zastanawiałem się nawet, czy w ogóle mam do tego jeszcze prawo.
- W porządku - tylko tyle, a miałem wrażenie jakbym tym jednym określeniem zabrał jej z ramion ogromny ciężar.
- Myślałam o zasadzeniu kilku ziół w doniczkach na oknie - powiedziała po chwili wahania. - Teraz już prawie zima i pomyślałam że tak będzie przyjemniej i...
Znów się zawstydziła, spuściła wzrok.
- I to jest bardzo dobry pomysł - skwitowałem. Bo naprawdę mi się podobał. Lubiłem zioła, ich zapach i wygląd. Nie miałem nic przeciwko. Podniosła głowę, uśmiechając się niepewnie.  
- Ja przepraszam, że tak się rządzę... - bąknęła, znów mnąc w palcach rąbek bluzki.
- Nie rządzisz, Eleno. Jesteś tu gospodynią i to naturalne, że chcesz ułatwić sobie pracę. Jestem za. Wprowadzaj te zmiany, jeśli masz ochotę.
- Dziękuję, księże proboszczu. Dziękuję.
I tak do tej małej, czasami nieco dusznej, przepełnionej parą gotowanych potraw kuchni, dołączyły doniczki z ziołami - bazylią, oregano, tymiankiem. Czosnek zawisł w pękach przy oknie, podobnie jak cebula, a kosze zarumieniły się od soczystych, dojrzałych pomidorów i papryki. I nagle te kamienne mury, wcześniej nie jakoś przesadnie puste, nagle nabrały rumieńców i ciepłoty. Jakby... Tak jakby Elena zaczęła traktować to miejsce jak swój dom. Może i tak było. Może tu po prostu czuła się lepiej, niż w miejscu, które wciąż przypominało jej o tragedii?
  
Remont dachu świątyni rozpoczął się z tygodniowym poślizgiem, ale to nie miało znaczenia - parafianie sami poprosili o możliwość prowadzenia mszy na schodach kościółka. Prośba co najmniej zaskakująca, ale jednocześnie tak bardzo mi potrzebna. Oni chcieli bym mimo wszystko dalej wygłaszał kazania. Dalej udzielał spowiedzi - teraz w kancelarii parafialnej. Bym dawał im komunię i był częścią ich świata. Mężczyźni sami znaleźli odpowiednie materiały, najęli fachowców, posprzątali gruzowisko. A ja? Ja byłem z nich dumny. Bo nie straszny był im deszcz i wiatr, oni nie robili tego dla mnie, lecz dla siebie. Bo chcieli, a nie że ja im kazałem.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 1138 słów i 6170 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Hart

    Może niech moim komentarzem będzie to że czekam na następną odsłonę. Bardzo ciekawa lektura👍🏻

    20 godz. temu

  • Użytkownik elenawest

    @Hart ooo, dziękuję 🤩 następna część już za tydzień 😁

    20 godz. temu