Prywatność

Czym jest to, co „prywatne”? Czymś, co należy do dziedziny „prywatności”. Żeby dowiedzieć się, czym jest „prywatność”, zajrzymy do Wikipedii (strony internetowej znanej z tego, iż skrupulatnie, sprawnie i szybko odzwierciedla to, co w danej chwili uchodzi w powszechnej opinii za prawdę, oraz gorliwie, dzień po dniu, uaktualnia tę obowiązującą wersję prawdy, goniąc w ten sposób i próbując pochwycić w locie obiekty, które słyną z tego, że poruszają się szybciej od najambitniejszych nawet grup pościgowych).  

„Prywatność”, czytam w brytyjskiej wersji Wikipedii z 8 marca 2009 roku, to zdolność jednostki lub grupy do chronienia siebie lub informacji o sobie, a tym samym do selektywnego odsłaniania prawdy o sobie. [...]
Prywatność kojarzy się czasami z anonimowością, z dążeniem do tego, aby w przestrzeni publicznej pozostawać niezauważonym i nierozpoznawalnym. Kiedy coś jest dla człowieka kwestią prywatną, oznacza to zwykle, że kwestia owa zawiera w sobie coś, co uważa się za rzecz szczególną lub delikatną z osobistego punktu widzenia. [...] Prywatność można uznać za jeden z aspektów poczucia bezpieczeństwa, gdzie szczególnie wyraźnie dochodzą do głosu kompromisy między interesami poszczególnych grup.

A czym jest „arena publiczna”? Przestrzenią otwartą dla wszystkich zainteresowanych i każdego gapia. W zasadzie zatem k a ż d y może widzieć i słyszeć to, co dzieje się na „arenie publicznej”. Ci, którzy wypowiadają się publicznie i ujawniają publicznie swoje zachowania, podejmują i (otwarcie lub milcząco, rozmyślnie lub mimo woli) akceptują ryzyko polegające na tym, że ktoś podejrzy ich lub podpatrzy. Godzą się z konsekwencjami i zrzekają się prawa do sprzeciwu czy ewentualnego zadośćuczynienia. Jeśli (raz jeszcze cytuję Wikipedię) „zakres ujawniania prywatnych informacji zależy od sposobu przyjęcia tych informacji przez opinię publiczną, ten zaś różni się w zależności od miejsca i czasu”, to chęć zachowania prywatnego charakteru jakiejś informacji oraz decyzja ojej upublicznieniu z oczywistych względów nie dają się pogodzić. „Prywatne” i „publiczne” są to pojęcia p r z e c i w s t a w n e. „Prywatne” i „publiczne” pozostają ze sobą we wrogich stosunkach. Wyznaczane przez te pojęcia pola semantyczne oddzielają nie granice pozwalające na swobodny ruch w obu kierunkach, ale linie frontu: nieprzekraczalne pasy demarkacyjne, starannie strzeżone i pilnie fortyfikowane po obu stronach na wypadek próby ich sforsowania (przez agresorów, ale także zdrajców, a zwłaszcza dezerterów). I nawet gdy nic nie wskazuje na to, by obszar przygraniczny miał się zamienić w miejsce wymiany ognia, nawet jeśli wojna nie została wypowiedziana i nie podjęto żadnych działań bojowych, to panująca wzajemna nieufność dopuszcza jedynie ruch ś c i ś l e  o g r a n i c z o n y. „Wytyczanie granic” oznacza chęć manipulowania charakterem i natężeniem tego ruchu. Całkowicie swobodny ruch graniczny kompromitowałby samą ideę granicy. Powodem wytyczania granic jest chęć uzyskania prawa do kontroli i decydowania o kwestiach będących z reguły przedmiotem ostrych kontrowersji: o tym, kto lub co może przekroczyć granicę, a kto lub co musi pozostać po tej stronie, po której się znajduje (które informacje mogą zachować poufny i prywatny charakter, a które wolno lub należy upublicznić).
Jest to fragment eseju Zygmunta Baumana.
Ciekawi mnie niezmiernie jak czytelnicy postrzegają te sfery co uważają za sferę prywatności a co według nich jest publiczne. Jak daleko ich zdaniem można się posunąć upubliczniając  swoją prywatność.
Czy w dzisiejszych czasach w ogóle istnieje pojęcie prywatności?

merlin

opublikował opowiadanie w kategorii felieton, użył 607 słów i 3825 znaków.

3 komentarze

 
  • MEM

    "Ciekawi mnie niezmiernie jak czytelnicy postrzegają te sfery co uważają za sferę prywatności a co według nich jest publiczne."  

    IMO
    Prywatne jest wszystko.  
    Publiczne jest to, co z tego, co prywatne, zdecydujemy się pokazać.
    Czyli w sumie żadne odkrycie Ameryki. ;) Aczkolwiek nie do końca zgadzam się z Baumanem i z tym, co mówi na temat tej wrogości "prywatnego" i "publicznego". Bo jaka to wrogość, jeśli dana osoba same decyduje o tym, co i komu upublicznić?

    "Czy w dzisiejszych czasach w ogóle istnieje pojęcie prywatności?"

    To zależy o co pytasz. :)

    Jeśli o to, że umownie istnieje pojęcie prywatności polegające na tym, że każdy ma swoje prywatne sprawy, to tak, istnieje.

    Ale jeśli pytasz o to, czy faktycznie istnieje, to nie, nie istnieje. Jesteśmy 24 godziny na dobę, 365 dni w roku inwigilowani (i dziś o to łatwiej niż w dowolnym wcześniejszym czasie w historii, z uwagi na możliwości technologiczne). Kwestia tylko tego, czy danym osobom/grupom/firmom/służbom opłaca się wyniki tej inwigilacji ujawniać lub w inny sposób wykorzystywać.

    Ba, możesz sobie nawet kupić sprzęt szpiegowski do takiej inwigilacji, albo detektywów wynająć, czy nawet budować własną sieć wywiadowczą i działać prywatnie. Inna sprawa, że użycie takich metod jest już na własną odpowiedzialność. ;) A skoro może to zrobić, z jakimiś efektami, zwykły przeciętny Kowalski, to... :)

    Zresztą nawet wywiad się zmienił, co też w jakimś stopniu pokazuje tę ewolucję podejścia do tego, co jest utajnione, a co jest dostępne publicznie. Dawniej większość istotnych informacji służby otrzymywały przy pomocy metod operacyjnych (np. od agentury). Dziś większość informacji przynosi tzw. biały wywiad, czyli źródła oficjalnie dostępne, z których dane są gromadzone i analizowane (dobry zespół analityczny jest na wagę złota ;)). Tak jest po prostu taniej, wydajniej i nie ryzykuje się własnymi aktywami dla uzyskania informacji, a uzyskuje się minimum taki sam efekt co dawniej przy zdobywaniu tych samych informacji. Ba, NATO i Rosja dogadały się kiedyś nawet w kwestiach okresowych przelotów nad swoimi terytoriami, by pokazać, że nie mają nic do ukrycia (choć oczywiście mają, no ale dawniej tego rodzaju uzgodnień nie było; z drugiej strony np. u nas do dziś są przepisy zabraniające obcokrajowcom wejścia na teren wojskowy i to nawet wtedy, gdy wojsko organizuje na tym terenie "dni otwarte" ).

    Ale "najlepsze" w tym wszystkim jest to, że pomimo tych wszystkich RODO czy unijnego ciężkiego kretynizmu (na równi z prostowaniem bananów) dotyczącego tych ostrzeżeń o "ciasteczkach" wyświetlanym obowiązkowo na każdej stronie internetowej, ludziom coraz mniej zależy na prywatności i sami celowo umieszczają o sobie informacje w internecie. Na kontach na portalach społecznościowych, na YouTube... Mało tego, robią to nie tylko w nadziei na zysk, za który wielu zrobi wszystko, ale dla zaspokajania własnej próżności. Czyli właściwie, przynajmniej w takich przypadkach, jakakolwiek granica prywatności od dawna nie istnieje i nikt z nich tym problemu nie ma. No może pokolenie Baumana do tego jeszcze nieco inaczej do tego podchodziło, bo żyło w społeczeństwie, w którym pokutowała zasada: "tisze jediesz, dalsze budiesz", ale tego problemu ludzie w większości świata już nie mają a millenialsi tego nawet nie rozumieją (w większości). Oczywiście to się zmienia do jakiegoś stopnia w przypadkach, gdy ktoś z takich osób padnie ofiarą naprawdę ciężkiego hejtu, ale pomijając te, dość jednostkowe mimo wszystko, przypadki, reszta ma przejmowanie się problemem prywatności zwyczajnie gdzieś (w sensie takim, że nie ma problemu z ujawnianiem informacji o sobie a nie takim, że pozwala innym na ingerencję polegającą na decydowaniu o sobie przez innych).

  • merlin

    @MEM Trywializujesz! Czy uważasz, że zawsze decyzja o tym co upublicznić należy do zainteresowanego?
    Wyobraź sobie czysto hipotetyczną sytuację, że ktoś dowiaduje się o Tobie czegoś co chciałabyś żeby nigdy nie wyszło na jaw i to publikuje, albo grozi że upubliczni. Czy nie byłoby to równoznaczne, z utratą kontroli nad swoim życiem? ;)

  • MEM

    @merlin "Trywializujesz! Czy uważasz, że zawsze decyzja o tym co upublicznić należy do zainteresowanego?"

    Nie napisałam, że decyzja co upublicznić zawsze należy do zainteresowanego. Napisałam, że prywatne jest wszystko a publiczne jest to, co zdecydujemy się pokazać.  

    Oczywiście, że może się zdarzyć sytuacja, że to ktoś zdecyduje upublicznić jakieś nasze prywatne informacje, ale wtedy to już nie jest kwestia tego, co my uważamy za prywatne i publiczne, bo to się nie zmieniło, tylko jest to naruszenie naszej prywatności. Dwie różne rzeczy.
      
    "Wyobraź sobie czysto hipotetyczną sytuację, że ktoś dowiaduje się o Tobie czegoś co chciałabyś żeby nigdy nie wyszło na jaw i to publikuje, albo grozi że upubliczni. Czy nie byłoby to równoznaczne, z utratą kontroli nad swoim życiem?"

    Ktoś grozi upublicznieniem i to (czy to sama groźba czy już upublicznienie), wpływa na moje życie, zgoda. Ale to nie oznacza utraty kontroli nad nim, tylko konieczność działania w innych warunkach, wynikających z czystej losowości zdarzeń. Nadal kontrola nad samym życiem, jako takim, należy do mnie, jedyne co, to muszę na daną rzecz zareagować, a nie musiałabym, gdyby ktoś na taki pomysł nie wpadł. I wybór tych środków reakcji też jest wyłącznie mój.  

    Utrata kontroli nad życiem to by była, gdyby ktoś uległ szantażowi i podporządkował się szantażyście i jego poleceniom. A to się wcale nie musi zdarzyć.

  • merlin

    Co powoduje , że ludzie często nie dostrzegają tej cienkiej granicy między prywatnością a sferą publiczną.?
    Dlaczego wystawiają się na swoistą wiwisekcję.?🤔

  • MrHyde

    @merlin bo jest cienka. Czy patrząc na kroplę wody widzisz jej granicę? ;)

  • merlin

    @MrHyde Czy napięcie powierzchniowe nie jest tą granicą w przypadku kropli, a właściwie każdej cieczy. :question:

  • MrHyde

    @merlin nie mówię o siłach tylko o warstwie cząsteczek. ;)

  • MEM

    @MrHyde "bo jest cienka. Czy patrząc na kroplę wody widzisz jej granicę?"

    Nie. Bo nie rozumieją i nie zdają sobie sprawy z możliwych konsekwencji. Większość ludzi nie myśli (o niczym poza zaspokojeniem swoich podstawowych potrzeb). Po prostu. To nie jest kwestia niedostrzegalności granicy. To kwestia coraz większego pustactwa umysłowego, które uniemożliwia dostrzeżenie granicy nawet gdyby gruby mur na niej stał.

    "wtedy, kiedy obnażamy to, co mamy skryte najgłębiej – myśli."

    Prawie. :)  
    To jest wtedy, kiedy publicznie pod własnym imieniem i nazwiskiem "obnażamy to, co mamy skryte najgłębiej – myśli". Bo póki jest to anonimowe, to wie o tym dana osoba i CIA (i reszta służb), czyli teoretycznie zawsze można się wtedy wyprzeć. ;)

  • MrHyde

    Prywatność: można powiedzieć, że to własność? Jak coś jest prywatne, np. opinia lub część ciała, to znaczy, że jest czyjaś - moja, twoja, Kowalczyka, ale nie nasza wspólna?

  • merlin

    @MrHyde Zgadzam się, ale jak daleko można się posunąć przekraczając granicę prywatności? Kiedy to przeradza się w taki swoisty ekshibicjonizm. ;)

  • MrHyde

    @merlin wtedy, kiedy obnażamy to, co mamy skryte najgłębiej - myśli.  ;)

  • merlin

    @MrHyde Fakt a może również i czyny, zachowanie?  ;)

  • MEM

    @merlin "Fakt a może również i czyny, zachowanie?"

    A jeśli ktoś myśli jedno a robi drugie? :)

  • MrHyde

    @merlin @MEM czyny i zachowania to exhibicjonizm nieswoisty (generyczny), a okazywanie myśli to exhibicjonizm swoisty (specyficzny). Takiej definicji JESZCZE nie ma w wikipedii ;)