Oskarżony Adolf K.

Na Youtube można znaleźć (prawie) wszystko. Rozwój Internetu, który dostarczył nam tanie szybkie łącza, oraz rozwój technologii pozwalającej na założenie sobie tanim kosztem dobrej jakości domowego studia nagraniowego, spowodował olbrzymią rewolucję społeczną. Nie jesteśmy już uzależnieni w żaden sposób od tradycyjnej formy mediów typu gazety, telewizja, książki. Ba, nawet nie jesteśmy już uzależnieni od mediów internetowych należących do dużych firm i koncernów – praktycznie każdy statystyczny Kowalski może stać się dziennikarzem, wydawcą, medialną gwiazdą, a nawet i guru.  

Ma to swoje niewątpliwe plusy, z najważniejszym na czele: praktycznie nie da się cenzurować informacji. Nawet państwa takie jak Chiny czy Rosja mają z tym duże problemy, i nie pomagają w stu procentach pomysły typu Chiński Mur Ogniowy, czy tworzony przez Putina rosyjski odpowiednik Wikipedii, gdzie jak za czasów batiuszki Stalina można by było "wymazywać" niewygodnych reżimowi i tych, którzy popadli w jego niełaskę, oraz oczywiście pisać własną wersję historii.  

Dla szarego zjadacza chleba w krajach z tzw. wolnością słowa, Youtube i generalnie internet są kopalnią. Poza właściwie swobodnym darmowym dostępem do rzeczy, które teoretycznie chronione są prawami autorskimi, możesz się w każdej chwili dowiedzieć niemal wszystkiego. Od tego, jak zeszyć i oprawić rozlatującą się książkę czy zrobić perfekcyjny makijaż na wieczór, po metody wędkowania, instruktaż budowy za pomocą prymitywnych narzędzi własnej ziemianki z podziemnym basenem oraz łowy na krokodyla.

Patrząc pod tym kątem, Internet jest niewątpliwym dobrodziejstwem. Jak wszystko jednak na tym świecie, ma on też swoją mroczną, wysoce szkodliwą, stronę. I nie tylko jest nią wszystko to, co nielegalne, a co można znaleźć w "Darknecie". Szkodliwy, i to bardzo, może być także ten "legalny" internet, z którego korzystamy w tzw. dobrej wierze.

Szkodliwość ta może być różna. Patostreamy, internetowy hejt, "brukowe" treści... Ale jest też jeszcze jeden, szczególny rodzaj negatywnej strony internetu, która dodatkowo jest przy tym bardzo podstępna w działaniu, bo wydająca się być nie tylko nieszkodliwą ale wręcz korzystną, dopóki nie przyniesie swych opłakanych skutków. I co gorsze skutków, które potem nawet pokoleniami trzeba naprawiać. I to o tym będzie poniżej.  

Konto na Youtube może mieć każdy. Tzw. videobloga również – jak wiadomo, portal ten zresztą zachęca do takiej inicjatywy poprzez podzielenie się z autorami filmików częścią zysków pochodzących z reklam. Pewnego dnia, zapragnął mieć swój kanał także i pewien pan, imieniem Adolf...

Miał on jednak nieco inną motywację, niż znudzone i podążające za chwilową modą nastolatki, czy ludzie chcący budować za pomocą kanału na "jutjubie" karierę i zarabiać duże pieniądze. Otóż Adolf, ni mniej ni więcej, tylko szykował się na trzecią wojnę światową (tak..., osobliwie to brzmi, z oczywistych względów, ale nie jest zamierzone, po prostu ponownie życie udowadnia, że pisze najlepsze scenariusze).  

I szykował się – wraz z kolegami z rodzinnej i okolicznych wsi – już od jakiegoś czasu, także, gdy "patriotycznie", 11 listopada (2014 roku), kanał założył, miał już co pokazywać. Czym nieco zainteresowały się zaraz także inne media jak np. gazety – kariera zaczęła się kręcić.

Motywacja stojąca za działalnością pana Adolfa, nie była wcale zła. Chciał on podzielić się z ludźmi zarówno informacjami o swojej działalności, jak i bardzo w sumie pożytecznymi rzeczami z nią związanymi, z których skorzystać może każdy.  

Otóż pan Adolf jest tzw. preppersem, czyli osobą, która stara się właśnie być jak najlepiej przygotowaną na najcięższe czasy, jak wojny, kataklizmy, kartki w sklepach itp. Na jego kanale można więc dowiedzieć się różnych rzeczy z tym związanych, takich jak rozpoznawanie roślin leczniczych, albo peklowanie żarcia. I nasz preppers nie robi tego sam. Działa, wraz z innymi lokalnymi mieszkańcami, w założonej przez siebie organizacji.  

Powiecie: "No i co z tego? Takich kanałów i stron w internecie jest na pęczki.". Tak. Jest ich dużo.

Powiecie: "No i co z tego? Przecież to dobrze, że ktoś umie robić takie rzeczy, które mogą w ekstremalnych sytuacjach umożliwić przeżycie, i dobrze, że dzieli się tym z innymi oraz, że nie jest w tym swoim "hobby" osamotniony.". Ponownie: tak.

No więc w czym rzecz?

Ano rzecz w tym, że działalność naszego, jak to niektórzy mówią, Pierwszego Preppersa Rzeczpospolitej, niestety nie ograniczyła się do tego zakresu, o jakim wspomniałam powyżej. Właściwie to wniknęła ona tylko z tego, co za tym stało. Gdyby rzecz ograniczała się do samego "preppersowania", to nie byłoby sprawy, mało tego, faktycznie można by było tylko temu przyklasnąć, bo to rzeczywiście jest wartościowa rzecz, i rzecz, która, podobnie jak nauka tzw. pierwszej pomocy, może ratować zdrowie i życie. Ale to na tyle jej plusów. Są też minusy działalności Adolfa, i bilans tego wszystkiego, niestety nie wychodzi nawet w przybliżeniu na zero.

Panu Adolfowi i jego kolegom-działaczom organizacji nie wystarczało samo szykowanie zapasów, nauka medycyny ludowej i tym podobne rzeczy. Zaczęli politykować. Czy też może ściślej poglądy polityczne i mentalność jakie stały za tym wszystkim, co robili, zaczęły coraz bardziej wychodzić na pierwszy plan.

Z początku niewinnie. Ot, Adolf&Co mieli, jak wszyscy inni ludzie, własne poglądy na świat i życie, i czasami po prostu bąknęli to i owo na ten temat podczas wykonywania i propagowania swej prepperskiej misji. To, wydawałoby się, nie czyniło nikomu szkody, zresztą, jak zwykle przy tego typu początkach, gdy jest pewna niepewność, jak poglądy zostaną przyjęte, starali się tonować wygłaszane przez siebie twierdzenia. A że prepperska część treści prezentowanej przez nich na ich kanale przewyższała te polityczno-społeczne wstawki światopoglądowe, to generalnie, statystyczny odbiorca kanału nie narzekał, i w związku z tym, popularność rosła. Wraz z popularnością zaś, rosło grono fanów, z których część stopniowo przeradzała się w fanatyków, a to z kolei powodowało, że Adolf z kolegami czuł się coraz pewniej. A im pewniej się czuł, tym głośniej było na kanale nie na temat przygotowań się na najgorsze czasy, a na temat ogólnie mówiąc polityki. Lokalnej, krajowej, zagranicznej, historycznej – każdej. Poglądy prepperskiej grupy pod wodzą Adolfa były zaś dość radykalne. Co nie tylko wpływało na dotychczasowego odbiorcę, ale zaczęło przyciągać też nowych, dla których taki właśnie punkt widzenia był "jedynym słusznym", bo sami mieli podobny. Skutkiem tego spirala się nakręcała, widzowie umacniali Adolfa w jego poglądach, a Adolf umacniał w nich swych widzów, zaś rosnąca fala popularności kanału i samej osoby go prowadzącej powodowała coraz większe przekonanie o słuszności wyznawanych racji. Na skutki nie trzeba było długo czekać.

Kilka lat temu, na terenie powiatów, w których swą działalność prepperską prowadził pan Adolf ze swoją organizacją, gruchnęła wieść, że policja prowadzi śledztwo w sprawie nielegalnego handlu i posiadania broni palnej, i to także maszynowej. Jednostki policji zrobiły dosłownie nalot na wsie zamieszkane przez znanych już nam preppersów, jakiego chyba tam nie było od czasów okupacji, konfiskując to, co znalazły, a faktycznie były to jeszcze żelastwa profilaktycznie pochowane tuż po niej samej na wypadek kolejnej. W skrócie mówiąc: za dupsko złapano Adolfa oraz kilkadziesiąt innych osób i postawiono ich wszystkich przed prokuratorem i sądem.

Sprawa toczyła się ileś tam czasu i, koniec końców, pod koniec 2016 roku skazano, przypuszczalnie na różne wyroki, jak podają niektóre źródła, około 40 osób. W tym naszego Adolfa, który dostał 3 lata do odsiadki i 18 tysięcy zł grzywny za zarzucony im handel i posiadanie broni. Czy kara tych trzech lat była w zawieszeniu, czy wyrok nie był prawomocny, czy jeszcze Adolfa nie wezwano do jej odbycia, trudno powiedzieć, bo informacje dostępne w internecie są na ten temat dość mgliste. W każdym jednak razie, jak do tej pory, Pierwszego Preppersa nie posadzono. Zabawa trwała więc dalej i była coraz głośniejsza i radykalniejsza.

Aż w końcu nastał rok 2019 i zdarzyło się ponoć w świętokrzyskich lasach tak, że jakaś grupka bandytów romskiego pochodzenia napadła na kilka kobiet zbierających w tych lasach grzyby. "Dzielna" nasza policja, mająca jak wiadomo, zwłaszcza w ostatnich latach, ciekawsze i pilniejsze rzeczy do roboty, typu wycinanie confetti na jakieś potrzeby PiS-owskich tymczasowych właścicieli "Bizancjum", albo glebowanie i spisywanie napotkanego gdzieś na ulicy łebka w koszulce z napisem: "Konstytucja", podobno sprawę początkowo olała, jak zwykle zasłaniając się wyświechtanym a wygodnym "nie wykryciem sprawców". Na to zaś Adolf i koledzy – od dłuższego już czasu siedzący w klimatach "patriotyczno-pansłowiańskich" – dostali białej gorączki, i w którymś z kolejnych filmików musiał nastąpić upust nazbieranej pod kopułą Adolfa pary...

...I para poszła... I to bynajmniej nie w gwizdek. W rzeczonym filmiku nasz preppers zaczął wrzeszczeć o tym, że "każdego Rumuna, który zbliży się na obrzeża lasu, policja powinna zamknąć za mordę i do kryminału za to, że jest Rumunem, skoro tak się dzieje" oraz nawoływać świętokrzyskie "scyzoryki", by "odkopali to, co mają zakopane" i sami zarówno wymierzyli sprawiedliwość, jak i zaprowadzili porządek. Innymi słowy, Adolf znów przegiął pałę... i poszło to w świat – nagranie obejrzały dziesiątki tysięcy osób.

Trzeba przy okazji przyznać, że prawdopodobnie miało to o tyle dobrą stronę, że lokalna policja zabrała się podobno do wykonywania tego, po co jest powołana (co, na marginesie, pokazuje, jaką siłą, dostępną niegdyś tylko największym koncernom w branży mediów, dysponują choćby amatorskie kanały medialne). Ale nie mogła poprzestać na tym, z uwagi na wygłaszane przez Adolfa czysto rasistowskie już poglądy, że o nawoływaniu do samosądów, i to w dodatku opartych o segregację rasową, nie wspomnę. I w ten sposób Adolfowi ponownie przyszło stanąć przed prokuratorem i przed sądem...

I za ten z kolei wyskok, w połączeniu z całokształtem "pracy twórczej", dostał pół roku bezwzględnej odsiadki. Z mglistych jednak informacji i wyjaśnień samego zainteresowanego wyłania się obraz tego, że do tego pół roku za ostatnie głoszenie rasizmu, dołożyli mu (albo odwiesili) poprzednio zasądzone trzy lata za te "zabawy z bronią", czyli łącznie do odsiadki jest lat już trzy i pół.

I wygląda na to, że Adolf K. pójdzie siedzieć...

Słusznie?

W zasadzie tak. Pominąwszy samo łamanie prawa, sama szkodliwość czynów jest bezsprzeczna. Choć sam Adolf, z uwagi na swą mentalność dodatkowo jeszcze podkręconą "patriotyczno-pansłowiańskim" środowiskiem, w jakim się przez lata otaczał, kompletnie nie rozumie, o co ten cały szum, i uważa oczywiście, że jest to nie tylko krzywdzące, ale też jest, w uproszczeniu, częścią spisku i zbrodni na narodzie polskim. Tym samym czuje się rozgoryczony, a jego środowisko i przynajmniej znaczna część odbiorców jego kanału go w tym jeszcze utwierdza, bo myślą na temat różnych spraw podobnie.

Tak więc w zasadzie, Adolf ma za co pójść siedzieć, przy czym to jest i tak dość łagodny wyrok, bowiem w sumie nie ma możliwości skazania go za chyba najważniejszą sprawę, na którą w zasadzie nie zwraca się uwagi – za szkodliwość tego, co (za wyjątkiem czysto survivalowych i prepperskich treści) przez ostatnich kilka lat głosił on do masowego odbiorcy, "urabiając go" via Internet. Każdy przecież ma prawo do wyrażania własnych poglądów, a do tego nie do oszacowania jest ich wpływ na poszczególne jednostki – nie da się ani zbadać ani tego, ile osób ten wpływ objął, ani tego, jak bardzo uległy one tego rodzaju indoktrynacji na skutek odbioru treści umieszczonych na kanale Adolfa. Wina, choć nie do oszacowania, jest jednak bezsprzeczna i przekracza wyobrażenia nie tylko samego preppersa, który uważa, że nic złego nie zrobił, ale i postronnego obserwatora.

No więc skoro wina jest niewątpliwa, to w czym rzecz? Faceta posadzą, odsiedzi swoje i tyle, sprawa zamknięta.

Rzecz jest w tym, że Adolf Kudliński jest jednocześnie największą tego wszystkiego ofiarą.

Jest ofiarą z powodu tego, w jakim społeczeństwie i w jakich warunkach się wychowywał a potem żył przez dziesiątki lat. To one go ukształtowały mentalnie, a tragedia – nie tylko dla niego, ale także dla tych jego widzów, którzy urobili, lub jeszcze bardziej pogłębili, swoje poglądy na modłę głoszoną na jego kanale i będą je przekazywać dalej, w tym nawet i kolejnym pokoleniom – wraz radykalizacją poglądów, która je, w takich przypadkach jak jego, jeszcze bardziej pogłębia, przyszła wraz z dobrodziejstwem w postaci możliwości, jakie daje technologia, z której on nie potrafi po prostu korzystać, stając się ofiarą także i jej. Korzystać nie w sensie tego, że nie wie się, że jak się naciśnie ten i ten guzik, to się film zacznie nagrywać, bo to wie doskonale. W sensie takim, że ludzie pokroju Adolfa Kudlińskiego z racji swej ograniczonej na wiele tematów, którymi zaczęli się zajmować, wiedzy, nie potrafią tych tematów w ogóle zrozumieć choćby w podstawowym zakresie, co nie przeszkadza im publicznie do szerokiego, i coraz szerszego, grona odbiorców ich głosić. Tym samym w całym społeczeństwie nakręca się spirala takiego wzajemnego ogłupiania się i z każdym dniem jest coraz gorzej.  

Winę za to ponosi nie tyle sam Kudliński, co przede wszystkim system. Zarówno ten poprzedni, PRL-owski, w którym się Adolf Kudliński urodził, wychował, i przeżył większość życia, jak i ten obecny od 30 lat, w którym idiotyzm (obok korupcji i kolesiostwa) tzw. elit pozostawił miliony takich Kudlińskich, wyciągniętych niemal wprost z innej epoki, samym sobie, skazując ich w konsekwencjach na życie w takich warunkach i okolicznościach, jakie prowadzili i prowadzą. Dopóki jednak to było na takiej zasadzie, że spotkało się dwóch sąsiadów przy płocie na piwie, nie było to tak wielkim problemem, jakim jest obecnie, gdy technologia pozwala na błyskawiczną i praktycznie darmową łączność audiowizualną wszystkich ze wszystkimi. Naturalną konsekwencją tego jest wtedy także i to, że odszukują się i  łączą w zorganizowane grupy także i ludzie o radykalnych poglądach, jeszcze bardziej się w tym radykalizmie utwierdzając a przez ograniczanie się do obracania się praktycznie w tym jednym swoim środowisku (no bo kto idzie tam, gdzie go nie lubią, denerwują przez skrajnie inny światopogląd, czy wyśmiewają albo i inny sposób izolują?), nie mają jak wyjść z tego błędnego koła. I w pewnym momencie "bomba wybucha" i wydarza się coś złego. Bo co się stanie, gdy na przykład jakaś grupa, obojętnie czy preppersów Kudlińskiego czy dowolna inna, pod wpływem długiego nasiąkania takimi radykalnymi skrajnymi poglądami faktycznie zacznie brać sprawy w swoje ręce? Przy czym szczęście w tym, że Adolf, choć chciał brać sprawy w swoje ręce, miał na to także za mało rozumu, bo ani się z tym wszystkim, co robił, nie ukrywał, ani nie potrafił balansować na granicy prawa, nie dając się złapać i  skazać, tym samym był banalnie łatwy do namierzenia i skonfiskowano mu zabawki (te najgroźniejsze – gość wraz z kolegami ma np. fantastyczną kolekcję siekier i toporów, których nie ma jak mu prawnie odebrać, a poza tym trzeba to jeszcze wszystko znaleźć), zanim narobił jakiegoś bigosu z prawdziwego zdarzenia. Ktoś cwańszy jednak może stanowić w tej kwestii znacznie trudniejszego przeciwnika. W skrajnym przypadku możemy się – i zresztą każde inne społeczeństwo także – dorobić "talibów" własnego chowu. Co gorsze, ludzie tacy jak nasz preppers, są także idealnym celem dla obcego wywiadu. Na agenta jest ktoś taki za głupi (Zresztą, trzeba oddać sprawiedliwość panu Adolfowi, że, paradoksalnie, on to wszystko robi ze szczerej troski o kraj i społeczeństwo, tragedia – nie licząc osobistej związanej z więzieniem, jakie go, było nie było osobę całe życie żyjącą uczciwie, w dodatku w podeszłym wieku, czeka – w tym, że źle jest przez niego ta troska pojmowana, przez co robi znacznie więcej szkody, także i sobie osobiście, niż pożytku), ale za to nadaje się idealnie na osobę, którą można sterować bez nawet najmniejszej jej wiedzy – wystarczy podsunąć mu kogoś wyznaczonego do "opieki" nad nim z ramienia agencji wywiadowczej, kto poda się np. za podobnego działacza na rzecz choćby uwielbianego (i po części urojonego) przez Rosjan panslawizmu – skutkiem czego skutecznie siany jest zamęt podkopujący państwo i jego społeczeństwo. Ba, ogłupieni pewnego rodzaju propagandą płynącą z m. in. takich źródeł, jak kanał Adolfa Kudlińskiego, lub z podobnych, ludzie, idą potem do wyborów i wybierają jakiś koszmar dla całości społeczeństwa, czego przykładem choćby rządy PiS, czy istnienie w Polsce takiej partii jak pro-putinowska Zmiana, mającej co prawda nikłe poparcie, ale działającej cały czas gdzieś na peryferiach polityki w oczekiwaniu na szansę, która przynajmniej teoretycznie może nadejść (z Kaczyńskiego wielu, przed 2015 rokiem, też się śmiało...).  

I takich ludzi jest w każdym społeczeństwie wielu. A już zwłaszcza tych, których warunki życia, czy to dawniej czy nawet do tej pory, przedstawiały wiele do życzenia. "Dzięki" takim ludziom organizującym się i nawzajem nakręcającym się na skutek możliwości dzisiejszej technologii, kwitną takie organizacje, w jaką przekształciła się ta świętokrzyskich preppersów (bo póki zajmowała się pierwotną "działalnością statutową", to zostawało jej tylko przyklasnąć – niosła szereg korzyści, od przekazywania konkretnej wiedzy, aż po danie pożytecznego zajęcia, albo pomocy w znalezieniu nowego hobby, jakim w pewnym sensie jest prepperstwo, wielu ludziom, którzy bez tego czy to popadliby w marazm, czy może nawet zeszli i na tzw. złą drogę) i wiele innych głoszących rasizm, wiarę w "szczepionkowe" (albo dotyczące 5G) ogólnoświatowe spiski, skrajny nacjonalizm, sekty, lub też płaską czy wklęsłą Ziemię itd. I im bardziej odchodzimy od społeczeństwa, w którym informacja była podawana przez tradycyjne media – które także miały i mają swoje za uszami, jeśli chodzi o wiarygodność podawanych informacji – na rzecz "rozproszonych źródeł", oraz im bardziej społeczeństwo głupieje z powodu kiepskiego systemu edukacji i tego, że jest pozostawione samemu sobie w kwestiach "edukacyjno-światopoglądowych", tym bardziej rośnie odsetek ludzi, już teraz liczony w milionach, stanowiący bombę z opóźnionym zapłonem. Prędzej czy później, ta bomba wybuchnie. Kudliński i jemu podobni, nawet gdyby był w kryzysowej sytuacji górą, jest (i będzie) tego ofiarą tak samo jak my wszyscy, choć w inny nieco sposób. A teraz z kolei, pójdzie siedzieć za swoje "zbrodnie", ale skutek tego będzie odwrotny do zakładanego przez system sprawiedliwości (czy w ogóle system). Kudliński nie tylko z racji swych 70 lat jest za stary, żeby się zmieniać, szykana, którą uważa – a jego "współwyznawcy" go w tym poglądzie popierają, nakręcając to poczucie niesprawiedliwości – za niesłuszną, jeszcze bardziej go zradykalizuje i utwierdzi w jego poglądach. I tak samo będą odczuwać wszyscy ci, którzy zostaną w podobny sposób pociągnięci do odpowiedzialności, gdy popełnią przestępstwa lub wykroczenia podobne do tych, które on popełnił. Nie tędy jest droga. Nikt niczego nie uzyska – poza kosztem "wiktu i opierunku" – z trzymania Kudlińskego i innych podobnych pod kluczem. Żeby społeczeństwo przestało się pogrążać w takich postawach, oni muszą zrozumieć, dlaczego tego rodzaju poglądy, jakie głoszą, są złe. Bez koniecznej i dobrze przemyślanej na każdym etapie edukacji, karanie nic nie da poza systematycznym pogarszaniem się sytuacji, aż w końcu któregoś dnia granat trafi przysłowiowe w szambo.  

Dla ludzi pokolenia pana Adolfa, a nawet i ludzi o grubo ponad połowę młodszych, jest już za późno na "reedukację". Ale tzw. młode pokolenie, i następne pokolenia jakie przyjdą po nim, dałoby się jeszcze ukształtować na inną, sensowną, modłę. I to bez w sumie większego trudu. Trzeba tu wyjść z założenia, że dopóki państwo nie będzie w odpowiedni sposób wychowywało społeczeństwa, tak by mogło ono, dzięki nabytej i ukształtowanej na dobrych wzorcach mentalności, być na odporne i omijać niebezpieczeństwa, jakie niesie ta negatywna strona rozwoju cywilizacyjnego, nie ma szans na poprawę, może być tylko gorzej. Gdyby tylko elity myślały odpowiednimi do przeprowadzenia tej "edukacji" kategoriami... Sęk w tym, że to marzenia ściętej głowy, bo do tego przede wszystkim trzeba mieć te elity z prawdziwego zdarzenia, a tych w zasadzie jest brak i koło się zamyka. No więc skutkiem tego, mamy np. tę kopalnię, jaką jest Internet, oraz dającą fantastyczne możliwości technologię, i nie potrafimy z niej w większości korzystać, sami na siebie sprowadzając, indywidualne i zbiorowe, kłopoty i tragedie.

___________
Dopisek. 27.10.2020.

Życie dopisało kolejny rozdział tej historii. Adolf Kudliński nie pójdzie do więzienia. Zmarł w nocy z 24 na 25 października 2020 roku, w miejscu swego zamieszkania.

4 komentarze

 
  • MrHyde

    Inny smaczek z tej serii to preppersi do żyć wiecznych. Od niegroźnych tylko trochę uzależnionych od "zdrowaś Maryjo... amen" po pana Chazana, panią Godek i zbrojny pro-life rozstrzeliwujący lekarzy jak dotąd raczej tylko w USA. Za dużo tego, żeby linkować ;)

  • MEM

    @MrHyde "Inny smaczek z tej serii to preppersi do żyć wiecznych. (...)"

    Tak. To tak samo niebezpieczne jak każda inna skrajność.

    A przy okazji tego typu "preppersów", o ile mogę na upartego zrozumieć taką Godek, to ten to jest dopiero aparat: ;)

    youtube. com/watch?v=JCeqf3cf8JY

    I nawet jemu może się teoretycznie udać.

    PS. Ale sami survivalowcy/preppersi nie są wcale źli. To w sumie fajne i pożyteczne hobby, dopóki, jak A. Kudlińskiemu, nie zachciewa się komuś mieszania go z jakąś skrajną ideologią.

  • MrHyde

    Łap smaczek z tej samej serii: en. wikipedia. o rg/wiki/Reichsbürger_movement

  • MEM

    @MrHyde "Łap smaczek z tej samej serii:"  

    Dzięki. :)

    No i cóż... W każdym społeczeństwie są takie jednostki, i ten przykład, jaki podałeś (bo piszą tam, że jakiegoś "specjalsa" przedstawiciel tego ruchu zastrzelił), udowadnia, jak są oni niebezpieczni (najfajniej to mają w Stanach, gdzie ich praktycznie nikt nie ma prawa rozbroić). Dobrze, że tym naszym świętokrzyskim skonfiskowano część (bo tam po lasach pewnie do dziś leży nie tylko to, co miejscowa ludność trzyma, ale i to co we wrześniu '39 roku zostało przez wojsko zakopane, bo na pewno nie wszystko organizujące się oddziały partyzanckie znalazły) arsenału, zanim zaczęli jakieś powstanie.

    A swoją drogą, napisane jest tam jeszcze, że sąd odmówił sądzenia tego samozwańczego kanclerza Rzeszy twierdząc, że gość jest psychiczny. Ale skoro tak, to czy sąd nie powinien nakazać umieszczenia jego i jemu podobnych gdzieś w odpowiednich placówkach medycznych choćby na obserwacji? O ile zgadzam się z oceną sądu, że gość ma źle umeblowane poddasze, o tyle pozwalanie na istnienie i rozwijanie się takich organizacji, bez żadnych konsekwencji albo środków zapobiegawczych w postaci leczenia dla umysłowo chorych, nawet jeśli kontrwywiad je monitoruje, to proszenie się o narastające z tym kłopoty w przyszłości. I to tym bardziej, że multikulti w wersji z ostatnich lat (uchodźcy spoza Europy) raczej nie bardzo się przynajmniej części społeczeństwa niemieckiego podoba – daje się więc istnieć organizacjom skrajnym i jednocześnie daje im się pożywkę. To źle wróży.

  • MrHyde

    @MEM konsekwencje są takie, że aktywny Reichsbürger nie może być urzędnikiem. Głośne były np. przypadki wyrzucenia z policji. Przed zatrudnieniem w szkole czy uniwersytecie trzeba podpisać "lojalkę" i przysiąc wierność konstytucji. Lojalka to kilka stron nazw zakazanych organizacji i organizacji pod nadzorem Verfassungschutz-u - trzeba się  przyznać, czy się do jakiejś należy. Do tego jeszcze deklaracja, że się nie należy do kościoła scientologów, ale to już inna para skarpetek. Tak jest w Bawarii Jak w innych landach, nie wiem.  

    Niepoczytalny wariat - nie podlega sądowi. Choroba niezakaźna - przymusu leczenia nie ma. Tak, demokracja ma i plusy i minusy. ;)

  • MEM

    @MrHyde "konsekwencje są takie, że (...)"

    Tak. Ale nadal to za mało. No bo dalej tacy ludzie się mogą (w tym zbrojnie) organizować, a bez jakiegoś etatu finansowanego z budżetu można się przecież w życiu obejść. Jest to jakaś szykana, ale niewystarczająca. Inna sprawa, że nie ma w 100% skutecznego rozwiązania – jak się zabroni istnienia takich organizacji, to oni po prostu "zejdą do podziemia".

    "Niepoczytalny wariat - nie podlega sądowi. Choroba niezakaźna - przymusu leczenia nie ma."

    No nie do końca. W Polsce istnieje przymus skierowania na badania i na leczenie psychiatryczne decyzją sądu. Nie wiem, jak w RFN, ale przypuszczam, że też jest tam jakieś podobne rozwiązanie prawne. Inaczej społeczeństwo skazywałoby się na dyktat umysłowo chorych, nad którymi nie można by było zapanować tylko dlatego, że się nie zgadzają na leczenie. Gdzieś jest jakaś zdroworozsądkowa granica pomiędzy wolnością jednostki a dobrem ogółu. I w takich przypadkach sad powinien z tego korzystać, zamiast zasłaniać się prawami obywatela.

    BTW, Trynkiewicz swoje odsiedział, a i tak siedzi dalej. Może nie do końca dobre rozwiązanie, zważywszy na kontrowersje doraźnego wprowadzania nowych przepisów prawa na bieżące potrzeby (zawsze można było go wypuścić i posłać za nim po cichu jakiegoś umyślnego ze służb, by zadbał o to, żeby facet wszedł w skład dna glinianki, byłoby prościej, skuteczniej i rozwiązywałoby problem bez wspomnianych kontrowersji), ale konieczne. I musi mieć to priorytet nad swobodami obywatelskimi.

    "Tak, demokracja ma i plusy i minusy."  

    Dlatego najlepszy jest "autorytaryzm oświecony". ;) I jest on równie najlepszy, jak nierealny.

  • MrHyde

    @MEM "autorytaryzm oświecony" - najlepszy, ale ma jedną małą wadę: kiedyś się kończy. Pół biedy, kiedy przestaje być autorytaryzmem, masakra, kiedy przestaje być oświeconym. ;)

  • MEM

    @MrHyde ""autorytaryzm oświecony" - najlepszy, ale ma jedną małą wadę: kiedyś się kończy. Pół biedy, kiedy przestaje być autorytaryzmem, masakra, kiedy przestaje być oświeconym."

    Dokładnie tak. ;)  

    Ale tak swoją drogą, może jest jakiś sens w tym, by władzę sprawowała jakaś "kasta" rządzących dobierana wg merytokratycznego klucza na przynajmniej kilka dekad rządów. Trochę na zasadzie zarządów firm prywatnych, gdzie autorytarnie rządzi właściciel, ale przy okazji o tę firmę przecież dba.

  • merlin

    Chyba trochę przesadziłaś, usprawiedliwiając głupca zaszłościami.
    W ten sposób można usprawiedliwić każdy idiotyzm. :sad:

  • merlin

    :bravo: Jeszcze potrzebna wzmianka o patriotyzmie genetycznym vide poseł Suski i będziemy mieli komplet polskich cudaków.  

    " Sęk w tym, że to marzenia ściętej głowy, bo do tego przede wszystkim trzeba mieć te elity z prawdziwego zdarzenia, a tych w zasadzie jest brak i koło się zamyka"


    Więcej optymizmu! W końcu może dorobimy się prawdziwych elit. Są już pierwsze jaskółki. ;)

  • MEM

    @merlin "Chyba trochę przesadziłaś, usprawiedliwiając głupca zaszłościami.  
    W ten sposób można usprawiedliwić każdy idiotyzm."

    Kiedy rzecz w tym, że nikt się idiotą nie rodzi (za wyjątkiem osób upośledzonych, ale to wiadomo, że inna sprawa). To proces, na skutek którego dana osoba ewentualnie staje się głupcem.

    Przy czym w przypadku A. Kudlińskiego i podobnych, to nie jest kwestia idiotyzmu, bo on idiotą nie jest. Podobnie jak wspomniany twórca "genetycznego patriotyzmu", Kudliński wie, że gdzieś dzwonią, tylko nie wie w którym kościele. A że politykiem może zostać każdy...  

    Z braku wiedzy – bo przecież nie musi wiedzieć wszystkiego i znać się na wszystkim –  na dany temat, o którym się wypowiada, nasz preppers po prostu dochodzi do złych i błędnych wniosków, które wydają się jemu i jego najbliższemu środowisku prawdziwe. A że dotyczy to kwestii, było nie było, poważnych, to poważne też są potem konsekwencje, także i dla niego. I to nie jest usprawiedliwienie (bo to nie oznacza, że ma nie odpowiadać za swoje czyny), a jedynie opinia, że tak jest – że facet nie robi tego z rozmysłem w złej wierze i że jest taki, jakim został wychowany i wyedukowany. Mentalność jest rzeczą nabytą i w swej większości nie od nas zależy, a od naszego otoczenia oraz czystego przypadku. Powiedzmy, że wychowałbyś się po sąsiedzku z Adolfem w takich samych mniej więcej warunkach... Co dziś by, na skutek tego, było bardziej prawdopodobne? Że powiesz o nim: "idiota", czy że będziesz z nim się zgadzał, szykując wraz z nim na "narodową apokalipsę" albo ganiając z toporkiem Rumunów po lesie? I wtedy też by ktoś się znalazł, kto by powiedział, żeby Cię nie usprawiedliwiać. Głupota/idiotyzm a zwykły brak wiedzy, to nieco różniące się od siebie "stany umysłu" i wrzucanie tego do jednego worka jak leci nie jest dobrym pomysłem.

    "Więcej optymizmu! W końcu może dorobimy się prawdziwych elit. Są już pierwsze jaskółki."

    Gdzie? :O

  • merlin

    @MEM Część samorządowców,  np. Wrocław, Częstochowa.
    Jeśli brakuje wiedzy, to może zastąpi ją zdrowy rozsądek? :question:  ;)

  • MEM

    @merlin "Część samorządowców, np. Wrocław, Częstochowa."

    To jest zbyt ogólnikowe, żeby się do tego jakoś merytorycznie odnieść. A do tego dość wątpliwe w przypadku np. Wrocławia, który wg danych ministerstwa finansów był drugą po Warszawie najbardziej zadłużoną gminą w Polsce. Także i np. jazda po mieście przedstawia wiele do życzenia – po Wrocławiu jeździ się najwolniej ze wszystkich miast w Polsce, co pokazuje, że samorząd przynajmniej na tym polu sobie kompletnie nie radzi (a od czasu do czasu wymyśla dodatkowe koszmarki, jak np. wyłączanie pasów ruchu na niektórych zatłoczonych ulicach). O tym, że powódź z '97 roku niczego samorządu wrocławskiego nie nauczyła i od tamtej pory – chyba nawet po dziś dzień – zezwala na beztroską zabudowę terenów zalewowych Odry i jej dopływów, nie wspominając.

    I jakby tak pogrzebać głębiej w danych, to pewnie niejedno by jeszcze się do tego dało dorzucić do powyższych przykładów "samorządzenia się". Generalnie, samorządy są obsadzone przez te same partie, które rządziły i rządzą krajem. A jak rządzą, to widać (i zresztą przecież większość z tych na szczytach władzy państwowej wywodzi się wprost z samorządów), i to wynika z mentalności ludzi wchodzących w skład tych partii oraz bagna i układów, jakie wokół siebie tworzą, powiększając patologię. I jedna jaskółka wiosny tu niestety nie czyni, bo zadziobią ją "stare wrony", które w samorządach siedzą od lat. Całkiem niedawno, świeżo wybrany na senatora Wadim Tyszkiewicz, były samorządowiec z Nowej Soli, i faktycznie taka swego rodzaju "jaskółka" (o ile się pobieżnie orientuję), chciał zrezygnować z mandatu, bo ma powyżej uszu tego całego syfu, jaki ludzie będący w większości w polityce (bez względu na przynależność) stworzyli.

    "Jeśli brakuje wiedzy, to może zastąpi ją zdrowy rozsądek?"

    Kiedy problem w tym, że jedno wynika z drugiego. Jeśli komuś brakuje tej – nieraz elementarnej – wiedzy na jakiś temat, to z automatu zdrowy rozsądek podsuwa mu złe rozwiązania(i im mniej wie, tym bardziej są one radykalne). Tak jak np. Kudlińskiemu podsunął obronę przed jednostkowym przypadkiem bandyterki za pomocą odpowiedzialności zbiorowej rozciągniętej na cały naród rumuński i przeznaczenia każdego Rumuna, jaki się nawinie do odstrzału od ręki. I o ile rzeczywiście rozsądna jest fizyczna obrona przed bandytami, o tyle eliminacja każdego napotkanego przedstawiciela danej nacji tylko dlatego, że bandyci też z niej pochodzili, już nie. Ale nasz preppers, w swym zdrowym rozsądku, opiera się właśnie jedynie na tym, co wie. Zdrowy rozsądek musi iść w parze z wiedzą. Dopiero wtedy to jest optymalne połączenie, dające jakieś pożądane efekty. Oczywiście większość ludzi ma zdrowy rozsądek typu: "nie włożę ręki do ognia, bo się poparzę", ale to nie o to tutaj biega. Do zabawy, w rzeczy, w które Adolf chciał/chce się bawić, wiedza jest niezbędna. I to jak największa. Inaczej do władzy dochodzą ludzie pokroju Trumpa, Mao, czy pierwszego z "dynastii" północnokoreańskich Kimów.