Moje przemyślenia cz 4 Kaloryfery na korytarzu

Kaloryfery na korytarzu

     Uważam, że w blokach na korytarzach nie powinno być kaloryferów, bo lokatorzy wtedy zamiast w mieszkaniu odkręcić to robią to na korytarzu. Najwyżej jeden na parę żeberek to w zupełności, by wystarczyło takie jest moje zdanie.  
Ale ktoś kto to budował nie pomyślał o tym myślę, że to dlatego, bo było to wczasach, gdzie wszystko było na rachunek państwa.  
Tak właśnie było w moim bloku, jak wchodziłam do klatki miałam wrażenie, że jestem w piekarniku mama, która choruje na serce nie mogła podjeść!!! Do góry.

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii felieton, użyła 109 słów i 567 znaków, zaktualizowała 17 gru 2020.

2 komentarze

 
  • AgnessaNovvak

    Zwykle nie odpowiadam na takie tematy, ale... bredzisz, Margerito. Jak potłuczona.
    Pomijam już w ogóle argument, że "mama nie mogła podejść", bo to klasyczny przykład "jeśli wg mnie coś jest złe, to na pewno dla innych też, więc to zlikwidujmy!" I to jest właśnie myślenie minionego ustroju.

    Natomiast nie wdając się nawet w dyskusję z tak irracjonalnych powodów jak powyższy, to w budownictwie wielorodzinnym istnieje pojęcie części wspólnej. I w niej także powinny zostać zachowane pewne warunki, m.in temperatura w zimie. Nawet w budynkach, w których klatka jest wewnątrz otoczona przez mieszkania (np. popularne 11-piętrowe wieżowce tak mają), i tak byłoby ciężko utrzymać ciepło bez kaloryferów, bo zimno wpada choćby przy otwieraniu drzwi.

    Ja natomiast mieszkam w budynku, w którym klatka jest mocno odsłonięta. I co najciekawsze, były na niej kiedyś kaloryfery, bo jest pozostałość po pionie i uchwytach. Ale właśnie jakis debil / idiota / kretyn kiedyś je usunął, skutkiem czego na 6 wysokich pięter (wyższe, niż typowe 2,50 w bloku) + wysoki parter + nadpiętro z wyjściami na dach i siłownią windy, zostały 2 grzejniki. Dwa. A powinny być co najmniej co drugie piętro + po jednym na dole i na górze.
    Efekt jest taki, że na dole jak się wchodzi jest w zimie zimno, a na górze przy solidnym minusie potrafią przemarzać ściany. I koszt remontów jest wyższy, niż ewentualna dopłata (zwykle symboliczna) za grzanie takiej właśnie części wspólnej. O komforcie nie wspominając, gdy z mieszkania i 21-22 stopni wychodzi się na 12-13 (a bywa, ze i mniej) na korytarzu.

    Więc wybacz, ale twój felieton jest całkowicie błędny i oderwany od rzeczywistości.

    Z poważankem i miłego dnia!
    Agnessa

  • agnes1709

    "Najwyżej jeden na parę żeberek to w zupełności, by wystarczyło takie jest moje zdanie" - chyba nie bardzo rozumiem kontekstu tego zdania.