Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Koncepcje wszechświata

Koncepcje Wszechświata.


Kiedy patrzymy na bezchmurne niebo w nocy, widzimy ciemne tło i jaśniejsze punkciki. Tak widzimy jeżeli patrzymy gołym okiem. W miarę jak patrzymy przez coś, co przybliża, widzimy więcej. Potocznie co widzimy, nazywamy kosmosem, a czasem wszechświatem. Od czasu powstania tak zwanej nauki podawane są nam pewne informacje odnośnie tego co widzimy i co z tym zrobić. W tym rozważaniu podam dwie koncepcje opisywania wszechświata. Teistyczną i ateistyczną. Zacznę od ateistycznej, czyli pozbawionej boskiej ingerencji. Od razu podam, że są to informacje ogólne. Nie zamierzam was zanudzać dodatkowymi wywodami matematycznymi. Jak większość słyszała, jedna z najbardziej popularnych hipotez odnośnie wszechświata, nazywa się Wielkim wybuchem. Otóż według tej teorii cała materia była zgromadzona w jednym miejscu. Z przyczyn nieznanych wybuchła. Po upływie czasu powstały galaktyki, gwiazdy i planety. W pewnych wyjątkowych warunkach powstało życie. Po latach powstała nauka. Po latach powstał lol24. Po latach zacząłem tu pisać. Oczywiście zwrot po latach jest różny. Jak podają naukowcy, wiek wszechświata szacuje się na 13,7 miliarda lat (dziesięć z dziewięcioma zerami) Wiek ten obliczono na podstawie stałej Hubbla. Ostatnio grupa naukowców oznajmiła, że wszechświat jest dwa miliardy lat młodszy. Jak już pisałem niedawno, uznawana teoria, że życie powstało przypadkowo, jest tak niedorzeczna, że w porównaniu z tym wiara, że jest pandemia koronawirusa, jest niczym. Ponieważ istnieje świadome działanie, by wywalić Boga ze wszystkiego, przyjęto, że to jest prawda. Otóż jak pisałem na podstawie badania jednego z ciekawych astrofizyków Nassima Harameina powstanie najbardziej prymitywnej formy życia jest rzędu jeden do dziesięciu z 90 zerami. Przeciwnicy teorii ewolucji podają czasem, że jest to tak samo prawdopodobne, że życie powstało przypadkowo, jak gdyby rozłożyć zegarek zrobiony z trybików i sprężynek, jak to robiono sto i więcej lat temu, umieścić to w misce i trząść przez 14 miliardów lat w nadziei, że powstanie zegarek. Według teorii naukowej nie wiadomo, co się stanie potem z tym co powstało po wybuchu. Jedna z teorii mówi, że wszechświat będzie się rozszerzał w nieskończoność i ostygnie do zera absolutnego, czyli -273,16 C. Druga hipoteza mówi, że wszechświat rozszerzy się do pewnej granicy, a potem zacznie się kurczyć, aż skupi się ponownie i nastąpi wielki wybuch. Im bardziej nauka się rozwija, tym więcej powstaje teorii, popartych wyliczeniami matematycznymi i niektórymi doświadczeniami. Istnieje teoria wieloświatów, teoria światów równoległych. Elon Musk wysnuł teorię, że cały wszechświat jest grą komputerową jakiejś bardzo rozwiniętej istoty. Ostatnio pojawiła się teoria, że cały widzialny wszechświat znajduje się w centrum czarnej dziury. Pewnie większość z was słyszała o czarnych dziurach. Są bardzo różne teorie, jak na przykład, że wszystko powstało w zeszły czwartek. To mniej więcej tyle odnośnie teorii naukowych. 

Po drugiej stronie barykady stoją teiści i tam jest Bóg, stworzyciel wszystkiego. Zajmę się dwoma teoriami lub wierzeniami. Być może jest ich więcej, ale nie zajmowałem się tym nigdy. Najdokładniejsza jest wiedza wedyjska, związana z religią hinduską. Święte księgi nazywa się wedami. Wiedze przekazuje się ustnie w formie rymowanych wierszy. Od pewnego czasu ją się spisuje. Według wiedzy wedyjskiej wszystko jest cyklem. Podstawami tej religii jest nieśmiertelność duszy, prawo przyczyn i skutków zwane karmą i reinkarnacja, czyli cykl życia i śmierci. Wszystko jest tam dokładnie opisane. Moim zdaniem jest to ciekawe i dlatego trochę opiszę to dokładniej. Stworzycielem i Kontrolerem wszechświata jest Bóg Wishnu* albo Krishna. On stworzył wszystko. Dusza jest takiego samego rodzaju jak on, ale tylko jakościowo, ponieważ to on stworzył dusze, a nie one jego. Według tej wiary czy wiedzy wszystko, co żyje, ma duszę. Kiedy ciało umiera (roślina, wszelka bakteria, robak, ptak, człowiek), dusza przechodzi do innego ciała. Ponieważ wszystko poza człowiekiem jest mniej świadome, może tylko przechodzić w wyższe formy. Proszę nie sądzić, że ludzie na Ziemi to najwyższa forma. Są istoty ze światów niebiańskich i pół bogowie. Według wed są półbogowie wiatru, Ziemi, Słońca ( wiatru - Hanuman, Ziemi - (kobieta}Prythiwi, Słońca - Suria) Według wed jesteśmy mniej więcej na środku. Wyżej są systemy planetarne zwane niebiańskimi, poniżej systemy demoniczne. Jest siedem systemów niebiańskich i siedem systemów demonicznych. Poza tym są planety piekielne, gdzie dusze obdarzone specjalnym ciałem odbywają karę za przewinienia w ciele. Wedy opisują dokładnie jakim karom są poddawane dusze w danym ciele i jak długo to trwa. Inna kara jest za zdradę małżonka, inne za współżycie ze zwierzęciem, inne za zabójstwo, inne za kłamstwo. Kary są długie, trwają setki tysięcy lat. Na planetach niebiańskich życie trwa setki tysięcy lat. Upływa na samych przyjemnościach. Są tam soczyste owoce mango tak wielkie, że z ich soków tworzą się rzeki. Oczywiście są tam przyjemności, które i tu lubicie. Jednak kiedy karma się wyczerpie, trzeba umrzeć i wrócić w odpowiednie miejsce, w zależności od uczynków. Dusza może opuścić materialny świat i udać się do duchowego świata. Muszą być spełnione odpowiednie warunki. To zależy od duszy. Według Wed cały świat materialny zajmuje jedną trzecią, reszta to światy duchowe. Na planecie Krishny, Goloce, najwyższej planecie w duchowym świecie wszyscy wyglądają jak Krishna, z tym że tylko On na włosy na klatce piersiowej ze srebrnym kosmykiem. Nie jest do końca jasne, dlaczego dusze zapragnęły żyć w materii, cierpieć i znowu przechodzić w inne ciała. Krishna lub według innych Wishnu mógłby zniszczyć dusze, ale poco miałby to robić, skoro je stworzył? Według wiedzy wedyjskiej żyjemy obecnie w wieku Kali. Wiek Kali nazywany jest czasem wiekiem żelaza czy kłótni. Wiek ten trwa od mniej więcej pięciu tysięcy lat i będzie trwał w sumie 432 tysiące lat. Pod koniec wieku Kali ludzie będą żyć maksymalnie 30 lat. Będą mieli dzieci tylko po to, by je zjadać. Oczywiście nie wszystkie. Z powodu braku zwierząt i roślin. Pod koniec tego wieku przyjdzie ostatni avatar Wishnu lub Krishny, Kalka. Zabije resztę i nastąpi wiek Satia, czyli wiek złoty, wiek prawdy. Dla porównania w wieku Kali jest tylko 25 % prawdy. W wieku Satia jest sama prawda. W wieku Kali maksymalny wiek ludzi to sto lat, w Satii sto tysięcy lat. Wiek złoty, czyli Satia trwa 1728 tysięcy lat. Następny wiek Treta trwa 1296 tysięcy lat. Jest to wiek srebrny, gdzie jest 75% prawdy. Następny wiek Dvapara, trwa 864 tysięcy lat. Jest to wiek brązu, gdzie jest 50% prawdy. Cały cykl czterech okresów, trwa 4320 tysięcy lat i jest to jedna kalpa. Kalpa jest jednym dniem życia Brahmy. Brahma żyje sto lat, czyli cała kalpa to 155520000000 lat. Kiedy Brahma umiera, mija następne sto lat, czyli w całości to 311040000000 lat. Jest to długość jednego oddechu Mahawishnu. Kiedy czas ten się kończy Shiva zaczyna tańczyć swój taniec i świat jest zalany wodą. Wówczas Bóg Wishnu lub Krishna odpoczywa na Oceanie Przyczyn zwanym Garbha, leży na wężu Ananta lub Shesha. Jest to kobra z wieloma głowami. Z pępka Wishnu wyrasta lotus i powstaje pierwsza żyjąca istota Brahma. Zarówno duszą Shivy jak i Brahmy może być dusza bardzo specjalnego wyznawcy Wishnu lub Krishny. Jeżeli nie ma takiej duszy, to staje się nim sam Wishnu. Jak widać z opisu Shiva nie umiera. Wishnu cały czas towarzyszy Lakshmi, jego partnerka.

Teraz czas na Biblię. Według Biblii życie na Ziemi trwa od pięciu tysięcy lat. Poprzednio Bóg stworzył wszystko w sześć dni. Ortodoksyjni Żydzi uważają, że to były literalne sześć dni, inni mają inne zdanie. Według Biblii Ziemia została stworzona pierwszego dnia, a Słońce i gwiazdy, czwartego. Nie wiadomo mi, ile trwał Adam, zanim niewiasta zerwała owoc z drzewa Poznania Dobra i Zła, bo od tego momentu zaczął się liczyć czas. Kiedy Biblia mówi, że Adam żył 930 lat, to znaczy od chwili kiedy niewiasta, nazwana później Ewą, zerwała owoc. Jak wynika z pisma, to nie było jabłko czy pomarańcz, tylko seks z Lucyferem**. Z tego powodu łono matki wszystkich istot żyjących zostało zanieczyszczone. Pierwszym owocem nasienia węża był Kain. Z pisma nie wynika czy umarł. Może żyje. O tym napisałem w opowiadaniu Sobowtór. Według Pisma Bóg stworzył wszystko inne dla dokończenia procesu zbawienia. Kiedy proces ten się zakończy, po tysiącletnim królestwie i po Sądzie Ostatecznym wszystko zostanie spalone. Ziemia, gwiazdy i wszystko inne. Zostanie tylko Nowa Ziemia z wybranymi ludźmi***. Jedna trzecia zastępów niebieskich, również przestanie istnieć. Wówczas spełni się proroctwo z psalmu, które mówi: Ja rzekłem Bogami będziecie. Nie wiem, czy Bóg zniszczy Nic. Jeżeli je stworzył, to je zniszczy. Moim zdaniem Bóg nigdy nie stworzył NIC. Oczywiście nie mówię o pustce.


Ponieważ to jest tak niedorzeczne, sądzę, że to właśnie jest prawdą. Czyli nie wierzę we wszystko, co napisałem powyżej. Wielki wybuch, światy równoległe, życie w czarnej dziurze czy teorię z hinduizmu. A wy co myślicie? 

*Niektórzy twierdzą, że Wishnu to avarar Krishny inni, że Krishna jest avatarem Wishnu

**Oczywiście dusze, które zgrzeszyły, zginą i nikt z żyjących wiecznie nie będzie cierpiał ze świadomością, że jego bliska za życia osoba pali się w Jeziorze ognia. Pismo mówi o wiecznym potępieniu, ale tu jest problem z czasem. Bóg jest poza czasem. Dlatego mówimy, że jest wieczny. Pojęcie wieczny kiedy czas nie istnieje, nie ma sensu ani logicznego, ani żadnego 

***Seks w innym sensie niż fizyczny. Niektórzy badacze pisma twierdzą, że doszło do literalnego kontaktu węża i niewiasty. Wąż nie mógł być wężem w sensie faktycznym, bo wąż od razu pełza po ziemi. Nie mógł być wężem potem, bo wąż nie żywi się pyłem. (Proszę porównać wpis z początku Księgi Rodzaju) Za seksem przemawiają słowa niewiasty: Wąż mnie uwiódł. Są również inne cytaty przemawiające za tą koncepcją. Jestem gotowy podyskutować o tym prywatnie z każdą WIERZĄCĄ osobą.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii felieton i inne, użył 1820 słów i 10578 znaków, zaktualizował 23 mar o 23:43.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • MrHyde

    "Poprzednio Bóg stworzył wszystko w sześć dni. Ortodoksyjni Żydzi uważają, że to były literalne sześć dni, inni mają inne zdanie. Według Biblii Ziemia została stworzona pierwszego dnia, a Słońce i gwiazdy, czwartego".
    Jasne: Bóg stworzył słońce po trzech zachodach słońca.

    To jest chyba najważniejszy pasaż Tory - chronologicznie i narracyjnie/logicznie jeden z najstarszych/najwcześniejszych. Ustawia role kapłanów (Księgi prawa zostały spisane w okresie przedrabinistycznym; wtedy Izraelici jak wszystkie inne ludy Kanaanu mieli kastę kapłanów) i wiernych, każdemu wyznacza należne miejsce i jednocześnie ujawnia, czym jest religia. Ujawnia każdemu indywidualnie, odpowiednio do intelektu, wiedzy i skłonności do wiary.

  • merlin

    Boże! czyżbyś stworzył Internet tylko po to, żeby Alex miał gdzie uzewnętrzniać swoje " idee"?

  • AlexAthame

    @merlin To nie są moje idee. Wielu ludzi tak sądzi tylko nie wiedwiedziałeś. Co prawda nie wiem co masz na myśli, ale nie napisałem nic od siebie, poza tym w co wierzę. Jedyny wyjątek to Kain. Może żyje.

  • MEM

    "Jak już pisałem niedawno, uznawana teoria, że życie powstało przypadkowo, jest tak niedorzeczna, że w porównaniu z tym wiara, że jest pandemia koronawirusa, jest niczym."

    Abstrahując od tego, czy powstanie życia to był przypadek czy nie, to jak to, Alex, jest, że wierzysz w różne rzeczy ("teorie spiskowe" ;)), których prawdopodobieństwo jest nikłe, a nie wierzysz, że istnieje jakieś prawdopodobieństwo tego, że życie powstało przypadkiem.

    Zresztą, to nie jest tak do końca przypadek. Jeśli masz np. wodę, jakiś owoc i trochę cukru, to bez problemu zrobisz z tego sok i nie uważasz tego za zaskakujące czy niedorzeczne, zaskoczony to pewnie byłbyś dopiero wtedy, gdyby z tego sok nie wyszedł, prawda? Tak samo jest z życiem – jeśli pojawiły się ku temu sprzyjające okoliczności oraz potrzebne "składniki", które się "wymieszały", to życie z nich powstało niejako naturalną konsekwencją sił przyrody (chemii i fizyki). Przecież życie to nie od razu były organizmy tak złożone jak człowiek.

    "Ponieważ istnieje świadome działanie, by wywalić Boga ze wszystkiego, przyjęto, że to jest prawda."

    Tam zaraz świadome... Chociaż nie... właściwie to jest świadome, ale nie w tym sensie, że miałoby być robione celowo wbrew rzeczywistości. Po prostu w miarę zdobywania coraz większej wiedzy, ludzkość zaczęła odchodzić od rzeczy uznawanych (bez urazy) za zabobony. Poznaliśmy astronomię – przestaliśmy wierzyć w boskość Słońca czy Księżyca, poznaliśmy proces rozmnażania oraz ewolucję, przestaliśmy wierzyć w stworzenie człowieka przez Boga/bóstwa. I tak dalej.

    "Otóż jak pisałem na podstawie badania jednego z ciekawych astrofizyków Nassima Harameina powstanie najbardziej prymitywnej formy życia jest rzędu jeden do dziesięciu z 90 zerami."

    Zacząć trzeba od tego, że Haramein w ogóle nie jest naukowcem, nie ma żadnego formalnego wykształcenia w żadnej z dziedzin, którymi się "zajmuje". Więc jego szacunki na temat prawdopodobieństwa powstania życia też są wątpliwe. Ale nawet gdyby były prawdą, to spójrz na to z tej strony: wszechświat to bardzo duże miejsce, mające olbrzymią ilość czasu na swoje zabawy. W pewnym sensie działa to dokładnie tak samo, jakbyś sobie usiadł i losował liczby totolotka – za którymś tam razem kombinacja wylosowana w dany dzień Ci wyjdzie. No i wszechświatowi, w którymś tam momencie, kombinowanie po raz n-ty też wyszło i życie powstało, a potem potoczyło się to dalej niejako już "samo".

    "Im bardziej nauka się rozwija, tym więcej powstaje teorii, popartych wyliczeniami matematycznymi i niektórymi doświadczeniami."

    W tym to akurat nic dziwnego. Ludzie kombinują, powstaje im teoria, potem w miarę możliwości ją sprawdzają. Jeśli okaże się błędna, no to trudno. Jeśli okaże się trafna, to da wreszcie odpowiedź na konkretny temat. I to, że tylko jedna na ileś się sprawdzi, w żaden sposób nie czyni tej metodologii szukania odpowiedzi złą. W końcu uczymy się na błędach. W ostatecznym rachunku liczy się tylko to, że posunęliśmy się naprzód.

    "Po drugiej stronie barykady stoją teiści i tam jest Bóg, stworzyciel wszystkiego."

    To założenie, że za wszystko odpowiada Bóg, jest bardzo wygodnym – rozwiązuje wszelakie problemy i więcej nie trzeba pytać. M. in. stąd średniowiecze zwane było "wiekami ciemnymi", w których nauka praktycznie się cofnęła o stulecia. Nie wiem, czy by Ci pasowało życie faktycznie w czasach, w których dominowało takie podejście do świata, mógłbyś się bardzo rozczarować.

    Na szczęście nauki nie da się zatrzymać.

    "Kontrolerem wszechświata jest Bóg Wishnu* albo Krishna. On stworzył wszystko. Dusza jest takiego samego rodzaju jak on, ale tylko jakościowo, ponieważ to on stworzył dusze, a nie one jego."

    W sumie dziwnym jest w tym założenie, że dusze muszą przechodzić te wszystkie szczeble i w zależności od tego, jak wiodły swoje życie w danym wcieleniu, są nagradzane lub karane w przyszłym. Bo to by wskazywało na to, że dusze są ułomne. A twierdzisz, że one jakościowo są takie same jak Wisznu, czyli powinny być one od samego początku tak jak on doskonałe, a więc nie popełniać tego, za co je się karze, i od razu być na tym najwyższym stopniu.

    "Nie jest do końca jasne, dlaczego dusze zapragnęły żyć w materii, cierpieć i znowu przechodzić w inne ciała."

    Jak "startrekowy" Q – z nudów? ;)

    "Pod koniec wieku Kali ludzie będą żyć maksymalnie 30 lat. Będą mieli dzieci tylko po to, by je zjadać. Oczywiście nie wszystkie."

    To jedliby raz na 9 miesięcy... :) A jak "nie wszystkie", to i rzadziej.

  • MEM

    "Pod koniec tego wieku przyjdzie ostatni avatar Wishnu lub Krishny, Kalka. Zabije resztę i nastąpi wiek Satia, czyli wiek złoty, wiek prawdy. Dla porównania w wieku Kali jest tylko 25 % prawdy. W wieku Satia jest sama prawda. W wieku Kali maksymalny wiek ludzi to sto lat, w Satii sto tysięcy lat."

    Tylko jak się ma te 100 tysięcy lat do tego, że zanim ten wiek nastąpi, wszyscy pozostali przy życiu ludzie zostaną wybici przez Wisznu? Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka.  

    Podsumowawszy obie te informacje z powyższych dwóch cytatów: ktoś kiedyś wymyślił bajkę, reszta ślepo powtarza ją do dziś, i gotowa jest toczyć wojny i "ginąć za wiarę"... A przysłowiowe ręce i macki opadają.

    "Według Biblii życie na Ziemi trwa od pięciu tysięcy lat."

    A ślady po życiu sprzed nawet milionów lat to są dla zmyły. ;) W końcu przecież wiadome jest, że Bóg stanie na głowie, żeby udowodnić ludziom swoje nieistnienie. :)

    "Poprzednio Bóg stworzył wszystko w siedem dni."

    W sześć. Siódmego odpoczywał. ;)

    "Kiedy Biblia mówi, że Adam żył 930 lat, to znaczy od chwili kiedy niewiasta, nazwana później Ewą, zerwała owoc. Jak wynika z pisma, to nie było jabłko czy pomarańcz, tylko seks z Lucyferem**."

    No nie bardzo, bo według "Biblii", ona się tym jabłkiem z Adamem podzieliła. Czyli to albo był prawdziwy owoc, albo spółkowali z Luckiem we trójkę. :) Przy okazji, "Biblia" w tamtym fragmencie nie wspomina ani słowem, żeby Bóg, który raczej nie przepada za sodomią i pewnie nie jest też zwolennikiem różnych innych układów, był zły na Adasia za seks z Lucyferem. Więc to by odpadało. Tym samym wychodzi na to, że jednak Ewa zażarła prawdziwe jabłko (lub inny owoc).

    "Według Pisma Bóg stworzył wszystko inne dla dokończenia procesu zbawienia."

    Z tym zbawieniem to też jakaś paranoja.  

    No bo tak... Stwórz sobie ogród. Posadź w nim niestrzeżone drzewko, którego nie wolno ruszać, ale jednocześnie jesteś wszechwiedzący i z tego powodu wiesz, że je ruszą, co nadal ci nie przeszkadza w tym, by drzewka w żaden sposób nie zabezpieczyć. Potem wkurz się na tych, co poszli na szaber jabłek z tego drzewka i wypędź ich z ogrodu tak jak stali, choć wina jest twoja, bo to ty drzewka nie ochroniłeś, a nie oni, dowalając wszelakie możliwe plagi nie tylko na nich, bo przecież zemsty nigdy za wiele, ale i na wszystkie następne pokolenia. Od czasu do czasu uatrakcyjniaj im żywot na tym padole czymś ekstra w rodzaju potopu, pomieszania języków, w ostateczności jakimś deszczem żab, na koniec dojdź do wniosku (może inwencja w wymyślaniu kar się skończyła), że abyś mógł łaskawie przestać się gniewać, czyli przeprowadzić ten swój urojony przez samego siebie i w ogóle nikomu niepotrzebny (podobnie jak w ogóle cały ten cyrk od samego początku po jego koniec) proces zbawienia, musisz ze swojego syna zrobić człowieka i w możliwie okrutny sposób go zabić. Po czym... gniewaj się dalej. I gniewaj się przynajmniej do czasu Sądu Ostatecznego, gdzie mając głęboko w dudzie, że ta cywilizacja cokolwiek osiągnęła (osiągnie do czasu tego sądu; może nawet ludzie faktycznie doczłapaliby sami do boskich mocy) pomimo rzucania jej przez ciebie kłód pod nogami i że może nie uśmiecha się jej wcale ani sąd ani koniec imprezy (znaczy się, świata), będziesz sądził ludków za ich życie w koszmarze, jaki im celowo z mega sadystycznym rozmysłem zgotowałeś. A potem spal wszystko w cholerę wraz z grzesznymi, bo ludzi bez grzechu nie ma, nie było, i nie będzie.  

    Zaiste sprawiedliwość i jest na co czekać...

    Gość, który byłby Bogiem i to wszystko sobie w ten sposób poukładał, byłby psychicznie chory na skalę wręcz niewiarygodną. Pozostaje więc pytanie, czy jest się z kim zadawać i komu czapkować? No bo kto lubi towarzystwo niebezpiecznych wariatów o skłonnościach maniakalno-sadystycznych, ręka do góry.

  • AlexAthame

    Byłbym ostrożny na Twoim miejscu, by drwić z Boga. Jestem daleki od tego by właśnie Tobie tłumaczyć co stało się w Edenie. Pisałem niedawno jaki los spotyka tych co drwią z Boga.Tym razem to nie ja Cię ostrzegam tylko Słowo.

  • MEM

    @AlexAthame "Byłbym ostrożny na Twoim miejscu, by drwić z Boga."  

    A to się nie zrozumieliśmy, bo to nie jest drwina. Tylko sam powiedz: gdyby jakiś człowiek zachował się w dokładnie ten sam sposób, jaki opisałam w tym fragmencie od stworzenia ogrodu po spalenie wszystkiego, to co byś o nim powiedział? Ale tak szczerze.

    Alex, dawno temu Ci pisałam, że moim zdaniem ludzie stworzyli sobie religię (każdą), a co za tym Boga (i innych bogów), na "swoje podobieństwo". Tak jak postrzegali i rozumieli w danym momencie świat, tak tworzyli mity i święte księgi. Dlatego z ich perspektywy coś takiego, co np. opisuje "Biblia" nie jest niczym dziwnym. Ale prawdopodobnie mieliby zdanie podobne do nam współczesnych, gdyby żyli w dzisiejszych czasach, w których ludzka świadomość na skutek rozwoju cywilizacji jest już inna (na tej samej zasadzie dla nas mity greckie są mitami, bajką, legendą i nikt się nie obawia za to gniewu Zeusa który posądzi nas np. za "drwiny" ). I wtedy też oni (a przynajmniej ich część) doszliby do wniosku, że to, co podane jest w "mitach" i księgach, niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

    Oczywiście ludzie gorliwie wierzący mają do tego inne podejście, ale czy zadałeś sobie kiedyś pytanie, na ile to jest faktycznie ich decyzja, żeby wierzyć w konkretną religię, a na ile to po prostu uwarunkowywanie ich przez otoczenie, w którym od kołyski żyją? Rodzisz się i od tego momentu dzień w dzień coś Ci wmawiają (w zależności od tego, w jakiej kulturze się urodziłeś i żyjesz, jest to konkretna religia), nic dziwnego, że wielu potem przyjmuje to jako własny światopogląd, z którym, jak się wydaje, żyją od zawsze, ignorując wszelakie znaki, że to jednak jest mit, taki sam, jak w przypadku innych religii od zarania dziejów po dziś, i że dlatego zestawienie go z rzeczywistością (zwłaszcza tą naukową) mocno zgrzyta. Wolą – z własnych, dowolnych, powodów; i wolno im – wierzyć, że to, co dana religia twierdzi, to prawda, dlatego wszelkie inne punkty widzenia odbierają jako herezję, albo choćby jako drwinę, nawet jeśli nie było to zamierzone.

    "Pisałem niedawno jaki los spotyka tych co drwią z Boga."

    Wiem. Ale mam się do tego jeszcze wyprzeć własnych poglądów, z obawy przed tym, że zostaną uznane za drwinę (bo wcale nią nie miały być, tak samo jak np. głośne powiedzenie, że ktoś cierpi na chorobę nie jest wyśmiewaniem się z chorej osoby a jedynie stwierdzeniem albo faktu, albo przynajmniej wygłoszeniem własnej opinii) albo się nie spodobają Bogu i mnie spotka za to kara boska? Nic z tego, bo musiałabym się wyprzeć samej siebie, a prędzej piekło zamarznie.

    Zresztą, przecież i tak mam przerąbane, bo nie wierzę. ;) Nic gorszego z punktu widzenia wiary mnie już spotkać nie może. Ba, z punktu widzenia tej samej wiary, większość ludzi spotka to samo co mnie, pomimo tego, że wierzyli.