Królewna śnieżka i siedmiu ... cz 11, ostatnia.

     Arnold nie za bardzo rozumiał, co Amma ma na myśli.

– Zawsze sądziłem, że bogowie nie mają problemów – odezwał się blondyn.

     Amma ślicznie się uśmiechnęła. Arnold nie mógł się nadziwić jej wyglądowi. Wcześniej zdołał rzucić na nią tylko krótkie spojrzenie, kiedy wszystkie żony olbrzymów siedziały przy stole, ale teraz mógł przyjrzeć się jej dokładnie. Wyglądała jak dwukrotnie pomniejszona kobieta. Troszkę przypominała Laurę, ale musiał przyznać, że była od niej ładniejsza. Nie miała żadnej skazy – wszystko było u niej śliczne.
– Teraz ty troszkę oszukujesz. Przecież wcale nie wierzysz, że coś takiego jak bogowie istnieje. To taka ogólna nazwa. Jesteśmy chyba wieczni, bo nie pamiętam, żeby ktoś z nas umarł.

– A ten wielkolud z Kandaharu? – Arnold lekko zmarszczył brwi.
– Utracili moce, bo zaczęli jeść mięso z krwią życia, a przede wszystkim zaczęli brać ludzkie kobiety bez ich woli. Nigdy nie czytałeś Księgi Henocha? – zapytała, nieco zdziwiona.
– Nie sądziłem, że ta historia was dotyczy.
– Tak, w dużym przybliżeniu. Ale pozwól, że skończę swoją myśl. Możemy wiele, ale nie stworzyliśmy wszechświata.
– A-nu powiedział, że wybudowaliście nasz Układ Słoneczny.
– Tak, dawno, dawno temu, ale to nie to samo. Stworzyć coś a powielić małą część to co innego. Będziemy tak stać, czy chciałbyś mnie poznać? Wyraziliście chęć pomocy.
– Oczywiście. Może usiądź – wskazał łoże, Amma lekko podskoczyła i usiadła obok blondyna.
– Dlaczego powiedziałaś, że będą problemy?

     Śliczna blondynka lekko się zarumieniła.

– Przepraszam. Byłam ciekawa i użyłam mocy widzenia przez ubranie.
– A, o to chodzi. Czy z powodu różnicy wzrostu… nie robicie tego?

     Spojrzała na niego krótko.

– Trochę nie wypada ujawniać tajemnic sypialni, ale skoro mamy to mieć, to ci objaśnię. My jesteśmy wizualnie podobni do ludzi, ale nieco się różnimy. Wy robicie to dla podtrzymania gatunku i bardziej dla przyjemności. My nie mamy dzieci, przynajmniej nie w ten sposób.
– Znaczy, jest was mniej, bo sporo tych odszczepieńców zginęło.
– To prawda. Ci, którzy odlecieli, są w tej samej liczbie. Teoretycznie moglibyśmy to robić, ale ponieważ jesteśmy inni… – wyglądało na to, że Amma ma kłopot z wyjaśnieniem – ostatnio byłam blisko z A-nu dwadzieścia tysięcy lat temu, tuż przed zatopieniem Atlantydy. Zaraz potem utraciłam swój naturalny wzrost. Oczywiście nie z powodu tego, że z nim byłam w intymnej sytuacji. Poza tym u nas wygląda to inaczej. Z powodu naszej moralności nie wnikaliśmy w wasze sprawy. Możemy wiedzieć prawie wszystko, ale świadomie zrezygnowaliśmy z wiedzy o waszych sprawach z tym związanych.
– Mówisz o seksie? – Arnold miał pewność, ale chciał się upewnić.
– Właśnie. U nas wyglądało to tak, że stawaliśmy blisko, stykaliśmy się czołami i to wszystko.
– Och! – Nie mógł opanować zdziwienia. – Chcesz powiedzieć, że jesteś dziewicą? – Jego twarz wskazywała, że chyba dawno się tak nie zdziwił.
– Nie jestem pewna, czy mamy to, co wy potocznie nazywacie cnotą. Wspomniałam o problemie, bo to, co masz – jej buzia mocniej się zarumieniła – jest wielkości tego, co ma mój mąż. Więc dla Samanthy będzie to herbatka po obiedzie.

     Arnold przełknął ślinę.

– To czemu ta Afganka miała problem? – Teraz i on poczuł się nieco niepewnie, poruszając taki temat.
– Wygląda na to, że Samantha jest inaczej zbudowana, skoro przeżyła rozkosze z tobą.
– Niektóre kobiety… – zamilkł, bo uznał, że o takich sprawach nie powinien mówić.
– Chcesz zobaczyć, jak wyglądam? Bo ja, jeśli mogę, chciałabym ciebie zobaczyć.– Wygładziła maleńkie fałdki na swojej jedwabnej sukni i spuściła wzrok, patrząc na swoje stopy.
– Właściwie, jeśli mamy to zrobić, to chyba byłoby dobrze pozbyć się tych szat – odrzekł.
– Miło z twojej strony, że się zgodziłeś.

     Kiedy wypowiedziała te słowa, jej suknia znalazła się ułożona w kostkę w rogu sypialni, a obok leżało równiutko złożone jego ubranie. Machinalnie zasłonił swoją intymność, a Amma nieco zmarszczyła swoje piękne brwi.

– Och, przepraszam. Myślałam, że będziesz wiedział, czego się spodziewać.
– Prawdę mówiąc, trochę mnie zaskoczyłaś. Musimy pewne rzeczy ustalić i omówić wcześniej, żeby nie było zaskoczeń.
– Tak, oczywiście. Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale będziesz musiał mnie trochę poduczyć. Mogłabym wiedzieć, co i jak, ale uznałam, że będzie milej, jeśli wprowadzisz mnie w arkana sztuki miłości.
– Spróbuję. Przepraszam, że zapytam. Nawet nigdy się nie całowałaś?

     Kiwnęła przecząco głową.
„A to ci historia” – pomyślał, czując lekkie zdenerwowanie.
Wyglądało na to, że Amma już uporała się z poczuciem zawstydzenia.

– Wiesz, jak wygląda kobieta, ale chciałabym wiedzieć, czy ja ci się podobam.
– Och, tak – odparł szybko. – Jesteś śliczna.
– Wybacz, staram się opanować, ale i tak częściowo emanuje z ciebie coś, co odczuwam jako zainteresowanie moim ciałem. Czy chciałbyś mnie zobaczyć dokładnie?

     Cóż, widział jej małe, ale jędrne piersi i w zasadzie zobaczył wszystko poza samą intymnością, bo w przeciwieństwie do niego, dłonie ułożyła obok bioder.

– Skoro tak się sprawy mają, pozwól, że się tobą zajmę. Wolę to, niż mówić ci, co chciałbym zobaczyć albo jak masz się ułożyć. Jestem nieco skrępowany, ale postaram się nauczyć cię wszystkiego, co my robimy.
– Och, jestem bardzo ciekawa! – Spojrzała na niego i delikatnie odsunęła jego duże dłonie. Uklękła i, wspierając korpus na dłoniach, wpatrywała się w jego ciało.

– Och, to jeszcze rośnie!

     Arnold czuł się naprawdę dziwnie.  

– Możesz dotknąć, jeśli chcesz – powiedział cicho.

     Amma poruszała się miękko i z gracją. Przecież głupia nie była, więc zrozumiała, że w takiej pozycji będzie jej trudno dotykać tego, co bardzo ją interesowało. Usiadła obok jego bioder z podciągniętymi kolanami pod brodę, ale sama uznała, że takie położenie nóg nieco ogranicza jej mobilność, więc mocno je rozchyliła. Położyła małe dłonie na jego ciele.

– Bardzo miłe w dotyku.

Arnold mimowolnie spojrzał na nią. Wyglądała podobnie jak każda kobieta, tyle że była maleńka.
„Tak, z pewnością mamy problem” – pomyślał.
Tymczasem Amma poznawała jego ciało. Sama chyba wpadła na to, że pewne jego części są tutaj ruchome.

– Oooo! Jest całkiem w innym kolorze, nieco ciemniejszy niż język. Mogę tego dotknąć?

„OMG” – Arnold sądził, że największe podniecenie odczuwał, będąc z Samanthą, ale chyba się mylił.

– Możesz wszystko.

     Amma poznawała jego ciało i chyba bardzo jej się to podobało. Przekręcała, odginała i dotykała palcami.

– Rozumiem, że to coś ma we mnie wejść. Nie martw się, coś zaradzimy. Będę musiała użyć mocy modyfikacji ciała, bo bez tego wątpię, czy damy radę. Czy ludzkie kobiety coś z tym robią, znaczy, żeby mężczyźnie było miło? Bo czuję, że już ci jest.
– A tobie nie? – Chciał najpierw się upewnić.
– Owszem, bardzo. Nie rozumiem, dlaczego zrobiłam się tu mokra – pokazała na swoją intymność.
– To naturalne. Na sucho byłoby niemiło, a wręcz bolałoby i to obie strony.
– Aha, rozumiem. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

     Arnold pomyślał krótko. Był podniecony, ale uznał, że chyba lepiej będzie, jeśli najpierw się pocałują, a dopiero potem zaczną dalsze pieszczoty.

– Tak, kobiety to robią, ale raczej w twoim wypadku będzie trudno. Może spróbujemy najpierw się pocałować.
– Dobrze. Wspomniałeś… Nie masz na myśli dotknięcia ustami, prawda?
– Pokażę ci – uznał, że zaczyna mu się to bardzo podobać. – Chodź tutaj, maleńka – wskazał uda i wydało mu się, że taka nazwa doskonale do niej pasuje.

     Amma wgramoliła się i usiadła blisko jego torsu. Prawie dotykała go swoim ciałem.

– Jesteś taka malutka. Musimy inaczej – powiedział, delikatnie podsuwając dłonie pod jej małe pośladki i unosząc ją do góry. Ważyła pewnie mniej niż trzydzieści kilogramów. Nagle poczuł, że nic nie waży.

– Wprowadziłam antygrawitację. Będzie ci łatwiej, Arnoldku?

     Uznał, że to dobry pomysł. Przysunął bliżej jej ciało, by mógł się z nią pocałować. Amma szybko się uczyła. Położyła swoje małe stopy na jego barkach.

– Spróbujmy dotykać się wewnętrzną stroną ust, a potem możemy zetknąć języki.
– Dobrze. Będę polegać na tobie. Jesteś bardzo miły i subtelny, poza tym ładnie pachniesz. Sprawia mi to dziwną przyjemność.
– Ty też masz miły zapach. – Przybliżył twarz do jej małej główki i zetknęli usta.

     Z powodu różnicy wielkości czuł się dziwnie. Pomyślał nawet, że ma usta jak mała dziewczynka, ale w tym momencie szybko oderwał usta.

– Co się stało, Arnoldku? Mogę tak cię nazywać czy używać imienia, które nadali ci nasi bracia?
– A wy nie brałyście w tym udziału? – Chciał odgonić wyjaśnienie, dlaczego przerwał pocałunek.
– My się z nimi zgadzamy. To dobre i mocne imię, dobrze cię określa. Powiedz, co się stało? Czy źle się staram?

     Musiał jej objaśnić, bo obawiał się, że ta kwestia będzie przeszkadzać bardziej niż różnica wielkości.

– Jesteś dorosła, znaczy dojrzała, ale masz wszystko wielkości dziecka. Są bardzo źli ludzie, którzy krzywdzą dzieci. Dzieci nie są gotowe na to, co nazywamy kochaniem, bo ich wewnętrzne narządy nie powodują odpowiedniego nastawienia emocjonalnego, uczuciowego i fizycznego. Kiedy zaczęliśmy się całować, odczułem, jakbym robił to z dzieckiem.

– Och! Wczułam się w to i zrozumiałam. Wy jesteście dziwni. Robicie wiele dziwnych rzeczy. Zabijacie, gwałcicie, kradniecie, niszczycie wszystko, co wam dano. Nie pojmuję dlaczego. Mogę na ciebie wpłynąć, byś tak nie czuł. Chcesz?
– Och, to będzie pomocne. Skoro wspomniałaś o modyfikacji ciała, nie możesz zrobić, byś miała moją wielkość? – Patrzył na nią, wciąż podtrzymując jej pośladki.
– Właśnie tego nie mogę. Mogę na krótki czas powiększyć to czy tamto, ale nie na stałe. Wiem już troszkę, mimo że mi nie powiedziałeś, co muszę powiększyć. – Uśmiechnęła się, ale już się nie zawstydziła.

     Zaczęli się ponownie całować i Arnold już nie miał skojarzeń. Pocałunek z Ammą był inny niż z Sam, ale bardzo przyjemny. Szczególnie czuł rozkosz, kiedy stykał swój język z jej, sporo mniejszym.

– Och, to było bardzo miłe. Zrobiłam się jeszcze bardziej mokra i moje brodawki piersi stały się twarde. Poza tym tam poniżej – wskazała głową na łono – jest cudownie miło.

     Arnold nie mógł uwierzyć, że Amma i każda z żon olbrzymów żyły setki tysięcy lat i nie doznały jeszcze rozkoszy, na którą ich ciała były przygotowane.

– To jeszcze nic. Zobaczysz, że będzie milej.
– Milej? Och, ciężko mi sobie wyobrazić.
– Jesteś taka delikatna, Ammo. Poczekam z twoimi pieszczotami i dam ci je pierwszy. Chcesz?
– Bardzo! Czuję się tak dziwnie, jakbym miała spotkać się z czymś, czego jeszcze nie znałam.
– Bo dokładnie tak będzie.

     Arnold wziął sporą poduchę i ułożył na niej bioderka Ammy. Czuł ogromne podniecenie. Jednocześnie cieszył się na myśl, że da jej rozkosz, o której jeszcze nie miała pojęcia. Ponieważ Amma sprawiła, że jego wcześniejsze skojarzenia zniknęły, patrzył na nią jak na najzwyklejszą dorosłą kobietę, a tylko gdzieś w tyle głowy miał myśl, że jest maleńka.

     Już, kiedy dotknął, ustami jej śliczne intymne listki, wydała jęk rozkoszy. Jej ciało zaczęło reagować jak ciało każdej kobiety, która z pragnienia i wyboru ma z kimś intymny kontakt. Na razie Amma niczego nie powiększyła i jak słyszał po jej jękach, musiało sprawiać jej sporą rozkosz wsuwanie sporego języka do jej małej cipki. W końcu osiągnęła szczyt rozkoszy. Zrobiła się bardziej wilgotna. Mężczyzna odczekał, kiedy przeminie szczyt i czując, że che więcej, zaczął dotykać palcami jej łechtaczkę. Chwilę ją pieścił palcem, potem lizał językiem. Ponownie osiągnęła szczyt. Powtórzył to cztery razy.

– Och, jak cudownie – szepnęła. – Pozwolisz mi się odwdzięczyć? Tylko nie bądź zły, jeśli nie będę dobrą kochanką. Postaram się uczyć szybko.
– Jestem pewny, że ci dobrze pójdzie. Miałem rację co do odczuć?
– Och, tak! To było cudowne uczucie. Zrobisz mi tak jeszcze kilka razy? Bo czuję, że jeszcze bym chciała.
– Och, z przyjemnością.

     Arnold usiadł, a Amma naprawdę szybko się uczyła.
Bez zbędnych pytań zaczęła go całować i poznawać jego ciało. Próbowała sprawić mu przyjemność na różne sposoby, obserwując jego reakcje i ucząc się tego, co sprawia mu największą przyjemność.

– Czy mam powiększyć usta? – zapytała.

     Blondyn nie miał pewności, czy tego chce. Obawiał się, że będzie to wyglądać niezbyt naturalnie, przy jej drobnym ciele, duże usta...
Zaczęła delikatnie pieścić językiem i ustami, sam koniec członka. Odebrał to jako wyjątkowo miłe. Był gotowy na właściwy akt i nie chciał czekać.

– Jest mi miło, jeśli chcesz, spróbuję w ciebie wejść. Skoro możesz zmieniać wielkość i całkowicie to kontrolujesz, spróbuj odczuć, co będziesz czuła. Ta część – wskazał jej intymność – jest tak zbudowana, że jest elastyczna. Rozszerzanie sprawia przyjemność, ale ma limit i wówczas boli albo może stać się jeszcze gorzej. Dlatego wyczuj, jak będzie ci najlepiej. Rozumiesz?
– Doskonale, Ar – powiedziała, a on przypomniał sobie, że tylko jedna istota tak do niego mówi, ale nie odebrał tego źle. Amma była naprawdę subtelna i taka wrażliwa. – Czy mogę sama? Już wiem coś o tym. Ta wiedza weszła do mnie, jakby sama. Chyba się dobrze zgrywamy. Wy nazywacie to dostosowaniem, ale u nas będzie to głębsze, nie tylko fizyczne. Odczujesz.

     Arnold uznał, że Amma ma dobry pomysł. Sama będzie wiedziała, kiedy jest miło, kiedy milej, a kiedy zaczyna być niekomfortowo.

– Dobrze. Weź mnie sama – powiedział.

     Siedział na łożu i nie spuszczał z niej wzroku. Ona wstała i delikatnie zaczęła opuszczać biodra. W końcu zbliżyła się do niego.
– Teraz muszę coś zrobić, bo przyszedł mi pewien pomysł – mruknęła zadowolona. – Podtrzymaj moje biodra, dopóki nie powiem.
Położył dłonie na jej pośladkach i ujął jej biodra. Ona objęła mu kark rękami i uniosła nogi. Po chwili zetknęła stopy z jego torsem. Widział na jej twarzy narastającą rozkosz. Chyba oscylowała na granicy bólu, więc uważnie obserwował jej reakcje.

– Teraz mnie już nie trzymaj – powiedziała cicho, a na jej małej ślicznej buzi zaczęła rozkwitać ekstaza.

     Arnold wyczuł, co chce zrobić. Nie musiał się martwić, że Amma sprawi sobie ból. Nie potrzebował jej trzymać, ale to nie znaczyło, że nie chce dotykać. Owszem chciał i to bardzo. Położył pace na piersiach i pieścił jedną dłonią, a drugą dotykał twardy guziczek poniżej złotego lasku złotych włosków.
Poruszał się coraz mocniej, aż w końcu zaczęła podrzucać swoje drobne ciało. Wchodził w nią coraz głębiej. Jego rozkosz również wzrastała, ale czuł, że do kulminacji jeszcze na razie nie dojdzie. Za to Amma co kilka minut miała orgazm i jej twarz sygnalizowała, że jest jej niezwykle dobrze. Silne, szybkie skurcze jej mięśni dawały blondynowi ogromną rozkosz. Musiał zmniejszyć płuca i inne organy wewnętrzne, bo był w niej cały. Poczuł, że zbliża się wytrysk i zapragnął kochać ją tylko główką. Nie musiał pytać, bo wiedział, że polubi cokolwiek jej da. Uniósł jej biodra i wsuwał bardzo płytko. Prawie idealnie się zgrali. Widział na jej twarzy rozkosz, a jednocześnie zdziwienie.  

– Było cudownie, ale chyba coś we mnie zostawiłeś.
– Naprawdę nie wiedziałaś? Jesteście tacy mądrzy i macie taką moc. Niebywałe!
– Wspominałam, że celowo tę wiedzę zablokowaliśmy. Teraz już wiem, że to powoduje, że ludzka kobieta staje się brzemienna. Nie zawsze, ale w odpowiednim czasie.
– Ammo, czy będę uczył każdą z was tego? – zapytał, ale chyba znał odpowiedź.
– Nie. Skoro ja to wiem, każda już to wie. A-nu i bracia też to wiedzą. Ja i ty zostaliśmy wybrani, by ta wiedza wyszła od nas.
– Znaczy Samantha jeszcze nie… z A-nu?
– Znaczy, że teraz już mogli zacząć. Staraliśmy się wpłynąć jak najdelikatniej na wasze wnętrze, żebyś nie czuł zazdrości ani nie czuł się z tym źle. Czy nadal tak odczuwasz?
– Nie. Miałem z tym kłopot. To normalny ludzki odruch.
– Tak, teraz wiem. Wy, poza złymi rzeczami, które wymieniłam, często się zdradzacie. Też tego nie rozumiemy. Przecież jeśli wybiera się kogoś, by z nim być, to po co szukać kogoś innego? Jest może inaczej, ale nie lepiej, a w świetle urazów duchowych – gorzej. Jesteście w pewnym sensie waszymi rodzicami, ale was nie rozumiemy. Macie samozniszczenie we krwi. Właściwie większość rzeczy robicie odwrotnie, niż powinniście. Zatruwacie ciało alkoholem i innymi używkami, czasem ryzykujecie życie, by wejść na jakąś wysoką górę. Zupełnie to jest bez sensu. To jest główny powód, dla którego chcemy wracać. Tak czynicie od tysięcy lat. Wciąż wojny, morderstwa, zniszczenie ziemi i samych siebie. Moglibyśmy wam zakazać, ale nie możemy. Macie wolną wolę i tego nie możemy wam zabrać.

     Arnold musiał przyznać jej rację w wielu sprawach.

     Spędzili jeszcze kilkanaście godzin, powtarzając i urozmaicając pieszczoty. Przez następne sześć dni był w podobnych sytuacjach z innymi drobnymi kobietami. W tym czasie Samantha poznała A-nu i wszystkich jego braci. Ani Arnold, ani Samantha nie odczuli, że się zdradzają. Identycznie czuły żony olbrzymów i oni sami.

     W końcu, ósmego dnia, spotkali się już w swoich galowych ubiorach w sali, gdzie jedli pierwszy raz.

– Rytuał dobiegł końca. Otrzymaliśmy moc udania się na naszą odległą planetę, podróżując w swoich ciałach. Nauczyliście nas wiele, ale i wy nauczyliście się od nas. A tam, dokąd lecimy, dowiecie się więcej – rzekł A-nu.

     W tej samej chwili wszystkie żony olbrzymów powiększyły się dwukrotnie.

– To dzięki tobie, Ramaltuno – powiedziały razem i skłoniły się przed nim.
– Możemy lecieć – powiedziała Samantha, wsparta o ramię Arnolda.
– Jeśli dotkniesz jakiejś jeszcze, to ci zrobię krzywdę – uśmiechnęła się figlarnie do Arnolda.
– A ty? – spojrzała jej w oczy.
– Ja jestem specjalna. Mam w sobie naszą córkę. Oczywiście, że nie będę z nikim innym jak z tobą. Może cię zmartwię, ale już nie będziemy tego robić. Tam, nad gwiazdami, w naszym domu, czekają nas lepsze rozkosze.
– Lepsze?
– Sądziłeś, że najmilsze jest ruchanko? Mój mały głuptasek – pocałowała go w usta.
– Pocałunek zostanie, prawda?
– Tak, Ar. Ktoś nas lubi i zrobił wyjątek. Lecimy? – spojrzała na wszystkich.

_______________________________________________________
     
     Światowe ośrodki badania trzęsień ziemi odebrały epicentrum w górach w Afganistanie. Silne trzęsienie ziemi, z uwagi na brak zabudowań, nie spowodowało szkód.
Ośrodki obserwujące niebo zanotowały jakiś świetlisty obiekt, który oddalił się od Ziemi z wielką, ale mierzalną prędkością – połową prędkości światła.

     Grupa szesnastu istot, z siedemnastą w łonie Samanthy, nie chciała, by ogromna energia, jaką posiadali, zagroziła Ziemi. Dopiero za Jowiszem przyspieszyli. Przekroczyli wielokrotnie prędkość światła i dotarli do atmosfery pięknej planety jeszcze tego samego dnia.

– Czy to jest Raj, Samantho? – zapytał Arnold.
– Tak. Zobaczysz Ogród Eden. Nie wiem tego od siebie. Ona mi szepcze – blondyn dostrzegł spory brzuszek.
– Czy to oni sprawili? – zapytał bez złości.
– Głuptasek. Nie powinnam opowiadać, ale zrobię wyjątek. Oni nie mieli nasienia. Ogólnie było nieźle, ale nie tak jak z tobą.
– Ciekawe, co za rarytasy tu są. Inaczej będę tęsknił za naszymi intymnymi sprawami.
– Och, Ar! Czasami żartuję, ale w tym nie. Moja mała Amisia mi szepcze i ja jej wierzę.
Stanęli na ziemi. Poczuli rozkosz. W oddali dostrzegli ludzi. Nie było ich wielu. Wszyscy, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, mieli cztery metry wysokości. Arnold i Samantha mieli ten sam wzrost.

Osiemnaście lat wcześniej, Ziemia. Los Angeles

– Walterze – szepnęła Laura – chyba jestem w ciąży. I czuję, że będzie dziewczynka.
– Czyli ci wszyscy lekarze się mylili – powiedział uradowany. – Jak jej damy na imię?
– Dobre pytanie, kochanie. Może Julia? Wiesz co? Co myślisz o imieniu Samantha?
– Podoba mi się, skarbie.

     Siedzieli nad brzegiem oceanu i patrzyli na zachód słońca.

Koniec.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użył 3662 słów i 21289 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.