Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

W niewoli

Wojna była przegrana, to było już pewne. Wojownicy jej plemienia polegli, rozgromieni przez armię tych ludzi z południa. Odziani w starannie wykonane, bogato barwione stroje i piękne pancerze, nie wyglądali na silnych. Los z jakiegoś jednak powodu, a być może sami Bogowie postanowili z nich zadrwić. Wszystkie pięć plemion zebrało przecież swoich najpotężniejszych mężczyzn, a każdy z nich był gotowy na śmierć w obronie swojej ziemi oraz tradycji. Wystarczyła jednak jedna, decydująca bitwa by całe ich przygotowania trafił szlag. Jeszcze noc wcześniej widziała ich, dumnych i pewnych siebie, pijących i zarzekających się jakich to czynów nie dokonają w starciu następnego dnia. Wśród nich krzyczał jej własny mąż, jeden z najlepszych wojowników, a na pewno najlepszy łowca i tropiciel jakiego znała.  

Następnego ranka wszystko zaczęło się jednak niespodziewanie, już wraz ze świtem słońca. Tym razem na nich nie czekali, a zaatakowali sami. To był pierwszy zły znak, ale potem przyszły kolejne. Uderzyli ze wschodu, a promienie słońca sprawiały, że strzały, które ich dosięgły były w zasadzie niewidoczne. Jeszcze zanim ogarnęli co się działo padły pierwsze trupy. Oni jednak odważnie, tak jak jak nakazywał honor, zebrali się, zasięgli oręża i z wojennym okrzykiem na ustach ruszyli do boju. Wśród nich była i ona, gdyż w jej plemieniu walczyli wszyscy, nie tylko mężczyźni. Owszem, była słabsza, ale wciąż potrafiła zabijać. To nie była jednak zwyczajna potyczka. Ich najeźdźcy ewidentnie byli przygotowani, a nagły, impulsywny kontratak okazał się oliwą dolaną do ognia. Strzały sięgały ich jedna za drugą, a gdy wreszcie tłum ich wojowników wybył na szeroką polanę, zza wzgórza ruszył na nich mur tarcz, który przysłaniając słońce padł cieniem na nich wszystkich. Doszło do zderzenia, a powietrze, niczym morska fala, przeszył huk zderzanego żelaza i łamanego drewna. Walczyli jak tchórze, kryjąc się za swoimi wielkimi tarczami, w kontraście do ich własnych wojowników, łaknących otwartego starcia. Robili to jednak skutecznie, bezlitośnie prąc do przodu i powoli spychając ich w dół wzgórza. To wtedy, gdzieś w tłumie walczących zobaczyła własnego męża przeszywanego włócznią. Zamarła na chwilę, a później poczuła uderzenie, które na chwilę ją oszołomiło i spowodowało, że jej umysł zalał się mgłą.

Gasnącym wzrokiem widziała jak ich wojownicy, mimo dzielnej walki, padali jeden po drugim. W pewnym momencie usłyszała krzyk, a następnie głośny dźwięk, którego nie potrafiła rozpoznać. Gdzieś z południa na polanę wdarły się konie i dosiadający je, żelaźni jeźdźcy. Szarża jaką wykonali przesądziła ich los. Nie mogła uwierzyć widząc dzielnych wojowników, których nigdy nie posądziłaby o strach przed śmiercią w bitwie, rzucających się w paniczną ucieczkę. Jeden z jeźdźców błyskawicznie znalazł się przy niej, a ona siekła swoim toporem próbując wyjść mu na spotkanie. Uderzenie było na tyle silne, że wyrwało jej ramię ze stawu. Zataczając się, jęknęła z bólu i poczuła ciepłą krew spływającą po twarzy. Spróbowała ją wytrzeć, ale nim ponownie podniosła swój topór nadeszło następne uderzenie, które pozbawiło ją przytomności. Jej sny mieszały się z przebłyskami świadomości. Śniła o ostatnim lecie, które spędziła zbierając plony w blasku popołudniowego słońca. Jednocześnie cyklicznie budziła się i otumaniona obserwowała jak ludzie z południa spacerując po zgliszczach pola bitwy dobijali rannych. Błagali o litość, lecz oni nie rozumieli ich języka, a nawet gdyby tak było to pewnie i tak by jej nie okazali. Potem przyszła kolej i na nią. Widziała jak trzech opancerzonych mężczyzn stanęło nad nią, obserwując. Jeden z nich wyciągnął już miecz i była gotowa na śmierć, a w zasadzie nie miała już sił by jej się opierać. Drugi z nich jednak coś do niego powiedział, a ten na chwilę zamarł w bezruchu, z podniesionym ostrzem. Zemdlała, patrząc jak się kłócili.  

Obudziła się leżąc w błocie, a gdy spróbowała wstać natychmiast upadła z powrotem, czując jak jej ramię przeszyła fala przenikliwego bólu. Rozejrzała się i zdała sobie sprawę, że była w dużej, drewnianej klatce. Razem z nią przebywały dwie inne kobiety, a naprzeciwko znajdowały się dwie mniejsze pułapki, z dwójką innych w każdej. Zdziwiła się, że została oszczędzona, ale po chwili zdała sobie sprawę, że niekoniecznie był to dla niej dobry scenariusz. Nawet ich plemiona czyniły niewolników z podbitych ludów i wiedziała, że nie był to dobry los, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ona, kto całe życie żył wolny. Obie kobiety w jej klatce były w podobnie opłakanym stanie co ona. Nie znała ich, ale po resztach bojowych malowań na ich twarzach była w stanie odgadnąć z jakich wiosek pochodziły. Zdesperowane i wycieńczone nie chciały wdawać się w żadne dyskusje, a ona nie wiedziała celu by je przekonywać. Zaległa więc w rogu klatki, próbując rozmasować bolącą kończynę i zaadaptować do nowej rzeczywistości. Była teraz w niewoli, a jej warunki były tragiczne. Raz dziennie jakiś żołnierz opróżniał kubeł nieczystości i przynosił kolejny z pitną wodą. Nie wypuszczano ich z klatek, a pomimo tego, że nie były związane to miały zbyt mało miejsca by porządnie rozciągnąć swoje zdrętwiałe ciała. Pierwszy dzień minął cicho, zwłaszcza po tym jak dwie kobiety z jednej z klatek naprzeciwko zostały uciszone przez jednego strażnika, który z łomotem uderzył w drewniany pal, zahaczając o palce jednej z dziewczyn. Ta jęknęła z bólu, ale i tak ucichła niewiele później po tym jak dalej zaczął na nią krzyczeć, zapewne jej grożąc. Widziała jak płakała później, nie do końca dając sobie radę z odczuwanym bólem. Wieczorem zaś strażnicy rozpalili ognisko, przy którym spożywali posiłek i popijali z dziwnych, skórzanych bukłaków, głośno hałasując.  

Zarówno pierwszego jak i drugiego dnia nie dostały żadnego jedzenia ale dopiero z trzecim przyszedł prawdziwy głód. Pierwszy dwa nie były bowiem najgorsze, gdyż była przyzwyczajona do ciężkich zim, kiedy jadło się mało, ale już trzeciej nocy jej żołądek skurczył się tak bardzo, że zaczęło ją boleć. Widziała śmiejących się żołnierzy, zjadających suszone mięso przy blasku wieczornego ogniska. Nienawidziła ich już wcześniej, ale ta sytuacja powodowała, że jej gniew w stosunku do nich jedynie narastał. Nie mogła jednak zrobić nic poza bezczynnym poddaniem się swojemu ponuremu losowi. Czwartej nocy obudziła się słysząc krzyki zaraz obok siebie. Otworzyła zmęczony oczy i zobaczyła jak dwóch żołnierzy wyciągało z klatki jedną z jej współtowarzyszek. W odruchu chciała ruszyć jej na pomoc, ale palący ból w barku otrzeźwił ją na tyle, że zdała sobie sprawę, że nie miało to sensu. Skulona w rogu, podobnie jak kolejna kobieta, patrzyła jak dziewczyna została wyciągnięta na zewnątrz i rzucona na kolana w zaułku między dużymi, kwadratowymi namiotami. Mężczyźni byli wyraźnie pijani, a jeden z nich sięgnął do swojej tuniki i po chwili wyciągnął na wierzch swojego członka, mówiąc coś do kobiety w niezrozumiałym dla niej języku. Szybko domyśliła się czego od niej oczekiwał, ale kobieta nie wyglądała na przekonaną, a tym bardziej pokorną. Usłyszała jak obraziła go w zrozumiałych dla niej, ale nie dla niego słowach, a ten ją spoliczkował, zapewne widząc czystą odrazę palącą się w jej oczach. W pewnym momencie szarpnął za jej włosy, wyraźnie ją raniąc i przyciągnął jej głowę do swojego krocza. Następnie zawył z bólu, po tym jak zdawało się został przez nią ugryziony. Wszystkie obudzone kobiety patrzyły jak w karze uderzył ją, wbijając w błoto. Nie poprzestał na tym, a tłukł dalej łapiąc teraz za drewnianą pałkę i zadając nią ciosy nawet gdy już nie miała siły się bronić. Inni mężczyźni niemo to obserwowali, nawet nie próbując go powstrzymać. Następnego ranka dalej leżała w kałuży zabarwionego krwią błota, a jej ciało zabrano dopiero przed południem, gdy słońce stało już wysoko.  

Tego piątego dnia jej głód wzmógł się niewyobrażalnie i miała wrażenie, że chudnie w oczach, podobnie jak druga pozostała kobieta w jej klatce. Następnej nocy wyciągnęli kobietę z klatki naprzeciwko. Płacząc darła się niemiłosiernie, ale pijani wojownicy z południowych krain byli bezlitośni. Ją też rzucili na kolana, a po chwili najwyższy z mężczyzn podwijał już swoją tunikę. Przycisnął swojego członka do jej twarzy, a ona nie przestawała rozpaczać i dopiero gdy w gniewie na nią ryknął, grożąc jednocześnie drewnianą pałką, ocknęła się. Otworzyła usta, a zadowolony mężczyzna wsunął w nie swoją męskość, mówiąc coś w swoim dziwnym języku. Kazał się jej zaspokajać, a gdy uznał, że  robiła to zbyt opieszale zaczął samemu poruszać swoimi biodrami, sprawiając, że się krztusiła. Inni mężczyźni cały czas z zaciekawieniem wszystko obserwowali, on zaś ciężko sapał, a gdy miał już dość wyciągnął swoje przyrodzenie i zaczął obficie oznaczać twarz więźniarki swoim nasieniem. Potem zastąpił go kolejny, a po nim jeszcze następny. Obaj zmusili ją by obsłużyła także ich, a następnie brutalnie wrzucili z powrotem do klatki. Zrozpaczoną i zbeszesczoną, ale żywą.  

Następnej nocy wrócili ponownie. Starała się skulić w klatce, nie rzucając się w oczy. Miała wrażenie, że przez chwilę jeden z wojowników, odziany w grubą kolczugę i karmazynową tunikę się się jej przyglądał, ale ostatecznie jej się upiekło. Ponownie bowiem stanęli przy klatce naprzeciwko, a jeden z nich wszedł do środka i ciągnąc za włosy wyciągnął znowu tę samą dziewczynę, co poprzedniej nocy. Teraz przyjrzała się jej lepiej, a jej twarz sprawiła dla niej wrażenie, że musiała widzieć jeszcze mniej wiosen niż ona sama. Tym razem pociągnęli ją już w stronę ogniska, na niewielki placyk przeznaczony dla żołnierzy. W blasku palącego się drewna widziała, jak ponownie pociągnęli ją na kolana i zmusili by zaspokoiła ustami ich męskie żądze. Dziewczyna już nie ryczała, a jedynie ze łzami w oczach posłusznie spełniła ich żądania. Tym razem było ich więcej, bowiem naliczyła przynajmniej siedmiu. Przepełnieni pożądaniem nie byli w stanie nawet poczekać na swoją kolej. Widziała jak dwóch, a nawet trzech jednocześnie podsuwało pod twarz młodej dziewczyny swoje sterczące członki. Ona zaś cicho łkając zaciskała swoje usta na każdym kolejnym, zapewne licząc na to by trwało to jak najkrócej.  

Następnego ranka, gdy się obudziła już jej nie było. W klatce naprzeciwko była jedynie jedna kobieta, która zignorowała też jej ciche pytanie o swoją współtowarzyszkę. Również jej własna towarzyszka z klatki nic na ten temat nie powiedziała. W zasadzie mimo, że obie cały czas znajdowały się niemal zaraz obok siebie, prawie w ogóle nie rozmawiały. Nie przeszkadzało jej to, bo też o czym niby miałyby rozmawiać. Obie wiedziały, że to był już ich koniec, lecz Bogowie tylko raczyli wiedzieć jak wiele cierpienia i poniżenia jeszcze na nie czekało. Szóstego dnia zaczęła przyzwyczajać się już do głodu, ale jednocześnie niemal całkowicie opadła z sił. Nawet siedzenie wydawało się ją męczyć, więc przez większość czasu po prostu leżała, z rzadka jedynie rozglądając się po obozie. Za dnia ich wojownicy byli zajęci i rzadko zbliżali się do ich klatek. Zauważyła, że nie robili tego w zasadzie nigdy gdy w pobliżu znajdowali się szczególnie wojownicy, z hełmami przyozdobionymi kolorowymi pióropuszami, bądź dziwnym włosiem. Respekt jakim zdawali się być obdarowywani, dał jej do zrozumienia że musieli to być jakiegoś rodzaju wodzowie. Było ich jednak kilku, nie jeden jak nakazywał zwyczaj od zawsze panujący w wiosce, z której pochodziła. Nie rozumiała tego, ale tak było w wielu przypadkach dotyczących tego dziwnego ludu. Co drugi dzień widziała jak wojownicy spotykali się w wyznaczonym rejonie niedaleko drewnianej palisady. Rozbierali się wówczas do naga i wszyscy, bez wyjątku, przystępowali do brania kąpieli. Dopiero gdy zdejmowali swoje dziwne pancerze dało się zobaczyć, że rzeczywiście byli wojownikami. Wyrzeźbione, umięśnione ciała pokryte niekiedy licznymi śladami walki przemawiały wówczas same za siebie. Najdziwniejsze było jednak to, że przy użyciu niewielkich, ostrych przedmiotów golili swoje ciała z wszelkiego owłosienia, pozostawiając je całkowicie gładkimi. Robili tak nawet około swojej męskości, a widok ich gładkich, niczym u dziecka, członków zdawał się jej przez to kuriozalny.  

Dopiero po tygodniu otrzymały pierwszy posiłek. Tamtego ranka obudziła ją drewniana pałka uderzająca w mocowanie klatki. Przestraszona, poderwała się spodziewając, że zaraz zostanie wyciągnięta na zewnątrz przez grupę pijanych mężczyzn, lecz tak się nie stało. Był ranek, słońce stało na niebie już dość wysoko, a wyglądający na zmęczonego siwy mężczyzna wręczył jej drewnianą miskę i kawałek chleba. Zupa była rozwodniona, a wypiek wyjątkowo już czerstwy, lecz w jej stanie i to było to wybawieniem. Miskę opróżniła od razu, a twarde niczym kamień pieczywo spożywała stopniowo, aż do południa. Wieczorem poczuła się nawet lepiej, lecz jej brzuch zaczął burczeć niemiłosiernie, domagając się więcej. Noc była spokojna, lecz głód i rozszalałe wnętrzności sprawiły, że i tak nie spała najlepiej, nawet pomimo tego, że tamtej nocy nikt ich nie niepokoił. Leżąc na ubitym błocie zastanawiała się czemu tak właściwie było, bo przecież wcześniej dwukrotnie przyszli i wyciągneli tamtą, teraz nieobecną, młodą kobietę z klatki. Rozmyślała też nad tym gdzie w zasadzie mogła teraz być i czy dalej w ogóle żyła. Być może już nie, ale to mogłoby być dla niej nawet lepszym rozwiązaniem. Takim którego w zasadzie z każdym mijającym dniem i każdą falą odczuwanego głodu życzyła coraz bardziej także sobie.  

Kolejnej nocy była świadkiem dziwnej sytuacji. Obudziła się słysząc niezrozumiałe słowa i nie podnosząc się skierowała wzrok w stronę jednej z klatek naprzeciwko. Więziona tam kobieta w krótko ściętych włosach została tam gestem przywołana przez jednego ze strażników. Gdy ze spuszczoną głową doczłapała się do drewnianej ramy jej więzienia podniosła wzrok i ze zdziwieniem zobaczyła jak mężczyzna zaczął wymachiwać przed nią kawałkiem obgryzionego już, upieczonego mięsa. Zdesperowana wyciągnęła dłoń, lecz on ze śmiechem cofnął swoją własną rękę, nie dając jej chwycić za pożywienie. Zamiast tego wymówił kilka niezrozumiałych słów, po czym sięgnął do swojego krocza. Po chwili uwolnił z okrycia swoją męskość i machając kawałkiem mięsa wskazał na nią kobiecie. “Suge!” - usłyszała. Szybko domyśliła się czego od niej oczekiwał w zamian za ten posiłek. Kobieta klęcząc, zastygła w niepewności i rozejrzała wokół. Inne kobiety spały, a przynajmniej takie sprawiały pozory, podobnie jak ona sama. Klęcząca dziewczyna odwróciła więc wzrok do z powrotem niego. Wyglądało na to, że wiedziała czego oczekiwał, niemniej jednak ociągała się na tyle, że w pewnej chwili mężczyzna mruknął coś pod nosem i chciał już się oddalić. Zawołała za nim zdesperowanym głosem, a on odwrócił się śmiejąc po nosem. Oparł się o wzmocnienia klatki i pchnął biodra w przód, tak że jego męskość znalazła się między drewnianymi belkami, już w środku. Krótkowłosa dziewczyna wahała się już tylko przez chwilę, po chwili zbliżając się i przykładając swoje usta do jego członka i jąder. Przez następny kwadrans dźwięk palącego się ogniska i odległego grania świerszczy przeplatały wilgotne odgłosy siorbania i mlaskania, a także narastających oddechów ich obojga. Gdy skończył, odgryzł jeszcze kawałek mięsa po czym cisnął resztą do środka klatki, rzucając w błoto. Widząc, jak dziewczyna zaczęła łapczywie ją pochłaniać, odwróciła wzrok.

Głód nasilił się w pewnym momencie do niepopisanego już poziomu. Nawet kolejna porcja zupy i chleba, którą ponownie im podarowano była jedynie nieistotną, chwilową ulgą. Przez cały dzień, próbując zająć czymś umysł, obserwowała wojowników na placu, oddających się ciężkim ćwiczeniom w blasku palącego słońca. Im dłużej ich obserwowała tym mniej uważała ich za słabych. Owszem, ich ogolone ciała i twarze wyglądały chłopięco, lecz nie można było odmówić im siły i sprawności, której przecież dowiedli również w walce. Potem przyszedł wieczór, a jeszcze później noc, a z nią chłód i ciągle narastający głód. W obozie było wyjątkowo cicho, a ona leżała wyczerpana, wpatrując się w niebo. W pewnym momencie, nie mogąc usnąć, uznała że miała go już tego dość i zrobiłaby wszystko byleby głód, który odczuwała ustąpił. Właśnie wtedy zobaczyła szczupłego chłopca, a w zasadzie kosz chleba, który przenosił idąc zaraz obok jej klatki. Wyglądał na zbyt młodego na wojownika, być może dopiero się na takiego szkolił. Gdy ją mijał odruchowo wyciągnęła dłoń w stronę kosza, lecz zrobiła to zbyt nieudolnie by zdołać cokolwiek wykraść. Niestety chłopiec zdołał to zauważyć i odwrócił się w jej stronę, zastygając w bezruchu.

Bała się teraz niemiłosiernie, gdy do jej głowy dochodziły myśli o karze, która mogła ją teraz za to spotkać. Z jednej strony była już przygotowana na śmierć, z drugiej wiedziała, że nawet oni sami złodziejów karali niekiedy nadzwyczaj surowo. Obawiała się tortur i bólu, który mogli jej jeszcze zadać, a jej umysł był teraz w stanie paniki. W pewnym momencie zareagowała równie instynktownie jak wtedy gdy wyciągnęła rękę po kosz chleba. Tym razem jej dłoń podniosła się i po chwili wylądowała na barwionej, lecz mocno spranej tunice chłopaka, w okolicy jego krocza. W pierwszej chwili się wystraszył i chciał odskoczyć do tyłu, lecz chwyciła materiał na tyle mocno, że nie dał rady tego zrobić i zaskoczony zastygł w miejscu. Rozejrzała się wokół i gdy zdała sobie sprawę, że w okolicy nie było innych mężczyzn podniosła wzrok do niego, nawiązując kontakt. “Su… suge!” - wypowiedziała starając sobie przypomnieć słowo, które słyszała wcześniej. Chłopak początkowo wydawał się jej nie rozumieć, więc zniecierpliwiona wskazała na dzierżony przez niego kosz pieczywa, a potem na swoje usta. “Suge” - powtórzyła, nieco wyraźniej. W tym momencie oczy chłopaka jakby się na chwilę zapaliły, dając jej do zrozumienia że w jakimś stopniu to do niego dotarło. Stał jak wryty z otwartą buzią, lecz nie próbował się już wyrwać,a jedynie niemo ją obserwował swoimi niebieskimi oczami. Ona zaś przesunęła rękę po jego kroczu, a pod materiałem tuniki jej palce wyczuły coś twardego. Nie czekając na jego reakcję, zaczęła rozpinać odzienie chłopaka, a po chwili miała już na wierzchu, jego dość niewielkiego, pulsującego członka. Pokrywała go lekka warstwa owłosienia, co stało w kontraście do gładko ogolonych męskości dorosłych wojowników. Uznała, że być może był na tyle młody, że nie dotyczyły go jeszcze panujące wśród ich dorosłych mężczyzn zasady.

Chłopiec był ewidentnie podniecony, a gdy wzięła jego drobnego członka w dłoń poczuła, że mocno pulsował, a jednocześnie robił się naprawdę twardy. Musiała jednak upewnić się, że zrozumiał to co chciała mu przekazać. Ponownie wskazała na chleb, a potem na swoje rozwarte usta. Jednocześnie drugą dłonią poruszała lekko jego męskością, masując ją delikatnie. Patrzyła na niego tak długo, aż wreszcie kiwnął głową dając jej znak. Dopiero wtedy schyliła głowę i zacisnęła usta na prężącym się przed nią organie. Usłyszała wówczas jego głośne wzdychnięcie i odczuła to jak jego biodra, zapewne w wyniku odczuwanego doznania, mocno zadrżały. Nie dziwiło jej to, wyglądał bowiem naprawdę młodo i zapewne jeszcze nie posiadł żadnej kobiety. W zasadzie z dużym prawdopodobieństwem mogła stwierdzić, że zapewne dotykała go jako pierwsza. Jedyną czułość jaką pewnie znał była ta okazywana mu w dzieciństwie przez matkę. To co teraz dla niego robiła, też można było nazwać kobiecą troską. Jej natura była inna, lecz dorośli mężczyźni pożądali jej przecież nie mniej niż młodzi chłopcy łaknęli bliskości swoich rodzicielek.  

Niemniej jednak rosnący w jej ustach członek po chwili nie był już taki niewielki i zdecydowanie utrudniał jej myślenie o nim w takich kategoriach. Nie wypuszczając go z ust spojrzała w górę i zobaczyła będącą w błogiej euforii twarz chłopaka, jego rozwarte usta i zamknięte oczy. Wiedziała, że był już blisko i postanowiła to jeszcze przyspieszyć. Przypomniała sobie jak robiła to dla własnego męża, a jedną z jej tajemnic było przecież to, że działo się tak nawet na długo zanim jeszcze nim się stał. Wiedziała więc co powinna zrobić i zgodnie z instynktem mocniej zacisnęła swoje wargi oraz zaczęła szybciej poruszać swoją szyją. Jednocześnie jej język przylgnął do podstawy jego trzonu i w czasie gdy jej głowa poruszała się posuwiście w przód i w tył, pieścił go od wewnątrz. Wieczorne powietrze wypełnił cichy wilgotny odgłos spowodowany pracą jej zapracowanych ust. Po chwili poczuła już jego narastające pulsowanie, a jej myśli krążyły już wokół świeżo wypieczonego pieczywa, którego zapach odczuwała właśnie równie silnie jak woń jego męskości. Wszystko w zasadzie się już kończyło, gdy nagle usłyszała jakiś krzyk.

Chłopak poderwał się nagle, a jego członek został wyszarpany z jej ust z wilgotnym mlaskiem. Wystraszony szybko poprawił swoją tunikę, złapał za kosz pieczywa i ignorując jej zrozpaczony wzrok ruszył gdzieś i zaraz zniknął za namiotem. Zdesperowana przez chwilę dalej klęczała, a po jakimś czasie zawiedziona odwróciła się plecami do drewnianej klatki, osiadając na ubitym błocie. To właśnie wtedy, w nikłym blasku odległego ogniska, zobaczyła lekko otwarte oczy towarzyszki swojej niedoli, która najwyraźniej wcale nie spała, tylko ją obserwowała.

Incognito

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i historyczne, użyła 4223 słów i 22932 znaków, zaktualizowała 27 kwi o 18:29.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Fantazyjny999

    Nowa seria ,początek bardzo fajny … czekamy na ciąg dalszy

    6 dni temu