Nieziemska rozkosz cz. 16

Nieziemska rozkosz cz. 16Przez kilka następnych dni rzucałam się w wir pracy. Posprzątałam mieszkanie, a nawet umyłam okna.  

Starałam się nie myśleć o tym, że to na prawdę koniec i po prostu przeciągałam tą wewnętrzną rozmowę o kolejne i kolejne dni. Wiedziałam, że miłość to nie choroba i nie przyjedzie mi od tak, ale nie spodziewałam się, że aż tak można kogoś pokochać.  

-Hej, nie potrzebuję opiekunki.

Powiedziałam od razu po odebraniu połączenia.  

Beverly dzwoniła do mnie równo co trzy godziny i kontrolowała mój stan. Martwiła się, ale byłam dorosła i musiałam się jakoś z tym uporać. Dwa dni temu skończył się etap płakania w poduszkę, teraz byłam wściekła. Wściekła na to, że nam się nie udało. Wściekła, że zostałam oszukana i zraniona,a najbardziej denerwowało mnie to, że ktoś tak bardzo go skrzywdził. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, jak bardzo musiał mieć gówniane życie, żeby wyjść na prostą.  

No właśnie..

Czy on w ogóle wyszedł na prostą?  
Skoro nie potrafił sam sobie wybaczyć, to jak ja miałabym sobie z tym poradzić? Nie mogę dźwigać na barkach zarówno jego jak i swojego ciężaru. Muszę też dbać o swój komfort psychiczny.  

-Chciałam zaproponować Ci wino i wieczorny maraton z naszą ulubioną blondynką.  

Ahh, kto zrozumie lepiej twoje rozterki, jak najlepsza przyjaciółka wszystkich kobiet- Bridget Jones.  

-Chciałam iść pobiegać.  

Odpowiedziałam, musiałam w końcu wyjść z tego domu.  

-Okej, to widzimy się za dwie godziny pod moim blokiem.  

Rozłączyła się, nie dając mi czasu na odmowę.  

I jak tu jej nie kochać?  

Rozgrzewkę zrobiłam w domu i ubrana w dres pobiegłam w jej kierunku. Kiedy tylko mnie zobaczyła, wybiegła mi naprzeciw i zamknęła w szczelnym uścisku.  

-Pamiętaj, że ja też Cię kocham i nie mam żadnych pojebanych tajemnic w zanadrzu.  

Uśmiechnęłam się i tylko mocniej ją przytuliłam.  

Nawet nie zastanowiłam się, jak ona się czuje, znała się z Drakiem przecież od kilku lat, byli przyjaciółmi. Skupiałam się na sobie, a jej też musiało być ciężko.  

-Chcę, żebyś wiedziała że nie mam nic przeciwko waszej relacji, wiem że jest dla Ciebie bardzo ważny.

Zobaczyłam uczucie ulgi na jej twarzy.

-Dziękuję, co nie znaczy że nie zniszczę mu życia za to, że złamał Ci serce.

Roześmiałam się, pierwszy raz od kilku drzwi.

-Nie chcę, żebyś myślała że go bronię, wiem jakie to wszystko jest popieprzone i jak musisz się czuć, ale on Cię na prawdę kocha. Nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego, niż wtedy kiedy był z Tobą.

Nie byłam gotowa jeszcze o tym rozmawiać, czułam psychiczną i fizyczną bolesną tęsknotę. Niczego bardziej nie pragnęłam niż spędzić z tym facetem reszty życia, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. A czasem jedno zdarzenie jest w stanie wywrócić życie do góry nogami.

-Myślę, że nikogo już tak nie pokocham. Myślę, że to może być miłość mojego życia, ale na ten moment nie wyobrażam sobie tego. Czuję się oszukana i teraz sama nie wiem czy w ogóle go znam. Potrzebuję czasu.  

Skinęła głową, cieszyłam się że mnie rozumie i nie naciska.  

-Dobra, myślę że udowodniłyśmy już jakie z nas,, fitgirls", mam ochotę na pizze z boczkiem i butelkę wina.  

Miała rację, przecież nie musimy nic nikomu udowadniać.  

-Kto ostatni dobiegnie do słupa ten stawia.  

Krzyknęła, jak już była w połowie drogi. Cwaniara.  

Oczywiście, że nie miałam szans,więc godzinę później siedziałyśmy u mnie z dwoma pudełkami pizzy i trzema butelkami wina. Nawet nie wiedziałam jak bardzo tego potrzebowałam. Bridget właśnie siedziała w więzieniu i opowiadała innym swoją historię, a ja patrzyłam na Bev i wiedziałam, że mam obok siebie skarb. Jestem pewna, że gdybym zadzwoniła do niej w środku nocy, że potrzebuję wykopać dziurę w środku lasu, pomogłaby mi nie pytając po co.  

Przez chwilę czułam się, jakby nic się nie stało. Zapomniałam o wszystkich problemach i czułam się super.  

Właśnie zajadałam się ostatnim kawałkiem mojej serowej pizzy, kiedy Bridget rodziła, a w następnej scenie brała ślub z Markiem Darcy, w końcu! Niektórym potrzeba kilkunastu lat, żeby dostać swoje szczęśliwe zakończenie. Ta myśl była dziwnie pocieszająca.  

Beverly spała, od kiedy Jones powiedziała na kolacji, że oboje mogą być ojcami jej dziecka. Ja po raz pierwszy czułam spokój i szczęście. Nie doceniałam wcześniej takich małych rzeczy i zwykłych, dobrych momentów. Postanowiłam, że to się zmienia od tego momentu. Miałam dobre życie i miałam zamiar wyciskać z niego, ile tylko się da.  

Nawet nie wiem kiedy sama zasnęłam.  

-Ej, Eva.  

Obudziło mnie delikatne szturchanie.  

-Co się dzieje?  

Dziewczyna pokazała mi, że mam być cicho i wskazała palcem na schody.  

-Ktoś tu jest.  

Szepnęła, a ja dopiero wtedy usłyszałam, że po dole ktoś chodzi.  

Wstałam na palcach i zaczęłam przesuwać się wzdłuż ściany. Pokazałam jej gestem, że ma tutaj zostać.  

Idąc w dół schodów nikogo nie widziałam, dopiero za rogiem ukazała się znajoma sylwetka. Miller Brown.  

-Co do cholery robisz w moim domu?  

Odwrócił się w moją stronę, zaskoczony. Nawet zdążył zrobić sobie kawę.  

-Szukam..  

-Drake'a tu nie ma.  

-Beverly.  

Przyjaciółka stanęła obok mnie, była zdenerwowana.  

-Teraz włamujesz się do mieszkań?  

Wyciągnęła telefon i wpisała numer alarmowy.  

-Dzwonię na policję jeśli zaraz stąd nie wyjdziesz i nie znikniesz z naszego życia.  

Na jego twarzy pojawił się uśmiech, tak jakby na to liczył.  

-Uspokój się i odłóż ten telefon.  

Nie zrobiła tego.  

Miałam złe przeczucia.  

Napięcie było wyczuwalne,  

-Wynoś się.  

Nawet nie wiem, kiedy wyjął broń.  

-Powiedziałem, odłóż ten telefon.  

-Ty jesteś chory.  

Krzyknęła, ale bardzo powoli popchnęła telefon w jego stronę.  

-No dziewczynki, co ja z wami teraz zrobię?

Oparł się o blat i wziął łyka kawy. Obrzydliwy.  

Bev była tak jak ja spokojna, był szurnięty, ale raczej nie był mordercą.

-Lepiej idź do domu, a my postaramy się zapomnieć o sprawie.  

Jego wzrok był dziki, kropelki potu juz pojawiły się na jego skórze,ale on sam był niebezpiecznie spokojny.  Ja zaczęłam się zastanawiać, gdzie zostawiłam mój telefon, ale w tym momencie nie potrafiłam sobie przypomnieć.  

-A może napijemy się kawy i pogadamy?  

Przyjaciółka popatrzyła na mnie, jak na szurniętą.  

To był mój plan, spojrzałam na nią znacząco, chciałam żeby robiła dokładnie to samo. Musiałyśmy  tylko uśpić jego czujność.  

-Myślisz, że nabiorę się na jakieś twoje gierki?  

Schował broń za pasek spodni i zbliżał się w moim kierunku.  

-Chcemy tylko porozmawiać.

Adrenalina wzięła górę, mimo opanowania na zewnątrz, w środku się gotowało. Miałam ochotę zedrzeć mu ten głupi uśmieszek z gęby i rozszarpać.  

-Mówiłem mu, że piękne kobiety to zguba. To my zawsze mieliśmy je wykorzystywać, nigdy na odwrót.  

Uniósł mój podbródek do góry, facet na prawdę oszalał.  

-Akurat Ty na pewno znasz się na kobietach. Nie ma chyba żadnej, która by Ci odmówiła.  

Połechtanie jego ego mogło być naszą szansą. W końcu to facet, który nie kocha nic bardziej, niż samego siebie.  

-Chciałabym poznać lepiej tą, która była w stanie rozkochać w sobie moją ulubioną marionetkę.  

Od jego słów zachciało mi się rzygać. Jakim cudem żadna z nas wcześniej się na nim nie poznała?

-A mną się tylko zabawiłeś przy okazji.  

Odwrócił się gwałtownie w jej stronę. Sama miałam ochotę ją walnąć. Prosiłam ją, żeby się powstrzymała.  

-Powinnaś czuć się zaszczycona.  

Na jego przystojnej twarzy nie było już żadnej emocji. Najwyraźniej uderzyła w czuły punkt.  

-Nie jesteś aż tak dobry.  

Nie minęła nawet sekunda, kiedy ją uderzył.

-Nie byłaś warta, nawet minuty mojego czasu.  

Drugie uderzenie, upadła na ziemię.

Skoczyłam na niego i zaczęłam okładać pięściami. Ani drgnął, wzięłam pierwszą rzecz, jaką miałam pod ręką i uderzyłam go.  

Butelka po winie rozbiła się na jego głowie. Zatoczył się do tyłu i chwycił, tam gdzie go uderzyłam. Na dłoniach miał krew. Pomogłam wstać Bev i kazałam jej stanąć za mną.  

-Ty mała...  

Dotykał się nerwowo po spodniach, ale broni nigdzie nie było. Leżała kawałek ode mnie, wystarczyło tylko sięgnąć ręką. Skoczyliśmy po nią w tym samym momencie. Szarpaliśmy się i wtedy wystrzeliła.  

Nabój wbił się w sufit.  

Wyrwał mi ją i przystawił do głowy.  

-Po co Ci to było?

Dyszał.  

-Wiesz kim jesteś? Jesteś dużym, zakompleksionym chłopcem, którego nikt nigdy nie kochał. Jesteś żałosnym gnojkiek, który uważa się za nie wiadomo kogo, podczas gdy całe życie byłeś mieszany z gównem.  

Docisnął mi spust do skóry.  

-Nie skrzywdzisz go już nigdy, dlatego że nawet jeśli mnie zabijesz, on wie że go kocham. A to czyni go silniejszym niż kiedykolwiek.  

Zamknęłam oczy, gotowa na to co miało się stać.... Ale nie stało.  

W drzwiach stał Drake, z wykolczykowanym kolegą. Nawet nie wiedziałam, jaki noszę ciężar w sercu, dopóki go nie zobaczyłam. Łzy ciekły mi strużką po twarzy. Miał zmarszczone brwi i ból wypisany na twarzy i więcej nie pamiętam.

1 komentarz

 
  • Niepozorny

    Chyba tekst wkleił się dwukrotnie ...