Zawsze należy dokładnie sprawdzić cz 2

Po pracy Samanta myślała o tym wszystkim. Jak do tej pory nikt nie okazał jej tyle serca, co Henry. Wyglądało, że Klara też taką jest, ale prawdopodobnie z jej strony to była tylko przynęta, chociaż bardzo kusząca. Skoro ma pójść do Henrego na święta, to powinna mu kupić prezent. Ale co powinna kupić? Dziewczyna prawie dziewiętnastoletnia, człowiekowi w wieku prawie czterdziestu? Bo dokładnie nie wiedziała ile ma lat. On o niej wiedził tyle, że ma na imię Samanta. Podała nazwisko, które matka przyjęła od drugiego męża. Kiedy napisała swoje dane personalne, poprzednia sekretarka wszystko przyjęła i załatwiła przyjęcie do pracy.  
    To co powiedził jej Henry pierwszego dnia, okazało się prawdą. Wszyscy mieli o nim jak najlepsze zdanie. Wszystkim pomagał i zachowywał do każdego uczciwość. Zarówno dla pracowników jak i do klientów.  
Postanowiła kupić mu krawat i stalowe spinki z imitacją kamienia. Sama nie myślała czy on jej coś kupi. I tak zrobił tyle...

Przyszedł ten dzień, czyli 23 grudzień. Skończyli pracę w fabryce. Wszyscy sobie złożyli życzenia. Samanta weszła do jego samochodu. Już nim jechała, pierwszego dnia. Miał dwuletni model 2017, Mercedes S 550, o granatowym kolorze i czarnych siedzenia. Pojechali do dużego sklepu. W tych dniach sklepy pękały w szfach.  
    Wrzucali wszystko do wózka.  
Henry zawsze wyglądał bardzo elegancko. Czasem miał marynarkę, a innym razem sweter z dobrego rodzaju wełny. Ale nie dla tego dobrze się czuła w jego towarzystwie.
    Przyjechali do jego domu. Od pamiętnej rozmowy, brunetka zastanawiała się dlaczego taki człowiek jest sam. Ale nie chciała pytać. Sądziła, że jak zechce, to sam jej o tym powie. Pomagał jej dzielnie. Kroił jarzyny, mieszał sosy. Samanta zrobiła tylko tort z czekoladowym kremem. Henry kupił sernik i ciasto z bakaliami. Zobaczyła w lodówce, dobrego szampana. Miał w domu świąteczne drzewko. Ustrojone w bombki i kolorowe światełka.  
Wieczorem odwiózł ją do domu
— Przyjadę po ciebie jutro o piatej, dobrze? — tak wcześniej ustalili.
— Dziękuję, będę gotowa.  
  
Następnego dnia spędziła czas do trzeciej siedząc i słuchając muzyki. Nie świątecznej, bo tej miała już dość. Umyła się i ubrała w najlepszą sukienkę jaka miała. Niebieską ze srebrnym paskiem.  
     Nie malowała się, bo miała ciemne brwi i rzęsy. Czasem tylko pociągała usta, bardzo delikatną szminką, nigdy o wyzywającym kolorze. Zawsze chciała się czuć naturalnie. Nie rozumiała kobiet, które nakładały na siebie tyle tuszu i pudru.
Henry przyjechał dokładnie o piątej. Zabrała torbkę z prezentem i wyszli.
Kiedy weszli do jego domu, pomógł jej zdjąć kurtkę.  
— Teraz jesteś gościem i pozwól mi usługiwać.
     Poczuła się dziwnie. Tak jak jeszcze nigdy w życiu...
— Chociaż pozwól mi poukładać talerze i sztućce.
— Dobrze.
     Pokazał jej gdzie są. Obiad wypadł dobrze.  
— Wiesz co, powinienem ci dać prezet jutro, ale chciałbym teraz.
— Och, masz coś dla mnie?
— Oczywiście.  
—  I ja dla ciebie też coś kupiłam.  
— To miło.  
     Ona wręczyła mu paczkę, a on jej większe pudełko.  
— Spinki są ładne i krawat bardzo gustowny.  
     Zdjął swoje i założył te od niej. Rozwiązał krawat i zaczął zawiązywać ten, który dostał na prezent.  
—  Wyglądam bardzo elegancko, dziękuję.
— To i ja powinnam zobaczyć swój podarunek, prawda?
— Tak myślę — odrzekł.
     Rozpakowała papier, w pudełku była suknia. Chyba z jedwabiu. Granatowa ze złotymi gwiazdkami.
— Och, jaka śliczna. Mogę przymierzyć? — cieszyła się jak dziecko.
— Jasne, będzie mi miło.  
     Poszła do łazienki. Suknia leżała doskonale. Lekko za kolana. Kiedy weszła do salonu, spojrzał.
— I co myslisz?
— Śliczna. Wyglądasz pięknie
Pocałowała go w policzek.
— Chcesz ciasto i kieliszek szampana?
— Dobrze.
     Po chwili umoczyła usta.  
— Tak mało mówisz...
— Ty też niewiele. Wybacz mi śmiałość. Mogę o coś zapytać?
— Oczywiście.
— Chciałabym zatańczyć z tobą.
— Nie za bardzo umiem.
— Nauczę cię.
    Po chwili tańczyli. Po trzecim tańcu, ona wtulia się w jego tors.  
— Czuję się z tobą tak dobrze. Jak nigdy z nikim. Mam spokój, którego mi zawsze brakowało.  
— Cieszę się.  
— Ta suknia pewnie dużo kosztowała.
— Nie myśl o tym. Ważne, że ci się podoba.
     Tańczyli długo. Ona tuliła się do niego.
— Henry?
— Tak, Samanto?
— Czy ja ci się trochę podobam?
     Spojrzał na nią inaczej.
— Jesteś śliczna. Bardzo.
— Henry. Jeszcze nikt nie okazał mi tyle serca i dobroci. Czy mogę cię pocałować?
    Popatrzył na nią z miłością.
— Dlatego, że dałem ci tyle serca i dobroci?
— Nie tylko. Bardzo mi się podobasz. Od chwili jak zabrałeś mnie do restauracji.
— Nie bardzo mi to pasuje. Mam gdzieć córkę w twoim wieku.
— Masz córkę? Nie wiedziałam. Gdzie ona jest?
— Nie wiem. Skrzywdzono mnie. Odebrano mi ją. Byłem w więzieniu za coś, czego nie zrobiłem. Nie chcę o tym mówić.  
    Samanta zobaczyła łzy w jego oczach.  
— Henry — szepnęła.
    Zaczęła go całować. Delikatnie, potem namiętnie.
— Nie powinniśmy — szepnął.
— Działasz na mnie. Marzę o tobie. Od wielu tygodni. Wreszcie znalazłam swój port. Wcale mi nie przeszkadza, że jesteś starszy. Wręcz przeciwnie.
     Opierał się chwilę, ale ona nie przestawała. Zdjęła mu krawat i rozpięła koszulę.
— Naprawdę tego chcesz?
— Bardzo.
— I nadal jesteś dziewicą?
— Mam nadzieję, ze niedługo — uśmiechnęła się
— Nie mam żadnego zabezpieczenia, nie myślałem...
— Powiedz mi tylko, że chociaż trochę na ciebie działam.  
— Nie trochę. Bardzo.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 987 słów i 5745 znaków, zaktualizował 4 gru 2019.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • agnes1709

    A gdzie część pierwsza?:woot2:

  • AlexAthame

    @agnes1709 Przepraszam nieznacznie pomylilem tytul.Teraz poprawilem. Czesc pierwsza jest. :) Dziekuje.

  • agnes1709

    @AlexAthame :D