W objęciach światła – rozdział 26

W objęciach światła – rozdział 26Nicholas

— Dobra, Nick, karty na stół. Od tej chwili wszystko mówisz szczerze i nie wykręcasz się od odpowiedzi — zapowiedziała Ella z poważną miną.
— Nigdy się nie wykręcam — powiedziałem, a ona parsknęła śmiechem.
— Dobre. Poleciałabym na to, gdybym już nie uodporniła się na tą twoją czarną czuprynę. Powiedz mi — czy chcesz mieć dzieci?
— Tak. Może jeszcze nie teraz, ale kiedyś… na pewno.
— Dobrze. Czy gdyby Hayley zapytała cię tu i teraz, czy chcesz mieć dzieci z nią… co byś odpowiedział?
Zawahałem się.
— Jakiekolwiek dzieci. Adoptowane, biologiczne, niebiologiczne… chodzi o to, z kim chciałbyś je mieć. Czy Hayley jest tą osobą?
— Nie wiem. Może…  
— Nick. Nie pytam o to, czy czujesz się gotowy, czy sądzisz, że sobie poradzisz. Pytam, czy chciałbyś mieć dzieci z Hayley? Czy ona jest odpowiednią osobą? Byłbyś w stanie z nią żyć i wychowywać dzieci?
— Nie wiem — powtórzyłem. — Ona… doprowadza mnie czasem do szału. — Uśmiechnąłem się lekko. — I w dobrym, i w złym sensie.
— Tak to już jest w związkach. Pytanie, czy ten “szał” nie przysłania miłości.
— Nie — odparłem zdecydowanie.
— A więc nie masz się o co martwić. Kochasz ją, ona kocha ciebie. Byłoby idealnie, gdyby dołączyło do was dziecko. Czy widzisz siebie z Hayley, wychowujących taką małą istotkę?
Samo to pytanie mnie przerażało. “Wychowanie” sugerowało wiedzę i mądrość. Czy ja byłem w stanie wychować dziecko, biorąc pod uwagę to, jak sam zostałem wychowany i w jakie piekło zmieniła mi życie matka? Przynajmniej wiedziałem, jakich błędów unikać, ale co, jeśli umknęły mi też te dobre strony? Skąd miałem wiedzieć, co robić?
Myśląc o tym, uświadomiłem sobie nagle… że Hayley będzie wiedziała. Jej rodzice już nie żyli, ale przecież byli dobrzy. Miała szczęśliwe dzieciństwo i miała też brata. Will byłby fajnym wujkiem. Hayley wiedziałaby, jakie wartości przekazać dziecku. I zapewne nakierowywałaby mnie, jeśli miałbym jakieś wątpliwości. Moje myśli zaczęły pędzić do przodu. Wyobraziłem sobie małą dziewczynkę, podobną do Charlie, która będzie wyciągać sukienki Hayley i jej obcasy. Pewnie też będzie zabierać jej kosmetyki i będzie się nimi malować. Z zachwytem dotykałaby włosów mamy i też chciałaby takie mieć…
Gwałtownie zamrugałem. Czy ja właśnie nazwałem Hayley “mamą”? Z jednej strony takie określenie w ogóle mi do niej nie pasowało, bo przecież była za młoda, ale z drugiej strony… pasowało aż za bardzo. I naprawdę widziałem nas z dzieckiem, tak jak z Charlie na placu zabaw, rysujących ślimaki w piasku i śmiejących się z najmniejszej drobnostki.
— Tak — powiedziałem cicho. — Tak, widzę to.
— Czy gdybyś mógł mieć dzieci z kimkolwiek innym, ale nie z Hayley, wykorzystałbyś taką szansę?
Teraz w moje myśli wskoczyła Angelika i jej błagalne, załzawione spojrzenie. Jej łamiący się głos, mówiący mi, że nie potrzebuje dzieci i że z nią nie musiałbym się o nie martwić. Nawet jeśli mógłbym mieć dzieci… Jeśli miałbym je z przyjaciółką… To już nie byłoby to samo. Nie byłbym w pełni szczęśliwy. Miałbym wrażenie, że tkwiłem w pułapce, z której już nigdy się nie wydostanę.
— Nie. — Pokręciłem głową.  
— Więc dlaczego jej nie wierzysz, gdy mówi, że ona nie chce dzieci z nikim innym poza tobą? Dlaczego nie wierzysz, że ty jej wystarczysz?
— Znowu do tego wracamy? — Od razu wstąpiła we mnie irytacja. — Bo widzę po niej, że nie jest pewna. Że chce dzieci, a nie tylko mnie. Wiem, że za jakiś czas będzie tego żałować.
— Powiedziała ci przecież, że nie zniesie poronień i komplikacji związanych z ciążą, a więc rezygnuje z biologicznego dziecka dla spokoju ducha. I, o ile się nie mylę, powiedziała też, że była szczęśliwa tylko z tobą, i nadal chce być po prostu szczęśliwa.
— Ale…  
— Żadnego “ale”, Nick. Zrobimy sobie teraz coś, co nazywamy testem kamery. Jest to takie narzędzie, które pozwala eliminować nieprzyjemne uczucia i spojrzeć racjonalnie na sprawę. Gdybyśmy skierowali kamerę na ciebie i Hayley, co ta kamera by zobaczyła? — Czekała chwilę na odpowiedź, ale jej nie dostała. — Dwójkę ludzi dyskutujących o swojej przyszłości. Zarejestrowałaby tylko wasze słowa i gesty. Rozumiesz?
— Nie — burknąłem, zapadając się w fotelu.
— Wasze problemy wzięły się z twoich spekulacji. Hayley najpierw nie była zdecydowana, ale później podjęła decyzję, a ty i tak próbujesz decydować za nią. Ciągle myślisz, że wiesz lepiej, że ona za jakiś czas będzie żałować… ale to wszystko są twoje domysły. To nie jest prawda. To są myśli, siedzące w twojej głowie, których kamera nie uchwyci, więc nie są obiektywne.
— Kamera uchwyci jej spojrzenie, gdy patrzy na dziecko — powiedziałem cicho. — I to, że go pragnie.
— Zgadza się, ale nie uchwyci tego, czy to pragnienie dotyczy biologicznego dziecka czy po prostu dziecka, jakiegokolwiek. Możesz się spodziewać, że za parę lat wszystko wywróci się do góry nogami, ale to jest tylko historia stworzona w twojej głowie, Nick. Nie jest prawdziwa. Ciężko jest tego nie robić, bo to ludzkie. Na większość sytuacji w naszym życiu nakładamy swoje doświadczenia, przeżycia, przekonania i przez to źle je interpretujemy. Dlatego warto wykonywać co jakiś czas taki test kamery, by odróżnić prawdę od myśli.  
— Ale co, jeśli ja naprawdę wiem, że będzie tego żałować? Ja wiem, jak się żyje bez szansy na dzieci. To naprawdę takie złe, że chcę jej tego oszczędzić?
— Stwierdzenie, że “ja wiem lepiej” działa tylko, gdy jest się rodzicem — Uśmiechnęła się lekko. — Bo masz pod opieką dzieci, które dopiero uczą się świata. Wtedy musisz wiedzieć lepiej. Ale tu? Hayley jest już dużą dziewczynką. Musisz w nią uwierzyć i w to, że wie, czego chce.
Prychnąłem.
— Widać, że jej nie poznałaś.
— Każdy ma prawo do zastanowienia się nad ważną decyzją. Może ci się tylko wydawać, że wiesz lepiej, ale nie siedzisz w jej głowie ani w jej sercu. Ty jesteś bezpłodny od lat, ona dopiero może się stać bezpłodna. To nie ta sama sytuacja. W dodatku… Hayley jest kobietą. I jest chora. Nie musi wszystkiego odczuwać tak jak ty. To, co teraz powiem, będzie niestety trochę brutalne, ale takie są fakty: nie decydujesz za innych, Nick. Nie możesz zdecydować, kogo kochają i jak mają żyć.
Przez głowę przeleciało mi nagle wspomnienie pewnej kłótni z Hayley.
— Nie powinnaś tego naprawiać. Szczerze mówiąc, powinnaś… zakochać się w kimś innym. Chyba nie muszę ci tego tłumaczyć. Wiesz, że oznaczam tylko kłopoty. Że jestem zepsuty.  Nie marnuj życia na kogoś takiego.
— I co? Myślisz, że teraz nacisnę magiczny przycisk i mi przejdzie? To nie zadziała, Nick! Nie możesz decydować za mnie! Nie możesz wiedzieć, czy zmarnuję życie, czy nie!

— Wszyscy snujemy czarne scenariusze. Równie dobrze możemy stwierdzić, że nie mamy po co żyć, bo za parę lat umrzemy. Albo że nie wyjedziemy na wakacje, bo tylko wydamy pieniądze i za jakiś czas będziemy tego żałować. Każdy ma takie myśli, ale to nie znaczy, że są one słuszne. Naprawdę pozwolisz jej odejść ze względu na prawdopodobieństwo?
— Ja po prostu… — Potarłem gwałtownie oczy. — Nie chcę, żeby mnie obwiniła. Nie zniosę tego.
— Już próbowałeś dać jej wolność, ale ona jej nie chce. Chce ciebie, a ty uparcie nie możesz przyjąć tego do wiadomości.
— Więc mam po prostu… odpuścić?
Ella westchnęła cicho.
— Często odpuszczanie sprawia mniej bólu, niż kurczowe trzymanie się czegoś na siłę. — Wychyliła się lekko do przodu, patrząc mi w oczy. — Przemyśl to. I nie pozwól jej odejść, Nick. Bo wtedy może się okazać, że to ty będziesz za parę lat żałował.
***  
Poświęciłem jeszcze parę dni na roztrząsanie tej sprawy na wszystkie możliwe strony. Ella zrobiła mi prawdziwą lobotomię, ale po raz kolejny musiałem przyznać jej rację. Nie mogłem zmusić Hayley do niczego. Próbowałem ją uwolnić, ale ona tego nie chciała. Bez sensu było ją odpychać, bo i tak wracała. Ja byłem nieszczęśliwy i ona też. Jeśli tylko faktycznie przemyślała sprawę… Byłem w stanie odpuścić. Dalej snułem różne wizje rodziny i powoli przestawałem czuć wściekłość i bezradność. Tak właściwie wściekłości już w całości się pozbyłem. Ella magicznie ją ze mnie wypompowała. A nawet jeśli — już mniej więcej wiedziałem, jak sobie z nią radzić. Co z tego, jeśli dziecko byłoby tylko Hayley? Choćby miało w sobie tylko jej geny, a moich nie — wystarczyłoby mi to. Bo przecież ją kochałem. Kochałbym też jej dziecko. Kochałem nawet Charlie, a przecież ona w ogóle nie była moja. Nie wykluczałem, że czułbym się momentami jak niepotrzebny dodatek, ale może nauczyłbym się sobie z tym radzić. Nadal chodziłbym do Elli. Już teraz zauważałem zmiany w swoim myśleniu. Nadal było grubo za wcześnie na dzieci, ale jeśli miało przyjść co do czego, byłem już zdecydowany. Podjąłem decyzję.
Zadzwoniłem do Hayley, gdy już wstałem i się ogarnąłem, ale nie odbierała. Na messengerze była nieaktywna od paru godzin. Nie zaniepokoiło mnie to zbytnio — może jeszcze spała — ale potem nadeszło południe i zacząłem się trochę denerwować. Dzwoniłem do niej raz za razem, ale tylko słuchałem przelatujących sygnałów. W końcu zadzwoniłem do Willa, ale on też nie odebrał. Może był w pracy, ale to nie zmieniało faktu, że byłem już nieźle zdenerwowany. W końcu złapałem klucze i wyszedłem z mieszkania, kierując się do samochodu. Miałem złe przeczucia.
Gdy dotarłem przed drzwi, były zamknięte, więc uniosłem rękę, by zapukać, ale w tej samej chwili szczęknął zamek. Byłem gotowy z miejsca ochrzanić Hayley za to, że wystraszyła mnie na śmierć, ale za drzwiami zobaczyłem Emmę, która chyba właśnie wybierała się z Milo na spacer, bo pies krążył wokół jej nóg. Wytrzeszczyłem lekko oczy. Dlaczego to ona wychodziła z Milo? Gdzie była Hayley?
— Co się stało? — zapytałem odruchowo, postanawiając darować sobie uprzejmości.  
— Pogadaj z Willem. Jest w salonie. — Uśmiechnęła się przepraszająco i wyminęła mnie. — Chodź, Milo, idziemy na spacer.
Nie uzyskałem żadnej odpowiedzi, za to w mojej głowie narodziło się jeszcze więcej pytań. Przeszedłem przez drzwi jak burza, od razu kierując się do salonu. Will siedział na kanapie i wyglądał, jakby dopiero wstał.
— Co się stało? — powtórzyłem głośno, stając tuż przed nim. — Gdzie Hayley? Dlaczego to Emma wychodzi z Milo? Czy ktoś może mi powiedzieć, o co chodzi i dlaczego nie mogłeś odebrać pierdolonego telefonu?
Will spojrzał na mnie półprzytomnym wzrokiem.
— Hayley jest w szpitalu — powiedział zachrypniętym głosem.
— Co? Dlaczego? — Niemal czułem, jak pobladłem.
— Myśleliśmy, że to zwykły atak bólu… ale miała gorączkę i traciła przytomność, więc wezwałem pogotowie. I dobrze, że to zrobiłem. Gdybym jej posłuchał i zaczekał jeszcze z godzinę… byłoby za późno. Pękła torbiel i prawie doszło do zapalenia otrzewnej czy czegoś… a to bezpośrednie zagrożenie życia. — Przetarł twarz dłonią. — Od razu zabrali ją na salę operacyjną. Wszystko się udało, ale muszę jeszcze raz pogadać z lekarzem, bo nie bardzo dotarło do mnie to, co mówił.
Zacisnąłem dłonie w pięści.
— Kiedy to się stało? — wycedziłem.
— W nocy.
— Pierdolone jaja sobie ze mnie robisz?! — Siedział w nocy w szpitalu, w poczekalni, podczas gdy Hayley była operowana, a ja o niczym nie wiedziałem i w najlepsze, kurwa, spałem. W tym momencie nienawidziłem Willa. Pierdolony egoista. — Dlaczego mi nie powiedziałeś?!
— I tak nie zdążyłbyś przyjechać, a nawet jeśli, to i tak by cię do niej nie wpuścili. Nawet mnie nie wpuścili. Miałem do ciebie zadzwonić, jak wstanę… czyli jakoś teraz.
— Gówno mnie to obchodzi! — Nie mogłem się powstrzymać, szarpnąłem go za koszulkę, podrywając do góry i pchnąłem go na ścianę. — Jeśli by mnie nie wpuścili, to bym siedział, kurwa, w poczekalni, ale chociaż bym tam był! — Pięść mnie świerzbiła, miałem ochotę go uderzyć, zrobić mu takie limo, jak on niegdyś zrobił mi. W głowie jednak miałem uspokajający głos Elli i przez to nie byłem w stanie tego zrobić. — Nie chce mi się, kurwa, wierzyć, że nie powiedziałeś mi wcześniej — warknąłem, puszczając go. — Miałeś rację. Jednak jesteś chujowym kumplem. — Odsunąłem się.  
— Byłem, kurwa, przerażony. — On też był wściekły. — Myślisz, że myślałem jasno? Nie zadzwoniłem nawet do pracy, że mnie nie będzie. Padłem na twarz, jak tylko wróciłem do domu. Emma zwolniła się z pracy i przyjechała, bo nie mogła się do mnie dodzwonić. Nie tylko ty kochasz Hayley...
Nadal nie mieściło mi się w głowie, jak mógł od razu mi tego nie powiedzieć, nie zadzwonić, nie odebrać ode mnie telefonu, ale przynajmniej miał jakieś wytłumaczenie.  
Zignorowałem go.
— W którym szpitalu jest? — zapytałem, nadal wściekły, a Will przez chwilę nie odpowiadał. — Mów, kurwa, zanim ci przywalę! — Podniosłem głos.
— W głównym — powiedział w końcu.
— No patrz, nie było to takie trudne — warknąłem i odwróciłem się, kierując do drzwi.
Musiałem się uspokoić, zanim wsiadłem za kierownicę; wziąłem parę głębokich wdechów i w końcu odpaliłem silnik. Po drodze do szpitala był cholerny korek, który na nowo podniósł mi ciśnienie i dojechałem prawie po godzinie. Niemal pobiegłem do wejścia, a później do recepcji. Na szczęście nikt mnie nie pytał, kim byłem dla pacjentki, od razu wskazano mi numer sali, w której leżała Hayley. Gdy stanąłem w drzwiach, poczułem, że mam wilgotne oczy, więc szybko je otarłem. Leżała, patrząc w okno, więc nie widziałem jej twarzy, ale była tu, żywa, cała i zdrowa.
— Wyjdź — powiedziała nagle, nie odrywając wzroku od okna. Nie zdołałem nic wykrztusić, bo to jedno słowo zdążyło mnie wystarczająco zaboleć. — Prosiłam cię, żebyś zadzwonił po Nicka, a ty tego nie zrobiłeś. Wyjdź.
Kamień spadł mi z serca. Nie mówiła do mnie. Myślała, że byłem Willem.
— Tak, ja też się nieźle o to wkurzyłem — odezwałem się.
Szybko obróciła głowę i spojrzała na mnie zaskoczona.
— Nick? — Wyciągnęła do mnie rękę. — Jesteś. — Uśmiechnęła się.
Ruszyłem w jej stronę i czym prędzej chwyciłem jej dłoń.
— Co się stało? — zapytałem cicho.
— Pękła torbiel. Nikt nie wie dlaczego.
— Ale opanowali to na czas? Nie doszło do żadnego zapalenia?
— Tak, wszystko się udało.
Momentalnie uszło ze mnie całe powietrze. Wypuściłem je cicho i opadłem na fotel obok, nadal trzymając ją za rękę. Pochyliłem się, kładąc głowę na brzegu jej łóżka. Poczułem, że wplotła palce w moje włosy. Po chwili uniosłem głowę i przeniosłem jej rękę na swój policzek.
— Śmiertelnie mnie wystraszyłaś — powiedziałem cicho.  
— Siebie też. Myślałam, że już cię nie zobaczę. — Pogładziła kciukiem moją skórę.
— To niemożliwe. — Spróbowałem wykrzesać z siebie uśmiech. — Hayley, przepraszam. Wybacz mi, że byłem taki… że byłem dupkiem i sprawiałem problemy i próbowałem decydować za ciebie. Zrobimy jak będziesz chciała. Nie musisz decydować się na in vitro, jeśli nie chcesz. A jeśli chcesz, to będę we wszystkim cię wspierał. Możemy też adoptować. Bez różnicy. To twoje ciało i twoja decyzja. Możemy zrobić cokolwiek, byle byś była szczęśliwa.
Łzy napłynęły jej do oczu, ale nadal się uśmiechała.
— Nie chcę in vitro. Nie chcę być w ciąży z kimś, kto nie jest tobą. Możemy pomyśleć o adopcji, jak będziemy gotowi. Poza tym… musieli wyciąć mi prawy jajnik i jajowód. Szansa nadal jest, ale drastycznie spadła. Podjęłam tą decyzję jeszcze zanim to się stało, więc to nie ma ze sobą nic wspólnego. Po prostu chcę być z tobą.
— Więc będziemy razem. — Mocniej ścisnąłem jej rękę. — Dopóki będziemy razem, wszystko będzie dobrze.
Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym ją stracić. Miałem nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy wylądowała w szpitalu. Schyliłem się i delikatnie pocałowałem ją w dłoń.  
— Chodź bliżej — powiedziała. — Przytul mnie.
— Boję się — powiedziałem szczerze. — Pewnie cię boli.
— Jestem naćpana lekami — zaśmiała się. — Chodź tu.
— Przesuniesz się odrobinę? — zapytałem, wstając.
— Spróbuję. — Powoli, podpierając się na łokciach, ostrożnie się przesunęła. Równie ostrożnie usiadłem obok, pilnując, by niczego nie przygnieść. Uniosłem ramię, by mogła się o mnie oprzeć. Opuściłem głowę na jej włosy i odetchnąłem cicho. Głaskałem ją po ramieniu i choć miałem ochotę mocno ją ścisnąć, ograniczyłem się do delikatnego uścisku, z którego już nie zamierzałem nigdy jej wypuszczać.
— Obrazisz się, jeśli zasnę? — zapytała cicho, a potem ziewnęła. — Strasznie chce mi się spać.
— Oczywiście, że się nie obrażę. Ale może jednak zejdę z łóżka, żeby było ci wygodniej.
— Nie, zostań. Tak jest mi najwygodniej. — Wtuliła się we mnie bardziej.
— A jak mnie ochrzani jakaś pielęgniarka?
— To zejdziesz. Na chwilę. A jak sobie pójdzie, to do mnie wrócisz.
Skinąłem głową, ale zanim zdążyłem powiedzieć jej, by zamknęła oczy, drzwi się otworzyły i stanął w nich Will. Oboje spojrzeliśmy w jego stronę.
— Hej — powiedział. — Myślałem, że będziesz spać.
— Myślenie niezbyt ci ostatnio wychodzi — mruknąłem, bo nadal byłem na niego wściekły. W tym samym czasie Hayley powiedziała:
— Właśnie zamierzałam. Nie chcę z tobą gadać. Jestem na ciebie zła.
Will westchnął i przeczesał dłonią włosy.
— Przepraszam. Łatwo wam się złościć, bo to nie wy byliście na moim miejscu. Ja też byłem przerażony i naprawdę ostatnią moją myślą było dzwonienie do kogokolwiek. Nawet nie wiem, czy miałem ze sobą telefon…
— Dobra, może ci już darujemy — powiedziałem, bo na szczęście było już po wszystkim i Hayley nic nie było. Nie było sensu dłużej się kłócić. — Ciesz się, że ci nie przywaliłem.
— A chciałeś to zrobić? — zapytała Hayley, przekręcając głowę, żeby na mnie spojrzeć.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo.
— Jeszcze by mnie nie wpuścili do szpitala.  
— No to byś miał za swoje. Jak ty mi przywaliłeś, to też się na mnie dziwnie patrzyli.
— Dobra, już dobra. Ile będziesz mi to wypominał? Może przywal mi i będziemy kwita.
— Definitywnie warte rozważenia.
— Możecie się pobić później. Teraz chciałabym iść spać. — Hayley znowu ziewnęła, wtulając się we mnie.
— Idę pogadać z lekarzem — poinformował Will i wyszedł z sali.
Pogłaskałem Hayley po różowych włosach, też przymykając oczy.
— Śpij. Nigdzie się nie wybieram — powiedziałem cicho.
I tym razem zamierzałem dotrzymać tej obietnicy.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3516 słów i 19613 znaków.

2 komentarze

 
  • Domiii

    Helouu! Czekamy, czekamy i czekamy. Kiedy można się spodziewać info co u Hayley?:D pozdrówki

  • candy

    @Domiii no nie wiem, lepiej dzisiaj czy jutro? 😃

  • Domiii

    @candy Oczywiście, że dzisiaj!! Nie trzymaj nas więcej w niepewności <3

  • candy

    @Domiii wrzucone <3

  • Wer...

    Piękna część dobrze że się pogodzili i widać że w głębi serca Nick by wskoczył za nią w ogień i to jest prawdziwa miłość 👏😍 czekam na kolejną część i jak dalej sytuacja się rozwinie 🙂

  • candy

    @Wer... <3