W objęciach światła – rozdział 25

W objęciach światła – rozdział 25Hayley

Być tak blisko Nicka i nie móc go dotknąć było istną torturą. Tak bardzo za nim tęskniłam. Chciałam go przytulić i pocałować. Chciałam, żeby objął mnie ramionami i nigdy nie wypuścił, ale jak zwykle wszystko zepsułam i musiałam ponieść konsekwencje. Nie rozumiałam, jak mogłam być tak ślepa i nie zauważyć tego wcześniej. Na szczęście mnie wysłuchał. Przeprosiłam go, ale wyrzuty sumienia wcale nie zmalały. Głupie “przepraszam” niczego nie naprawi. Musiałam się w końcu ogarnąć i myśleć, co robię.  
Nick się nie odzywał przez kilka następnych dni. Brak kontaktu z nim mnie wykańczał. Obiecałam mu czas i nie zamierzałam łamać obietnicy, ale nie radziłam sobie z czekaniem, które dłużyło się w nieskończoność. Miałam potwornego doła i nic nie sprawiało mi radości, aż któregoś dnia zobaczyłam powiadomienie z messengera na telefonie. Na ekranie widniało jego imię i serce zabiło mi szybciej. Od razu odblokowałam komórkę i odczytałam wiadomość:
Nick: Chciałabyś iść wieczorem na burgery?
Hayley: Bardzo chętnie.
Nick: To o której po Ciebie przyjechać?
Hayley: 18?

Byłam podekscytowana. W głowie już przeglądałam moją szafę, myśląc, co założyć. Ostatnio, gdy byliśmy na burgerach, to była randka. Czy dzisiaj też…?  
Nick: Okej.
Hayley: Do zobaczenia :)

Chciałam dać serduszko na końcu, ale się powstrzymałam. Nadal nie byliśmy razem. Nie wiedziałam właściwie, na czym stoimy. Pobiegłam do łazienki umyć włosy. Nałożyłam resztkę różowej odżywki, żeby jakoś ożywić wypłukany kolor, a potem wysuszyłam głową w dół dla objętości. Malowałam się dłużej niż zwykle, bo kreski mi nie wychodziły i zmywałam je po kilka razy, aż skóra przy zewnętrznych kącikach oczu była już zaczerwieniona. Denerwowałam się coraz bardziej i miałam ochotę rzucić eyelinerem o podłogę. Wzięłam kilka głębszych wdechów, żeby się uspokoić i w końcu powoli dokończyłam kreski. Po wytuszowaniu rzęs stanęłam przed otwartą szafą, nadal zastanawiając się, co założyć. Wyjęłam sukienkę z długim rękawem z wiązaniem przy dekolcie i rajstopy, bo było raczej zimno. Do tego botki na słupku, płaszcz i szalik. Byłam gotowa, więc gdy Nick napisał, że już czeka na dole, od razu wyszłam. Nie mogłam się doczekać, aż go zobaczę. Prawie zbiegłam po schodach i po chwili siedziałam u niego w aucie.  
— Hej — powiedziałam z uśmiechem.
— Hej. — Też się uśmiechnął, choć lekko. Od razu uruchomił silnik i wyjechał na ulicę.
Znowu miał na sobie tą szarą bluzę, w której tak ładnie wyglądał, czarną kurtkę i jeansy. Przez chwilę pomyślałam, że może za bardzo się wystroiłam jak na wypad na burgery. Nie wiedziałam, o czym miałam z nim rozmawiać. Znowu było między nami dziwnie.
— Cieszę się, że napisałeś — odezwałam się w końcu.
— W końcu obiecałem.
I tylko dlatego to zrobił? Moje podekscytowanie drastycznie spadło. Ale chyba nie zabierałby mnie na burgery, że mi powiedzieć, że nie chciał ze mną być?
— Jedziemy tam, gdzie ostatnio? — zapytałam po dłuższej chwili ciszy.
— A nie chcesz?
— Chcę. Dzisiaj zamówię tego, którego ty jadłeś, skoro był taki pyszny.
— Miło wiedzieć, że mi ufasz. — Zerknął na mnie na chwilę, ale przeniósł wzrok na jezdnię.  
Było niezręcznie, nagle nie mieliśmy o czym rozmawiać. Burgerownia była blisko, więc chociaż nie musieliśmy długo siedzieć w samochodzie w ciszy. Tym razem weszliśmy do środka, bo było za zimno, by siedzieć na zewnątrz. W końcu zaczęliśmy rozmawiać, głównie o pracy. Jedzenie przyszło szybko, więc później byliśmy zajęci jedzeniem. Dopiero, gdy już napełniliśmy żołądki, Nick odstawił swoje frytki, upił łyk Coli i spojrzał na mnie.
— Byłem na ciebie naprawdę wściekły.  
— Mogę sobie tylko wyobrazić… — Spuściłam wzrok na blat stolika.
— Na początku nie wiedziałem nawet, dlaczego. Miałem zbyt wielki mętlik w głowie. Ale… przyjaciółka pomogła mi to sobie uświadomić. Teraz jest trochę lepiej, gdy już zrozumiałem, czego właściwie tyczył się ten gniew.
Poczułam ukłucie zazdrości.
— Przyjaciółka? W sensie Angelika?
— Nie. — Potrząsnął głową. — Nie mam już kontaktu z Angeliką.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
— Dlaczego?
— Nie wiem, czy chcesz to wiedzieć.
To chyba mogło oznaczać tylko jedno, ale i tak musiałam się upewnić.
— Chcę.
— Przyszła do mnie któregoś wieczora, pijana… To było już po tym, jak się rozstaliśmy. I powiedziała, że mnie kocha, że już dłużej nie mogła tego ukrywać.
Miałam rację. Była w nim zakochana od początku. Fałszywa żmija. Mówiła mi, że mam walczyć o Nicka, bo mu zależy, a tak naprawdę tylko czekała, aż się rozstaniemy. Zacisnęłam dłonie w pięści pod stołem, ale zaraz je rozluźniłam. Skoro nie mieli już kontaktu, nie było się o co wściekać.
— Nie powiem, że się tego nie spodziewałam — mruknęłam.
— A ja naprawdę się nie spodziewałem. Wolałbym, żeby to się w ogóle nie stało, żeby mi nie powiedziała… Straciłem przyjaciółkę i teraz nie mam już nawet z kim pogadać. No, może z Willem, jak akurat nie gra mojej niańki. Tak czy inaczej, to było straszne.
— A ta nowa przyjaciółka?
— Nieważne — uciął nagle szybko i znowu sięgnął po Colę. — Jak burger?
— Miałeś rację, pyszny. — Uśmiechnęłam się lekko. — Wiesz… ja też straciłam przyjaciółkę.
— Co? — Spojrzał na mnie z zaskoczeniem.  
— Pokłóciłam się z Gabrielle i od tamtej pory nie mamy kontaktu. Tylko Andrea do mnie pisze, czasami Kevin. Nie wiem, czy Gabi była taka od zawsze, czy teraz coś jej się poprzestawiało w głowie, ale nie zamierzam z nią rozmawiać.
— O co się pokłóciłyście?
— W sumie to o ciebie. Zrobiłyśmy babski wieczór, chciałam się wypłakać, a ona kazała mi cię olać i znaleźć sobie jakiegoś przystojnego dawcę. Według niej dziecko wynagrodzi mi wszystko i nieważne, czy tego chcę, czy nie. Ona też wie lepiej, co mnie uszczęśliwi... — Upiłam łyk swojego napoju. — Wygarnęłam jej, że nie ma prawa cię oceniać, bo wcale cię nie zna i to, że ona byłaby w stanie zostawić swojego chłopaka dla lepszych plemników, nie znaczy, że ja jestem taka sama. O ironio, chwilę wcześniej powiedziała, że starają się o dziecko. Więc po prostu wstałam i wyszłam.
— O rany. — Wbił wzrok we frytki i wziął głęboki oddech. — Co za subtelność.
— Wychodzi na to, że wcale nie znałam jej tak dobrze, jak mi się wydawało. Trudno, nie potrzebuję takiej przyjaciółki…
— Masz Andreę, ona wydaje się dobrą przyjaciółką. — Nagle dotknął mojej dłoni. — Dzięki, że mnie broniłaś.
— Tak, z Andreą zawsze lepiej się rozumiałyśmy. — Uśmiechnęłam się do niego. — Jak mogłabym cię nie bronić? Ona widocznie nie rozumie, czym jest miłość.
— I wcale nie wyglądała na skłonną do olewania mnie, gdy się na mnie gapiła na paintballu — rzucił żartobliwym tonem.
— Tak, zarobiła za to kilka kulek i jeszcze była zdziwiona, dlaczego do niej strzeliłam.
— To było bardzo ciekawe, odkrywać twoją zazdrosną stronę. Głównie w klubie, stalkerko.
Zarumieniłam się.
— Trochę mnie poniosło, co?
— Powiedziałbym, że nawet bardzo.
— Wybacz. Nic nie zjadłam przed wyjściem i alkohol uderzył mi do głowy.
— A mówiłem, żebyś przestała pić. — Zerknął na mój talerz. — Jesteś jeszcze głodna?
— Już się najadłam. Więcej nie wcisnę.
— Chcesz pojechać na plażę? Może nie zamarzniemy. Wziąłem koc.
— I będziemy patrzeć w gwiazdy? — Podekscytowanie na nowo wróciło. — Pewnie, że chcę.
Zebraliśmy się i już po chwili siedzieliśmy w samochodzie. Po kilkunastu minutach jazdy dotarliśmy na opustoszałą plażę. Chyba nikt normalny nie jeździł tu o takiej porze. Było już ciemno, ale z pomocą latarek w telefonach rozłożyliśmy matę na piasku, żebyśmy się mogli położyć i przykryliśmy się kocem. Bez świateł miasta gwiazdy były doskonale widoczne. Leżeliśmy blisko siebie i nie przeszkadzał mi chłód nocy. Szum fal uspokajał. Zapatrzyłam się w niebo, szukając znajomych gwiazdozbiorów, których nauczył mnie tata i uśmiechnęłam się do siebie, kiedy udało mi się je rozpoznać.
— Zimno ci?
— Trochę, ale tak pięknie widać gwiazdy, że mi to nie przeszkadza.
Nick przykrył mnie nieco bardziej kocem i złapał za rękę.
— A teraz?
— Teraz lepiej. — Spojrzałam na niego z uśmiechem.
— Tęskniłem za tobą — powiedział cicho, a ja poczułam motyle w brzuchu.
— Ja za tobą też. — Ścisnęłam jego dłoń.
— Zastanawiałem się, czy nie przesadziłem, prosząc cię, żebyś szła ze mną i Charlie na plac zabaw. Nie chciałem być… niedelikatny czy coś.  
— Nie przesadziłeś. Było fajnie. Charlie jest taka słodka.
— To prawda. Kiedyś nie lubiłem dzieci, ale ona jest super. — Przez chwilę bawił się moimi palcami. — Ta przyjaciółka, o której mówiłem… to za dużo powiedziane. Tak naprawdę to psycholożka. — Wziął głęboki oddech. — Od jakiegoś czasu chodzę na terapię.
— Też chodziłam po śmierci rodziców — powiedziałam cicho. — Mam nadzieję, że ci pomaga. Mnie pomogła.
— Ella jest czasem wkurzająca, ale w wielu sprawach ma rację.  
— I lepiej się czujesz?
— Chyba tak, ale dopiero zaczynam. Zapytaj za jakiś czas.
— Okej. — Uśmiechnęłam się, patrząc na niego w ciemności. — Ale wiesz… twój ślimak naprawdę wyglądał jak rogalik — zaśmiałam się.
— A więc możesz uznać, że wcale nie jestem taki doskonały, bo choć umiem gotować, robić drinki i tańczyć, to nie umiem rysować.
— Mogę dać ci kilka lekcji. — Obróciłam się na bok, opierając się na łokciu. — Chyba że wolisz być modelem.
Obrócił głowę, by na mnie spojrzeć i uśmiechnął się szeroko.
— Ale nagim?
— Wiadomo. To chyba nie podlega dyskusji. — Zrobiło mi się gorąco na samą myśl.
— Daj spokój, nie dałabyś rady — prychnął i parsknął śmiechem. — Zaraz byś się cała zarumieniła i tyle by było z rysowania.
— Przecież widziałam cię już nago. A może to ty się peszysz.  
— Widziałaś mnie kiedyś speszonego? — Chyba wywrócił oczami. — Chcesz mi powiedzieć, że gdybym tu i teraz zaczął się rozbierać, to byś się nie zarumieniła? Ani trochę?
— Nie wiem, ale na szczęście jest ciemno, więc byś tego nie zobaczył.
— No właśnie, tym się zasłaniasz, bo wiesz, że nawet jak będę miał rację, to się o tym nie przekonam. Cwana jesteś, ale mnie nie oszukasz.
— No dobrze. Niech ci będzie. Ale mam pytanie. — Przybliżyłam się do niego. — A gdybym to ja zaczęła się rozbierać tu i teraz, to co byś zrobił? Nie speszyłbyś się?
— Nie. Co najwyżej zadbałbym o to, by nie było ci zimno.
— Ach, tak? — Pochyliłam się lekko i nasze twarze znalazły się bardzo blisko siebie. — To może zacznę się rozbierać… — Musnęłam jego usta swoimi. — Albo nie. Robiłeś to kiedyś w samochodzie?
Brakowało mi go. Brakowało mi jego dotyku i ciepła jego ciała tuż przy moim. Trzymanie za ręce to było za mało. Chciałam więcej.  
Jego oddech przyspieszył.  
— Nie z tobą — wymruczał.
— A chcesz? — zapytałam i przygryzłam jego dolną wargę.
— Akurat o to nie musisz pytać.
Szybko zebraliśmy koc i matę, które władowaliśmy do bagażnika, po czym Nick wślizgnął się na tylne siedzenie, a ja od razu na jego kolana i wpiłam się w jego usta. Całowaliśmy się i obłapialiśmy jak szaleni, ale nagle Nick się ode mnie oderwał i wydyszał:
— Poczekaj… jesteś pewna?
— Tak, jestem pewna. A ty nie?
— Chodzi mi o to, że… a jeśli zaboli?
— Nie zaboli. Nie może. Nie dzisiaj. Po prostu o tym nie myśl.
Moje dłonie powędrowały w dół i zaczęły rozpinać jego spodnie. Uniósł się lekko, bym mogła zsunąć je razem z bokserkami. On zabrał się za podwijanie do góry mojej sukienki, a po chwili usłyszałam odgłos rozdzierania rajstop. Palcem odsunął na bok moje majtki, podczas gdy ja uniosłam się lekko i zaraz na niego opadłam. Po chwili jęknął cicho i rozchylił nogi, by wejść głębiej. Lewą rękę trzymał na moim policzku, a prawą na moich pośladkach, przyciskając mnie bliżej, kiedy zaczęłam poruszać biodrami. W końcu pierwszy raz od dawna było naprawdę dobrze. Ból się nie pojawił; mimo że strach czaił się gdzieś w zakamarkach mojego umysłu, odepchnęłam go od siebie. Nie mógł nam tego zepsuć. Już nie było mi zimno, było mi gorąco i tak cholernie dobrze. Już prawie zapomniałam, że seks mógł dawać tyle przyjemności. Endometrioza chociaż raz postanowiła nie przeszkadzać.
— Kocham cię — wydyszał Nick, zatrzymując się na chwilę, po czym wbijając się we mnie gwałtownie.
— Ja ciebie… — zaczęłam, ale z mojego gardła wydobył się jęk. — …też.
Byłam już na granicy i wcale nie potrzebowałam dużo czasu, by osiągnąć spełnienie. Pożądanie zrobiło swoje. Jęknęłam głośno prosto w usta Nicka. Niedługo później on też szczytował i przez dłuższą chwilę siedzieliśmy nieruchomo, próbując uspokoić nasze oddechy, stykając się czołami.  
— Brakuje mi tego — powiedziałam cicho, dotykając palcami jego policzka. — Brakuje mi nas.
Nick jedynie przytulił mnie delikatnie i nic nie odpowiedział.


Nicholas

Nie planowałem seksu. Prawdę mówiąc, nie przyszło mi do głowy, żeby w ogóle wykonywać jakiś ruch w tę stronę, ale Hayley wykonała go za mnie, a mi było zbyt ciężko odmówić. Tęskniłem za nią. Nawet jeśli byłem wściekły, i tak tęskniłem. Najważniejsze było to, że przeprosiła i chyba zdała sobie sprawę ze swoich błędów. Nadal nie uważałem, że powinniśmy do siebie wrócić, ale zdecydowanie było nam do tego bliżej. Zaprosiłem ją na burgery, by nie stracić kompletnie kontaktu, ale zwykłe jedzenie przerobiło się nagle w seks w samochodzie. Nie narzekałem — zwłaszcza że był to pierwszy udany seks od dawna — ale chciałem do niej wrócić dopiero, gdy będę gotowy. Gdy Ella przemagluje mnie jeszcze kilkanaście razy i wyciśnie coś z mojego mózgu, dzięki czemu być może poczuję się trochę lepiej i zrozumiem w końcu, co mam robić. Moje zerwanie z Hayley naprawdę na nic się nie zdało, bo ona wcale nie zamierzała mieć dziecka z innym. Walczyła o mnie. Teraz ja też musiałem o siebie powalczyć.  
***
— Chyba nie ma na świecie człowieka, który w pewnym momencie swojego życia nie zadał sobie pytania, czy coś jest z nim nie tak. — Ella otwierała kolejne ciastka. — Z tysiąca różnych powodów. Nawet zwykły brak znajomych powoduje takie myśli. Co jeszcze? Brak pracy. Toksyczne związki. Brak życia towarzyskiego, brak umiejętności swobodnego rozmawiania… Naprawdę, mogłabym tak wymieniać do jutra. Każdy ma problemy, ale to wcale nie oznacza, że z każdym człowiekiem jest coś nie tak. Że jest w jakiś sposób zepsuty.  
— Widzę, do czego zmierzasz. — Ukradłem jej trzy ciastka.
— Jak właściwie dowiedziałeś się o swojej bezpłodności? — zapytała delikatnie Ella.
Wypuściłem cicho powietrze z ust.
— Jako nastolatek miałem zabieg… Domyślasz się, w jakiej części ciała. — Nie zamierzałem opowiadać jej o bolesnym skręcie jąder i o całym gównie z tym związanym. — A później wysłali mnie na seminogram. I bum, niespodzianka.
— Ile miałeś lat?
— Nie wiem… szesnaście?
— Byłeś bardzo młody. Pewnie wtedy jeszcze niezbyt to do ciebie dotarło.
— Raczej nie myślałem o dzieciach w wieku szesnastu lat. — Nagle nie miałem co zrobić z rękami. Sięgnąłem po kawę. — Ale później… no cóż, to inna sprawa.
— Wiesz, że wielu mężczyzn cierpi na różne choroby jąder i wielu z nich w efekcie może być bezpłodnych. To nie czyni ich zepsutymi.
— Niby dlaczego? — prychnąłem. — Zepsucie oznacza, że coś nie działa. Tak właśnie jest w moim przypadku, ale ja nie mogę tego naprawić. To najbardziej naturalna rzecz na świecie — spłodzenie dziecka — a ja nie jestem w stanie tego zrobić. — Czułem gorycz w ustach i nie miało to nic wspólnego z kawą.
— A co z kobietami, które nie mogą mieć dzieci?
— To co innego… — zacząłem, ale Ella natychmiast mi przerwała:
— Dlaczego? Bo w społeczeństwie panuje zakorzenione przekonanie, że mężczyzna musi być samcem alfa? Musi spłodzić dziecko, zasadzić drzewo, wybudować dom? Szkoda, że to przekonanie nie bierze pod uwagę wszystkich czynników, jakie mogą po drodze zaistnieć. — Przez chwilę milczała. — Wydaje mi się, że także tutaj twoja mama miała swój udział i jakoś na ciebie wpłynęła. To ona coś ci powiedziała, coś, czego nie możesz wyrzucić z pamięci. To przez to myślisz, że jesteś zepsuty.  
Nie odpowiedziałem, choć serce zaczęło bić mi szybciej.
— Co ci powiedziała, Nick?
— To nieistotne — wymamrotałem.
— Nie wypieraj tego. Już wystarczająco długo dusiłeś to w sobie…  
— Powiedziała, że to nic dziwnego, dobra? — warknąłem w końcu, czując, jak oblewa mnie fala gorąca. — Nawet się nie zdziwiła, uznała to za coś normalnego, bo przecież od dziecka wszystko psułem i do niczego się nie nadawałem… To był tylko kolejny powód na bardzo długiej liście rzeczy, przez które stawałem się jej coraz bardziej obojętny.  
Na twarzy Elli wykwitło współczucie.
— Być może twoja mama sama doświadczyła w swoim życiu takiego uczucia i przelewała je później na ciebie…  
— Nie broń jej. Nawet jeśli, nic mnie to nie obchodzi. Sprawiła, że przez całe swoje życie czułem się jak nic niewarte gówno! — Poderwałem się z fotela, mając ochotę w coś uderzyć. Ledwo powstrzymałem się od kopnięcia w kanapę. Świerzbiły mnie dłonie. Próbowałem powstrzymać tą wściekłość, ale nagle Ella wcisnęła mi coś w rękę. Spojrzałem w dół i zobaczyłem dziwną maskotkę w kształcie hamburgera oraz miękką kolorową kulkę. Osłupiały, spojrzałem na nią, ale zanim zdążyłem się odezwać, ona rzuciła podobną kulką w ścianę naprzeciwko, na której znajdowała się biała tablica. Kulka odbiła się i wylądowała na podłodze.
— Co ty wyprawiasz?
— Jesteś wściekły — odparła, schylając się do koszyka, który stał pod jej nogami i wyjmując kolejną zabawkę. — Masz teraz dwa wyjścia: możesz pozwolić, by ta wściekłość w tobie siedziała i w końcu wybuchła, albo możesz się jej pozbyć w zdrowy sposób. — Wzięła zamach i znowu rzuciła. — Jest to coś, co nikogo nie zrani. Nie skrzywdzisz przy tym siebie. Po prostu rzucasz zabawką o ścianę — tylko o ścianę, nie w meble, nie w ludzi. Czujesz wściekłość, ale się jej w ten sposób pozbywasz, jednocześnie zachowując kontrolę nad swoimi uczuciami.
Nadal byłem zdumiony, ale posłusznie wziąłem zamach i rzuciłem hamburgerem o ścianę. Później rzuciłem kulką, a potem kolejną. Powoli zaczynałem odczuwać ulgę. Wściekłość ustępowała, a ja nikogo przy tym nie krzywdziłem.
W końcu cały pokój wypełniony był zabawkami. Ella, dysząc lekko, obróciła mnie do siebie i powiedziała dobitnie:
— Jesteś już dorosły. Twoja mama nie decyduje o twojej wartości ani o tym, jakim jesteś człowiekiem. Ty sam o tym decydujesz. Hayley zakochała się w tobie, wiedząc, że jesteś bezpłodny, tak jak ty zakochałeś się w niej, wiedząc, że jest chora. Dostrzegła coś w tobie, a ty za wszelką cenę próbowałeś to zniszczyć, bo uważałeś, że jesteś dla niej zły — ale w takim razie dlaczego cię pokochała? Bo zobaczyła w tobie coś dobrego, coś, czego być może ty nie potrafiłeś dostrzec.  
— Bo się zarumienię — mruknąłem kpiąco, ale poczułem, że supeł w mojej piersi jakby zaczynał się rozluźniać.
— Nie trafia to do ciebie? Okej. A co powiesz na to? Wszyscy jesteśmy odrobinę zepsuci.
— Co? Przecież przed chwilą powiedziałaś…  
— Powiedzmy, że człowiek jest szklanym wazonem albo innym naczyniem. Jest kruchy. Przez okres dzieciństwa i dojrzewanie wiele przechodzi. Niektórych dotykają traumy, innych śmierć kogoś bliskiego. Nie umiemy dłużej być silni, szkło pęka. Każdy z nas przeżył coś takiego. Nie jesteśmy już tacy, jak na początku. Czujemy się bezradni i zepsuci. Tłuczemy się jak szkło. A co, jeśli twoje rozbite kawałki… i, w tym przypadku, kawałki Hayley… jeśli mimo wszystko do siebie pasują?
Przełknąłem z wysiłkiem ślinę. Oczy Elli wwiercały się we mnie, chcąc zapewne zmusić do myślenia i przyznania jej racji. Przez głowę przelatywały mi słowa Hayley, gdy mówiła, że ona też jest zepsuta, bo była chora. Nie chciałem tego przyznawać, ale słowa Elli faktycznie miały sens. I mimo że nie chciałem, by Hayley tak o sobie mówiła, to może jednak coś w tym było. Oboje mieliśmy problemy z płodnością. Nie byłem w tym osamotniony. Hayley i tak miała większe szanse niż ja, ale czy miało to znaczenie? Byłem bezpłodny. Ona była chora. Ta choroba miała nigdy nie zniknąć. Może to był czas, by przestać z tym walczyć i po prostu to zaakceptować.
Raz powiedziałem Angelice, że gdyby Hayley ze mną została, to bylibyśmy zepsuci razem. Mówiłem to ironicznie, ale… Ella naprawdę miała rację, każdy człowiek, który choć trochę doświadczył bólu w swoim życiu, był nieco pęknięty, złamany, kruchy — i musiał znaleźć osobę, która go zrozumie.  
Może to dlatego Hayley i ja znaleźliśmy się nawzajem.


Hayley

Od spotkania z Nickiem minęło już kilka dni, ale nadal je wspominałam. Tak bardzo brakowało mi jego bliskości, jednak nie spodziewałam się, że wylądujemy na tylnym siedzeniu samochodu, a ja wrócę do domu w potarganych rajstopach. Przez chwilę było jak dawniej. Byliśmy tylko my i nasze ciała. Nic nas nie dzieliło. A potem nastąpił powrót do smutnej rzeczywistości, w której nie zasypialiśmy już w swoich ramionach. Wyznanie uczuć nadal niczego nie zmieniało i wcale nie oznaczało, że do siebie wrócimy. Mimo to starałam się myśleć pozytywnie. Nie zamierzałam porzucić nadziei.
Nadeszła w końcu wizyta u fryzjera i po rozjaśnieniu odrostów na mojej głowie znowu pojawił się róż. Tym razem przy skórze był ciemniejszy i mocniejszy, a na długości pastelowy. Byłam zachwycona kolorem i tym, jak odcienie pięknie przechodziły jeden w drugi. Zniszczone końce zostały obcięte, a moje włosy zdecydowanie odżyły. Sięgały już prawie do łopatek i zastanawiałam się, czy nie ściąć ich do ramion, ale w końcu zrezygnowałam z tego pomysłu. Korzystałam z każdej okazji, byle tylko przejrzeć się w lustrze, bo znowu zaczęłam się sobie podobać. Wysłałam zdjęcie Andrei w prywatnej wiadomości na messengerze, bo grupa umarła. Gabrielle nawet nie raczyła przeprosić za swoje zachowanie. Kevin dopytywał się, co się stało, a kiedy się dowiedział, zamilkł. Chyba nie wiedział, jak powinien się zachować, ale wydawało mi się, że stał po mojej stronie. Andrea zachwycała się moimi włosami tak samo jak ja, a następnego dnia spotkaliśmy się u niej w trójkę z Kevinem. Zrobiliśmy razem kolację, wypiliśmy wino i przegadaliśmy cały wieczór. Założyliśmy też nową grupę — bez Gabrielle, która, jak się okazało, kontaktowała się z nimi wcześniej, ale do mnie nie napisała nawet głupiego “przepraszam”. Kevin chciał, żeby wszystko było jak dawniej, ale to nie on powinien próbować nas pogodzić. To ona powinna chcieć wyjaśnić całą sytuację.  
Chyba nie sądziła, że odezwę się pierwsza? Po tym, jak zmieszała Nicka z błotem?
Tęskniłam za nim i coraz trudniej było mi się powstrzymywać przed pisaniem do niego. Obiecałam mu przestrzeń i czas, więc powinnam to wykorzystać i sama zastanowić się nad tym, czego chciałam. Ponownie poszperałam w internecie, czytając artykuły o in vitro i forum dla chorych na endometriozę. Głowa mi pękała od analizowania wszystkiego w kółko. Nick się nie odzywał, więc w końcu nie wytrzymałam i napisałam pierwsza, czy miałby ochotę na kawę w któryś dzień. Odpisał szybciej niż się spodziewałam. Spotkaliśmy się w kawiarni niedaleko jego mieszkania. Na początku znowu było dziwnie, ale później to uczucie zniknęło. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, a nawet trochę flirtowaliśmy. Wróciłam do domu szczęśliwa, chociaż jeszcze nie w pełni. Za to przejaśniło mi się w głowie. Chciałam z nim być bez względu na to, co zdecyduje. Gdyby nie chciał już ze mną być, i tak nie zdecydowałabym się na in vitro. Nie chciałam robić tego sama. Poza tym, to było o wiele za wcześnie. A gdybyśmy wrócili do siebie… Nadal nie byłam gotowa. On chyba też nie. A pieniądze, które moglibyśmy utopić w in vitro, można przeznaczyć na coś innego. Prawdę mówiąc, nie wyobrażałam sobie siebie w ciąży. Nie wyobrażałam sobie porodu, nawet jeśli wszystko by się udało.  
Dlaczego miałam się do tego zmuszać?
Dlaczego nie mogliśmy być po prostu razem? A za kilka lat, jeśli nasz związek przetrwa i będziemy chcieli mieć dziecko, to je zaadoptujemy. Nie będzie ani jego, ani moje, ale będzie nasze. Spotkanie z Charlie pokazało, że moglibyśmy być szczęśliwą rodziną nawet bez łączącego nas DNA. Czy nie o to chodziło? O szczęście i miłość?
Moje rozmyślania przerwał telefon. Dzwoniła babcia i nie mogłam nie odebrać, zwłaszcza, że dawno z nią nie rozmawiałam. Miałam wyrzuty sumienia z tego powodu, więc chciałam jej to jakoś wynagrodzić. Obiecałam, że przylecimy na Święto Dziękczynienia. Przegadałyśmy chyba z dwie godziny i chociaż bałam się jej opowiedzieć całą sytuację z być może ostatnią szansą na ciążę, w końcu to zrobiłam. Oczekiwałam tekstów w stylu “dziecko to dar od Boga” i rzeczywiście taki się pojawił, ale nie w takim kontekście, jak sądziłam. Babcia powiedziała, że każde dziecko to dar, nieważne, czy biologiczne czy nie, tak samo zasługuje na miłość i rodzinę.  
Wieczorem, gdy siedzieliśmy z Willem na kanapie w salonie, oglądając telewizję jakimś cudem przeszliśmy z rozmowy o filmie na związki. Powiedziałam mu, co postanowiłam, a brat stwierdził, że to chyba najlepsze rozwiązanie.  
Uśmiechnęłam się do siebie. Nagle wszystko wydało się prostsze, gdy podjęłam decyzję. Powiem Nickowi przy najbliższym spotkaniu. Nie wiedziałam, czy będzie gotowy, żeby o tym porozmawiać, ale miałam nadzieję, że tak. Jeśli nie, chciałam tylko, by mnie wysłuchał. Nic więcej.  
Wszystko zaczynało się układać. Ćwiczyłam częściej, mięśnie w końcu powoli się rozluźniały, a zawroty głowy zniknęły. Wydawałoby się, że endometrioza się wyciszyła, aż któregoś wieczora postanowiła się przypomnieć. Atak bólu położył mnie do łóżka. Will przyniósł mi silne leki przeciwbólowe, ale nie działały. Próbowałam zasnąć, ale nie mogłam leżeć ani na plecach, ani na żadnym boku, a tym bardziej na brzuchu. Było mi niedobrze i czułam, że coś jest nie tak. Uczucie niepokoju nie odstępowało mnie na krok. Ból był nie do zniesienia, promieniował aż do pleców i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Żadna pozycja nie przynosiła ulgi. Myślałam, że zwymiotuję, więc wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki, ale w połowie drogi pojawiły się mroczki przed oczami, w uszach zaczęło szumieć i straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, Will podnosił mnie z podłogi.  
— Jezu, Hayley. Czemu mnie nie zawołałaś? Pomógłbym ci.
— Nic mi nie jest — jęknęłam. — To tylko atak. Taki jak w parku.
Ale chyba sama w to nie wierzyłam. Coś było bardzo nie w porządku. Brat postawił mnie na nogi i przytrzymał. Nadal było mi słabo i widziałam mroczki przed oczami. Oparłam czoło o jego szczękę, próbując nie zwymiotować. Chyba mnie od siebie odsunął i dotknął dłonią mojej twarzy.
— Hayley… jesteś rozpalona — powiedział przerażony, ale ja zaczynałam odpływać. — Hej, hej, hej, nie mdlej mi tu.
Nagle znalazłam się na kanapie, a Will wzywał pogotowie. Albo tak mi się wydawało. Coś zimnego i mokrego znalazło się na moim czole. Pewnie brat zrobił mi okład, bo leki nie działały i pewnie był zbyt roztrzęsiony, by prowadzić, bo po jakimś czasie rzeczywiście zjawili się ratownicy medyczni. Byłam ledwo przytomna z bólu, ale starałam się odpowiadać na pytania, a przynajmniej dopóki znowu nie straciłam przytomności. Ocknęłam się w karetce.
— Nick… — jęknęłam i zobaczyłam nad sobą Willa. — Zadzwoń do Nicka.
— Zadzwonię, nie martw się.
— Teraz.
— Nie, nie teraz. Potem to zrobię.
— Teraz.
— Nie będę do niego dzwonił, dopóki nie wiemy, co ci jest.
Ból był coraz gorszy i zastanawiałam się, czy to w ogóle możliwe. Myślałam, że bardziej boleć już nie może. Balansowałam na granicy świadomości. W szpitalu zrobili mi USG i nagle pojawiło się wokół mnie mnóstwo ludzi. Krew w brzuchu. Natychmiast na salę operacyjną. Wiedziałam, że coś było nie tak. Czułam się, jakbym umierała. I może tak było, bo blada, przerażona twarz Willa mówiła wszystko.
— Zadzwoń po Nicka — jęknęłam, a łzy spłynęły mi po policzkach.
— Hayley, nie teraz — odpowiedział słabym głosem.
— Chcę go zobaczyć! Chcę go zobaczyć zanim… — Słowa utknęły mi w gardle, zdławione przez płacz.
— Nic ci nie będzie, do cholery! Zobaczysz go po operacji.  
— Teraz… — wykrztusiłam, ale już mnie zabierali.
Pobrali krew na grupę, założyli koszulę, przygotowali do zabiegu w ekspresowym czasie. Nie było na co czekać. Zanim się zorientowałam, leżałam już na stole i zakładali mi maskę tlenową. Ktoś próbował mnie uspokoić, mówił coś łagodnym głosem, a ja odpływałam. Pozwoliłam, żeby ciemność zagarnęła mnie w swoje objęcia i wciągnęła w głębiny, gdzie nigdy nie dochodzi światło.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 5532 słów i 30556 znaków.

3 komentarze

 
  • Domiii

    Świetne opowiadanie! Czytam od początku, teraz czekam na rozwój sytuacji między bohaterami 😱🤭 życzę weny i gratuluję talentu! Ps. kiedy możemy spodziewać się dalszych losów?

  • candy

    @Domiii bardzo dziękujemy 💗 prawdopodobnie dzisiaj w dzień wrzucimy następny 😘

  • Gazda

    Świetne rozdziały. Delektowałem się po jednym dziennie.
    A ta dramaturgia na koniec ostatniego - super.
    Już nie mogę doczekać się następnych😁

  • candy

    @Gazda ale nam miło! Dziękujemy! ❤️

  • aile

    Super, że pojawiły się dziś trzy rozdziały - miałam co czytać w podróży ;) Wszystko zaczyna się układać, lecz po raz kolejny odzywa się choroba Hayley. Oby ta operacja szczęśliwie się dla niej skończyła, bo mam mieszane uczucia... No cóż, muszę zaczekać na kolejne części :smile:

  • candy

    @aile cieszymy się, że mogłyśmy umilić podróż :D