W objęciach światła – rozdział 24

W objęciach światła – rozdział 24Nicholas

Kręciłem się na fotelu, mając ochotę natychmiast wyjść z pokoju, mimo że przyszedłem dosłownie trzy minuty temu. Sam pokój nie był zły, miał jasne ściany, był dość przestronny, z dwoma granatowymi fotelami i dużą szarą kanapą, w razie gdyby ktoś chciał leżeć. Ja jednak nie chciałem. Dostałem nawet kawę, ale jeszcze jej nie tknąłem. Czułem się dziwnie i zaczynałem żałować, że tu przyszedłem.
— Widzę, że nie do końca chcesz tu być, Nicholas.
— Nick — poprawiłem ją odruchowo. — “Nicholas” przywołuje wspomnienia z czasów szkolnych i głośno wygłaszane pod moim adresem uwagi od najbardziej wrednych nauczycieli.  
Ella zaśmiała się krótko.
— Jasne. Nick. Niech ci będzie.  
Zapadła cisza, a ja w końcu poczułem się zobowiązany ją przerwać.
— I… co? Nie zadasz mi żadnego pytania? Będziemy tak siedzieć?
— Widzę, że nie jesteś gotowy. Jeśli wolisz, możemy tak po prostu posiedzieć, nic nie mówiąc. Zaczniemy, gdy poczujesz się na tyle komfortowo, by powiedzieć, co cię tu sprowadza.
Upiłem nerwowo łyk kawy, myśląc, że ta cisza była gorsza od rozmowy, którą wkrótce musieliśmy zacząć.
Sama Ella wcale nie wyglądała na psychologa. Niewysoka, długie blond włosy, duże oczy. Gdy ją zobaczyłem, poważnie wątpiłem, czy w ogóle ma kwalifikacje do tego zawodu. Chyba wyczytała to z mojej miny, bo od razu powiedziała, że po prostu ma młodą twarz. Właściwie dobrze, że taką miała, bo sprawiała, że czułem się prawie jak na rozmowie z przyjaciółką — tylko że ta przyjaciółka zgarniała sporo kasy za godzinę. A ja nadal nie zacząłem mówić, bo choć wyglądała młodo i przyjaźnie, nie wiedziałem nawet, od czego zacząć.
Nie byłem jednak fanem marnowania pieniędzy, dlatego po kolejnym łyku kawy w końcu się odezwałem, a gdy już zacząłem mówić, słowa właściwie same ze mnie wylatywały. Ella uważnie słuchała i niektóre rzeczy zapisywała. Mówiłem bardzo długo, praktycznie do siebie, momentami nawet lekko odpływałem, próbując przypomnieć sobie szczegóły. Historia moja i Hayley wcale nie była taka prosta. Zwłaszcza opowiedzenie o całym zamieszaniu związanym z endometriozą, moją bezpłodnością i dziećmi było skomplikowane. Wkrótce ochrypłem i poprosiłem o szklankę wody. Dopiero wtedy Ella się odezwała:
— Dziękuję, że mi to wszystko powiedziałeś, Nick. Widzę to w następujący sposób… — Zerknęła na swój notatnik. — Przyszedłeś z dwoma głównymi problemami. Jednym jest twój brak akceptacji siebie, poczucie, że coś jest z tobą nie tak i przez to nie zasługujesz na miłość ani na bycie szczęśliwym. Wiąże się to z twoim dzieciństwem, z relacją z mamą, a teraz przekłada się to na twoje obecne związki. Drugim problemem jest sytuacja z dzieckiem, w której nie wiesz, co powinieneś zrobić. Także ta sytuacja wiąże się z twoją niską samooceną. — Zerknęła na mnie, a ja sztywno skinąłem głową. — Ciężko to odseparować, dlatego będziemy pracować nad tymi dwoma problemami jednocześnie. Zgadzasz się?
— Chyba tak — mruknąłem i potarłem oczy. — W końcu to ty się na tym znasz.
— Jest jeszcze trzeci problem, ale on jest raczej konsekwencją dwóch pierwszych. Alkohol. Mówisz, że przynosi ci ulgę. Dlaczego?
Nie spodziewałem się takiego pytania.
— Nie wiem — powiedziałem szczerze.
— A więc się nad tym zastanów. Dlaczego alkohol przynosi ci ulgę? Dobrze wiesz, jak się po nim czujesz. Masz kaca, boli cię głowa, jesteś nie do życia i potrzebujesz paru dni, by do niego wrócić. Gdzie w tym ulga?
— Bo pozwala zapomnieć, chociaż na chwilę. Pomaga oddalić ból.
— Ale ten ból później wraca.
— Wiem, że to nie ma sensu, dobra? — fuknąłem w końcu. — Myślisz, że chciałem zostać alkoholikiem? — Dziwnie było mi warczeć na nieznajomą osobę, ale nie mogłem się powstrzymać. — Nie chciałem, ale sytuacja mnie przerosła. Piję, by rzeczywistość choć na chwilę stała się lżejsza do zniesienia.
— Co tobą kieruje, gdy sięgasz po butelkę?
— Nie wiem. Wszystko.
— Nazwij te uczucia, Nick — poradziła Ella z uśmiechem. — Nawet jeśli te pytania cię wkurzają.
— Dobra… — Owszem, wkurzały mnie, ale w końcu po to tu przyszedłem. — Gdy sięgam po butelkę… czuję złość. Albo załamanie. Albo i załamanie, i złość. Mam po prostu dość wszystkiego, dosyć świata, dosyć tego, w jakim parszywym gównie się znajduję.
— Więc próbujesz uciszyć te uczucia alkoholem.
— Już to chyba ustaliliśmy.
— A gdybyś spróbował wyrzucić z siebie te wszystkie uczucia i złe emocje, zamiast je uciszać? — zapytała, a po jej słowach zapadła cisza. Gapiłem się na nią wzrokiem bez wyrazu. — Sam widzisz, że to błędne koło. Uciszasz uczucia i emocje, ale one później wracają. Alkohol wcale nie rozwiązuje sytuacji. Co by się stało, gdybyś wyrzucił z siebie to wszystko, co złe?
— Pewnie powiedziałbym coś, czego później bym żałował.
— Dlaczego?
— Bo nie panuję nad sobą, gdy jestem wściekły! A zwłaszcza, gdy czegoś się napiję…  
— Bo nie umiesz wyrażać emocji w zdrowy sposób — przerwała mi, a ja ponownie zamilkłem. — Dlatego pijesz, choć to tylko pogarsza sprawę. A gdybyś nauczył się kontrolować swój gniew, swoją rozpacz? Gdybyś mógł wyrażać je w zdrowy sposób… Czy wtedy też odczuwałbyś potrzebę picia?
— Nie wiem — mruknąłem. Poczułem się nagle bardzo zmęczony. — Czasem… chodziłem na siłownię, żeby po prostu te emocje ze mnie zeszły… ale ostatecznie skończyło się to kontuzją. — Uśmiechnąłem się krzywo.
— To na pewno lepszy sposób niż picie, ale też nie do końca dobry. — Też się uśmiechnęła. — Powiem ci teraz coś, co być może wiesz, ale nie potrafiłeś sobie tego uświadomić. — Zamknęła notes i pochyliła się w moją stronę. — Ból jest nieunikniony, ale cierpienie jest wyborem. Jeśli uda ci się przerwać to błędne koło, w które wpadłeś, poczujesz się lepiej, a wtedy będziemy mogli popracować nad całą resztą. Wchodzisz w to?
Lubiłem jej głos. Uspokajał mnie. Przekonywał, że może jednak była jakaś ucieczka z tego dna, w którym siedziałem. Z tej przeklętej ciemności.
— Wchodzę — oświadczyłem.
***
Ciężko było stwierdzić, czy po dwóch spotkaniach z Ellą czułem się lepiej, ale przynajmniej miałem świadomość, że coś robiłem w kierunku poprawy swojej sytuacji i siebie. Choć na początku poszedłem tam tylko po to, żeby Will się odczepił, powoli zaczynałem widzieć w tym sens. Powiedziałem mu, że poszedłem do psychologa, ale poprosiłem też, żeby nie mówił o tym Hayley. Z jakiegoś powodu wstydziłem się powiedzieć jej, że chodziłem do terapeuty, choć było to pewnie mniej wstydliwe niż wieczne wracanie po pijaku. Zaczynałem jednak lubić Ellę i coraz bardziej przekonywać się do jej słów, nawet jeśli niektóre nie miały sensu — i nawet jeśli podnosiła mi ciśnienie; tak jak dzisiaj.
— Wymień cztery kroki radzenia sobie z bólem. Pamiętasz je?
— Pamiętam, ale nadal nie mają dla mnie sensu…
— Wymień.
— Zauważyć go, zrobić mu miejsce, nie oceniać, współczuć. Ale to naprawdę bez sensu, zwłaszcza to ostatnie.
— Możesz mówić, że to bez sensu, ale to naprawdę działa, nawet na takich uparciuchów jak ty. Musisz się nauczyć, że ty nie jesteś swoim bólem. Ta bolesna emocja, której doświadczasz, dotyczy tylko twojej zranionej części, a nie całego ciebie. — Spojrzała na mnie poważnie. — To samo tyczy się tego, co nazywasz swoim zepsuciem.
Od razu zaschło mi w gardle.
— Co ze wszystkimi kobietami, które nie mogą mieć dzieci, bo mają wycięte macice, uległy wypadkowi, są chore? Czy powiedziałbyś, że one też są zepsute?
— Nie.
— Więc dlaczego nazywasz tak siebie? — Czekała chwilę na odpowiedź, ale ja milczałem. — Twoja mama bardzo cię zraniła, Nick. To właśnie jest ta część ciebie, która do teraz boli i upomina się, by ją zauważyć. To twoje wewnętrzne dziecko, które musisz zrozumieć i któremu musisz zrobić miejsce. Uwierzyłeś, że coś jest z tobą nie tak, że inni są lepsi, skoro to jakiś inny, podobny do ciebie chłopczyk zasłużył na akceptację twojej mamy, a ty nie. To bardzo ciężkie, usłyszeć takie słowa od kobiety, która powinna kochać cię bezwarunkowo… — urwała, gdy zerwałem się gwałtownie z fotela i podszedłem do okna, by nie widziała mojego wyrazu twarzy. — To dlatego tak bardzo boisz się zostać z Hayley. Dlatego wolałeś ją zostawić. Chciałeś oszczędzić wam dodatkowego bólu, bo dopowiedziałeś sobie przyszłość, która może wcale się nie wydarzyć.
— Nie znasz jej, dobra? — rzuciłem, zaciskając mocno pięści. — Nie znasz Hayley. Nie wiesz, czego ona pragnie, czego chce, czy mówi prawdę, czy tylko próbuje przeistoczyć w nią kłamstwa. Ja to po prostu wiem. Wiem, że jeśli ze mną zostanie, to mnie obwini.
— Ale skąd to wiesz, Nick? Tylko dlatego, że raz zachowała się tak jak twoja mama? Nie zapytała o twoją wersję wydarzeń? To, że ty widzisz tu jakiś schemat, nie oznacza, że on naprawdę istnieje. Hayley nie jest jak twoja mama. Nie musi zachować się tak samo.  
— Dobra — prychnąłem. — Może i nie musi. Ale to nie zmienia faktu, że ona chce dziecka, którego ze mną nie może mieć. Co na to poradzisz, hm?
— Na pewno go chce? A może po prostu przenosisz na nią swoje pragnienia?
Obróciłem się powoli i spojrzałem na nią.
— Przenoszę? — powtórzyłem.
— Ty chciałbyś mieć swoje biologiczne dziecko, ale nie możesz, więc przenosisz to pragnienie na nią, razem ze wszystkimi obawami.
— Nic nie przenoszę! Myślisz, że wmówiłem jej chęć posiadania dzieci? Przecież to ona zaczęła ten temat…
— I powiedziała, że nie wie, co robić, nie jest pewna. Miała do tego prawo.
— Dobra. Niech ci będzie — warknąłem. — Ale widziałem jej spojrzenie, gdy spotkaliśmy Charlie i gdy się z nią bawiła. Chce dziecka. Nie wmówi mi, że nie.
— A ty? Co wtedy czułeś?
Opadłem ciężko na kanapę, bo była bliżej.
— Czułem typowe uczucia, które się uruchamiają, gdy jesteś z dzieckiem… — burknąłem.
— Nie unikaj odpowiedzi, Nick.
— Byłem szczęśliwy, dobra? — W końcu wybuchłem. Nie obchodziło mnie, że krzyczałem. Wkurzały mnie jej pytania i wiercenie dziury w brzuchu. — Uwielbiam Charlie. Kiedyś nie lubiłem zajmować się dziećmi, ale ona… jest urocza. Tak urocza, że właściwie mógłbym ją zabrać Sabrinie. Pozwala mi choć odrobinę poczuć się jak rodzic, którym nigdy nie będę…  
— Mówiąc tak, obrażasz wszystkich, którzy kiedykolwiek adoptowali dziecko albo byli adoptowani. To nie DNA czyni kogoś rodziną. Z punktu widzenia biologii — jasne — ale prawdziwym rodzicem jest ten, kto kocha dziecko i zapewnia mu dobre życie. Koniec kropka.  
Westchnąłem ciężko. W głowie miałem jeden wielki chaos. Nie wiedziałem już, na jaki temat rozmawialiśmy. Ella miała rację, cholernie trudno było to rozdzielić.
— Ciągle krążymy wokół głównego tematu — mruknąłem, pocierając oczy. — A jest nim to, że nie wiem, co mam robić. Jak mogę zapomnieć o tym, czego ona chce? Teraz nie jest pewna, bo jest za młoda, ale później to pragnienie dzieci może wrócić. Wtedy może być pewna. Co wtedy, do cholery? Myślisz, że zniosę jej spojrzenie? Ledwo mogłem wytrzymać, gdy sprawiałem jej ból i gdy mnie odpychała! Jeśli potem nabierze stuprocentowej pewności, że chce dzieci, których jej nie dam, nie będę w stanie wytrzymać, jeśli będzie mnie obwiniać. — Czułem, że się rozklejałem. Znowu poderwałem się na równe nogi i ruszyłem w stronę drzwi. — Skończyliśmy na dzisiaj.
— Nick, nie możesz… — zaczęła Ella, zapewne chcąc mnie zatrzymać, ale przerwałem jej:
— Nie mogę? To patrz — rzuciłem i głośno trzasnąłem drzwiami, wychodząc z jej pokoju.



Hayley

W głowie cały czas odtwarzałam spotkanie z Charlie, mimo że minęło już kilka dni. Oglądając zdjęcia dzieci w internecie nie czułam nic, ale ona była taka urocza i słodka, że uwielbiałam ją już od pierwszych chwil. Zwłaszcza, jak tak tuliła się do Nicka, a on… Boże, on był przeszczęśliwy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, kiedy bawił się z Charlie. Widać było, że lubił dzieci, że chciał je mieć, a nie mógł i to było tak cholernie niesprawiedliwe. Moja wyobraźnia ciągle podsuwała mi wizje, że ta dziewczynka mogłaby być nasza, gdyby jej śliczne oczka były niebieskie lub brązowe. Wizja rodziny, o której zawsze myślałam, że będę ją miała. Kiedyś. Chciałam tego. Chciałam tego z Nickiem, ale to było niemożliwe.  
Spotkanie z Charlie uświadomiło mi bardzo ważną rzecz — byłam samolubna i zapatrzona w siebie. Zrzuciłam na Nicka bombę, ale skupiłam się tylko na sobie. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, jak to na niego wpłynie. Nie zapytałam, czy byłby gotowy na dziecko, które nie byłoby jego, tylko moje i jakiegoś faceta. Nie pomyślałam, jak by się czuł, wybierając ze mną dawcę. Nie zapytałam, czy w ogóle chciał mieć ze mną dzieci. To była poważna decyzja, a ja rzuciłam go na głęboką wodę, z góry zakładając, że chciał tego, co ja. Że skoro on był miłością mojego życia, to ja byłam jego… a może wcale tak nie było. Wyznał mi miłość, ale to wcale nie oznaczało, że byłam dla niego tą jedyną. I to wszystko mnie przeraziło.
Boże. Dlaczego? Dlaczego zrobiłam coś takiego?
Nic dziwnego, że się ode mnie odsunął. Zamiast pomyśleć o tym wcześniej, naciskałam jeszcze bardziej. Zapomniałam, że miał swoją własną ciemność i takim zachowaniem tylko wepchnęłam go w nią głębiej. Byłam skupiona tylko i wyłącznie na sobie i swoich uczuciach. Oczekiwałam, że się do mnie dostosuje, bo przecież mnie kochał — jednak to nie oznaczało, że wiązał ze mną swoją przyszłość. Znowu z góry wszystko założyłam. Znowu o nic go nie zapytałam. Wyrzuty sumienia uderzyły we mnie z taką siłą, że musiałam usiąść na łóżku. Łzy napłynęły mi do oczu.  
Jak mogłam mu zrobić coś takiego?  
Przypomniało mi się, jak wyglądał, gdy Will z Andreą ratowali go kroplówkami. Wiedziałam, że to była moja wina, ale teraz… Teraz to było jeszcze bardziej przerażające i bolesne. To ja doprowadziłam go do takiego stanu. To ja wpędziłam go tak głęboko w ciemność, skupiając się tylko na własnej. A gdyby stało mu się coś poważnego? Gdyby trafił do szpitala? Gdyby…  
Nigdy sobie tego nie wybaczę. Nigdy.
Wcisnęłam twarz w poduszkę i wybuchłam płaczem. Płakałam nad swoją głupotą. Płakałam nad cierpieniem Nicka. Płakałam nad tym, czego nie mogliśmy mieć.


Nicholas

Wróciłem do gabinetu Elli, mimo że nie miałem na to ochoty, ale chciałem jej udowodnić, że się myliła.
— To nie jest tak, że tylko ja widzę jakiś schemat — oświadczyłem, ledwo wszedłem do pokoju. — On naprawdę tam jest. Hayley nie jest moją mamą, ale to nie była tylko jednorazowa sytuacja. Ona… Nigdy o nic mnie nie pyta. Nie myśli o mnie.  
Ella poprawiła się na fotelu i sięgnęła po swój notatnik.
— Dlaczego tak twierdzisz?
— Bo… — Zacząłem chodzić po pokoju. — Nie chcę wyjść na samolubnego dupka, bo to ona jest chora, ale ja też mam prawo głosu. Jeśli nie chce mieć dziecka z innym, jeśli chce tylko mnie, to powinna wziąć pod uwagę moje uczucia. Podczas jednej z kłótni… Powiedziała, że oczekiwała mojego wsparcia, a nie poświęcenia. I to cholernie mnie wkurzyło.
— Dlaczego?
— Bo zasługuję na to, żeby też mieć chwilę do namysłu! — mówiłem coraz głośniej, choć przecież to nie na Ellę byłem zły — tylko na Hayley. Wcześniej nie uświadomiłem sobie, czemu tak było. Teraz, gdy czułem tą wściekłość, już nic nie mogło mnie zatrzymać. — Wszystko zawsze musi kręcić się tylko wokół niej! Zrzuciła na mnie temat dzieci, ale ponieważ jestem bezpłodny, wszystko tyczyło się jej. Znowu zaczynam brzmieć jak dupek, ale dlaczego tylko ona ma prawo do namysłu? Dlaczego to ona musi decydować, dlaczego wszystko musi zależeć od niej? Dlaczego najpierw nie zapytała, czy w ogóle jestem gotowy na coś takiego? Nie byłem w stanie nad niczym się zastanowić, bo nie dawała mi spokoju, chodziła za mną i naciskała, żebyśmy porozmawiali, podczas gdy ja miałem w głowie jeden wielki mętlik!  
— Masz rację, Nick. Powinna wziąć pod uwagę twoje uczucia. A wiesz dlaczego?
— No dlaczego? — prychnąłem.
— Bo jesteś ważny. Zasługujesz na to, by być ważną częścią tego związku i tej bardzo poważnej decyzji. Nie jesteś dodatkiem ani czymś, co jest zepsute, czemu trzeba umniejszać i wiecznie spychać na sam dół. Zasługujesz na to, by też mieć prawo głosu. I bardzo się cieszę, że sobie to uświadomiłeś.  
Oddychałem w przyspieszonym tempie, jakbym biegał. Opadłem bez sił na kanapę, a Ella mówiła dalej:
— Człowiek powinien być egoistyczny, tylko że ten egoizm został nam wpojony jako coś złego. Ludzie zapominają, że istnieje coś takiego jak zdrowy egoizm — dbanie o siebie, upominanie się o swoje prawa i o swoją wartość. Masz prawo do dbania o swoje potrzeby bez poczucia winy, ale nie byłeś tego świadomy. Tak mocno uwierzyłeś w to, że jesteś zepsuty, że walcząc o siebie, uważałeś, że postępujesz samolubnie. Wcale nie. Samolubne byłoby, gdybyś zmuszał Hayley do tego, czego ty chcesz, w ogóle nie liczył się z jej uczuciami — a to nieprawda. Po prostu chciałbyś, żeby i ona liczyła się z twoimi. Mam rację?
Skinąłem tylko głową.
— Masz. — Ella wyciągnęła coś w moją stronę. — Przed chwilą otworzyłam. Zrobimy sobie kawę i porozmawiamy na spokojnie?
Wziąłem ciasto z foremki, którą mi podsunęła i uśmiechnąłem się blado.
— Myślałem, że nigdy nie zapytasz.
***
Wróciłem do mieszkania kompletnie zmęczony. Te sesje z Ellą były gorsze niż siłownia. Miałem ochotę się czegoś napić, ale ta potrzeba nie była tak silna jak zawsze, więc postanowiłem zdusić ją w zarodku. Po drodze kupiłem pizzę i zjadłem ją na balkonie, choć było zimno. Czułem się… chyba lepiej. Rozmowy z Ellą otwierały oczy na wiele spraw. W końcu nabierałem poczucia, że słusznie się wściekałem o to, że Hayley zawsze zachowywała wszystko dla siebie i myślała głównie o sobie. Nie chciałem tak o niej myśleć, bo brzmiało to, jakby była skończoną egoistką. Nie było to do końca prawdą, ale w świetle ostatnich wydarzeń ciężko było określić to inaczej. Przecież byliśmy razem dopiero parę miesięcy. Nigdy nie poruszaliśmy tematu dzieci, a co dopiero takiego, czy chcieliśmy mieć je razem, nieważne, jakim sposobem. Czy ja w ogóle byłem na to gotowy? Nie, ale może Hayley z góry założyła, że byłem. Wszystko kręciło się tylko wokół niej. To dlatego czułem się jak dodatek. Mówiła, że wcale nim nie byłem, ale jej czyny wskazywały na coś innego.  
Moja komórka nagle zaczęła wibrować, a ekran się rozjaśnił. Dzwoniła Hayley. Odruchowo chciałem odebrać, ale nieco się zawahałem. Zastanawiałem się, czego mogła chcieć — ale zaraz pomyślałem, że może coś się stało i szybko wcisnąłem zieloną słuchawkę.
— Halo?
— Hej. Jesteś w domu? Mogłabym wpaść? To ważne.
Moje brwi podjechały do góry. Wiedziała, że potrzebowałem czasu i deklarowała się, że mi go da, więc o co jej chodziło? Mimo wszystko powiedziałem:
— Jestem. Możesz przyjść.
— Niedługo będę. — Rozłączyła się.
Brzmiała poważnie. Zaczynała zżerać mnie ciekawość, ale też strach. Sprzątnąłem pudełko po pizzy i wlałem do czajnika wodę na herbatę, bo było mi dziwnie zimno. Kręciłem się po mieszkaniu, aż w końcu usłyszałem pukanie do drzwi. Nie bez wątpliwości wpuściłem Hayley do środka i zapytałem, czy też chce herbaty.
— Poproszę. Upiekłam szarlotkę. — Odstawiła pudełko z ciastem na blat.
— Okej… czemu?
— Will chciał, ale przecież nie zje całej sam. — Uśmiechnęła się lekko, ale widać było, że się czymś denerwowała.
— Okej — mruknąłem znowu, czując się nieco dziwnie. Pierwsza szarlotka, która nie była dla mnie. Podałem jej kubek z herbatą. — No nie wiem, znając możliwości Willa, to pewnie by dał radę.
— Chciałam przynieść ci kawałek. Przyniosłabym całą, ale Will zdążył wrócić do domu i zaczął jęczeć, jak to ciągle piekłam tylko dla ciebie. Chyba jest zazdrosny.
Zaczynała mnie męczyć ta gadka szmatka.
— Co było takie ważne, że musiałaś przyjść?
Upiła łyk herbaty i odstawiła kubek na stół, po czym wzięła głęboki oddech.
— Jestem głupia i samolubna. I ślepa, bo dopiero teraz to zauważyłam. Skupiłam się tylko na sobie i znowu o nic nie zapytałam. Nick, tak bardzo cię przepraszam… Z góry założyłam, że skoro ty jesteś miłością mojego życia, to ja twoją też, a przecież wcale nie musisz wiązać ze mną swojej przyszłości. Może wcale nie chcesz ze mną być na poważnie i może wcale nie chcesz mieć ze mną dzieci. Po prostu… nie wyobrażam sobie bez ciebie życia i nawet nie pomyślałam, że ty możesz nie czuć tego samego. Zamiast wyciągnąć cię z ciemności, to cię w nią wepchnęłam jak ostatnia kretynka… Tak mi przykro, Nick. Jestem taka głupia, ale już przejrzałam na oczy. Już więcej tego nie zrobię.
Byłem dość zszokowany jej słowami i przez chwilę milczałem. Ciężko było stwierdzić, czy czułem się po nich lepiej. Z jednej strony… Hayley sama to zauważyła. I przeprosiła. Moja matka nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego. Ale z drugiej — to już był kolejny raz. A jeśli będzie się powtarzał, tak jak sytuacja z ukrywaniem najważniejszych rzeczy?
Po chwili jednak dotarło do mnie najważniejsze — “skoro ty jesteś miłością mojego życia”... Dziwne uczucie wypełniło mi klatkę piersiową. Mieszanka szczęścia i rozpaczy.
— Dziękuję — powiedziałem krótko. — Dziękuję, że to powiedziałaś. — Chciałem dodać coś jeszcze, ale głos uwiązł mi w gardle. — Myślałem, że było nam ze sobą dobrze, ale okazuje się, że nad wieloma rzeczami musimy popracować, jeśli chcemy dalej być razem.
— Tak, musimy… więc chcesz być ze mną? Mimo wszystko?
— Chcę, ale… — Jak miałem to delikatnie powiedzieć? — Nadal potrzebuję czasu. Żeby się nad tym wszystkim zastanowić… — A przynajmniej zaliczyć jeszcze parę spotkań z Ellą, by cały chaos w mojej głowie jakoś się poukładał.
— Rozumiem, jasne. Obiecałam ci czas i ci go dam. Po prostu musiałam ci to powiedzieć jak najszybciej. Nie będę ci dłużej zawracać głowy. — Ruszyła do drzwi.
Chciałem powiedzieć, żeby została, ale przecież dopiero co mówiłem, że potrzebowałem czasu i to się nie zmieniło — nawet jeśli za nią tęskniłem.
— Odezwę się — zdążyłem tylko powiedzieć, zanim zniknęła za drzwiami.
Cicho wypuściłem powietrze z ust i spojrzałem na pudełko z szarlotką. Nawet jeśli nie była zrobiona bezpośrednio dla mnie, i tak była lepszym wyborem niż alkohol.  
Przede mną była jeszcze długa droga, ale chyba zaczynałem widzieć światełko w tunelu.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4296 słów i 23769 znaków.

Dodaj komentarz