W objęciach światła – rozdział 17

W objęciach światła – rozdział 17Hayley

Mój koszmar wrócił i to w najmniej odpowiednim momencie. Zniszczył cudowny weekend we dwoje. Zasiał w mojej głowie ziarno strachu. Teraz wiedziałam, że przy każdym zbliżeniu będę czekać, aż wszystko się zepsuje. Endometrioza musiała odebrać mi przyjemność nawet z seksu, jakby jeszcze za mało zmieniła moje życie. Bałam się bólu, ale chyba jeszcze bardziej bałam się reakcji Nicka. On jednak wyznał mi miłość i w pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, ale potem powtórzył te dwa słowa, na które tyle czekałam. To było jak sen i nie mogłam uwierzyć, że działo się naprawdę. Tulił mnie do siebie, zapewniając, że nie był zły. Sean nie był taki wyrozumiały. Może na początku, ale na pewno nie w takim stopniu. Wtedy nie wiedzieliśmy, że byłam chora. Winą obarczał mnie. Wściekał się, jakbym robiła to specjalnie, przez co często się kłóciliśmy. Obawiałam się, że to znowu się powtórzy. Bałam się tego tak bardzo, że kompletnie nie mogłam skupić się na odczuwaniu przyjemności, kiedy kolejny raz poszliśmy do łóżka, mimo że ból się nie pojawił. I wiedziałam, że ten strach zakorzenił się zbyt głęboko w moim umyśle, żeby wrócić do tego, co było — fantastycznego seksu bez zmartwień.
Oprócz tego jednorazowego, jak dotąd, incydentu z bólem, nie miałam żadnych ataków już od jakiegoś czasu. Myślałam, że te nowe tabletki działały, sprawiając, że mogłam normalnie żyć. Cieszyłam się z tego, bo mogłam w końcu być dawną sobą. Czasami zdarzały się zawroty głowy, albo robiło mi się słabo, jednak szybko mijało i o tym zapominałam. Nick był cudowny i z każdym dniem coraz mocniej czułam, że to ten jedyny. Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak zakochana i tak szczęśliwa. Niczego więcej nie było mi trzeba.
Kolejne zbliżenia przynosiły tylko ból i rozpacz, a w mojej głowie pojawiła się blokada przed następną próbą. Nick starał się być wyrozumiały, ale widziałam, że był coraz bardziej zirytowany; ja prawdę mówiąc również. Nie pomagała zmiana pozycji ani nic innego, więc postanowiliśmy tymczasowo odpuścić. Przerzuciliśmy się na seks oralny, żeby zaspokoić pożądanie, bez obaw, że nagle będziemy musieli przerwać.
Któregoś razu Nick zrobił obiecaną lasagne na kolację, którą zjedliśmy na jego balkonie, popijając czerwonym winem. Alkohol sprawił, że strach zszedł gdzieś na dalszy plan, więc wkrótce wylądowaliśmy na kanapie, niemal zdzierając z siebie ciuchy. Na początku było cudownie, tak jak dawniej i widać było, że Nick cieszył się z tego tak samo jak ja... Aż nagle nadszedł ból, zabierając całą przyjemność w sekundę. Prawie krzyknęłam, bo tym razem był dużo silniejszy.
— Nie, nie, nie, nie, nie. — Zaczęłam odpychać Nicka, zalewając się łzami.
Kiedy się odsunął, odwróciłam się do niego plecami, zwijając w kłębek i wybuchłam płaczem. Miałam wyrzuty sumienia, bo to ja zainicjowałam seks i to ja go przerwałam. To nie zależało ode mnie, ale i tak czułam się winna. W głowie huczały mi słowa Seana: “Nie mogłaś wytrzymać? Już prawie kończyłem”. Nie mogłam. “Po co mnie nakręcałaś, skoro teraz przerywasz?”. Nie planowałam tego. Przecież nie zrobiłam tego specjalnie. Nieważne, że ja też nie miałam orgazmu. Liczył się tylko on. “Dokończ ręką”, ale jak to miałam zrobić, skoro zalewała mnie rozpacz? Wtedy mnie odpychał, twierdząc, że jestem beznadziejna i poradzi sobie sam. Byłam zepsuta, a on nie wyprowadzał mnie z błędu. Nawet nie próbował. A podobno mnie kochał…
Leżałam, niemal sparaliżowana strachem, że historia się powtórzy. Łzy nie chciały przestać płynąć. A ciemność zbliżała się coraz bardziej, pomimo obecności Nicka, gotowa mnie pochłonąć, gdyby tylko zareagował tak samo jak Sean.  
Poczułam, jak Nick w ciszy przykrywa mnie kocem, a sam wychodzi na balkon. Nie odezwał się ani słowem. Usłyszałam ciche pstrykanie zapalniczki i po chwili poczułam smród papierosów. To przeze mnie — na samą myśl zakuło mnie serce. Był zły i musiał zapalić. Rozpłakałam się jeszcze bardziej.  
Jak miałam teraz to naprawić?
Wiedziałam, że seks był dla niego ważny. Dla mnie też, ale nie wiedziałam, czy sobie z tym poradzimy. Miałam niepokojące wrażenie, że nasza bajka powoli dobiegała końca.


Nicholas

Miałem dość. Musiałem zapalić. Choć bardzo się powstrzymywałem, nie mogłem dłużej wytrzymać.
To jednak nie była jednorazowa sytuacja. Z jakiegoś powodu organizm Hayley postanowił rozpocząć spiralę bólu, która nie chciała ustać. Już od dłuższego czasu nie uprawialiśmy normalnego seksu. Próbowaliśmy ratować się oralnym, ale to nie było to samo. Byłem rozdrażniony, a przez to ogarniał mnie wstyd, bo przecież powinienem ją wspierać. Starałem się. Powtarzałem, że nic nie szkodzi, że nie jestem zły, ale w pewnym momencie to już nie była prawda. Byłem zły. Nie na nią, tylko na całokształt sytuacji. Chciałem uprawiać seks ze swoją dziewczyną, a nagle nie mogłem tego robić. Brakowało mi tych fantastycznych zbliżeń, które połączyły nas na początku. Może ktoś inny na moim miejscu machnąłby na to ręką, ale mnie było ciężko to zrobić. Seks był dla mnie ważny. Dzięki niemu rozładowywałem napięcie i złe emocje, które we mnie siedziały. Odkąd dowiedziałem się, że byłem bezpłodny, w jakiś sposób stał się jeszcze ważniejszy. Po prostu byłem takim człowiekiem, któremu nie wystarczało przytulanie. To dlatego nigdy w pełni nie rozumiałem Kim i przez większość naszego związku chodziłem rozdrażniony. Potrzebowałem seksu, ale poświęcałem się dla niej. Ona nigdy nie poświęciła się dla mnie.
Nie było co ukrywać, że z Hayley połączył nas seks, przynajmniej na początku. Ukradkowe pocałunki i flirty… aż w końcu nadeszła kumulacja, a z nią uczucie. Nie wyobrażałem sobie, że nagle mogłem zostać tego pozbawiony. Wściekałem się na samego siebie, bo ciągle miałem wrażenie, że byłem złym chłopakiem, że powinienem nie pokazywać po sobie, jak mi to przeszkadzało; powinienem ją wspierać jak tylko mogłem. To nie była jej wina. Wiedziałem to.
Ale gdy tak mnie odepchnęła… To zabolało. Jakby mnie uderzyła. Poczułem się jak jakiś pieprzony gwałciciel, poczułem się, jakbym ją skrzywdził, jakbym to ja zadawał jej ten ból. Tego już nie mogłem znieść. Sięgnąłem po papierosy, bo były obecnie jedyną formą rozrywki, która w dodatku pozwalała mi rozładować napięcie. Tylko one pozwalały mi się uspokoić, nawet jeśli były gwoździem do trumny, bo przecież Hayley nienawidziła palenia. Nie wiedziałem, co robić. Czułem się cholernie bezradny. Nie mogłem dłużej patrzeć na jej grymasy bólu. Musiałbym być masochistą. Ale jak mogłem jej pomóc? I jak mogłem ignorować część siebie, która domagała się fizycznego kontaktu? Jej na pewno też to przeszkadzało. Jeszcze niedawno byliśmy szczęśliwi, teraz wszystko zaczynało się między nami psuć. I nie mogłem oprzeć się myśli, że to była moja wina.
— Przepraszam — powiedziała cicho Hayley, kiedy stanęła obok mnie na balkonie, już w pełni ubrana.
— Nie przepraszaj — odpowiedziałem odruchowo, ale nie byłem w stanie na nią spojrzeć.
— Myślałam, że tym razem się uda… prawie się udało…
— Może nie powinniśmy więcej próbować. — Lekko łamał mi się głos, ale starałem się tego nie okazywać. — Nie chcę, żeby cię bolało. Nie mogę dłużej na to patrzeć.
— Ja też nie, ale brakuje mi normalnego seksu… tego, co było kiedyś… nie rozumiem, czemu teraz ciągle mnie boli…
— Mi też tego brakuje, ale mam dość wrażenia, że to ja sprawiam ci ból. — Przypaliłem papierosa w popielniczce i od razu sięgnąłem po drugiego. — Mam dość tego, jak na mnie wtedy patrzysz…
— To przecież nie twoja wina. — Dotknęła mojej dłoni. — Nie mam do ciebie pretensji, tylko do siebie…
— Ja też mam do siebie. I mówię ci, że dłużej tego nie zniosę, moja wina czy nie. — W końcu na nią spojrzałem. — Może tak nie uważasz, ale gdy tak na mnie patrzysz, wydaje się inaczej.  
— Przepraszam. Nie panuję nad tym. — Łzy napłynęły jej do oczu i znowu wyglądała, jakby miała się rozpłakać.
— Dlatego wolę przestać. Żebyśmy już nie musieli się rozczarowywać raz za razem.  
— Okej… — Objęła się ramionami, spuszczając wzrok. — Właśnie tego się bałam… Z Seanem było podobnie… poniekąd się tego spodziewałam…
Poczułem, jak w moje żyły wtłacza się natychmiastowo adrenalina i wściekłość. Odwróciłem się gwałtownie w jej stronę.
— O nie, nawet się nie waż porównywać mnie do tego dupka — warknąłem.
Spojrzała na mnie zaskoczona, ale jakby jednocześnie przestraszona.
— Ja nie… ja tylko… chodziło mi o to, że…
Czekałem chwilę, aż dokończy to zdanie, ale wyraźnie sama nie wiedziała, o co jej chodziło, więc w końcu wybuchłem:
— No, o co? Nawet nie wiesz! Proszę, powiedz mi więcej, jaki to był Sean! Porównuj nas dalej, to zajebiste uczucie.
— Nie krzycz na mnie! Nie masz pojęcia, jak to jest, kiedy nie czujesz ani odrobiny przyjemności, tylko sam ból! Chcesz wiedzieć, jaki był Sean? Proszę bardzo, zaraz ci powiem. Ciągle się wściekał i winą obarczał mnie, bo przecież jestem kobietą i powinnam dać mu to, czego chciał. “Nie mogłaś wytrzymać? Już prawie kończyłem”. — Głos jej się załamał, ale odchrząknęła i mówiła dalej: — Nie mogłam go zaspokoić inaczej, bo według niego byłam beznadziejna, więc mnie odpychał i wolał zrobić to sam. Krzyczał na mnie, że go nakręcałam, a potem przerywałam, bo coś sobie wymyśliłam. Nawet jeśli to nie ja inicjowałam seks, i tak zawsze to była moja wina. To chciałeś usłyszeć? — Spojrzała na mnie ze łzami w oczach.  
Chciałem ją przytulić, ale nie byłem w stanie. Wciąż byłem wściekły, że porównała mnie do niego, choć nie powiedziałem ani jednej z tych obrzydliwych rzeczy, które wymieniła. I nie, nie chciałem tego słyszeć. Moja nienawiść do tego durnia tylko rosła. Jak mógł mówić jej takie rzeczy? Pierdolony chuj.
— Nie jestem taki — wycedziłem przez zaciśnięte zęby. — I nie chcę być porównywany do tego śmiecia. I tak, masz rację, nie mam pojęcia, jak to jest, bo wcześniej nic się nie działo. Nie bolało cię. Chyba że udawałaś. Nie rozumiem tego. Dziwisz się, że krzyczę? Że jestem wkurzony? Musiałoby mi kompletnie na tym nie zależeć, żebym nie był! Może on cię odpychał, ale teraz to ty odpychasz mnie i to też boli! — Przypadkiem strąciłem łokciem popielniczkę, która stała na barierce, a ona spadła i z hukiem rozbiła się w drobny mak między naszymi stopami.
Hayley zadrżała lekko, po czym powiedziała drżącym głosem:
— Wiem, że nie jesteś nim, ale to nie zmienia faktu, że się boję… Bałam się, kiedy on mnie dotykał, że znowu nie wyjdzie, znowu będzie mnie obwiniał i teraz jest tak samo. Cholernie się boję, bo cię kocham i nie chcę cię stracić. Wiem, że jesteś inny, ale i tak wszystko psuję, bo sama jestem zepsuta i nikt nie może mnie naprawić… — Odsunęła się ode mnie, pocierając dłońmi ramiona, jakby było jej zimno i odwróciła wzrok, kiedy łzy spłynęły jej po policzkach.
Westchnąłem ciężko. Zerknąłem na potłuczone szkło i ująłem Hayley pod ramię.
— Chodźmy do środka, zanim się pokaleczymy. — Gdy już byliśmy z powrotem w mieszkaniu, powiedziałem: — Nie jest tak samo. Ja cię nie obwiniam. I przestań o nim mówić, bo zaraz naprawdę się wkurzę. — Wziąłem głęboki oddech. — Nie jesteś zepsuta. Jesteś chora. Nie ma ludzi idealnych. I nie stracisz mnie przez to.
— Chora czy zepsuta, a co za różnica? Wychodzi na to samo… — Przybliżyła się, objęła mnie rękami w pasie i się przytuliła. — Nie chciałam cię odepchnąć, przepraszam. Chciałam tylko, żeby przestało boleć, ale… nie przestało. Nawet jak wyszedłeś na balkon.
Objąłem ją z pewnym wahaniem. Nie chciałem czuć jej bliskości, jeśli zaraz znowu miała mnie odepchnąć. Może dla niej to była tylko chwila, ale dla mnie to znaczyło dużo więcej. I cholernie bolało. Pogłaskałem ją jednak po włosach, tłumiąc westchnienie i tętniący ból gdzieś w klatce piersiowej.
— Nie wiem, jak mam ci pomóc — powiedziałem szczerze. — Nie wiem, co robić.
— Ja też nie.
Chyba nie takiej odpowiedzi oczekiwałem. Co to znaczyło? Że już nie było dla nas ratunku? Że czasy dobrego i przyjemnego seksu już się skończyły? Że teraz przy każdej próbie zbliżenia miała płakać z bólu? Aż ścisnęło mi się serce.
— Może powinnaś pójść do lekarza i z nim o tym porozmawiać, skoro wcześniej tak nie było…
Pokiwała głową.
— Umówię się na wizytę. Może znajdzie jakieś rozwiązanie.
Skinąłem powoli głową. Może była jakaś nadzieja, ale raczej nikła — zwłaszcza że przed oczami wciąż miałem jej grymas bólu i odpychające mnie ręce. Obraz, który cholernie ciężko było wyrzucić z głowy.


Hayley

Umówiłam się na wizytę do ginekologa, ale nie spodziewałam się pozytywnych wiadomości. Lekarz powiedział, że na ból spowodowany przez endometriozę nic nie może poradzić. Ewentualną przyczyną mogły być jeszcze zrosty pooperacyjne, ale po zbadaniu mnie wykluczył taką możliwość. Zrosty po laparoskopii powstają rzadziej niż po innych zabiegach, a przy operacjach ginekologicznych chirurdzy umieszczają specjalną substancję, która ma im dodatkowo zapobiegać. Nick chyba miał nadzieję, że to coś, co można wyleczyć i wszystko wróci do normy, ale niestety. Napisałam mu wiadomość po wyjściu z gabinetu i mimo że wyświetlił praktycznie od razu, nie odpisał. Schowałam telefon do kieszeni bluzy i ruszyłam w stronę stacji metra, zakładając słuchawki na uszy. Coś się między nami zmieniło. Czułam, że się od siebie oddalamy, ale nie wiedziałam, jak to zmienić. Endometrioza ciągle mieszała mi w życiu. Kiedy myślałam, że gorzej już być nie może, nagle działo się coś nowego i to w najmniej odpowiednim momencie. Nie miałam nad tym żadnej kontroli. Nie chciałam, żeby Nick się obwiniał, bo to nie miało sensu. To nie była jego wina. Moja też nie — jednak to było moje ciało i nie potrafiłam znieść tego, jak zwracało się przeciwko mnie. Jedyną pozytywną wiadomością było to, że torbiele się nie powiększyły od ostatniej wizyty, ale co z tego, skoro nadal tam były.
Nadal pozostawała kwestia ciąży, ale kompletnie nie miałam do tego głowy. Wróciłam do domu i miałam ochotę zakopać się pod kołdrą, żeby popłakać sobie w spokoju. Postanowiłam jednak, że już za dużo łez wylałam przez tę głupią chorobę. Przebrałam się w legginsy i obcisły top, po czym założyłam Milo szelki i wyszliśmy do parku pobiegać. Jak na złość natknęłam się tam na młodą parę z wózkiem, ale przebiegłam obok nich, usilnie starając się patrzeć przed siebie. Później jednak na ławce zobaczyłam kobietę w zaawansowanej ciąży, a obok niej prawdopodobnie jej męża i kilkuletniego synka. Wyglądali na bardzo szczęśliwych. On ostrożnie złapał dłoń dziecka i przyłożył ją do brzucha, zapewne, żeby poczuł, jak jego siostra albo brat kopie, a ona patrzyła na nich z taką miłością, że musiałam odwrócić wzrok. To moglibyśmy być my — ja i Nick — ale nie będziemy. Nigdy. Nick był bezpłodny, a ja…  
Zamrugałam gwałtownie, żeby odgonić łzy i zwolniłam. Zatrzymałam się przy drzewie, żeby się trochę porozciągać, a potem sprawdziłam telefon. Nick nadal nie odpisał, ale właściwie co miałby napisać? “Okej, koniec z seksem”? Pewnie poszedł zapalić i coś zakuło mnie w sercu. Świadomość, że to ja byłam powodem jego palenia była jak otwarta rana, która nie chciała się goić. Kiedy ostatnio się do niego przytuliłam po naszej kłótni, prawie nie oddychałam. Śmierdział dymem, ale nie chciałam się odsuwać. Nie chciałam, żeby znowu poczuł się odtrącony. Zwłaszcza po tym, co powiedział. Nie chciałam go ranić. Wystarczyło, że mnie bolało.
Pogłośniłam muzykę, schowałam telefon i zawołałam Milo, po czym ruszyłam w drogę powrotną do domu z ciemnością depczącą mi po piętach.


Nicholas

Hayley: Właśnie wyszłam z gabinetu. To jednak endometrioza i nic się nie da zrobić...

Opuściłem telefon i od razu go zablokowałem, nie odpisując. Nie wiedziałem nawet, co miałbym jej powiedzieć. Moja i tak mała nadzieja szybko spełzła na niczym. Hayley nie można było pomóc. Lekarz nie mógł zrobić nic, by ulżyć jej w cierpieniu. Ta wiadomość mnie dobijała i wolałem wstrzymać się z rozmowami do czasu, aż będę panował nad swoimi emocjami.
Przypaliłem papierosa i wywaliłem go do kosza. Robiło się już chłodno. Jak na autopilocie wsiadłem w samochód i pojechałem do pracy, na której i tak nie mogłem się skupić, bo ciągle myślałem o Hayley i o tym, co teraz z nami będzie. Fakt, seks nie był najważniejszy w związku, ale nie dało się zaprzeczyć, że bardzo ważny, zwłaszcza jeśli się go lubiło i potrzebowało — a z nami na pewno tak było. Nie byliśmy świętoszkami, którzy decydowali się na zbliżenie raz na dwa tygodnie i w pełni im to wystarczało. Seks oralny też nie był rozwiązaniem. Chciałem ją czuć. Po prostu. I miałem wrażenie, że ona czuła to samo. Dlaczego to musiało się stać akurat teraz? Dlaczego wcześniej było dobrze, a teraz coś się zmieniło?  
Dzisiejszy wieczór był jednym z tych, kiedy różnym dziewczynom przypominało się, że mogły wyrzucić wszystkie swoje smutki barmanowi, który ciągle stał przy ladzie i w efekcie musiał ich słuchać. Robiłem już chyba piątego drinka dziewczynie, która na przemian śmiała się i płakała. I nie przestawała mówić.
— ...i wiesz, co ci powiem, Mick?! — wykrzyczała w pewnym momencie. Nawet jej nie poprawiałem, bo to nie miało sensu. — Że winy nigdy nie można zrzucić tylko na faceta. O nie, nie. To zawsze jest wina dwóch osób. Jego… i jego pieprzonej matki! — ryknęła tak, że parę osób spojrzało się na nią z politowaniem. Miałem ogromną ochotę iść stąd w cholerę, by uciec od jej głosu, ale przynajmniej wciąż kupowała drinki, a ja nie mogłem sobie pozwolić na bycie chamskim, więc próbowałem udawać zainteresowanego.
— Tak? A co zrobiła jego matka?
— Jest po prostu… niemożliwa! Za każdym razem krzywo na mnie patrzy! Tak jakby Jason wziął mnie z jakiegoś rynsztoku. Dosłownie, marszczy nos na mój widok, jakbym śmierdziała. Czy ja śmierdzę, Mick?
— Na pewno nie.
— I zawsze rzuca jakieś uszczypliwe komentarze pod moim adresem, ale oczywiście powiedziane tak, by ostateczny wydźwięk był pozytywny… Ostatnio powiedziała: “Ooo, chyba ci się trochę przytyło. Chcesz pójść ze mną na siłownię?”. A Jason powiedział, że to miło z jej strony! Miło?! Mogła w ogóle nic nie mówić. Jej też wylewają się fałdy tłuszczu! Boże, nigdy nie przypuszczałam, że będę w związku z maminsynkiem! Rozmawiałam z nim o tym milion razy i obiecał, że z nią pogada, żeby mi trochę odpuściła, ale oczywiście, nie za darmo. — Zaśmiała się gorzko. — A wiesz, czego zażądał? — Wykonała zapraszający ruch w moją stronę. Posłusznie pochyliłem się, by mogła wyszeptać mi głośno do ucha: — ANALU!
Mimo okropnego humoru prawie parsknąłem śmiechem.
— To dość ekscentryczna prośba — rzuciłem.
— Prawda? Ja wcale tego nie chciałam, ale on tak mnie namawiał… “Daj spokój, Jess, to w ogóle nie boli”. I wiesz co? Bolało! — oznajmiła donośnym tonem, dopijając drinka. Patrzyłem na nią z mieszanką współczucia i rozbawienia. Ta dziewczyna była szurnięta. Chyba nie powinienem robić jej już więcej drinków. — Te wszystkie teksty facetów… “Przelecę cię tak, że potem nie będziesz mogła usiąść”. Nie ma w tym nic fajnego! Siadanie jest zbyt przyjemne, by z niego rezygnować!
Właściwie pasowała mi jej obecność, bo skutecznie mnie rozpraszała, nawet jeśli ciągle myliła moje imię. Wkrótce jednak jej komórka zaczęła wibrować, bo ktoś do niej wypisywał. Westchnęła przeciągle.
— To moja siostra — burknęła. — Mówi, że po mnie przyjedzie.
— To dobrze. Masz chociaż załatwiony transport.
— Tak. — Znowu westchnęła. — Masz dziewczynę, Mick? — Spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami.
Mój dobry humor prysł jak bańka mydlana, bo przypomniała mi o tym, o czym usiłowałem nie myśleć.
— Tak.
— Kurde. — Westchnęła po raz trzeci. — Czyli nawet jakbym chciała zamienić Jasona na przystojnego barmana, to nie ma takiej możliwości.
— Przykro mi. Ale możesz przyjść innego wieczora, kiedy będzie tu mój kolega. On jest wolny.
— A jest tak przystojny jak ty?
Uśmiechnąłem się krzywo.
— Będziesz musiała przekonać się sama.
Pokiwała głową, po czym wstała z krzesła — nieco chwiejnie — i mi pomachała. Patrzyłem za nią, jak oddalała się w stronę wyjścia i czułem, że ciemność, którą chwilowo odgoniłem, znowu powracała.
***
Znowu siedzieliśmy całą czwórką w pizzerii — tej, co poprzednio. Tym razem było już inaczej, nie musieliśmy się z niczym ukrywać, wszyscy byli świadomi tego, co łączyło mnie i Hayley i tym oto sposobem byliśmy na podwójnej randce. Will nadal trochę się z nas śmiał — zwłaszcza z naszego udawania i kłamania — i wolałem, by już przestał. Może już nie ukrywaliśmy związku, ale ukrywaliśmy co innego — nowo powstałe problemy.
Próbowałem się rozluźnić, naprawdę próbowałem, ale widziałem, jak na mój widok Hayley mimowolnie się skrzywiła. Przed przyjazdem wypaliłem jednego papierosa i zapewne go wyczuła. Osobiście uważałem, że papierosy były lepsze od alkoholu, bo po nich nie było ryzyka, że nie będę wiedział, co mówię i co robię. Zapewniały kontrolę nad samym sobą. Usiłowałem zachowywać się tak, jakby wszystko było w porządku, ale łapałem się na tym, że bałem się ją chociażby przytulić, tak jakby endometrioza miała sprawiać jej ból absolutnie wszędzie i w każdej sytuacji. Zastanawiałem się, jak to o mnie świadczyło — czy byłem płytki, przejmując się naszymi problemami, jeśli dotyczyły tylko seksu, a nie bezpośrednio nas? Może. Ale patrząc na Hayley, utwierdzałem się w przekonaniu, że ona też nie była najszczęśliwsza. Nie powinniśmy byli przychodzić do tej pizzerii. Przywoływała wspomnienia, jak jeszcze niedawno się z niej ulatnialiśmy, by pójść prosto do łóżka. Teraz już nie mogliśmy tego zrobić. Sam chciałem przestać — bo to było lepsze niż patrzenie na jej ból.
Po zjedzeniu pizzy i pieczywa czosnkowego rozjechaliśmy się — Will pojechał z Emmą, a ja z Hayley, bo już wcześniej ustaliliśmy, że będzie u mnie nocowała. Rozmowa niezbyt się kleiła, ale miałem nadzieję, że może później będzie lepiej. Gdy weszliśmy do mieszkania, powiedziałem Hayley, żeby wybrała jakiś film albo serial do oglądania, a sam zacząłem otwierać wino. Wkrótce siedzieliśmy na kanapie, wbijając oczy w ekran. Hayley się we mnie wtulała, a ja obejmowałem ją ramieniem. Z pozoru było jak kiedyś, ale nie mogłem pozbyć się uczucia, że między nami było jakieś dziwne napięcie. Zwykle oglądanie filmu kończyło się seksem — teraz już nie wchodziło to w grę. W pewnym momencie złapałem się na tym, że wodziłem palcem po jej nagim ramieniu. Musiałem zacisnąć zęby i przestać. Dalej nie mogłem się posunąć, bo nie przyniosłoby to niczego dobrego.
W końcu zapytałem ją, jak szły jej zlecenia, bo film się skończył, a miałem dość ciszy i tego napięcia.
— Nie jest źle. Musiałam trochę ograniczyć ilość, bo zaczynałam się nie wyrabiać, no i ręka też odmawiała współpracy. Mój kręgosłup jest mi wdzięczny. — Uśmiechnęła się. — A u ciebie jak tam? Nadal podrywają cię jakieś rudzielce?
— Rudzielce się zmyły, ale pojawiły się jakieś szurnięte dziewczyny, które uznają, że jestem powiernikiem ich sekretów. — Opowiedziałem jej o Jess i o jej tragicznej historii z seksem analnym, a Hayley prawie zakrztusiła się winem.
— O Boże. I co jej powiedziałeś?
— Właściwie to nic, sama sobie odpowiadała. I nazywała mnie “Mick”.
Parsknęła śmiechem.
— To tylko jedna literka.
— Bardzo ważna literka. I nie wiem, czy jej pytanie o status mojego związku można uznać za podrywanie, ale to była bardzo dziwna rozmowa.
— Chyba często cię o to pytają, co? — Wpatrzyła się w swój prawie pusty kieliszek.
— Chyba tak. Może powinienem nosić obrączkę, wtedy by przestały. — Sam się zdziwiłem, słysząc te słowa i zaraz miałem ochotę je cofnąć. Co ja właśnie powiedziałem? Czy zadeklarowałem się, że chcę… Nie, na małżeństwo było grubo za wcześnie. Hayley pewnie też tak sądziła. Szybko dodałem: — Albo napiszę sobie plakietkę “zajęty” i będzie z głowy.
Hayley patrzyła na mnie przez chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
— Nie wiem, czy taka plakietka nie przyciągnęłaby jeszcze większej uwagi. Wiesz, zakazany owoc i te sprawy…
— Może. To co radzisz zrobić?
— Myślałam, że to ty udzielasz rad, skoro ci się zwierzają.
— Nie prosiła o radę. A nawet gdyby, to co miałbym jej doradzić? Chyba tylko użycie korka analnego.
— Brzmisz jak ekspert.
Zaśmiałem się.
— Nie w tej sprawie. Strzelałem tylko. — Nagle poczułem się nieswojo, rozmawiając o seksie. To był kolejny zakazany owoc, który chyba trzeba było sprzątnąć sprzed oczu. — Idziemy spać?
— Tak. Jestem zmęczona, siedziałam nad zleceniem do trzeciej rano. — Ziewnęła, dopiła wino i odstawiła kieliszek na stolik.
Dłuższą chwilę później leżeliśmy już w ciemnościach, przytuleni, przysypiając. Napięcie zniknęło, ale na pewno nie na dobre.  
Bardzo chciałem, żeby wystarczyło nam to, co mieliśmy teraz, ale obecna sytuacja nie odpowiadała żadnemu z nas i bałem się, że wkrótce nas zniszczy.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4903 słów i 26710 znaków.

1 komentarz

 
  • lolissss

    jest mi przykro ze jednak choroba się odzywa, szczególnie w momencie kiedy oboje byli po prostu w końcu szczęśliwi; wiadomo, z długo być tak nie może ale jednak .. :( mam nadzieje ze znajda jakieś np tabletki które pomogą hayley na ból, albo coś, chyba ze taka pomocą będzie ciąża  :rotfl:

  • candy

    @lolissss no niestety mało co może pomóc, a właściwie nic :sad: