W objęciach światła – rozdział 14

W objęciach światła – rozdział 14Hayley

Cudownie było budzić się w ramionach Nicka i mogłabym to robić już do końca życia. Nie wiedziałam jednak, czy on czuł to samo. Jeszcze spał, kiedy otworzyłam oczy, więc uniosłam się lekko na łokciu, żeby na niego popatrzeć. Wyglądał tak słodko z rozczochranymi włosami. Nie mogłam uwierzyć, że prawie byliśmy parą. Z każdym dniem kochałam go coraz bardziej i naprawdę chciałam, żeby nam się udało.  
Pochyliłam się, żeby pocałować go w policzek, potem w kącik ust, a potem w usta.
Chyba się obudził, bo przekręcił głowę tak, że wcisnął ją w poduszkę, z której wydobył się przytłumiony jęk:
— Nie chcę wstawać.
Zaśmiałam się cicho.
— Ja też nie, ale chyba musimy. — Podniosłam się i sięgnęłam do szafki nocnej po telefon, pochylając się nad Nickiem. Sprawdziłam godzinę i tym razem ja jęknęłam. — Nie mamy czasu na leżenie. Nie zdążymy chyba nawet zjeść śniadania.
— No to nie zdążymy. Przecież potem idziemy na dalsze jedzenie.
— Wiem o tym, ale już jestem głodna. Złapiesz mnie, jak zemdleję? — Spojrzałam na niego z uśmiechem.
— Ugghhh… — jęknął przeciągle, obracając głowę, by na mnie spojrzeć. — Powiedziałbym, że tak, żeby było romantycznie, ale jestem tak śpiący, że mój refleks może nie być tak dobry jak zazwyczaj.
— Szkoda, że nie możemy zostać cały dzień w łóżku — westchnęłam i zamiast wstać, położyłam się, żeby przytulić się do Nicka.
— Szkoda. Może powiedzmy, że zaszkodziło nam weselne jedzenie.
— Myślisz, że to przejdzie, jeśli tylko nam niby zaszkodziło? Will się chyba nie nabierze…
— Emma co najwyżej się nie nabierze — poprawił mnie. — A poza tym, co, zajrzą nam w żołądki? Może nasze są wyjątkowo wrażliwe.
— Kusisz. — Zaczęłam kreślić wzory palcem na jego nagiej klacie. — Może zrobimy tak u ciebie. Będziemy leżeć na super dużej i super wygodnej kanapie i…
— Owszem, bo super duża i super wygodna kanapa nie ma takich wspomnień, które teraz zyskało to łóżko. — Uśmiechnął się lekko. — A nie może być tak poszkodowana.
— Masz rację. — Też się uśmiechnęłam. — Musimy to jak najszybciej nadrobić. Wstawajmy, bo nie zdążymy. Jeszcze Will postanowi osobiście sprawdzić, czy jesteśmy gotowi i co? — Znowu pocałowałam go w policzek i tym razem wstałam z łóżka.  
— I zapewne szybko pożałuje swojej decyzji. — Nick podźwignął się do pozycji siedzącej, przetarł oczy, po czym założył ramiona za głowę i oparł się o wezgłowie. — A teraz już mogę popatrzeć, jak się przebierasz?
— Możesz, jak tylko wrócę — odparłam, wchodząc do łazienki.
Umyłam twarz i zęby, zrobiłam makijaż podobny do tego wczorajszego, a potem upięłam włosy. Wróciłam do pokoju, zdjęłam koszulkę, w której spałam, chociaż mi było trochę głupio rozbierać się przed Nickiem, mimo że już widział mnie nago. Założyłam bordową sukienkę na ramiączkach z asymetrycznym dołem, cały czas czując na sobie jego wzrok. Podeszłam do niego, odwróciłam się tyłem i zapytałam:
— Zapniesz?
— Dobry sposób, żeby zmusić mnie do wstania — rzucił i już po chwili czułam jego ręce na plecach i suwaku.
— Dziękuję. — Odwróciłam się do niego przodem. — Teraz ja popatrzę, jak ty się ubierasz, chociaż bez ubrania podobasz mi się bardziej. — Dotknęłam mięśni jego brzucha.
— A najbardziej ci się chyba podoba mój brzuch, co?
— No nie wiem, ciężko zdecydować, która część ciała podoba mi się najbardziej. — Zahaczyłam palcami o linię bokserek.
— Może ci mało? Bo jeśli tak, to zaraz znowu wylądujemy tam, skąd właśnie wstaliśmy.  
— Nie mamy czasu, poza tym czeka nas ciąg dalszy naszej tajnej misji. — Wspięłam się na palce i go pocałowałam. — Ubieraj się, bo się spóźnimy.
— Dobra — westchnął. — Daj mi chwilę.
Na parę minut zniknął w łazience, a gdy wrócił, wyciągnął z walizki kolejną białą koszulę i granatowe spodnie. Szybko je założył, a koszulę jedynie zarzucił na ramiona, po czym spojrzał na mnie wyczekująco.
— Zapniesz? — powtórzył po mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko, podchodząc do niego i zaczęłam zapinać guziki. Może nie szło mi to tak szybko, jak rozpinanie kilka godzin temu, ale w końcu zapięłam wszystkie.
— Proszę.
— Dziękuję. — Schylił się, by mnie pocałować, a jego oddech pachniał miętową pastą do zębów.
Musnęłam palcami jego policzek, oddając pocałunek, a potem odsunęłam się, by założyć buty. Schowałam telefon do czarnej kopertówki i właściwie byłam gotowa. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc poszłam otworzyć, rzucając Nickowi zaskoczone spojrzenie. Na korytarzu stał Will z Emmą.
— Gotowi? — zapytał mój brat.
— Ja tak. Nick? — Obróciłam się, żeby na niego spojrzeć.
— Wyglądam na niegotowego?
— Nie, ale wyglądasz na niewyspanego — odpowiedział Will. — O której wróciliście?
— Niedługo po was — powiedziałam, czując ucisk w żołądku.
— Przyjacielu, nie komentuj mojego wyglądu, a ja nie skomentuję twojego — odezwał się Nick.
— Sugerujesz, że wyglądam źle?
— Ależ skąd. Wyglądasz na cudownie wyspanego, kochanie — wtrąciła Emma, łapiąc go pod ramię. — Chodźmy już.
Will wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu zrezygnował i pozwolił  prowadzić się korytarzem. Zaczekałam, aż Nick do mnie dołączy i razem ruszyliśmy za moim bratem i jego dziewczyną.  
Drugi dzień bardziej przypominał amerykańskie wesele — obiad, po którym Para Młoda wyjeżdżała w podróż poślubną, a reszta gości zostawała, by porozmawiać i potańczyć jeszcze przez jakiś czas. Nie zamierzaliśmy długo się bawić, w końcu czekały nas trzy godziny drogi do domu. No i wybawiliśmy się już wczoraj, nadal trochę bolały mnie nogi, ale już niedługo będę mogła przebrać sandały na słupku na trampki. Po obiedzie udało nam się złapać resztę naszych znajomych z dzieciństwa i chwilę powspominać. Później przetańczyliśmy z Nickiem kilka piosenek, a kiedy chcieliśmy wyjść do ogrodu trochę ochłonąć, wpadliśmy na mamę Patricii.  
— Hayley! — Wyciągnęła ręce, żeby mnie przytulić. — Tak się cieszę, że udało wam się z Willem przyjechać.
— Ja też się cieszę, pani Ellis. — Uśmiechnęłam się.
— Taka ładna z was para — powiedziała, patrząc na Nicka. — Ile już jesteście razem?
Zatkało mnie. Nie pomyślałam, że ktoś mógłby wziąć nas za parę i zadawać takie pytania. Nie byłam na to przygotowana.
— My… — zaczęłam, zerkając na Nicka, bo właściwie nie wiedziałam, co powiedzieć. — Jakiś czas — wykrztusiłam w końcu.
— Szczęśliwi czasu nie liczą, co? — Uśmiechała się szeroko. — Ani się obejrzeć, jak staniecie przed ołtarzem, a potem to już tylko dzieci.
O, Boże. Zrobiło mi się słabo. Poczułam, że pieką mnie policzki i jak stojący obok mnie Nick cały zesztywniał. Gorączkowo myślałam, jak stąd uciec. Dlaczego gadała takie rzeczy? Widziała mnie ostatni raz chyba z dziesięć lat temu.
Już miałam coś powiedzieć, ale nie dała mi dojść do głosu:  
— Wiesz, Hayley, zegar biologiczny tyka. Im wcześniej zajdziesz w ciążę, tym lepiej. — Zacisnęłam palce na kopertówce. Jakim prawem mówiła mi takie rzeczy? — Dziecko to dar od Boga, a bez dziecka rodzina nie jest pełna i nigdy nie będzie.
Dar od Boga? Tego samego Boga, który pozwolił pijanemu wsiąść za kierownicę i zabić moich rodziców, a sam uszedł z życiem? Miałam dość tej rozmowy, tego wesela, tego wszystkiego.  
— Dziecko nie jest najważniejsze — powiedziałam opanowanym tonem, chociaż byłam zła i chciało mi się płakać. — Ani pani, ani nikt inny nie będzie mi mówił, kiedy i czy w ogóle mam zajść w ciążę. To, że jestem kobietą, nie znaczy, że muszę rodzić dzieci. A Bóg niech sobie weźmie swoje dary i wsadzi w…
— Hayley! — krzyknęła oburzona. — Nie bluźnij, dziecko. Co by powiedziała twoja matka?
To był cios poniżej pasa. Zabolało.
— Niestety się tego nie dowiemy, bo nie żyje — wycedziłam przez zaciśnięte zęby, bo bałam się, że zaraz się rozpłaczę.
Ruszyłam w stronę drzwi do ogrodu. Bez pożegnania. Miałam gdzieś, że to było niegrzeczne. Nie miała prawa wtrącać się w moje życie. Nie miała prawa wspominać o mamie w taki sposób. Zwłaszcza że zbliżała się rocznica śmierci rodziców. Nie znała dorosłej wersji mnie i mojej sytuacji. W jej oczach ciągle byłam nastolatką, której trzeba mówić, co powinna robić.  
Nick wyszedł chwilę po mnie. Od razu podszedł i mnie przytulił.
— Spokojnie — powiedział cicho. — Zaraz stąd pojedziemy i znikniesz jej z oczu. Już nie będzie wygłaszała swoich mądrości.  
Zaciskałam mocno powieki, ale łzy i tak popłynęły. Tuliłam się do Nicka, próbując uspokoić rozszalałe serce. Szczęście, które czułam jeszcze przed godziną, gdzieś uciekło. Nie wiem, ile czasu minęło, kiedy tak staliśmy przytuleni, ale w końcu odsunęłam się trochę od Nicka.
— Przepraszam, pobrudziłam ci koszulę — powiedziałam cicho, ocierając ostatnie łzy.  
— Nieważne. Mam powiedzieć Willowi i Emmie, że chcesz już jechać?
— Tak. To ja już pójdę i zaczekam na ciebie w pokoju, okej? Muszę to zmyć. — Wskazałam na swoją twarz.
Tusz do rzęs pewnie zostawił czarne smugi na policzkach i musiałam wyglądać strasznie.
— Dobra. Zaraz przyjdę.
Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam w stronę hotelu. Matka Patricii zepsuła mi cały dzień. Właściwie nie tylko mnie. Nick pewnie też nie chciał słuchać wykładu o dzieciach. Gdy dotarłam do pokoju, od razu zdjęłam buty i sukienkę, założyłam legginsy i koszulkę, po czym poszłam zmyć to, co zostało z mojego makijażu. Później rozpuściłam włosy, założyłam trampki i zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby. Wtedy drzwi się otworzyły. Wrócił Nick.
— Will i Emma się wymeldowują. Zaraz się stąd zmywamy. — Poszedł do łazienki po swoją szczoteczkę do zębów i też zaczął pakować rzeczy.
— Nie sądziłam, że ten dzień będzie tak wyglądał… — Zapięłam torbę i spojrzałam na Nicka, ale on nie patrzył na mnie.
— Pół dnia było dobre — stwierdził, patrząc się w swoją walizkę.
— Nawet bardzo. — Na samo wspomnienie moje usta rozciągały się w uśmiechu. — Nick… między nami jest okej?
— Pewnie. — Nadal na mnie nie patrzył.
To dlaczego nie chciał na mnie spojrzeć?
Upewniliśmy się, że niczego nie zapomnieliśmy i niedługo później już siedzieliśmy w samochodzie. Nick prowadził, Will siedział na miejscu pasażera, a ja i Emma z tyłu. Atmosfera była dziwna. Nie było już tak wesoło jak wczoraj, kiedy jechaliśmy w przeciwnym kierunku. Rozmowa się nie kleiła, chociaż brat usilnie próbował podtrzymywać temat. Emma próbowała mu pomóc, ale ja głównie patrzyłam przez okno i się nie odzywałam. Nick też milczał, skupiając się na drodze. Kilka razy nasze spojrzenia się spotkały w lusterku, ale on szybko odwracał wzrok. Powiedział, że między nami było okej, ale to nie była prawda. Dopiero co się całowaliśmy i byliśmy szczęśliwi, a nagle jedna krótka rozmowa wszystko zepsuła. Czułam to i przeklinałam Patricię i jej matkę, i to głupie dwudniowe wesele.  


Nicholas

Czułem w kościach, że coś w końcu się spieprzy. Wszystko szło za dobrze. Nawet nie przypuszczałem, że to wesele aż tak nas zbliży — dosłownie i w przenośni. Nie spodziewałem się, że w końcu pójdziemy do łóżka; czy może raczej — do toalety. W końcu zaczynało się układać. Mogłem być z nią i nie martwić się, że odejdzie, gdy odkryje mój sekret. Ona już go znała i… jej nie przeszkadzał? Nie wiedziałem, bo o tym nie porozmawialiśmy. Wiedziałem, że musimy to zrobić, ale tak ciężko było przerwać naszą bańkę szczęścia.  
W końcu pękła sama. Rozkoszny poranek we dwoje szybko się skończył. Domyśliłem się, że kobieta, która nas zaczepiła, była mamą Panny Młodej albo Pana Młodego, bo najwyraźniej znała Hayley od dawna. Najpierw zapytała, ile jesteśmy już razem. Byłem ciekawy odpowiedzi Hayley, bo żadna odpowiedź nie była dobra. Bo co miała powiedzieć? Że tak naprawdę to nie jesteśmy? Że to skomplikowane?  
Ale potem… zaczęła się gadka o małżeństwie. O dzieciach. Nawet nie sądziłem, że aż tak eskaluje. Humor od razu mi się popsuł, ale niczego nie mówiłem, bo to Hayley miała większe prawo się wściec i załamać. Gdy wspomniała o swojej zmarłej matce… Nie wiedziałem, jak zareagować, co powiedzieć. Zacząłem się zastanawiać, czy Hayley w ogóle chciała mieć dzieci. Z jej wypowiedzi wynikało, że niekoniecznie, ale może mówiła tak ze względu na mnie? Przecież już od dłuższego czasu wiedziała, że byłem bezpłodny, że nigdy nie dam jej dziecka, a wciąż powtarzała, że mnie kocha, że chce ze mną być. Wolała mnie niż dzieci? Bo jeśli tak, to nie było w porządku. Nie powinna musieć wybierać — a już zwłaszcza nie powinna wybierać tej złej opcji, którą byłem ja.
Ciężko było mi potem na nią spojrzeć. Starałem się nie obnosić ze swoimi uczuciami, bo to nie moje były tutaj ważne, choć czułem się podle. Nie byłem pewien, co właściwie tam robiłem. Po tym, jak uprawialiśmy seks w hotelowym pokoju, miałem ochotę powiedzieć Hayley to, co ona powiedziała mi już dawno temu — że ją kocham. Ostatecznie jednak się nie odezwałem. Coś mnie powstrzymywało. Może właśnie to, o czym gadała tamta kobieta, co wiedziałem ja i Hayley w głębi siebie też — nie byłem dla niej odpowiedni. Nie zdenerwowałaby się tak, gdyby tak naprawdę nie chciała dzieci. Chciała mieć rodzinę, a ja nie mogłem jej tego dać; dlatego wolałem nie mówić, co do niej czułem. Jeśli jednak miała wybrać innego, wolałem, by bolało mniej — i mnie, i ją.
Droga powrotna nie była już tak wesoła. Nie mogłem się powstrzymać od zerkania na Hayley, ale już było między nami inaczej. Nastrój dość szybko spadł. Uprzedziłem Willa i Emmę, że Hayley pokłóciła się z tamtą kobietą i że lepiej będzie unikać tego tematu. Mocno wciskałem gaz, bo chciałem już wrócić do domu. Musiałem pomyśleć.  
***
Następnego dnia kupiłem parę piw, mimo że moja wątroba jeszcze nie do końca odpoczęła po weselu. Potrzebowałem choć odrobiny alkoholu, by w spokoju zastanowić się nad tym, co właściwie było między mną a Hayley. Czy byliśmy razem? Co do niej czułem? Jak miała wyglądać nasza przyszłość? Czy ja jej wystarczę? Czy za jakiś czas nie stwierdzi, że jednak chce mieć dzieci — swoje własne, a nie adoptowane — i wtedy ode mnie odejdzie, a ja będę mógł powiedzieć “a nie mówiłem”? Coś mi mówiło, że to był całkiem prawdopodobny scenariusz.  
Po opróżnieniu drugiej butelki usłyszałem pukanie. Myślałem, że to Hayley, ale za drzwiami stała Angelika. Wpuściłem ją, bo nie miała najweselszej miny.  
— Co jest grane? — rzuciła od progu.
— To znaczy…?
— Zapadłeś się pod ziemię czy co? Nic się nie odzywasz. Nie piszesz, nie odpisujesz. Nie pamiętam, kiedy cię ostatnio widziałam.
Niechętnie musiałem przyznać jej rację. Ostatnio ją ignorowałem. Skupiłem się całkowicie na Hayley, a to nie było w porządku. W końcu Angelika była moją przyjaciółką. Część mnie chciała jej się zwierzyć z tego, co obecnie chodziło mi po głowie, ale ostatecznie sobie darowałem. W ramach przeprosin wyciągnąłem w jej stronę butelkę piwa.
— To mają być przeprosiny? — Zmarszczyła nos, ale wzięła butelkę.
— Tak, bo to piwo miało być dla mnie, więc doceń, że ci je daję.
Jej wzrok spoczął na pozostałych butelkach.
— Dlaczego znowu pijesz?
— Mówisz, jakbym miał problem z alkoholem — prychnąłem.
— A nie masz?
— Nie, nie mam. To tylko piwo.
— Parę piw.
— No to parę piw. Dzięki tobie wypiję o jedno mniej. — Wróciłem na swoje miejsce na kanapie. Angelika z wahaniem usiadła obok.
— Chyba nie jesteś w nastroju…  
— Skądże. — Właściwie dobrze, że przyszła. Mogłem skupić się na czymś innym. — Skoro już zrobiłaś mi nalot na chatę, to mów, co u ciebie.
Angelika zaczęła coś mówić o chłopaku, którego poznała przez aplikację randkową i to na chwilę rozproszyło moje myśli. Szybko zrobiło się ciemno i gorąco, więc przenieśliśmy się na balkon. Wyjątkowo nie pytała o Hayley, a mi wyjątkowo to pasowało. Miałem dość samego siebie. Dlaczego nie mogło być po prostu dobrze? Dlaczego znów coś musiało się spieprzyć? Dlaczego sam nie wiedziałem, co czułem?
W pewnym momencie moja komórka zaczęła wibrować. Serce mi drgnęło, gdy zobaczyłem na wyświetlaczu imię Hayley. Powiadomienie z Messengera mówiło, że wysłała mi zdjęcia. Otworzyłem czat i zobaczyłem, że były to nasze selfie z wesela. Przeglądałem je przez chwilę, po czym zamknąłem, nie zapisując żadnego z nich i nie odpowiadając. Zamiast tego otworzyłem kolejne piwo.
Angelika wkrótce wyszła, jeszcze szybciej niż przyszła — chyba miała mnie dość. Nic dziwnego. Siedziałem dalej na balkonie, a mój humor zmieniał się z sekundy na sekundę. W końcu miałem ochotę zadzwonić do Hayley i poprosić ją, by tu przyjechała. Chciałem ją rozebrać, popchnąć na łóżko i zrobić to, co zaczęliśmy w hotelu. Dlaczego tak bardzo skupiałem się na przyszłości, a ignorowałem to, co było teraz? Nie wiedziałem, co siedziało jej w głowie. Nie wiedziałem, czego chciała i nie mogłem przewidzieć, co będzie za jakiś czas. Nie chciałem jej odrzucać. Potrzebowałem jej. A może rzeczywiście nie chciała dzieci i dlatego moja bezpłodność nie stanowiła dla niej problemu? Może wkurzyła się tylko dlatego, że ktoś chciał dyktować, jak ma wyglądać jej życie. Każdy by się zirytował. Nie wszystko kręciło się wokół dzieci. Prawda?
Wziąłem komórkę do ręki, ale trochę kręciło mi się w głowie i literki rozmywały mi się przed oczami, więc zamiast pisać, zadzwoniłem. Czekałem parę chwil, aż odbierze. W końcu usłyszałem jej głos:
— Hej, Nick.
— Przyjedź — powiedziałem zachrypniętym głosem. — Proszę.
— Dobrze, niedługo będę. Do zobaczenia. — Brzmiała, jakby się uśmiechała.
Każda kolejna chwila samotności strasznie mi się dłużyła, więc gdy w końcu usłyszałem pukanie do drzwi, nic nawet nie powiedziałem, tylko od razu przyciągnąłem ją do siebie, całując. Chyba była zaskoczona.
— Wszystko okej? — zapytała. — Smakujesz… piwem.
— Mogłem wypić z jedną butelkę.
— Na pewno nie jedną. — Dotknęła palcami mojego policzka. — Co się dzieje?
— Chciało mi się pić. — Zaśmiałem się, chyba trochę za głośno. — I zdążyłem się już stęsknić.
— Ja też. — Uśmiechnęła się. — To dlaczego nie odpisałeś?
— Bo literki mi się rozmazują. Chodź. — Pociągnąłem ją na kanapę. — Chcesz piwa? Chyba jeszcze zostało.
— Nie, dzięki. Nie przepadam za piwem.
— To znaczy, że nie będzie całowania?
— Nie przyjechałam tu, żeby się nie całować, bo wypiłeś kilka piw.
— To dobrze. — Znowu ją pocałowałem, sadowiąc się za jej plecami, tak, że siedziała pomiędzy moimi nogami. Wydawała mi się nagle strasznie mała. — Chcesz coś obejrzeć?
— Chcę. Co proponujesz?
— Wybierz coś. — Podałem jej pilota.
Niezbyt widziałem, co kliknęła; efekt był taki, że wkrótce ekran telewizora zaczął migotać, a ona się w niego wpatrywała. Ja wpatrywałem się w nią. Muskałem nosem i ustami jej różowe włosy, odsłoniętą szyję.
— Myślałam, że chcesz coś oglądać — powiedziała, obracając w moim kierunku głowę.
— No przecież oglądam.
— Z nosem w moich włosach?
— No dobrze, już dobrze. — Spojrzałem prosto na ekran. — Oglądamy.
Nie minęło pięć minut, a znowu zacząłem lekko się wiercić. Może to był skutek wypitego alkoholu, a może tego, co już się między nami stało — już nie musiałem się powstrzymywać. Powoli przesunąłem rękę na guzik jej krótkich spodenek. Rozpiąłem go i wślizgnąłem się palcami pod materiał. Zaczęła szybciej oddychać, zwłaszcza gdy włożyłem delikatnie palce pod krawędź bielizny.
— Po co kazałeś mi coś wybrać, skoro chcesz robić coś innego? — zapytała, przyciskając swoje plecy do mojej klatki piersiowej.
— Bo to ty oglądasz. — Bardziej wysunąłem rękę, by wsunąć w nią jeden palec, kciukiem delikatnie okrążając łechtaczkę.
Jęknęła.
— A jeśli nie chcę oglądać?
— Mam przestać? — szepnąłem jej do ucha, gdy lekko odchyliła się do tyłu.
— Nie. — Znowu jęknęła.
— Tak właśnie myślałem. — Dołożyłem drugi palec, pochylając się nad nią i wpijając w jej usta. Teraz chyba już oboje mieliśmy gdzieś to, co leciało w telewizorze. Hayley na wpół siedziała, na wpół leżała tuż pode mną, a ruchy mojej ręki były coraz szybsze. Jęczała w moje usta, a jej dłoń znalazła się w moich włosach, które lekko pociągnęła.
— Nie — wydyszała nagle, łapiąc mnie za dłoń i wyciągnęła ją ze swoich majtek. — Rozbieraj się. Szybko.
Nie musiała mi tego dwa razy powtarzać. I tak byłem już maksymalnie nabuzowany. Z niej ściągnąłem tylko spodenki i majtki, bo nie mogłem już wytrzymać. Szybko przygniotłem jej ciało swoim, w duchu ciesząc się, że nie musiałem już używać prezerwatyw. Finał był dość szybki, tak samo jak moje ruchy — wbijałem się w nią z impetem, w pewnym momencie bałem się nawet, że mogło ją zaboleć, ale nic na to nie wskazywało. Po wszystkim oboje ciężko dyszeliśmy.  
Hayley pocałowała mnie czule, po czym wzięła swoją bieliznę i poszła do łazienki. Głęboko odetchnąłem, na powrót się ubierając. Ciężko było określić, czy to był dobry pomysł, Hayley ewidentnie zauważyła, że coś było nie tak. Nie chciałem, by pomyślała, że znowu wracałem do picia. Musiałem naprostować sytuację.
— Kanapa zyskała nowe wspomnienie — powiedziała z uśmiechem Hayley, gdy wróciła i usiadła obok. — Jedno z wielu, mam nadzieję.
— Kolejne zapewne będzie, gdy znowu będziemy coś oglądać.  
— Czy to znaczy… że jesteśmy razem? — Spojrzała mi w oczy.
Zanim zdążyłem się rozmyślić, albo powiedzieć coś, czego będę potem żałował, przyciągnąłem ją bliżej siebie.
— Tak. Jesteśmy.
Uśmiechnęła się jak wtedy, gdy kupiłem jej piwonie i przygotowałem ciasto jagodowe, po czym zaczęła mnie całować. Wydawała się szczęśliwa. Wyglądała, jakby niczego jej już nie brakowało. Jakbym jej wystarczał.
Ale czy na pewno?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4197 słów i 23169 znaków, zaktualizowała 22 cze o 16:36.

2 komentarze

 
  • Wili

    A już było tak dobrze.... jeszcze tylko brakuje pojawienia się Kim i jej gadania  "Pewnie mnie z nią zdradzałeś "

  • candy

    @Wili haha :D stwierdziłyśmy, że Kim już tu było aż za dużo  :rotfl:

  • Gazda

    Ja pierdziu. Czemu tak komplikują sobie życie?
    Mogliby się w końcu zdeklarować co jest między nimi a nie tylko ładować w łóżku i udawać że nic się nie dzieje złego. :bravo:

  • candy

    @Gazda jakby sobie nie komplikowali to nie byłoby fabuły :D Nick jest za uparty, a Hayley ukrywa przed nim ważną rzecz. Znowu ciężko się zebrać do rozmowy...