Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Trzy dni, część ostatnia.

Po godzinie wrócił do domu, bo po drodze kupił jedzenie. Sara jeszcze nie bardzo mogła się pozbierać. Przywitał się z żoną, całując ją w policzek.  
– Przygotuję obiad. – rzekł.
– Trochę gotowałam, a resztę Megan mi pomogła. Jest twarda.
– To prawda. Pójdę do niej, dobrze?
– Tak, mamy ja teraz jedną – zaczęła znowu płakać.
Jonathan czuł, że jego serce tną ostrza. Nie mógł przez chwilę głębiej oddychać.
– Nie płacz kochanie. – szepnął.
– Nie potrafię nie płakać. Bardzo ją kochałam, wiem, że ona mnie też. Mam nadzieje, że mi wybaczyła, że ją wówczas uderzyłam.
Sara mówiła to za każdym razem, każdego dnia, kilka ray dziennie, a Jonathan powtarzał niezmiennie to samo.
– Wybaczyła ci, przecież ci to powiedziała.
– Tak, wiem, że mi to powiedziała, ale tego dnia napisała tekst do ciebie i Megan, a do mnie nie.
– To nic nie znaczy. Wybaczyła ci, uwierz w to.
Pocałował ją w czoło i poszedł do pokoju córki. Tym razem kiedy zapukał do drzwi, odezwała się od razu.
– Wejdź, tato.
Chyba nigdy się nie myliła w tym, kto do niej puka. Być może on robił to inaczej niż żona.
– Hej – powiedział.
– Hej, jak mama.
– Bez zmian. Nadal się zadręcza tym, że ją spoliczkowała.
– Och, Rooney jej wybaczyła. Mama jest biednym, małym głuptaskiem.
– Megan, mogę cię o coś zapytać, ale najpierw muszę ci coś powiedzieć. To będzie bardzo, ale to bardzo trudne dla ciebie.
– Pytaj, a najpierw powiedz.
– Pamiętasz ten dzień, kiedy poczułaś zapach damskich perfum ode mnie?
– Tak.
– Następnego dnia spałem z tą kobietą. To koleżanka z pracy. Powiedział mi po tym, że kocha się we mnie od sześciu lat, ale tego dnia, ja chciałem.
Jonathan spodziewał się zdziwienia, złości, czegokolwiek, ale nie tego.
– Domyśliłam się. Czy to Tracy?
– Skąd wiesz?
– Była na pogrzebie. Spojrzała na ciebie. Tylko kobieta, która kocha, tak patrzy. Ludzie zafascynowani ciałem lub pragnący zbliżenia fizycznego tak nie patrzą. Nie rozumiem, jak mama tego nie wie. Chciałeś o coś zapytać?
– Tak. Zaskoczyłaś mnie. Czy powinienem powiedzieć o tym mamie?
– Nie teraz.
Jonathan popatrzył na córkę.
– Tracy poradziła mi to samo.
– Powiesz jej kiedy będzie gotowa z tobą na zbliżenie – Megan była zdecydowana i dorosła, nie miał co do tego żadnych wątpliwości.
– Nie mogę z tym żyć. Nie, że to zrobiłem, tylko iż ona mnie przeprasza za tamto, a nie wie, że spałem z inną kobietą.
– Zapytałeś, to powiedziałam, co czuję. Nie jesteś najbardziej poszkodowany na świecie. Ludzie muszą żyć z różnymi prawdami. Daj jej czas. Teraz jej tylko zaszkodzisz.
– Dobrze – odrzekł złamany.
– Czy Tracy coś jeszcze ci powiedziała? – Megan patrzyła mu prosto w oczy.
– Nie, a właściwie tak. Powiedziała, że chętnie się z tobą spotka jeżeli wyrazisz chęć. Powiedziała i to już na początku, że weźmie na siebie winę i powie Sarze, że to ona mnie uwiodła.
– Wygląda na to, że naprawdę cię kocha. Czemu nikogo nie ma? Taka kobieta zasługuje, by mieć kogoś dobrego.
– Rozumujesz jak ja. To samo jej powiedziałem.
– Wy mężczyźni macie jeden zasadniczy problem. Nie dostrzegacie innych uczuć i jesteście w większości wrażliwi tylko na swoje. Nie potępiam cię za to co zrobiłeś, mówiłam ci, że się doigra. Nie powinieneś tego robić, ale pewnie wszystko razem się na to złożyło.
– Wybacz.
– Ja. Ja ci wybaczam. Nie wiem, jak mama zareaguje. Kocha cię więc powinna wybaczyć, ale jeżeli jeszcze raz to zrobisz, stracisz nie tylko ją, ale i mnie.
– Nie zrobię tego więcej.
– Idź do niej. Ona cię potrzebuje.

                                                                                                  Miesiąc później.

Tracy spotkała się z Megan. Zielonooka była zachwycona córka Jonathana. Dziewczyna zrobiła na niej lepsze wrażenie, niż Tracy sobie wyobrażała. Sama Megan nie była na nią zła, jak mogłaby być po wysłuchaniu jego słów. Tracy, czując, ze dziewczyna jest bardzo mądra i dobra objawiła jej jeszcze kilka swoich tajemnic, co sprawił, ze córka Jonathana jeszcze bardziej ją zrozumiała. Poprzedniego wieczoru całował się z Sarą. Nie tak jak do tej pory podczas dobrych dni, ale odczuł, że żona zaczyna powoli wychodzić z kompletnego załamania po stracie córki. Natomiast Jonathan podupadał w środku. Czuł się bezsilny, chciał pozbyć się tego ciężaru, a z drugiej strony wiedział, że tym sprowadzi żonę z powrotem do doliny nieszczęścia i płaczu. Rozmawiał z żoną, potem z córką. Potem poszedł i siedział sam w swoim gabinecie.  
Wstał w środku nocy, zegarek wskazywał trzecią dziesięć. Podniósł się cicho by nie budzić Sary. Poszedł do swojego gabinetu. Założył spodnie do dresu i bluzę. Podszedł do sejfu. Otworzył go i wyjął pistolet. Sprawdził, czy jest nabity. Samochód Rooney sprzedali, miał teraz zawsze miejsce w środku, ale mało kiedy parkował w garażu. Jego Sierra stała na zewnątrz. Cicho zdjął rower, wiszący na ścianie, wyszedł frontowymi drzwiami i pojechał.
Megan obudziła się pięć minut po nim. Czuła się niespokojna. Weszła cicho do ich sypialni. Przeczucie ją nie myliło. Weszła do garażu, zobaczyła jego trucka przed domem. Spojrzała na ścianę i dostrzegła brak jego kolarki. Wróciła do swojej sypialni. Szybko założyła dresy, bluzę i skarpetki i sportowe buty. Czuła, że ojciec może być tylko w jednym miejscu, ale co gorsze, wiedziała, co chce zrobić. A na to nie mogła pozwolić. Wzięła swój rower.
Po dziesięciu minutach dojechała. Odłączyła kilka minut wcześniej przednie światło. Dla ostrożności jechała chodnikiem, chociaż o tej porze ruch był minimalny i mogłaby jechać jezdnią. Zobaczyła go klęczącego przy płocie, w miejscu, gdzie tygodnie wcześniej, zginęła jej siostra. On jej nie słyszał. Megan się nie myliła. W jego dłoni dostrzegła ciemny przedmiot.
– Co chcesz zrobić? – powiedziała ostro.
Zaskoczony drgnął. Stała tuż przed nim. Wstał.
– Nie mogę z tym żyć. Z tym wszystkim.
– Jesteś tchórzem. Egoistą. Tylko ty się liczysz, że cierpisz. Prawda? To, że mama cierpi, nie jest ważne, co? To, że ja straciłam siostrę i przyjaciela masz gdzieś!
– To wszystko jest ważne, ale muszę jej to powiedzieć, a nie mogę.
– Daj mi pistolet!
– Nie powstrzymuj mnie.
– Daj mi broń!
Wahał się.
– W takim razie najpierw w mnie zabij. W końcu nigdy mnie nie pokochasz jak Rooney, prawda? 
– Nie mów tak, kocham cię!
– Daj mi pistolet!
Poczuł kompletna bezsilność. Oddał jej broń. Nie rozumiał jak, ale Megan musiała znać się na broni, bo zabezpieczyła Glocka17 i schowała do kieszeni.
– Kochałeś ją bardziej, bo cię pocałowała?
– Mówię ci, że kocham cię tak samo.
– Powiesz jej kiedyś, ale jeszcze nie teraz. Powiesz jej albo I nie będziesz musiał. Nie umiesz obserwować. Ona wie.
– Skąd wiesz?
– Bo jestem kobietą. Mam czternaście lat, ale jestem kobietą. Co mam zrobić, żebyś mnie pokochał jak Rooney?
– Kocham cię jak Rooney.
– Pytam co mam zrobić?
– Nic nie musisz robić. Uwierz mi, że kocham cię jak ją.
– Chciałeś mnie zostawić, ty egoisto. Chciałeś zostawić mamę. Powinnam cię znienawidzić.  
Jonathan podszedł do niej i objął ją mocno
– Wybacz mi kochanie.
– Zawsze byłam za tobą, nie widziałeś tego, ale rozumiem – chlipała.
Jonathan poczuł się jak jeszcze nigdy. Miał zawsze obok siebie trzy cudowne istoty, a widział tylko dwie. Uśmiechnął się przez łzy. Uznał, że to, co jej powie, jest głupie i z pewnością niepotrzebne.
– To nie prawda, że kochałem ją więcej dlatego, że mnie delikatnie pocałowała z czystej miłości.
– Mnie się jednak zdaje, że dlatego. Nie chciałam jej kopiować, ale mogę ci przysiąc na wszystkie świętości, że kochałam cię tak samo mocno jak ona i kocham cię, mimo że jesteś egoista i tchórzem.
– Już nie będę taki, obiecuję.
– Co zrobisz, żebym w to uwierzyła?
– Chce coś zrobić, ale wówczas do tych słusznych epitetów dorzucisz, że jestem zbokiem.
– Nie jesteś. Jesteś dobrym ojcem i dobrym mężem. W życiu są czasem takie sytuacje, które nie powinny się zdarzyć. Trzy miesiące się oskarżałam, że powinnam mocniej ją przekonać, że Jane nie była dla niej dobrym kompanem, ale to, co się stało, może się zdarzyć zawsze. Jesteśmy delikatni i wrażliwi. Ona była czysta, więc jest z Bogiem, a jeżeli nie jest jeszcze, to będzie. Wracajmy, bo mama się obudzi i zacznie odchodzić od zmysłów.
– Dobrze, ale coś powiedziałem.
Megan wytarła łzy i uśmiechnęła się do niego.
– Wy faceci jesteście przewidywalni. Wiem, co chciałeś zrobić, zboku.
– Zważaj, co mówisz, jestem twoim ojcem. Pozwalasz sobie za dużo – udał zagniewanego.
Jutro mm randkę z Oliwierem. Oczywiście dam mu się trzymać za rękę, ale nic więcej.
– Do czego zmierzasz?
– Wiesz do czego.
– Obiecałem sobie, dzień przed tym dniem kiedy straciliśmy Rooney, że będę ci okazywał więcej miłości, byś miała pewność, że kocham cię tak samo jak ją. Teraz mamy cię tylko jedną, chociaż w sercu kocham Rooney tak samo.
– Nie jestem o to zła, ani zazdrosna, też ją kocham tak samo i tęsknię za nią.
Megan wtuliła się w jego ramiona.
– Nie wiem, czy będę umieć okazywać ci uczucia, jesteś inna. Bardzo kochana, dobra i mądra, ale inna.
– Ona też umiała ci to okazywać tylko w jeden najlepszy sposób.
– Nie będziesz na mnie zła, kochanie?
– Czemu mam być zła, kochasz mnie.
Jonathan ujął jej policzki i pocałował jej usta. Trochę mocniej niż dotknięcie skrzydłem motyla.
Megan się tylko nieznacznie uśmiechnęła i nie powiedziała nic na ten temat.
– Ona wie, i ci wybaczyła, ale jeżeli naprawdę będziesz musiał jej to powiedzieć, to zrób, tylko jeszcze nie teraz. I naprawdę już jedźmy, bo naprawdę będzie kłopot.
Nagle Jonathan sobie wszystko przypomniał. Kiedy Rooney miała gorączkę i przyszła do niego i potem go pocałowała, wówczas dostrzegł kogoś za rogiem ściany, ale wolał o tym nie pamiętać. Tam wówczas stała mała, dziewięcioletnia Megan.
– Zawsze tego chciałaś? – zapytał bez obawy.
– Od tego czasu kiedy cię pocałowała pierwszy raz. Zazdrościłam jej tego, że to potrafi. Bardzo chciałam cię pocałować tak samo, bo wiedziałam, że to jest taki specjalny pocałunek, nie jak robiłeś to z mamą, bo też was nieraz widziałam. Ale postanowiłam sobie, że tego nie zrobię. Pomyślałam wtedy, że kiedy ty mnie tak samo pocałujesz, uwierzę, że mnie kochasz jak ją. Teraz ci wierzę.
– Ale miałaś wtedy dziewięć lat!
– Być może, kobiecie nie wypomina się wieku.
Wsiadła na rower i zaczęła jechać i uważała, by pistolet nie wypadł jej z kieszeni. Jonathan jechał za nią i nareszcie poczuł się silny i szczęśliwy. Od tej chwili wiedział, że jego ja, nigdy już nie będzie na pierwszym miejscu. Dojechali do domu.
Obudził się rano i zobaczył, że Sara patrzy na niego.
– Dawno wstałaś kochanie? – zapytał.
– Jakieś pół godziny temu. Wiem, że się czymś dręczysz od kilku miesięcy. Wiem, że spałeś z kobietą i wiem z którą. To Tracy, prawda?
– Tak.
– Spotkałam się z nią i ją zapytałam. Mówiła, że cię uwiodła i omamiła, ale kłamała. On cię kocha. Miałam sen. Śniłam Rooney, że jest z Bogiem i jest szczęśliwa.
Wstała i podeszła do lustra. Słońce oświetlało jej cudną sylwetkę. Sara odwróciła twarz w jego kierunku
– Jesteś szczęściarzem.
– Jestem.
– Pokochałam cię, potem pokochał cię Tracy, potem Rooney. I chyba Megan w tym samym czasie pokochała cię tak samo. Wiesz, że ma dzisiaj randkę?
– Tak, z Oliverem.
– Czyli tobie też powiedziała.
– Ma do mnie zaufanie. Sądzę, że do mnie ma większe. Powiedziała mi, że zawsze bardzo cię kochała i trochę była zazdrosna, że okazujesz większe uczucie Rooney. Zapytała mnie, czy nie będę na nią zła jeżeli kiedyś pocałuje cię jak Rooney I powiedziałam, że nie będę, jeżeli zrobi to w taki sposób.
Sara uśmiechnęła się i nadal patrzyła na męża.
– Co?
– Zapytała mnie również, czy nie będę zła na ciebie, jeżeli ty ją pocałujesz
– I co jej powiedziałaś?
– Ze nie.
Nie umiem inaczej okazać bardziej uczucia córce.
– Wiem. Jestem już gotowa, mnie umiesz okazać uczucie inaczej, prawda?.
Sara zamknęła oczy i rozchyliła usta. Jonathan pocałował ją czule. Jak mąż.
– Już nigdy nie będę na ciebie zła. – szepnęła.
– Kocham cię Saro.
– I ja kocham ciebie. A bym zapomniała. Tracy podoba się bardzo mojemu koledze z pracy. Mają się spotkać. Chyba potrzebowała, by się odkochać tego, żebyśmy my się całkiem pogodzili. To była moja wina, więc ci wybaczam, ale nigdy więcej tego nie rób.
– Jesteś jak Megan. Powiedziała mi to somo.
– To ona jest jak ja, głuptasku. To moja córka.
– Nasza, skarbie. – rzekł cicho Jonathan.
– Nasza. Bardzo cię chcę, ale poczekamy do wieczora, dobrze?
– Oczywiście, kochanie.
Sara wstała i zaczęła czesać włosy. Promienie rannego słońca oświetlały jej sylwetkę widoczną przez cienką bawełnianą koszulkę. Jonathan miał problem, bo nie miał pewności czy wytrzyma do wieczora. Ona czuła jego spojrzenie. Może z powodu całej tej sytuacji nie dostrzegli Megan stojącej w drzwiach ich sypialni. Dziewczyna stała i patrzyła na cudowną sylwetkę matki, dostrzegała rozmarzony wzrok Jonathana obserwującego jej mamę i zastanawiała się nad tym gdzie jest granica miłości, którą chciała im właśnie okazać. Powoli weszła do środka, bo miała tyle pytań...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 2449 słów i 13876 znaków, zaktualizował 31 lip o 1:29.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto