Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Trzy dni część 3

Sara patrzyła za odchodzącą córką.
–  Boże, dlaczego to zrobiłam? Jest dobra, czysta i mądra. Wiesz, że ją kocham mocno. Wiesz, że kocham Megan i wiesz, że kocham Jonathana. Dlaczego postępuję tak głupio i robię błąd po błędzie? – szepnęła.
Zastartowała wóz i ruszyła w kierunku domu. Przed wjazdem do garażu wyjęła komórkę i znowu nacisnęła wskazującym palcem imię swojego męża, lecz ponownie zrezygnowała z rozmowy z nim.
–  Nie, muszę to zrobić inaczej. –  powiedziała do siebie.
Poczuła się słaba i nikomu niepotrzebna. Wjechała do garażu, zatrzymała Toyotę i wysiadła z auta. Weszła do domu, zdjęła buty i od razu poszła do ich sypialni. Położyła się na łóżko i wtuliła głowę w jego poduszkę. Czuła jego zapach. Przez dłuższy czas utrzymywała się na pograniczu jawy i snu.  
Musiała jednak się zdrzemnąć, w końcu w nocy niewiele spała.  
Nie mogła zasnąć i wiele godzin patrzyła na niego, jak śpi. Kilka razy powstrzymywała się, by nie dotknąć jego szerokich pleców. Dlaczego okazała się taką zimną suką? Każdy kolejny raz, kiedy wyciągał do niej dłoń na zgodę, odtrącała ją. I o co do cholery poszło? O nic, dokładnie o nic.
                                          Trzy tygodnie temu.  
                              Piątek, godzina szósta trzydzieści. 

Prosiła go, by był o szóstej. Obiecał, że będzie. Siedziały wszystkie trzy przy stole i czekały. Sara postawiła jedzenie piętnaście po szóstej.
–  Nie możemy poczekać jeszcze trochę? –  poprosiła Rooney.
–  Smacznego – Sara zaczęła jeść.
Megan spojrzała na siostrę i również zaczęła spożywać posiłek.
–  Pewnie coś mu wypadło – powiedziała pomiędzy jednym a drugim kęsem, młodsza z córek.
–  Prosiłam – odrzekła mama.
W jej głosie czuć było więcej żalu jak niezadowolenia.
–  Z tego co wiem, miał wpaść do malla – zagadnęła Rooney.
Sara popatrzyła na córkę.
–  Dziwne, że ja o tym nic nie wiem.
–  Bo nie jesteś jego oczkiem głowie – zażartowała Megan.
–  Nie jego, tylko taty – poprawia ja matka – mówiłam ci już wiele razy, żebyś mówiła o ojcu z należnym mu szacunkiem.
–  Tacie to nie przeszkadza.
–  Rooney nigdy nie robi takich pomyłek. –  matka niepotrzebnie weszła z młodszą córką w dyskusję słowną.
–  Widocznie nie wszyscy są tacy sami.
–  Zrobiłaś się ostatnio przemądrzała i pyskata – odrzekła nieco ostrzej, Sara.
–  Przepraszam, jeżeli cię uraziłam – odpowiedział dziewczynka.
Zapanował cisza. Kończyły pyszną lasagne, ale z uwagi na atmosferę nikt nie powiedział słowa, że mama przeszła samą siebie, że sos jej wyszedł wyśmienity i że sałatka to wprost niebo w gębie.
–  Hej – coś tu wspaniale pachnie – Jonathan z uśmiechem na ustach wszedł do kuchni.
–  Zostało dla ciebie w garnku, a sałatka w lodówce.. Nie będę dwadzieścia razy przygrzewać. –  zimno i sucho skwitowała jego miłe słowa, Sara.
Uśmiech od razu zszedł z twarzy bruneta.
–  Nie musisz być od razy zła jak osa, co ci się stało?
–  Prosiłam, żebyś był o szóstej, a nie trzydzieści minut później.
Dziewczyny popatrzyły po sobie i wstały od stołu.  
–  Potowarzyszyłabym ci, ale nie chcę też podpaść – powiedziała Rooney do ojca.
Jeszcze nie opuściły kuchni kiedy Sara podparła się pod boki i chyba nie przemyślała, że powinna na tym co powiedziała zaprzestać. Wyglądała wyjątkowo bojowo.
–  Rooney powiedział, że poszedłeś do malla, czy to był powód spóźnienia?
Jonathan spojrzał porozumiewawczo na starszą córkę i powiedział coś, co okazało się zapalnikiem do całej awantury.
–  Chciałem sobie coś kupić.
–  Kupiłeś coś fajnego? – zapytała Megan.
–  Dwie pary skarpet i krawat – uśmiechnął się miło.
Sara zrobiła się czerwona ze złości.
–  I jeszcze się śmiesz śmiać, egoisto – zła jak jesienna burza wyszła z kuchni.
–  Przeciągnąłeś, tato. Mówiłeś mi, że chciałeś jej coś kupić. –  powiedziała ciszej Rooney.
–  Okej, przejdzie jej, to jej dam. Wiesz, że głównym powodem, że tam poszedłem był prezent dla niej.
–  Tylko mama tego nie wie. Rozegrałeś to fatalnie. Jak ktoś jest wściekły, to się tak nie żartuje. Pójdź teraz do mamy, daj jej co kupiłeś i przeproś, że zażartowałeś – Megan po raz kolejny zapomniała dodać, tato. 
A może faktycznie nie zwracała na to uwagi. W każdym razie Jonathan nic na to nie powiedział. Dziwne, że raziło go gdy Rooney mówiła mu na ty.
–  Poczekam do wieczora. –  odrzekł spokojnie.
–  Błąd, Jonathanie Petrson –  rzekła młodsza i wyszła z kuchni.
–  Czy Megan naprawdę jest przemądrzała i pyskata, czy ma rację? –  zapytał starszą.
–  Moim zdanie, głupia nie jest. Wierz, mi, że pobyłabym z tobą, ale mama uzna, że jest trzy do jednego. To smacznego. –  zrobiła krok w jego kierunku, ale zrezygnowała z podjętej decyzji.
Chciała go co najmniej przytulić, ale bardziej chciała pocałować, tym razem w policzek. Jonathan trochę zasmucony podgrzał lasagne i po chwili usiadł do stołu. 
Megan siedział w swoim pokoju i ważyła w sobie, czy pójść do mamy i objawić jej prawdziwy powód spóźnienia jej ojca, ale uznała, że może nie powinna. Potem kiedy zobaczyła, jak źle rozwija się sytuacja, pożałowała, że tego jednak nie zrobiła. Sara nie odzywała się do niego wcale. W końcu, koło ósmej przyszedł do jej pokoju. Siedziała i przeglądała ilustrowany magazyn dla kobiet.
–  Żartowałem. Kupiłem sobie skarpetki i krawat, ale dłużej mi zajęło szukanie czegoś dla ciebie. Kupiłem ci sweter z wełny. –  położył pudełko.
Sara nie oderwała nawet oczu od gazety. Wobec tego, nadal pełen optymizmu mężczyzna, otworzył pudełko i położył przed nią sweter.
–  Kolor mi nie odpowiada. –  oceniła chłodno.
Wzięła jednak prezent do ręki i popatrzyła dokładniej.
–  Uważasz, że jestem za gruba? Nie widzisz, że to jest za małe?
Jonathan nie odebrał jej słów jako ataku, więc od razu odpowiedział zgodnie z prawdą.
–  Ostatnio kupiłem ci coś w takim samym rozmiarze i pasowało – jego entuzjazm i optymizm sygnalizował tylko, że istnieje, chociaż niewiele tego w nim zostało.
–  Gdybyś więcej mi poświęcał uwagi, to byś wiedział co noszę i w jakich rozmiarach i kolorach.
Powinien spasować lub odczekać, ale spróbował ostatniej opcji.
–  Mogę zamienić.
–  Dziękuję bardzo. Kiedyś kupowałeś ze mną.
Jednak wybuchł, chociaż nie tak mocno.
–  Czepiasz się. Powiedz naprawdę, o co ci chodzi? –  nie wytrzymał.
–  O wszystko. Nie naprawiłeś tego uchwytu w garażu, wiecznie zostawiasz brudne ubranie, nie tam gdzie prosiłam.
Nie chciał dalej słuchać i wyszedł. Przy następnej próbie pogodzenia usłyszał z miejsca, że ją lekceważy i wychodzi, zanim ona skończyła mówić. Przy kolejnych próbach wynajdowała coś innego. Na szczęście nigdy nie wspomniała, że lepiej się rozumie z Rooney niż z nią i nie powiedziała, że pozwolił się pocałować w usta. Tak naprawdę wiedziała, że córki go kochają. Sama miała do siebie żal, że nie odpuścił, nie przyzna mu, że nie była sprawiedliwa. Kiedy w końcu zaczęli się kłócić, wymienił wszystko, w czym nie miała racji, lecz Sara jak na złość sobie, odpierała jego argumenty i podawała jakieś nieistotne błahostki, o których nawet nie powinna pamiętać.
Atmosfera w domu stawała się coraz cięższa, praktycznie bez powodu. 

Kiedy Sara odwiozła dziewczynki i fatalnie postąpiła z Rooney, dojechał już do biura. Jonathan zaczął pracować i starał się nawet nie patrzeć w kierunku Tracy. Wyszedł na lunch i wówczas niejako wyrosła przed nim jak spod ziemi.
–  Czemu mnie unikasz? Nie powiesz, że to był raz i przypadek?
–  Jesteśmy przyjaciółmi, a w najgorszym razie kolegami z pracy.
Tracy uniosła delikatnie powieki i jednocześnie brwi, słysząc zwrot, w najgorszym przypadku.
–  Zjemy razem? –  zaproponowała subtelnie. –  pomijając, co usłyszała.
Tak naprawdę poza tym jednym razem gdy się odwróciła, wyczuwając, że patrzy na jej tyłek, nie zachowywała się zachłannie, zaborczo czy tak, by ktokolwiek miał zwrócić na nią uwagę. Owszem, miała długie nogi, co już nie raz zauważył, ale nigdy nie ubierała się ekstrawagancko ani wyzywająco. Podobnie i tego wieczory gdy się spotkali w pracy, w całkiem przypadkowy sposób.
–  Dobrze – odrzekł tylko.
Nawet nie brali auta, bo restauracja znajdowała sie prawie po drugiej stronie głownej ullicy miasta.
Weszli i usiedli na zewnątrz. Odczuwał, że kobieta, która mogła mieć dwa lata mniej niż Sara, chce o coś zapytać, jednak z uwagi na rodzaj pytania, nie chciała o tym rozmawiać w restauracji.
Zamówił rybę z sosem i ryżem, a dodatkowo surówkę grecką, a miedzianowłosa Tracy wzięła dla siebie ryż z różnymi przystawkami, widać wyraźnie miała ochotę na przyprawy z indyjskiej kuchni. Siedzieli w popularnej restauracji Super Kaktus Klub.  
–  Jesteś dzisiaj małomówny Jonathanie – odezwała się w końcu.
–  Nadal żona jest zła? –  wspomniał jej już o tym, dwa dni temu.
–  Nie powiedziłeś jej o naszym … spotkaniu.
–  Nie, wówczas prawdopodobnie miałaby powód do złości, a nawet czegoś więcej...
–  Słuchaj... Nie jestem zaborcza, nie zamierzam konkurować z Sarą. Podobasz mi się, ale nie traktuję tego, tylko – spojrzała na boki – wiesz, co chcę powiedzieć.
–  Rozumiem. Zachowujesz się w porządku.
–  Wiem, że to zabrzmi źle, bo widzę zmianę u ciebie, ale jeżeli chcesz, możemy się ponownie spotkać u mnie po pracy.
–  Nie wiem.
–  Nie wiesz? Czyli chciałeś tego tylko raz i koniec?
Miał już otworzyć ustaby jej powiedzieć coś ostrego, ale zamilkł. Czy była winna? Może w tym, że wiedziała, że ma żonę. Jednak tamtego dnia on wyszedł z tym, a ona tylko się zgodziła. Czy żałowała, z pewnością nie? Czy on żałował? Tego właśnie chciała się dowiedzieć.
–  Chciałam porozmawiać, to wszystko.
–  Porozmawiać możemy.
Uśmiechnęła się miło.
–  To przyjdź kiedy będziesz chciał.
–  Powiedziałem w domu, że mam więcej pracy, co jest prawdą, ale jeżeli chcesz, wpadnę do ciebie o szóstej.
–  Kończymy o czwartej trzydzieści – powiedziała to i po chwili dorzuciła – przepraszam.
–  Czemu mnie przepraszasz? –  zdziwił się nieco.
–  To zabrzmiało z mojej strony jak zachęta. Jesteś pierwszym zamężnym mężczyzną jakiego... i jesteś drugim, jakiego kiedykolwiek znałam... tak trochę bliżej.
Jonathan pomyślał po raz pierwszy, że z powodu długiego nieporozumienia z żoną miał intymny kontakt z kobietą. Teraz trochę tego pożałował, ale tylko z jednej strony. Z drugiej zaś zastanawiał się, czy nie skrzywdził Tracy. O tym co złego wyrządził żonie tym co zrobił, nie chciał teraz nawet myśleć. Skoro chce porozmawiać, z pewnością będzie się mógł dowiedzieć o niej więcej, bo poprzednio, kiedy był wczoraj w jej domu, niewiele rozmawiali.  
–  Chciałabym, żebyś pogodził się z żoną, widziałam ją raz, jest piękną kobietą. Mam nadzieję, że nie czujesz, że cię uwiodłam.
–  Nie czuję. To ja ciebie uwodziłem, a ty po prostu chciałaś.
–  Dokładnie. Masz dwie córki, a ja nawet nie miałam w zamyśle odciągnąć cię od żony. –  zrobiła chwilową przerwę – nie mogę teraz więcej powiedzieć.
Uśmiechnęła się, zostawiła pieniądze o wartości pokrywającej wartość posiłku i dołożyła jeszcze dwadzieścia dolarów z podobizną królowej angielskiej.
Wstała i odeszła bez słowa. Poczuł się źle. 
Z pewnością nie grała. Czy chciała czegoś? Być może mu to powie, zdawała sobie z pewnością sprawę, że jest na straconej pozycji. Być może miała jakieś małe szanse z Sarą, ale na tej samej szali znajdowała się jeszcze Rooney i Megan, w związku z tym nie miała żadnych szans. Nie w tym sensie, że chciała konkurować o niego. Naprawdę chciała, by się pogodził z Sarą.
Jonathan dokończył posiłek i zostawił pieniądze, dbając, by jego napiwek nie był mniejszy niż ten, jaki zostawiła Tracy. Z pewnością młoda kelnerka się ucieszy, kiedy dostanie czterdzieści dolarów napiwku za obiad kosztujący dwie osoby, trzydzieści sześć pomyślał, zanim opuścił restaurację.
W biurze tylko zerknął na jej twarz. Nie dostrzegł tam złości ani smutku. Do zakończenia pracy zastanawiał się, czy ma do niej jechać. W końcu uznał, że mężczyznę określa prawdomówność i stanowczość, bardziej niż czyste eleganckie buty wysokiej klasy. Nie chciał się uciekać do krótkiej wiadomości, odwołującej spotkanie. Zgodził się, więc czuł się zobowiązany tam się zjawić. Dostał wiadomość od starszej córki. Napisała, że go kocha i że spotkają się jutro, bo zamierza zostać nieco dłużej z przyjaciółmi. Jonathan miał do niej zaufanie, napisał jednak, że wolałby, by wróciła przed jedenastą.
Patrzył długo w tekst i w końcu odpisał, że się zgadza.
Słyszał od innych rodziców nastolatków o ich problemach i wyskokach ich pociech. Rooney nie sprawiała nigdy kłopotów. Nie paliła, nie piła, z pewnością nie próbowała narkotyków. Z tego co wiedział, nie miała jeszcze chłopaka i raczej nie wyglądało na to, że szybko go będzie miała. To może brzmiało niezbyt zgrabnie, ale w życiu Rooney on zajmował pierwsze miejsce jako mężczyzna.  
Oczywiście po pierwszym pocałunku w usta nawet nie pomyślał, miała wówczas gorączkę i zrobiła to w odruchu miłości. Wcale o tym nie pamiętał. Miała wtedy dwanaście lat i być może usta i policzek miały dla niej to samo znaczenia. Dwa następne, bardzo subtelne muśnięcia w usta z pewnością znaczyły to samo. W najmniejszym procencie nie odczuwał w tym czegoś nieczystego z gatunku taboo. Co do tego miał pewność. Wiedział z drugiej strony, że zasadniczo córka nie powinna całować ojca w usta. Czy tak naprawdę można było nazwać pocałunkiem, co było tylko subtelnym dotknięciem? Sam oczywiście przeanalizował siebie pod tym kątem. Gdyby tylko wyczuł, że jej intencje są nieco inne, z pewnością przeprowadziłby z nią rozmowę w obecności żony. Jonathan wiedział ponad wszelka wątpliwość, że Rooney go kocha jak córka, a on ją kochał jak ojciec. Co do swojej miłości ojcowskiej miał nieco zastrzeżenia jeżeli chodziło o Megan. W swoim własnym osądzie WIEDZIAŁ, że kocha ją tak samo jak Rooney, ale WIEDZIAŁ również, że okazuje odrobinę większe zaangażowanie w kierunku do starszej. Kiedy to sobie teraz to uświadomił, podjął natychmiastową decyzję, że od teraz, będzie bacznie zwracał na to uwagę i postanowił być identyczny w okazywaniu uczuć dla obu córek, choćby musiał to robić nie do końca autentycznie. 
 O piątej rzucił okiem na komórkę. Czy gdyby dostał wiadomość od żony, że chce się spotkać, żeby porozmawiać, odwołałby wizytę u miedzianowłosej? Rozważał to i uznał, że jednak nie. Oczywiście natychmiast powstała w jego umyśle myśl, czy powie żonie o swoim związku z Tracy. Związku? Może powinien przestać być tchórzem i nazwać rzecz po imieniu. Miał z nią seks. Wiedział dwie rzeczy. Sara nie napisze dzisiaj, a gdyby nawet to zrobiła, to nie miałby serca powiedzieć jej o tym teraz, że kochał się z Tracy. Pomyłka ciągnie drugą, a drugą trzecią. Postanowił porozmawiać z miedzianowłosą i w najłagodniejszy sposób zakończyć tę reakcję.
Zamknął komputer. Poukładał wszystko na biurku, łącznie z właściwym ustawieniem portretu żony wraz z córkami i udał się w kierunku oszklonych drzwi wyjściowych. Wprowadził alarm i wyszedł, zamykając drzwi. Wszyscy wyszli już więcej niż czterdzieści minut temu.
Tracu mieszkała w połowie drogi między biurem a jego domem, kilka przecznic za ulicy Cook, nad samym jeziorem. Miała prawie tak duży dom jak on, odziedziczyła spore pieniądze po rodzicach, którzy zmarli zaraz po ukończeniu sześćdziesięciu lat, najpierw ojciec, a rok później matka, dlatego spłaciła posesję całkowicie.  
Dlaczego tak ładna kobieta, niegłupia, bez nałogów nie miała nikogo? Czy miał prawo o to ją zapytać? Powiedziała mu coś podczas obiadu, ale to były zbyt skąpe informacje.
Zaparkował trucka na wjeździe do jej garażu. Wyszedł z samochodu i zamknął drzwi pilotem. Zadzwonił do drzwi. Pogoda sprzyjała spacerom, temperatura utrzymywała się na poziomie dwudziestu stopni, co jak na koniec mają nie odbiegało od normy. Poprzednio ten okres obfitowa w opady deszczu, właśnie w końcu maja, niestety ostanie lata można by było uznać za okres suszy.
Tracy subtelnie się uśmiechnęła na jego widok. Miała inną sukienkę niż w biurze, nieco dłuższą, zakrywającą kolana, wykonaną jeżeli nie z prawdziwego jedwabiu to z pewnością sztucznego materiału pod nazwą rayon.
–  Przyszedłeś nieco wcześniej, wejdź. Chcesz coś do picia?
–  Będę jechał samochodem.
–  Nie miałam na myśli alkoholu. Sok z pomarańczy, mango, czy tylko woda?
–  Dziękuję. W takim razie sok z pomarańczy będzie super.
–  Właśnie wycisnęłam kilka owoców. Chcesz od tego kilka kostek lodu?
–  Sam sok wystarczy, dziękuję.
Zostawiła go samego. Siedział w salonie, który pamiętał z poprzedniego razu. Słaby wiatr poruszał fale na jeziorze. W dali dostrzegł żaglówkę i dwoje ludzi na desce, lecz z powodu znacznej odległości nie mógł dojrzeć ich płci.  
Tracy przyniosła dwie szklanki soku na małej tacy.
–  Mam jabłecznik i dobry sernik z truskawkami, chcesz?
–  Dobrze, poproszę.
Tracy uśmiechnęła się, wstała i ruszyła ponownie w kierunku kuchni. Jonathan rzucił okiem na jej biodra, lecz po mniej niż chwili, odwrócił oczy i znowu spojrzał w kierunku jeziora.
Kobieta wróciła z ciastem. Postawiła talerzyki i ułożyła obok małe widelczyki.
–  Zjedz, proszę.
–  Tracy, chciałem wiedzieć...
–  I ja, chociaż się obawiam zapytać i powiedzieć. Powiedz mi tylko, że nie zrobiłeś tego dla mojego ciała. Czułabym się jak...
–  Dziwka?
–  Wiesz, co mam na myśli. Nawet dziwka nie chce czasem być dziwką, zdajesz sobie z tego sprawę?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 3285 słów i 18488 znaków, zaktualizował 20 lip o 5:44.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto