To ja już sam zacznę płakać cz. 60

Cz. 60
Adam
To, co przekazała mi Marzena wprawiło mnie w ożywienie. Moja córeczka potrącona przez samochód? To nie działo się naprawdę. Nie dość, że właśnie dowiedziałem się o stracie żony i trojaczków, to jeszcze moja pozostała najstarsza córka Angel została potrącona przez samochód!
Świat stanął mi do góry nogami, kiedy zdyszani wlekliśmy się po schodach szpitalnych. Zdyszani i pełni obaw wpadliśmy do pokoju przyjęć, gdzie jakiś miły doktor przekazał nam, że tam obok na nas czeka. Wraz z nią była przy niej młoda pielęgniarka.
- Kochanie!- Krzyknąłem chcąc ukochać własne dziecko, które nagle wstało i mijając mnie wpadło w objęcia Marzeny.
- Ciociu przepraszam! Ja nie wiem jak to się stało- dyszała z rozpaczy.- Byłam taka zła na ojca, że dopiero teraz do nas wrócił, że nie patrzyłam jak przechodziłam przez drogę!- Łkała.
- Już dobrze skarbie. Jestem przy tobie. Nic ci nie jest?
- Nie, tylko mam trochę siniaków. Łokieć mnie boli, bo na niego upadłam, ale jest tam tylko siniak. Wybacz ciociu!
Najwspanialsze kobiety ściskały się i głaskały po plecach, a ja stałem jak słup soli. Żadna na mnie nie spojrzała. Nawet pielęgniarka, która szukała czegoś tam w szufladzie. Potem jednak podała mi do ręki receptę i poprosiła o jej wykupienie. Zapewniłem ją, że zrobię to niezwłocznie, kiedy tylko stąd wyjdziemy, więc wyszła pozostawiając nas samych.
- Zabierz mnie ciociu do domu- poprosiła zapłakana Angel.
- Już kochanie, już.
Obie wyszły pozostawiając mnie samego.
I nie mogłem powiedzieć, że sobie na to nie zasłużyłem.



             Marzena
Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby Angel coś się stało. Nie wybaczyłabym sobie tego nigdy. Na szczęście były to tylko stłuczenia.  
Gdy dojechaliśmy do domu nakazałam Angel przebrać się w coś luźnego i w osobnym pokoju wysmarowałam jej stłuczenia maścią Arnikową.  
- Nie trzeba ciociu- bełkotała Angel, choć patrzyła na tą maść, jakby zaraz miała zdjąć z niej ból.
- Trzeba, trzeba. Sama zobaczysz, że będzie ci po niej lepiej. Siniaki pojawią się, ale nie będą już tak długo, jak te niesmarowane. Szybciej dojdziesz do siebie.
Angel zsunęła spodnie, które wcześniej podwinęła do kolan.
- Ty wiesz, że nie chciałam zrobić nic złego, prawda?
Spojrzała na mnie takim wzrokiem, jakbym znała odpowiedz i na wszystkie pytania na świecie.
- Wiem dziecko, wiem. W rozpaczy każdy jest nieostrożny. Jedni mówią wtedy, czego tak naprawdę nie chcą, a drudzy idą tam, gdzie nie powinni. Miałaś prawo być zamyślona - powiedziałam jej na pocieszenie, bo cóż innego mogłabym teraz zrobić?
- Dziękuję ciociu- odparła i przytuliła się do mnie. Pozwoliłam jej na taką chwilę czułości, bo ja sama byłam ich spragniona.
- A co z twoim ojcem?
Odsunęła się ode mnie gwałtownie, jak poparzona ogniem.
- A co ma być? Tyle czasu go nie było, a teraz nagle zapragnął mieć rodzinę?
Usiadła na fotelu i nie patrzyła teraz nawet na mnie. Była zła na cały świat, ale nie można było jej za to winić. Angel, choć twarda na zewnątrz, wewnątrz potrafiła być miękka jak surowe jajko. Każdy najmniejszy ruch w nieodpowiednią stronę, którą teraz było bronienie jej ojca, mógł okazać się zgubny.
- Więc, co zamierzasz zrobić? Będziesz udawała, że go nie ma?
Podeszłam do niej i usiadłam na dywanie, choć wiedziałam, że nie prędko z niego wstanę. Fotel był za wąski dla nas dwie, więc podłoga musiała mi wystarczyć. Dywan był miękki, więc nie było tak źle.
- Tak. Zrobię zupełnie to samo, co on. Nie wiem jeszcze, wyjadę, albo zamieszkam tak daleko, żeby mnie nie znalazł. Niech znajdzie sobie inne dziecko do napastowania, a nie mnie. Wystarczającej szkody już narobił. Ale ty pewnie będziesz go broniła?
Zerknęła na mnie przelotem.
- Nie będę go broniła, bo nie jestem adwokatem. Zresztą nie tylko ciebie opuścił.
- Więc tym bardziej powinnaś go stąd wyrzucić!- Krzyknęła niespodziewanie wstając z fotela i podchodząc do okna. Ja tylko powiodłam za nią wzrokiem, bo nie potrafiłam wstać tak szybko jak ona. Zresztą, w ogóle chyba nie mogłam się teraz podnieść, bo coś strzeliło mi w boku.
- Angel, uspokój się. Nie powinnaś się denerwować, zwłaszcza, że potrącił cię samochód.
- No i co z tego. W dupie mam jakieś tam samochody. A teraz mam w dupie już wszystko. Jego i całe moje życie.
Angel potrafiła być uparta, jeśli chciała. Choć dla mnie zawsze była miła i nie robiła mi przykrości. Teraz jednak domyślała się moich uczuć względem Adama, więc uważała, że wezmę jego stronę.  
Nawet nie wiedziała, w jakim jest błędzie.
- Angel?
Nie odpowiedziała, ale spojrzała na mnie odwracając tylko głowę.
- Pomożesz mi wstać?
Westchnęła głęboko, ale podeszła do mnie. Bo taka była właśnie Angel. Nie potrafiłaby skrzywdzić nawet muchy i zawsze pomagała starszym. W przyszłości planowała zostać wolontariuszką, więc istniała nadzieja, że i ojcu wybaczy.
Po dłuższej konwersacji wróciłyśmy do pokoju, gdzie wciąż siedział Adam. Spojrzał na nas mizernym wzrokiem i dłużej zatrzymał go na osobie swojej córki.
- Nienawidzisz mnie- stwierdził, a nie zapytał.
- Daj sobie spokój- machnęła ręką.- Idę do swojego pokoju- rzekła i już jej nie było.
- Charakter ma po matce- stwierdził Adam i uśmiechnął się krzywo.- Przejdzie jej?
Wzruszyłam ramionami. Chciał nawiązać ze mną rozmowę, ale nie miałam na nią ochoty. Byłam zbyt zmęczona dzisiejszymi emocjami, aby jeszcze o nich rozmawiać. Podeszłam, więc do szafki, gdzie trzymałam wszystkie klucze i wyjęłam jeden z nich.
- Masz. Przecież musisz gdzieś spać.
Nie był zadowolony z mojego zachowania.
- I ty przeciwko mnie?
- Nie. Masz przecież swój dom.  Daj nam wszystkim ochłonąć.
Wstał i wziął klucze nawet na mnie nie patrząc. Wyszedł, a ja zaraz popędziłam do pokoju Angel. Ona była w tym momencie najważniejsza.



238 czyt.
100%11
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1157 słów i 6056 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 26 cze 2019

    Wszyscy muszą się oswoić z nową sytuacją