To ja już sam zacznę płakać cz. 6

Cz.6
Mama
Wybrałam się pod wieczór z Kubą do sklepu na zakupy. W sumie to nic potrzebnego mi aż tak nie było, ale skoro Adam gdzieś musiał na chwilę wyjechać, bo komuś nie odpowiadał sprzedany samochód, to wykorzystałam sytuację i w końcu wyszłam z domu!
Dojście do, , Kropki’’ zajęło mi nawet nie tak dużo czasu jak sądziłam. Kuba nawet był grzeczny, choć nieco spowalniał nasz chód. Kilka razy szarpnęłam go za rękaw i już potem było dobrze.
W sklepie wsadziłam go do wózka tak na wszelki wypadek, żeby niczego mi nie wkładał do koszyka. Nie lubię jak dzieciaki wrzucają wszystko, co chcą do wózka, bo zabierają mi tylko satysfakcję robienia zakupów. W końcu gdybym nie chciała robić zakupów, to logiczne, że wysłałabym tam Adama.
, , Kropka’’ była prawie najlepszym sklepem, jaki ktokolwiek mógł wymyśleć. Uwielbiałam przechadzać się między regałami. Mogłabym to robić kilometrami, oczywiście tylko pod warunkiem, że było, co wydawać. Z pustym portfelem nawet nie pomyślałabym o sklepie. Nie jestem z takich, co lubią wyliczać się z grosza, albo, co gorsza liczyć każdy włożony produkt. Kompletna strata czasu i brak taktu. Market to nie sklep dla nędzarzy, ale dla ludzi z wielką pasją wydających kolejne kwoty ze swoich kont.  
Adam oczywiście uważa inaczej, ale niech sobie tak uważa. W końcu ktoś w związku musi być tym mądrzejszym, a mnie wcale nie przeszkadza, że tym kimś jestem właśnie ja.
O matko! Właśnie dostrzegłam Marzenę! No, czy ona nie potrafi robić zakupów w innych porach dnia? Czyż Adam nie wspominał mi, że jest już po niekontrolowanych zakupach? Co więc robiła tutaj w tej chwili? A na domiar złego właśnie mnie dostrzegła. Stała przy regałach z papierem toaletowym i machała mi natrętnie.
- Witaj Karolina! Chodż na chwilkę!
Odmachałam jej, ale Bóg mi świadkiem, że narobiłam sobie w tej chwili większej siary niż kiedykolwiek. Bardzo spowalniając pchnięty wózek, jakoś doczołgałam się do niej, choć w wózku był tylko Kuba.
- No witaj. Co cię tutaj sprowadza o tak późnej porze?- Zapytałam podkreślając późną porę, bo skoro była sama, to powinna się wstydzić poruszać w tych godzinach po sklepie. Ja przynajmniej zachowałabym godność i od południa siedziała w domu. Zresztą, ja nigdy nie będę na jej miejscu. Jestem zbyt urodziwa, aby być samotna. A jej przydałoby się odsysanie tłuszczu, o ile stolik by wytrzymał pod jej ciężarem.
- Ach, wiesz, jakoś nie miałam niczego lepszego do roboty. Co mam sama siedzieć w domu i gapić się w telewizor?
Ja na twoim miejscu bym tak zrobiła, dodałam w myślach.
- Masz rację. Być może kogoś tutaj poznasz.
Punkt dla ciebie Karolino!
- Czy ja wiem. Nie chodzę do sklepu poznawać kogokolwiek, bo uważam, że skoro ten mój gdzieś tam jest, to i tak na niego trafię- dodała rozmarzonym głosem.
Pewnie, na pewno siedzi przed telewizorem i wpierdziela kurczaka z rożna popijając colą i zastanawiając się, czy kupić drugiego.
- Pewnie tak.
Kuba zaczął nerwowo kręcić się we wózku. Marzena to dostrzegła i zaraz zaczęła z nim rozmawiać, zupełnie jakby nie wiedziała, że dzieci w moim towarzystwie nie mają głosu.
- I jak tam Maluszku? Trochę niewygodnie ci w tym koszyczku, co?
Szybko spojrzałam na dzieciaka, ale gdy dostrzegł mój wzrok wiedział, że nie ma, co odpowiadać. Pokiwał tylko głową, że tak, choć i tego nie powinien był zrobić. Rozliczymy się w domu.
- A coś jeszcze chciałaś, czy tak tylko zaczepiłaś nas, żeby pogadać o niczym?
Nieco zbladła, ale wcale się nią nie przejęłam. Nie moja wina, że przerywała mi zakupy, więc niech wie, że ja czegoś takiego nie lubię.
- Ach, właściwie to chciałam ci pokazać, że jest promocja na papier toaletowy. Spójrz- pokazała mi palcem, a ja zapłonęłam od środka. Jeszcze było mnie stać na papier do tyłka, gdy był nie w promocji, więc mogła to sobie darować.- Ten za dziesięć złotych kosztuje teraz tylko trzy dziewięćdziesiąt dziewięć. I to za szesnaście rolek!
- Och, to musisz kupić aż dwie paczki, czyż nie? Ja tam mam w domu spory zapas, więc wiesz, po co mam go kupować.
- Ok., widzę, że ci się spieszy- zauważyła w końcu.- To cześć.
- Cześć.
Odeszłam od niej jak najprędzej, bo nudziło mnie jej towarzystwo. Może gdyby schudła z trzydzieści kilogramów mogłaby być kimś lepszym, niż teraz, ale póki, co wolałam jej unikać.  
- Czego się tak wiercisz ty mały przydupasie- powiedziałam do Kuby udając, że po coś się schylam. Poskutkowało. Mały przestał się ruszać, a ja mogłam na spokojnie zacząć zakupy.
Po przejściu prawie całego sklepu, prawie nie było widać twarzy Kuby. Cieszyło mnie to, bo inni faceci łakomiej zaczęli na mnie spoglądać. Już nie byłam dla nich mamą, tylko kobietą. Zresztą, pewnie i tak nie byli mnie warci.
W sklepie zapłaciłam kartą, bo nie chciało mi się liczyć pieniędzy. Ekspedientka uśmiechnęła się do Kuby.
- Lubisz z mamusią robić zakupy?- Spytała go.
- Tak- dopowiedział zgodnie z moimi wymogami.
- No to pięknie. Jesteś już dużym chłopczykiem, prawda?
Zagadywała go, co rusz przesuwając produkty po ladzie.
- Tak- dodał.
- A przyjdziesz do nas jeszcze?
No dobra, ile mogła gadać z takim smarkiem? Widać, że wcale nie miała dzieci, bo gdyby je miała, wiedziałaby, że one nie mają prawa głosu, chyba, że z grzeczności im na to pozwolę. Jednak rozmowa ta zaczęła mnie już nudzić.
- Och, chyba dwa razy wbiła mi pani makaron!- Powiedziałam wiedząc, że to nie prawda. Ekspedientka widząc moją złą minę, zaczęła natychmiast sprawdzać daną listę.
- Ależ nie proszę pani. Wszystko jest w porządku- zapewniła mnie zdenerwowana.
- No nie wiem. Przy kasie trzeba uważać. Trzeba być skupionym, bo łatwo można ludzi oszukać.
- Przepraszam, ale z pani paragonem jest wszystko w porządku.
- I na całe szczęście- dodałam obrażona.  
Więcej się nie odezwała.



Adam
Z pracy wróciłem dzisiaj coś po ósmej. Jakiś gościu zaczął mi wciskać kity, że silnik nie chce mu odpalać, choć dobrze wiedziałem, że powinien, bo do każdego używanego samochodu kupowałem nowy akumulator. Sam silnik zawsze był dwa razy sprawdzany, zanim został przeznaczony do sprzedaży. Klient upierał się tak mocno, że dałem wiarę jego słowom i przyjechałem pod swój sklep. Ku mojemu zdziwieniu faktycznie silnik rechotał, jakby gdzieś nie było iskry. Sprawdziłem nawet, czy może olej nie wycieka, czy jest paliwo i kilka innych drobiazgów, które okazały się być w porządku. Upłynęła cała godzina zanim skończyłem wszystko sprawdzać i kolejna na negocjacjach, gdyż chciał mi ten samochód oddać. Mało tego, zarządził ode mnie odszkodowania za fałszywie sprzedany samochód, gdyż jego stan nie był taki, jak w czasie, gdy mu go oferowałem. Sprzeczaliśmy się spory czas, zanim dostrzegłem, że gościu założył mu stary akumulator, lecz całkiem identyczny jak ten mój. Za skarby nie chciał się przyznać do zamiany go, ale data nabita na nim dogłębnie sugerowała, że posiadał siedem lat więcej, iż ten, z którym mu go sprzedałem. Wkurzyłem się co niemiara, lecz gościu wciąż obstawał przy swoim. Zaproponował, abym tylko zwrócił mu pieniądze i dodatkowe pięćset złotych za pomyłkę z mojej strony, a on o całej sprawie zapomni. Nie wiem, jaką wtedy miałem minę, ale wystarczyła, alby cofnął się o dwa kroki do tyłu. Zarzuciłem mu oszczerstwa i wyłudzenie pieniędzy. Gość mimo tego wciąż mnie naciskał, więc nieskrępowany wybrałem numer na policję. Facet zaczął się nieco wahać, ale zauważyłem, że nie bardzo mu mój pomysł przypadł do gustu. Gdy zacząłem zgłaszać problem i tłumaczyć musowość interwencji, nawet nie wiem, kiedy gościu wsiadł do swojego wciąż auta i po kilku chuchnięciach wyjechał z bramy mojego sklepu. Oczywiście nie zakończyłem rozmowy telefonicznej, tylko podałem im imię i nazwisko kupującego. Jak się okazało, był wcześniej karany za oszustwa podatkowe. Policjanci zgodzili się przyjąć moje zgłoszenie, jakie tutaj zaszło. Powiedziałem im, że mam tu monitoring i że nie każdy klient o tym wie. Obiecałem im go udostępnić i grzecznie podziękowałem za pomoc.
W mojej branży bardzo często dochodziło do wyłudzeń odszkodowania od zakupionych w moim sklepie samochodów. Ludzie mieli tak niezliczone pomysły, że sam zaczynałem się dziwić, czemu mnie, jako sprzedawcy nie udało się wpaść na takie intrygi. Być może mógłbym zaprzestać takim głupim pomysłom, jak podmiana akumulatora.  
Ach, ludzie to są ludzie. Czego nie uda się człowiekowi, ludzie zawsze coś wymyślą. To było moje hasło na wstępie do mojego biura. Miało odstraszać potencjalnych oszustów, lecz sam nie wiem, czy w ogóle cokolwiek to dawało.  
Do domu wróciłem tak bardzo zrezygnowany i wciąż zdenerwowany, że nawet nie zajrzałem do pokoju syna, aby dać mu buziaka na dobranoc.
Gdy wróciłem Karolina też już spała. Trochę mnie to ubodło, bo dość długo nie wracałem, a ona nawet nie zadzwoniła spytać, czy wszystko jest w porządku. Inne kobiety, to znaczy żony moich kolegów z byle pretekstem wydzwaniały do swoich mężulków, choćby po to, aby pogadać o niczym, ale ciesząc się z przebytej rozmowy. Karolina coraz częściej zaczynała mi pokazywać, że nie potrzebuje mnie tak często, jak kiedyś. Sama decydowała o wszystkim, a ja zaczynałem się dopiero o tych rzeczach dowiadywać, gdy już albo u nas były, albo nie było powrotu, aby je odwołać. Zupełnie przestała liczyć się z moim zdaniem.  
Ale pieniądze, to potrafi wydawać. Przejrzałem dzisiaj nasze konto i zauważyłem, że zrobiła zakupy za dwieście osiemdziesiąt złotych, a lodówka prawie wcale się nie wypełniła. Nie zrobiła mi nawet kolacji, choć wie, że na pewno bym ją zjadł. Kurcze, a może coś między nami zaczyna się psuć? Może nie zauważałem tego wcześniej, a tak naprawdę Karolina może kogoś mieć? To by było okrutne.
Długo nie czekając, wykąpałem się i wcisnąłem pod kołdrę delikatnie masując jej pupę. Wiedziałem, że to lubi, ale i tak ucieszyło mnie, gdy zaczęła nią poruszać w rytm mojego masowania. Oznaczało to, że mogłem w nią wejść i się z nią kochać. Rozchyliłem nieco jej nogi przysuwając się do niej maksymalnie, nie przestając jej całować. Gdyby miała innego, to chyba by mi na to nie pozwoliła. Wszedłem w nią pomału i nawet było mi bardzo dobrze. Nie wyczuwałem w niej jakiejś zmiany, ale coś mogło być nie tak. Nie byłem przecież jasnowidzem wiedzącym, po co to robi i czy sprawia jej to przyjemność.
Gdy już miałem dojść odsunęła się ode mnie gwałtownie mówiąc, że nie możemy teraz wpaść. Doznałem uczucia ulgi, bo najwyraźniej nic się nie zmieniło. Wciąż nie chciała mieć dziecka, a to oznaczało, że … Zastanowiłem się. Co mógł oznaczać fakt, że kobieta nie chciała mieć ze swoim mężem dziecka?
Potem całkiem opadłem z sił.
Tej nocy położyłem się spać głodny.

587 czyt.
100%24
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2107 słów i 11265 znaków, zaktualizowała 21 gru 2018.

4 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 17 gru 2018

    Tak to często bywa porządny człek ale i fajtłapa życiowy trafia na wyrachowaną babę, która łóżkiem rządzi w takim stadle.

  • agnes1709

    agnes1709 · 17 lis 2018

    GDZIE KAŚKA?!   Czy już nie będzie? Paczaj i miej mnie na sumieniu I tak, dobrze zrozumialaś, KRZYCZĘ!

  • AlexAthame

    AlexAthame · 31 paź 2018

    No cóż zgodnie z zasadami nadal kocham Karolinę. Moze to Adama wina ze tylko marzy o TYM. Jakby tej krnabrnej babie zlal dupe paskiem zamiast ja masować, to by pewnie śniadanko miał do łóżka podane. Szukam numeru telefonu aby zglosic molestowanie dzieci.Jak znajdę to zadzwonię.  Łapka dla Ciebie Ewelino

  • agnes1709

    agnes1709 · 31 paź 2018

    Podziwiam cierpliwość do opisywania tak irytującej ( i cholernie skromnej ) baby, ja bym już sama na siebie się wkurzyła, nie wyrabiając p.s. Dlaczego w poprzednich częściach jest Karolina, a teraz mama?