To ja już sam zacznę płakać cz. 59

Cz. 59
Marzena
- Ciociu, ktoś do ciebie!- Krzyknęła Angel wpadając do kuchni jak burza.
- Do mnie?- Zdziwiłam się.- Ale ja nikogo się nie spodziewam.
Angel jakoś dziwnie usiadła przy stole. Była lekko podenerwowana.
- Coś się stało?- Zapytałam, kiedy zaraz za nią pojawił się on.
- Ten popapraniec chciał mnie przytulić i nazywał mnie imieniem mojej matki- wypowiedziała zdenerwowana Angel wciąż gapiąc się na stół.
Adam. Wszędzie bym go poznała. Postarzał się. Włosy już nie były dłuższe, jak kiedy go ostatni raz widziałam. I niebieskie oczy nie wydzielały z siebie dawnego blasku.
- Marzena?- Zapytał po chwili, gdy nie ujrzał z mojej strony najmniejszej reakcji.
- Tak. Adamie. Widzę, że wróciłeś.
Mówiłam twardo, automatycznie. Nie wiem, czemu jeszcze nie rzuciłam mu się w ramiona. Przecież tak bardzo za nim tęskniłam. Śniłam o nim w nocy i błagałam Najwyższego, aby mi go zwrócił, choć nigdy nie był mój.  
Chciałam wyrzucić go z serca, ale nigdy nie będę potrafiła tego zrobić. Kochałam go od pierwszego wejrzenia i kocham go do dziś. Jutro też będę go kochała niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdziemy.
Angel zaczynała podnosić głowę i najpierw zmierzyła mnie, a potem Adama. Zapytała mnie spojrzeniem, czy to właśnie jest jej ojciec, a ja pokiwałam jej potwierdzająco. I wtedy wstała i ustawiła się naprzeciwko niego. Bez słowa spoliczkowała go najmocniej jak potrafiła i zwyczajnie wyszła z domu trzaskając drzwiami. Nie wybiegłam za nią, nie ze względu na to, że czasem trudno mi było się poruszać, ale dlatego, że ona potrzebowała tej samotności. Była już na tyle rozsądna, że wiedziałam, iż nic jej nie grozi. W końcu sama ją wychowałam.
- To była…- zaczął mówić Adam, ale zamilkł.
- Tak. To była twoja córka, Angel. Nieco wyrosła. Całkiem przypomina Alicję, prawda?
- Ale Alicja mnie nigdy nie uderzyła- zauważył pocierając czerwony policzek.
- Ale solidnie sobie na to zasłużyłeś- powiedziałam i ze łzami w oczach padłam mu w ramiona. Płacząc, jeszcze zapytałam się go:- Dlaczego nas zostawiłeś?
Nie odpowiedział.
Bo też płakał.






Adam
Wciąż nie potrafiłem uwierzyć, że dopiero teraz wróciłem do rodziny. Czemu byłem taki głupi i wyjechałem? Przecież tutaj, między Marzeną, a Alicją czułem się wspaniale. Jedna kobieta była moją żoną, a druga najlepszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek miałem. Miałem tutaj swoje dzieci i firmę, która nawet nie wiem teraz, czy istnieje. Zostawiłem tutaj wszystkich na całe piętnaście lat i co z tego teraz miałem?  
Marzena jakby czują, że o czymś myślę odepchnęła mnie od siebie. Spojrzała na mnie ze złością, po czym z całych sił uderzyła mnie w twarz. Potem znowu. Stałem jak sparaliżowany czując piekący ból, choć nie miałem zamiaru się bronić. Przecież wróciłem, a z powrotem wiązało się cierpienie.
- Nienawidzę cię- rzuciła z żalem i odwróciła się do mnie tyłem.
- Wybacz- mruknąłem, bo cóż innego mógłbym powiedzieć?
- Cieszę się, że wróciłeś, ale nie masz nawet pojęcia, jak ja bardzo cię teraz nienawidzę. Zniszczyłeś wszystko, co miałeś, wiesz? Zniszczyłeś swoje małżeństwo, swoje dzieci i naszą przyjaźń. Nawet Angel nie może na ciebie patrzeć- wyrzuciła z siebie i dopiero się odwróciła w moją stronę.
- Nie potrafię się wytłumaczyć- wzruszyłem ramionami.- Wiem, że ucieczka była wielkim błędem, ale uwierz mi, że wtedy nie potrafiłem inaczej. Nie umiałem myśleć o sytuacji, w której się znalazłem, ani nie potrafiłem dłużej z tym żyć. Wiem, że was zraniłem, ale zrozum, wtedy nie umiałem inaczej.
Tłumaczyłem się jak głupi. Może niepotrzebnie, ale może bardziej chciałem się usprawiedliwić tu przed nią, niż sam sądziłem, że powinienem.
- Wiele rzeczy rozumiałam Adamie. Wspierałam cię jak się dało i chyba mi nie powiesz, że nie. Pomagałam ci, kiedy tej pomocy potrzebowałeś. Wierzyłam w ciebie, kiedy inni przestali. Pomogłam ci wyjść na ludzi, a ty, co? Zostawiłeś mnie i swoją rodzinę w chwilach tak strasznych, że nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
- Wiem.
- Nie Adamie. Niczego nie wiesz. Nie było cię tutaj, kiedy my ciebie potrzebowaliśmy. My! Rozumiesz? Twoja ciężarna żona, córka i ja.
- Marzena błagam, oszczędź mi tych wywodów- powiedziałem z małymi nerwami.- A gdzie jest Alicja z dziećmi?
Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem taką minę Marzeny. Z chwili na chwile postarzała się o sto lat. Oczy zwęziły się w wąskie szparki, policzki nieco opadły i sama jakby nagle się przygarbiła. Znając ją, choć jej długo nie widziałem przeczuwałem najgorsze.
- Teraz chcesz do swojej żony?
- Tak. Chce wiedzieć gdzie ona jest. Chcę naprawić wyrządzone jej szkody i zająć się dziećmi. Chce być dobrym ojcem i pokazać im, że naprawdę ich kocham i zawsze kochałem.
Milczała przez moment, ale zaraz wytarła ręce w ściereczkę i zdjęła niebieski fartuszek. Poszła do toaletki i wyciągnęła z niej kluczyki od samochodu.
- Zaraz cię do nich zawiozę.
Droga upłynęła nam w milczeniu. Ja nieśmiały i zdenerwowany przed spotkaniem z rodziną prawie przez cały czas obgryzałem paznokcie. Gapiłem się w znajome miejsca, które przypominały mi o mojej młodości, choć i one ukazywały upływ czasu. Drzewa niegdyś o wiele niższe teraz duże i szerokie miały poobcinane gałęzie. Park również nie był jak dawniej, gdyż porósł chaszczami i zszarzał. Ludzi mijanych na ulicy już nie poznawałem, choć być może niektórzy byli mi znajomi. Czas z nikim nie obchodził się łaskawie. Ciekaw byłem jak wyglądają moje dzieci. Czy Ala urodziła same dziewczynki, czy chłopczyki? A może mam jednego rodzynka, albo rodzynkę? A Ala? Czy wciąż ma dłuższe jasne włosy zaczesane w koka? Czy jest szczęśliwa? Czy ma kogoś innego? W końcu była ode mnie sporo młodsza. Pewnie nie potrzebny jest jej już staroć jak ja. Siwe włosy, które odrastają, a które wciąż przycinam. Blizna na głowie jest wciąż widoczna, ale nie mogę nic z nią zrobić. Starałem się zapuścić włosy, ale w jej okolicy już nie rosną. Wyglądałbym dużo gorzej, niż obecnie, bez nich.  
- Wysiadaj- powiedziała Marzena zatrzymując się na parkingu. Wysiadłem niezdarnie, choć gdy ujrzałem widok przede mną, o mało nie upadłem.
- Robisz sobie ze mnie jaja?- Spytałem rozzłoszczony.
- Stul dziób. Chciałeś, abym zaprowadziła cię do twojej rodziny, to, to zrobiłam. Idź za mną.
Była twarda i niemiła. Zupełnie nie ta kobieta, którą znałem kiedyś. Jeśli starała się zrobić mi jakiś głupi kawał, to lepiej nich przestanie. Wiem już, co straciłem i nie chcę do tego wracać.
Szedłem za nią i z każdym krokiem wątpiłem w to, co jeszcze przed sekundą myślałem. A jeśli któremuś z moich dzieci coś się stało? W końcu była to ciąża mnoga, trojaczki, a to sprawiało pewne ryzyko. Może nie powinienem był tak na nią naskakiwać.
- Marzena?- Starałem się zacząć rozmowę, która zaczęła przychodzić mi z trudem. Zero odzewu.  Lecz po chwili się zatrzymała.
- To tutaj. Tu jest twoja rodzina. Alicja, dwóch synów i córeczka. Wszyscy nie żyją. Z twojej winy!






Marzena
Strach przed jego zachowaniem był nie do zniesienia. Nie byłam pewna jak zareaguje na widok trzech małych grobów i jednego dużego, gdzie spoczywała jego żona. Alicja. Potem natomiast rozluźniłam się, bo nie raz byłam w tym miejscu i nie raz przeżywałam to samo, co on teraz. Nie mogłam okazać mu swej słabości, bo już wystarczająco zawładnęła moim ciałem i umysłem. Niby taka wściekła na niego byłam, a jednocześnie tak bardzo pragnęłam go teraz przytulić i pocieszyć. Nie miał przecież nikogo, prócz Angel, która nie chciała go znać i mnie.  
Przez te wszystkie lata kochałam go, jak nikt nigdy nikogo nie kochał. Cierpiałam, kiedy umawiał się z innymi, a mimo to pozwalałam mu przychodzić do mnie i dawałam mu pocieszenie. Następnie on znów spotykał się z kimś innym, a ja wciąż czekałam. Ożenił się z Alicją, która dała mu dzieci, lecz nie doceniał tego i Bóg mu wszystko odebrał. Znów, więc był sam, a ja głupia gotowa byłam mu wybaczyć, aby tylko przejrzał na oczy. Znów byłam gotowa go przytulić i pokazać jak przez te wszystkie lata kochałam tylko jego.
Głupia byłam. Jednak moja miłość była zbyt silna, abym uciekała w nienawiść. Miłość do Adama odebrała mi wszystko: Młodość, mężczyzn, którzy się o mnie starali i dzieci, których z biegiem lat już nie mogłam posiadać. Z tego całego bałaganu pozostała jednak jedna dobra sprawa. W tamtych latach, kiedy Angel pozostała sama, Bóg dał mi szansę na posiadanie dziecka. Nie swojego, ale osoby, którą bardzo dobrze znałam i z którą po części się przyjaźniłam. Angel była dzieckiem Adama, być może, dlatego pokochałam ją, jakby była moim własnym. Nauczyłam ją jak być dobrym człowiekiem i jakie wartości w życiu są najważniejsze. Nie wiem ile z tego zapamiętała, a ile sobie przyswoiła, lecz nie zmienia to faktu, że po części była też i moim dzieckiem.
Adam nie wiedząc, co zrobić, spoglądał z jednego nagrobka na drugi. Przeczesywał rękami napisy, jakby chciał sprawdzić, czy aby ktoś nie zrobił mu okropnego kawału. Nad grobem Alicji zatrzymał się najdłużej. Upadł na kolana i zapłakał jak małe dziecko. I choć chęć przytulenia go, pocałowania i po prostu bycia z nim w tej ciężkiej chwili powinna nakazać mi zostać, ja jednak odeszłam. Wróciłam do samochodu i tam zaczekałam na niego. Nie wypadało, aby w takiej chwili, niewątpliwie pożegnania, stać z boku i się przyglądać. Tą intymność pozostawiłam już tylko jemu.  
Nie wiem ile czasu zajęło mu pożegnanie, bo sama zamyśliłam się na tyle długo, aby nie zerkać niecierpliwie na zegarek. Ściemniło się, a ja wciąż błądziłam po śladach swojego dzieciństwa i przypominałam sobie, jak moja matka się nade mną znęcała, jak musiałam oddawać swoje ciało na użytek okrutnych zboczeńców i jak poznałam Antoniego. Jak zmienił się mój świat na lepszy i jak mi wszystko z niego odebrał. Jak zepchnął mnie ze schodów i jak straciłam swoje dziecko, choć istniała szansa, że i jego. Przypominałam sobie, jaki cudem znalazłam w gazecie ogłoszenie o sprzedaży domu i jak poznałam Gerdi. Jak ona sprawiła, że poznałam Adama i jak się w nim zakochałam. Potem spokojne życie u boku kobiety, która okazała się być moją matką, lecz nigdy mi tego nie wyznała. Pochowałam Gerdi, jako moją przyjaciółkę, nie wiedząc, że była moją matką. Potem widziałam, jak Teresa Perz, kobieta, która zabrała mi dzieciństwo i dziewictwo, i sprawiła, że żyłam jak niewolnik obtarty z godności, patrzy na mnie i wcale nie żałuje swoich czynów. Nie żałuje, że już więcej do niej nie poszłam. Nie pożegnałam się z nią, bo nie chciałam. Niedługo po moich odwiedzinach sama odeszła, jakby czekała na spotkanie ze mną. A potem ujrzałam jak pielęgniarka mówi mi, że Alicja odeszła. A wraz a nią po kolei każde z jej dzieci.
Tego nigdy nie wybaczę ci Adamie.
Przyszedł. Cały roztrzęsiony, zmoczony deszczem i łzami. Ulany ze smutku i braku rodziny. Drżącym rękami usiłował złapać moją dłoń, lecz mu na to nie pozwoliłam. Zauważył moje odtrącenie.
- I ty przeciwko mnie?
- Nie Adamie. Ja nigdy nie byłam przeciwko tobie. Wręcz przeciwnie, zawsze cię wspierałam. Zapomniałeś już?
Drżała mu warga, a z nosa zlatywał katar. Podałam mu chusteczkę, którą miałam w schowku samochodu, bo nie zamierzałam się nad nim znęcać.
- Ale jak?- Spytał, a mnie serce się ściskało, gdy przypomniał mi się mój szloch, kiedy stałam na korytarzu, a podeszła do mnie pielęgniarka.
- Alicja przy porodzie. Nastąpiły jakieś komplikacje, nie pamiętam już. Chłopczyk był już martwy, kiedy tam dotarła.
- A reszta? Pozostałe dwóch?
- Oni odeszli po kolei. Nie wiem czy z tęsknoty, ale tak podejrzewam. Gdy nie wróciłeś na noc Alicja przyszła do mnie z Angel i płakała do rana. I tak wyglądał każdy jej dzień, jeśli o to pytasz. I nawet gdybyś teraz płakał nie wiem jak mocno i prawdziwie, nie zrozumiesz jej bólu. Adam, ona była z tobą w ciąży z trojaczkami, a ty ich z dnia na dzień bez słowa zostawiłeś. Pomyśl, jak one mogły się czuć? Jak ja się czułam?- Dodałam, bo czułam, że powinnam tak powiedzieć.
Ujrzeć płaczącego mężczyznę, jest tak rzadkie, jak ujrzeć we śnie swoją przyszłość. Zdarza się, ale nie na tyle często, abyśmy byli na coś takiego przygotowani. Serce podchodziło mi do gardła, kiedy duchy przeszłości zebrały się w jedną całość i wydawało mi się, że to płacze moje nienarodzone dziecko. Bo pamiętam, że wyobrażałam sobie, że mój synek nie będzie miał włosków, ale za to najbłękitniejsze oczy, jakie ktokolwiek kiedykolwiek widział. I zapłacze, kiedy wyjdzie z mojego łona, a ja je przytulę i pocałuję w czółko. Nieświadoma nawet, że to robie, przysunęłam się do Adama i gładząc go po głowie bez włosów powiedziałam do niego:
- Moje kochane maleństwo…
Nie wzdrygną się nawet, kiedy pocałowałam go w czoło i kiedy on przylgnął do mnie jak małe dziecko skrzywdzone przez świat. A potem drgnęłam do góry, kiedy usłyszałam dźwięk swojej komórki. Sięgnęłam do torebki i ujrzałam na wyświetlaczu imię Angel. Natychmiast odebrałam połączenie.
- Już skarbie wracam do domu- powiedziałam do słuchawki.
- Przepraszam, czy pani jest opiekunką Angel Paterson?
Ja nazywałam się Raśko, ale nie chciałam, aby Angel będąc pod moją opieką zmieniała nazwisko na moje. Chciałam, aby kiedyś, gdy wróci Adam mógł ją odnaleźć.
- Tak, a kto mówi?
Serce łomotało mi jak oszalałe. Adam również spoważniał, jakby nagle zauważył, że wciąż żyje.
- Anna Grabka ze szpitala Świętego Łukasza. Angel Paterson została potracona przez samochód. Nic jej nie jest, miała wielkie szczęście, ale czy mógłby przyjechać ktoś po nią i zabrać do domu?
- Oczywiście! Już zaraz tam będę!

243 czyt.
100%11
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2768 słów i 14379 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 26 cze 2019

    Bardzp smutne  
    I poruszajace.