To ja już sam zacznę płakać cz. 53

Cz. 53
Już za kilka dni będę w ósmym miesiącu ciąży. A to oznacza, że niebawem spojrzę w oczy swojemu dziecku. Już wiem, że będzie to chłopczyk. Ciekawe jak bardzo będzie do mnie podobny, bo podobno, to chłopcy upodabniają się do swoich matek. Być może też będzie miał czarne włosy jak ja i może czarne oczy, choć niepewne jest to, gdyż nie znam jego ojca.
Wybacz mi skarbie, że nigdy nie poznasz swojego taty, choć Bóg mi świadkiem, że ja sama chciałabym go poznać. Przecież miałby do ciebie takie same prawa jak ja. I pokochałby może ciebie tak mocno, jak i ja cię kocham mój skarbeńku. Bo mamusia zawsze będzie cię kochała.
Po wsze czasy.
Dziś wieczorem twój przyszywany tatuś, Antony, zabiera nas na zabawę. Nie jest to niestety zabawa na twoją cześć, ale nie martw się. Gdy się urodzisz, sama urządzę ci najlepszą zabawę, jaką kiedykolwiek w życiu będziesz miał okazję poznać. Póki co, mam być gotowa na siódmą, a już jest siedemnasta, więc może najwyższy czas, abym zaczęła się ubierać.
Już wiem nawet, co na siebie włożę. Antony kupił mi taką śliczną błękitną sukienkę. Powiedział, że mogę ją nosić, kiedy chcę, ale ja tam wolałam ją oszczędzać. Bo choć nie chcę sama zbyt wielu ubrań, to jednak Antony nie kupuje mi ich dużo. Mówi, że to na marne, bo niedługo znów będę szczupła. Cieszy mnie to, bo to oznacza, że nie wypiera się mnie. Nas. Być może nawet zaakceptował już moje dziecko?
- Gotowa?- Pyta z dołu, kiedy zakładam buty na niskim obcasie.
- Tak, już idę kochanie- odpowiadam i delikatnie schodzę na dół, aby czasami nie poślizgnąć się na stopniach.
Wsiadamy do samochodu, a z podniecenia aż czuję, jak mały kopie mnie bardzo mocno w żebra.
- Spokojnie maleńki- mówię do niego szeptem i głaskam wybrzuszenia, które to się pojawiają, to znikają.
On jednak całą drogę jest niespokojny. Przez to już na samym wejściu czuję się zmęczona. Wysiadam jednak pewnie i kroczę u boku Antoniego, który założył na tą zabawę najlepszy garnitur z krawatem. Buty lśnią mu od specjalnej pasty, którą wcierał już od godziny szesnastej.
- Prawdziwego dżentelmena poznasz po butach- powiedział, a ja tylko się uśmiechnęłam.  
To prawda, on o buty zawsze dbał.
Zabawa jest dla mnie zbyt głośna, ale nic nie mówię. Koledzy Antoniego podchodzą do mnie i przyglądają mi się badawczo.
- Pięknie wyglądasz Alicjo- mówią i puszczają do mnie oczko. Jest to trochę niezręczne, ale odpowiadam im tym samym. Tak, jak nakazał mi Antony.
Potem siadamy do stołu, który ma z dziesięć metrów długości. Antony podsuwa mi krzesełko, więc na nim siadam. Lecz dopiero, gdy zajmuję miejsce widzę, że jestem jedyną dziewczyną na sali. Nie pociesza mnie to wcale, a tym bardziej, że mały już kopie mnie niemiłosiernie mocno. Nic jednak nie mówię, tylko głaszczę się po brzuszku pod stołem, aby nikt nie widział. Antony nie chciał, abym afiszowała się ze swoim dzieckiem.
- Wiem, że gdy je urodzisz każdy zapyta mnie, czy jest moje, więc wtedy się przyznam, ale teraz pozwól mi się nacieszyć zabawą i nie rozmawiajmy o tym, dobrze?
- Dobrze kochany- odparłam i skuliłam głowę.
Gdzieś zaraz po posiłku, czym były gołąbki w sosie czosnkowym, ostatnio moje ulubione danie, nagle zrobiłam się zmęczona. Powiedziałam o tym Antoniemu, więc zaprosił mnie na górę, gdzie obiecał pilnować drzwi, abym miała spokojny sen. Podziękowałam mu buziaczkiem i położyłam się na łóżku na plecach. Mały nie kopał już tak mocno, więc może i on się zmęczył.
Była godzina dziewiętnasta zero dwie, zanim zauważyłam, jak drzwi lekko się uchylają. Zdążyłam jeszcze tylko dostrzec, jak jakaś jasna sylwetka wchodzi do pokoju i się mi przygląda.
A potem zasnęłam.






Marzena
Tej nocy nie spałam zbyt dobrze. Męczył mnie wciąż ten sam sen, w którym moja matka stała nade mną i wiązała mi nadgarstki do jakiegoś metalowego łóżka. Ilekroć się budziłam z krzykiem i zasypiałam sen powtarzał się na nowo. Znów zbliżała się do mnie z tym chytrym uśmieszkiem i brała do rąk sznurek i znów zawiązywała mi nadgarstki. Gdzieś około pierwszej pięć usiadłam na łóżku i przypomniałam sobie list od Gerdi.
Po co ona chciała, abym poszła do Domu Starości? I skąd w ogóle wiedziała o mojej matce? Ta myśl nie dawała mi spokoju. Wyczerpana koszmarami i ciągłymi pytaniami bez odpowiedzi zerknęłam na regał z książkami.
Czy tam mogłam znaleźć na nie odpowiedź? Czy gdzieś między tymi wszystkimi książkami mogło być coś, co należało bezpośrednio do Gerdi?
Pytania, pytania, pytania!
Niech ktoś w końcu da mi jakąś odpowiedź!
Zerwałam się z łóżka i pierwszą rzeczą, jaka zrobiłam, było otworzenie tego środkowego regału, który znajdował się za szybą. Potem wzięłam do ręki każdą książkę z osobna i przekartkowywałam je strona po stronie w nadziei, że może coś tam znajdę.
I znalazłam.
Tuż przy końcu w środkowym rzędzie zauważyłam pewien zeszyt. Dość stary, jakby nie z mojej epoki, bo okładka była cała szara i chropowata. Gdybym miała babcię, pewnie nazwałabym go kajetem. Przejrzałam go szybko i wyrywając z kontekstu kilka zdań poznałam, że może to być pamiętnik. Oszołomiona tym znaleziskiem poukładałam resztę książek i zamknęłam szafkę od regału.
Oto miałam lekturę na całą noc.

374 czyt.
100%42
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1031 słów i 5512 znaków

Komentarze (2)

 
  • agnes1709

    agnes1709 12 maj 10:56

    Ja już się pogubiłam. To w końcu Alicję maltretowala matka, czy Marzene?

  • AnonimS

    AnonimS 10 maj 9:38

    Budujesz napięcie...pozdrawiam