To ja już sam zacznę płakać cz. 52

Cz. 52
Marzena
Zaraz po wejściu do salki, w której starsza kobieta bujała się w przód w tył na wózku inwalidzkim ogarnęła mnie panika. A co jeśli ona nie będzie wiedziała, po co do niej przyszłam? Przecież, Gerdi nie opisała mi jej dokładnie, a w dodatku trochę już minęło, odkąd żyła i napisała ten list. Może mnie nie oczekiwać, ani się mnie nie spodziewać. Co mam jej powiedzieć jak ją zobaczę? Czy mam się przywitać? Czy ją pozdrowić? A może od razu zacząć mówić o listach Gerdi, które mnie do niej zaprowadziły?
Nurtujące mnie pytania ucichły, gdy usłyszałam jak kobieta zaczyna śpiewać:
Zielony las, świeżutki las, a ty żeś chłopcze do niego wlazł.
Nie zimno ci, nie ciepło ci, a ty żeś chłopcze walił w me drzwi.
Mówiłam ci, kazałam ci, ty nie słuchałeś, waliłeś w drzwi.
I teraz wiesz, coś zrobił źle, więc teraz słuchasz już tylko mnie…

Nie wiem czy śniłam, czy ten koszmar powrócił. Znałam tą piosenkę i to zbyt dobrze. Nie sądziłam tylko, że jeszcze kiedyś spotkam tą osobę. Osobę, która mnie zniszczyła, niszcząc moje życie od chwili, kiedy wyszłam z jej łona w przekonaniu, że nie byłam tym, kogo ze mnie zrobiła.
- To ty- powiedziałam bez zbędnych wstępów.
Kobieta nie odwróciła się do mnie, tylko zamilkła. Przestała śpiewać tą wstrętną piosenkę, którą sądziłam, że wymazałam z pamięci. Potem jednak przestała się kołysać i znów zaczęła ją śpiewać dalej:
Dziecko moje, dziecko głupie, po coś swe nerwy szarpał sobie.
Mówiłam ci, kazałam ci, ty nie słuchałeś, byłeś głupi…
- Przestań!- Powiedziałam bardzo głośno.- Przestań to śpiewać natychmiast!
Wtedy się odwróciła naciskając jakiś przycisk przy wózku inwalidzkim. Koła obróciły się w moją stronę i ukazały mi siedzący profil starej kobiety wciąż mocno umalowanej, jak za dawnych lat. Znajoma czarna kreska zamiast brwi wciąż była zbyt grubo namalowana, a do tego i krzywo. Oczy podkreśliła na czarno, co dało jej wygląd niemal wiedźmy. Okropne siwe włosy sterczały jej na wszystkie strony, wciąż długie, tak, jak zapamiętałam. Jedynie koszula szpitalna w wypłowiałym błękicie nie przypomniała mi dawnej ostrej czerwonej sukni, którą kiedyś nosiła.
- Znam cię- powiedziała kobieta.
- Teresa Perz?- Zapytałam, chcąc się upewnić, czy aby Gerdi w okresie ostatnich chwil swojego życia, aby się nie pomyliła.
- A jak sądzisz?- Zapytała ochryple, na co natychmiast odchrząknęła.  
- Więc, tak się nazywałaś? Nie jakaś Mirella, Odella, czy też Regina, ale właśnie zwykłe, Teresa? No chyba, że to kolejne z twoich imion- zadrwiłam, bo piekło dziecinności wciąż trwało w mojej głowie. Nie miałam dla niej żalu i chyba nigdy się na ten żal nie zdobędę.
Uśmiechnęła się krzywo, połową twarzy. Zupełnie, jakby paraliż obejmował jej połowę, albo też w końcu starość odcisnęła na niej swoje piętno.
- Nigdy nie powiedziałaś do mnie mamo- zauważyła nawet się nie poruszając. Gdzieś zniknęły jej dziwne ruchy kołysania się w przód i w tył. Więc albo je udawała, albo umiała je kontrolować.
- Nie obrażaj mnie. Zawsze kazałaś siebie tak nazywać. Nawet jak mnie krzywdziłaś- wyżaliłam się, bo taka była prawda. W końcu mogłam wyrzucić z siebie to, co ona zrobiła mi przez najlepsze lata mojego dzieciństwa.
- Ale z własnej woli tego nie mówiłaś.
Podeszłam do niej dwa kroki bliżej.
- Mówiłam, ale to ty nie chciałaś tego słuchać. Nigdy cię dla mnie nie było. Zawsze był ktoś ważniejszy, kogo potrafiłaś kochać, albo, choć okazywałaś mu swoje uczucia, ale mnie? Mnie nigdy ich nie okazałaś.
- Bo nigdy na nie, nie zasłużyłaś- odbąknęła pogardliwie.
Tyle lat minęło, ale moja matka nic się nie zmieniła. Przestałam o niej myśleć, jako o kimś, kto jeszcze żyje, bo sama świadomość, że mogłabym gdzieś ją spotkać zdawała się być nie do wytrzymania. Widok jej twarzy przypominał mi o tylu okropieństwach, które wyrządziła mnie, jak byłam mała.
- Żałuję, że tu przyszłam- powiedziałam cofając się do tyłu.
- Więc, po co się zjawiłaś? Czemu zakłócasz moją starość?
Chciała wiedzieć, więc proszę bardzo!
- Nigdy bym tu nie przyszła z własnej woli, gdyby nie Gertruda, moja dawna przyjaciółka. To ona kazała mi odwiedzić kogoś właśnie tego dnia i…- urwałam, bo nie byłam pewna, czy powinnam mówić o pieniądzach.
- I co?- Spytała zaciekawiona.
- I nic! Żałuję, że tutaj przyszłam!- Wykrzyczałam i wybiegłam z pokoju.
Jak Gerdi mogła mi to zrobić? Po co mnie do niej przysłała? Skąd w ogóle wiedziała, że tutaj w tym miejscu będzie właśnie moja matka? A sądziłam, że jesteśmy z Gerdi przyjaciółkami. Nie wiedziałam, że potrafi zrobić mi coś takiego.
Gerdi? Jeśli gdzieś mnie słyszysz, powiedz, dlaczego kazałaś mi przypomnieć sobie o swojej przeszłości? Dlaczego tak bardzo mnie zraniłaś?
Snując się po ulicach zatłoczonych ludźmi, którzy mieli swoje sprawy zawędrowałam do jakiegoś baru o nazwie ,,Zapomnienie”. Idealnie pasował do mojej sytuacji, więc nie zawahałam się ani na moment i wstąpiłam do niego na chwilę. Lecz zamiast kupić coś, choć przecież wiedziałam, że nie mam pieniędzy, usiadłam przy jednym ze stolików i zaczęłam płakać. Nawet nie zauważyłam, jak dosiadł się do mnie jakiś koleś.
- Piwko? Ja stawiam- odparł, a ja podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.





Adam
- Prędzej diabła bym tu się spodziewał, niż ciebie- powiedziałem do Marzeny, która wciąż nic do mnie nie mówiła. Po chwili kelner przyniósł moje piwo, a ja zamówiłem dodatkowe, dla Marzeny.
- Nie chcę piwa.
- Ale widzę, że ci się przyda. Mnie też, bo wciąż mam niezłego kaca- dodałem na rozweselenie atmosfery, choć wcale nie ujrzałem uśmiechu u przyjaciółki.
- Nie mam ochoty rozmawiać- powiedziała wodząc wzrokiem po lokalu.
- Ale ja tak, bo jestem ci coś winien. Wczoraj zrobiłaś dla mnie coś bardzo ważnego.
- Niby, co? Przecież przyszedłeś zalany w trupa, więc dziwne, że cokolwiek pamiętasz- powiedziała ciekawa, czy blefuję.
- Niby wszystko.
Postanowiłem nie przypominać jej niczego, bo nie był to może najlepszy moment na roztrząsanie pocałunku, który doskonale pamiętałem, ale nie miałem pojęcia, dlaczego to zrobiła.
- Bywasz tutaj czasami?- Zapytała kiwając głową na bar.
- Raczej nie. To znaczy wczoraj tutaj byłem i tak jakoś postanowiłem, że wstąpię tutaj i dziś. Perspektywa picia piwa na kaca w domu nie była zbyt zachęcająca, po tym, jak Ala zaczęła mi się tłumaczyć z waszego wypadu. Opowiedziała swoją historię tak szybko, jakby chodziło o wyrzucenie gnoju. Im szybciej się go pozbędziesz, tym szybciej przestanie śmierdzieć.
- Ładnie ją podsumowałeś- zauważyła.
- Po prostu tylko to mi przyszło wtedy na myśl. A poza tym wciąż chodzę z tym smrodem. Nie wiesz przypadkiem jak mam go zmyć?
- Może wodą? Piwo nie najlepiej wchłania się w skórę.
Starałem się być zabawny, a ją to tylko złościło. Ala przynajmniej wyrzuciła z siebie swoje tajemnice i mogła tylko liczyć na przewietrzenie otoczenia, a ja? Nawet nie mogłem pogadać z nią o swoim problemie. A przynajmniej nie na tyle, aby zagłębić się w złych czynach.
- Widzę, że sama nie masz najlepszego dnia, co?
- A wyglądam, aby taki był? Mało, że dzisiaj Niedziela, to ja nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w kościele.
Oparłem się wygodniej na krześle i wypiłem pierwszy łyk piwa. Zaraz po tym kelner przyniósł drugie i postawiłem je przed Marzeną.
- Mówiłam ci, że nie chcę.
- A ja mówiłem ci, że to pomoże. To tylko jedno piwo. Obiecuję, że nie będę cię namawiał na więcej.
Chyba ją przekonałem, ale zdziwiła mnie, kiedy opróżniła połowę kufla za jednym posunięciem.
- Kobieto, jak ty w takim tempie będziesz piła piwo, to nici z naszej gadaniny.
- A jak ty w takim tempie będziesz się próbował dowiedzieć, dlaczego cię wtedy pocałowałam, to za moment się zestarzejesz- powiedziałam, nawet nie zastanawiając się nad słowami.
- Łał. To było mocne- zauważył zaczerwieniony.
- No, a najlepsze jest to, że sądziłam, iż mówię to tylko w myślach- powiedziała i razem buchnęliśmy śmiechem. Najwyraźniej piwo zaczęło działać, bo swobodniej rozsiadła się na krześle. Rozluźniła swoje ramiona i w końcu spojrzała na mnie tak jak kiedyś, gdy nie miałem jeszcze Alicji.
A może mi tylko się wydawało?
- Więc, co chcesz wiedzieć?- Zapytała podpierając swoją brodę na łokciach. Wyglądała przy tym jak małe dziecko.
- Jak to, co? No przecież już to powiedziałaś- spostrzegłem, zanim się zorientowałem, że wplątała mnie w grę.
- Ale ja niczego takiego nie pamiętam- wzruszyła ramionami robiąc minę niewinnego dziecka. Czarny kosmyk włosów spadł jej na policzek, czym wyglądała pociągająco i tak dziewczęco.
- Hej, czy ty, aby mnie nie wkręcasz?- Zapytałem starając się wypaść poważnie.
- Absolutnie nie.
Po tych słowach znów uniosła kufel do góry i wypiła kilka łyków. Postawiła przy mnie i szelmowsko beknęła.
- Łał! Od takiej strony cię nie znalem.
- Od wielu stron mnie nie znasz- powiedziała i jak na zawołanie wstała od stolika.- Dzięki za piwo Adamie. A teraz pozwól, że wrócę do domu.
Wstałem tak szybko, jak i ona, choć bardziej niezdarnie.
- Chcesz zostawić mnie samego? Przecież wiesz, że nie mogę prowadzić. Mogę sobie nawet zrobić coś złego. Nie przejmujesz się tym?
Uśmiechnęła się tylko, zanim odeszła.
- Od tego masz swoją żonę Adamie. Dbaj o nią, bo niebawem znów zostaniesz ojcem. Nie zmarnuj tego.
Potem pozostawiła mi chwilowy widok swoich pleców, zamykane drzwi i pusty kufel na stoliku. Usiadłem przy nim i dopiłem swoje piwo. Nie wiem, czemu, ale zabolały mnie jej słowa. Gdy wracałem do domu na piechotę wciąż dźwięczały mi w głowie.
Od tego masz swoją żonę Adamie. Dbaj o nią, bo niebawem znów zostaniesz ojcem. Nie zmarnuj tego.

215 czyt.
100%31
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1985 słów i 10200 znaków, zaktualizowała 9 maj o 7:37.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 9 maja

    Od tego masz swoją żonę Adamie. Dbaj o nią, bo niebawem znów zostaniesz ojcem. Nie zmarnuj tego.....ciekawe przesłanie